środa, 3 maja 2017

Kurostwo domowe

"Zupełnie nie wiem jak można się tak marnować? Po co były Ci te studia? Ja tam nie jestem stworzona do bycia kurą domową...."
Znacie to? Trochę obraźliwe? Nic bardziej mylnego!
Przeanalizujmy co oznacza kura domowa i bycie kurą domową i czy faktycznie jest się o co obrażać....

Kura wg. Wikipedii to nazwa większości samic ptaków z rzędu grzebiących, np. bażanta, cietrzewia, głuszca. Jak definicja wnosi - samica, rodzaj żeński, żeby nie było później niedomówień.
 
Kura domowa - również według Wikipedii - ptak hodowlany z rodziny kurowatych, hodowany na całym świecie. W środowisku naturalnym nie występuje. Uważa się, że stanowi formę udomowioną kura bankiwa (Gallus gallus), lecz nie wyklucza się domieszki innych gatunków południowoazjatyckich kuraków (zarówno żyjących, np. kur siwy, jak i wymarłych). Kury od wieków biegały wolno w gospodarstwach, same znajdywały sobie pożywienie np. na pastwiskach, były to natomiast bardzo małe ilości pożywienia. Kury zaczęto przechowywać w kurnikach w ilościach od jednej do kilkuset kur dopiero pod koniec XIX wieku, bowiem wówczas dopiero zaczęto zwracać szczególną uwagę na ich wartość ekonomiczną.

Pierwszym i najważniejszym podobieństwem jest płeć. Kura jest rodzaju żeńskiego, nie jest to jednak żadnym wyznacznikiem do porównania kobiety do kury, wszak na świecie są lwice, słonice, tygrysice, niedźwiedzice.... Czemu więc nikomu nie przyszło do głowy nazywać takie kobiety lwicami?
Być może dlatego, że kura jest ptactwem udomowionym, zwykło się o niej mawiać domowa, a kobiety są też trochę domowe, w końcu dom bez kobiety nie ma duszy - prawda...? A poza tym czy ktoś widział niedźwiedzice domową?
Dwa pierwsze i najbardziej uderzające podobieństwa za nami Kura, bo płeć żeńska i domowa....bo domowa, nie wymaga komentarza i rozwijania tematu.

Kura Bankiwa (Gallus gallus) - oczywiście wg. Wikipedii - gatunek ptaka z rodziny kurowatych (Phasianidae), uważany za dzikiego przodka kury domowej. Udomowiony został 4000 lat p.n.e. Występuje w północno-wschodnich Indiach i południowo-wschodniej Azji. 
Uważa się, że nie tylko mężczyzna, ale i kobieta pochodzą od małpy i zanim nas spacyfikowano (udomowiono/albo lepiej walnięto pałą i zaciągnięto za włosy do jaskini) też byłyśmy dzikie.... 

Rząd grzebiące - chyba nie wymaga długiego komentarza? Grzebiemy się w brudnych pieluchach, koszu z praniem i prasowaniem, co wytrwalsze grzebią się w grządkach jak prawdziwe kury żeby rodzinie świeże ekologiczne warzywka wyprodukować. Grzebiemy w zlewach pełnych naczyń i na dnie szafek by wydobyć coś z czego można wyprodukować obiad. Niektóre z nas muszą też grzebać w kupie żeby np. sprawdzić czy potomstwo wydaliło już część zabawki starszego rodzeństwa, czy jednak trzeba z nim jechać na SOR.... Także kolejne uderzające podobieństwo..... Zaczynam zastanawiać się czy na pewno pochodzimy od małpy.

"Kury od wieków biegały wolno w gospodarstwach, same znajdywały sobie pożywienie..." gdyby tak na świecie zostali sami mężczyźni myślę, że poumieraliby z 3 powodów : głodu, brudu i niemożności prokreacji.... Nie tragizuję, wiem że są tacy, którzy gotują lepiej niż 100 kobiet na raz jednak nikt jak baba nie potrafi wyczarować w 30 min obiadu mając w zanadrzu światło w lodówce, bieżącą wodę, gaz i siłę woli.... Kolejne podobieństwo....?

"... pod koniec XIX wieku, ...zaczęto zwracać szczególną uwagę na ich wartość ekonomiczną." Długie lata świetlne świat nie doceniał kobiet. Byłyśmy, że się tak wyrażę gatunkiem podrzędnym. Nie bez przyczyny jeszcze niekiedy słyszy się, że głową rodziny jest mężczyzna (głównie w kawałach bo co mądrzejsi doszli do tego, że bezpieczniej jest ów określenia nie używać). Z czasem jednak uzyskałyśmy prawo do głosowania i noszenia portek na równi z mężczyznami, a nawet co mądrzejsi z nich potrafią nas docenić za niezwykłe walory ekonomiczne. W końcu jesteśmy trochę jak roboty, milion w jednym (szkoda, że nie dolarów...). Ugotuje, posprząta, poprasuje, urodzi i odchowa dzieci, do tego przydatna jest nie tylko w kuchni ale i w sypialni. Potrafi zarobić pieniądze i nawet donieść większość do domu by ulokować we wspólnej studni bezdusznych kredytów. Czasem jesteśmy nawet zabawne i rozumiemy to o czym mówią mężczyźni (te to już level hard - np. zapalone amatorki piłki nożnej albo mechaniki). Myślę, że można byłoby wymieniać w nieskończoność....

Analizując wyżej wymienione definicje i moje subiektywne rozwinięcia myślę, że nie można stosować określenia kura domowa tylko do kobiet pracujących w domu. Bardziej pasuje mi to do określenia żony i matki.... Patrząc na to, że w większości polskich domów scenariusz jest podobny - na matce/kobiecie/żonie zazwyczaj spoczywa większość obowiązków domowych - określenie kura domowa ni jak nie wpisuje się do tych pracujących tylko w domu. Analizując moje błyskotliwe rozwinięcia pokuszę się nawet o stwierdzenie, że jest to określenie jak najbardziej pożądane, prawie jak komplement! W końcu opisywane są jako ekonomiczne, samodzielne i zaradne.

A odnośnie kobiet pracujących w domu - nie będę nikomu ubliżać ani słodzić jednakże kończąc właśnie swój 2gi w życiu urlop macierzyński i pracując w miejscu zamieszkania śmiem pokusić się o stwierdzenie, że ni chuja nie ma czegoś takiego jak kobieta siedząca w domu czy też siedząca i nic ni robiąca..... Jeśli ktoś widział kobietę siedzącą i nic nie robiącą w domu to bardzo proszę o przysłanie mi zdjęć adresu i pełnej dokumentacji. Moim zdaniem ni chuja, podkreślam NI CHUJA się nie da siedzieć w domu i nic nie robić....zwłaszcza z dziećmi.... Dlatego też kobieta w domu jest dla mnie kobietą pracującą.... tak jak kura ;)

Pozdrawiam PR

Zdjęcia oczywiście moje i jak najbardziej nie na temat ;) 



11 komentarzy:

  1. Zacny tekst :D pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Również pozdrawiam 😉

      Usuń
  2. Przychylam się do zdania KaroLiny :D po stokroć zacny tekst :D <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kłaniam się nisko za słowa pochwały 😉

      Usuń
  3. O kurka wodna! Mamy wiele wspólnego z tymi kurami! Jestem w domu, nie czuję się z tym źle, masz rację, kura domowa gdyby patrzeć na definicję to każda matka i zona, bez względu na to czy pracuje poza domem czy została w nim! Ja często czuję się też jednak lwicą, przyznaj, z nimi tez mamy duuuużo wspólnego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. Często musimy walczyć o dobro naszych dzieci lub rodzin (chocby w przychodni).
      Ja mam specyficzną pracę Ale co mnie w niej cieszy to to że jestem więcej w domu niż mamy etatowe i mogę więcej czasu poświęcić dzieciom.

      Usuń
  4. Dobrze jest być domową kurką (z wolnego wybiegu, hehe). Ale nie każda potrafi nią być. Słusznie zauważyłaś, że kurami są także te, które pracują poza domem i analogicznie nie każda kobieta pozostająca w domu potrafi być kurą. Bo kury nie siedzą na sofach malując paznokcie. Prowadzić ciepły, harmonijny dom to wielka sztuka i z pewnością nie wykłada się jej na uniwersytetach. A gdyby się zastanowić nad wartością rodziny w naszym życiu tak osobistym, jak i społecznym, to wielka odpowiedzialność dbać o swoich. I nie lada dzielność tkać codzienność nić za nicią w regularny gobelin. Przecież czasem każdy ma dość. Czasem chciałoby się wyjść do pracy i wrócić kilka godzin później. Ale dom wtedy chłodny, niedokończony... Mając za sobą obie perspektywy- pracy poza domem i w jego obrębie, z pełnym przekonaniem wybieram to drugie. I nie dlatego, że jest łatwiej, bo to bujda. Ale tu bardziej się spełniam. Więcej tworzę i więcej się uczę. I mam okazję być nie tylko kurą, ale i lwicą, wilczycą, sową, artystką, nauczycielką, opoką, nierzadko burzą z piorunami... i kocicą i myszką też ;)
    Uściski dla Was, dziewczyny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jeszcze przepis na rosół. Odpalcie głośniki :D
      https://www.youtube.com/watch?v=fqhhBSXMUzE

      Usuń
    2. Myślę że nawet te co paznokcie na kanapie malują sa po części kurami.. ..w końcu brudne majty same za nikogo się nie pìora. Dobrze mi w domu. Lubię ciepły domowy obiad w przerwie od pracy 😁

      Usuń
  5. wiesz, mam ... ptako fobię a głównie gołębio fobię :) ale kurą domową baaardzo bardzo chętnie jestem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam również nie narzekam na swój stan....dobrze mi z nim. 😂😉

      Usuń

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)