środa, 24 maja 2017

Czytu tu czytu tam: Lotte Piratka + KONKURS

Wszyscy mi mówią, że wychowywać dziecko na wsi jest cudownie. Podkreślają przy tym jaka to swoboda i możliwości rozwoju dla niego. A ja się zgodzę z tym tylko w połowie, tylko z perspektywy rodzica.
Moje dzieciństwo upłynęło mi w miejscowości gdzie dzieci było na tak zwane pęczki. Była nas wielka banda i zawsze, któreś z nas wymyśliło coś ciekawego do roboty. Nie nudziliśmy się dlatego, że zaprzęgaliśmy do pracy nie jeden, a "dzieści" kreatywnych dziecięcych umysłów. 
Moja córka nie ma niestety tyle szczęścia co ja. Mieszkamy w miejscu, które liczy sobie kilkanaście numerów, z czego jedna trzecia z tych osób po pracy znika w swoich mieszkaniach w mieście. Nie ma koleżanek, nie ma rówieśników, a jedynymi towarzyszami zabaw są psy i koty. Jej młodszy brat nie umie się jeszcze z nią bawić, nie rozumie sensu większości jej zabaw i często bardziej jej przeszkadza niż pomaga. Żukowa Panna dryfuje więc jak samotna wyspa pośród morza sadów i pól, a żaden żywy organizm, czy to roślina, czy zwierzę nie są jej obce. 
Staramy się jak możemy aby jej ten czas w domu umilać, trochę może nawet rekompensujemy jej te braki towarzyszy zabaw, oczywiście zabawkami. Jednak to głównie dzięki niej samej, dzięki jej wyobraźni i  kreatywności, jej zabawy są udane i ciekawe. Taka mała dzielna dziewczynka.
Taką dzielną dziewczynką jest też Lotte, bohaterka książki, którą miałyśmy okazję poznać dzięki wydawnictwu Polarny Lis
Zdarza się Wam kupować książki po okładce? Powiem tak - nie należę do takich osób, aczkolwiek kilka takich wybryków mam na swoim koncie. Wszystkie oczywiście nieudane. Dlatego też teraz jak kupuję książki dla dzieci, przeglądam treść. 
"Lotte piratka" autorstwa Sandrine Bonini i Audrey Spiry, to książka, której nie kupiłabym ani po okładce ani po tytule. Gdy dostałam propozycję recenzji podeszłam do niej dość sceptycznie, nawet nie powiedziałam o niej Żukowej Pannie zanim nie przyszła do domu. Ba! Zastrzegłam sobie, że jeśli nam się nie spodoba recenzji nie będzie. Nie zachwycił mnie jej widok, ani tytuł.  Nie dla mnie jednak była przeznaczona, postanowiłam więc dać jej szansę.
 Jak można się domyślać i tym razem się zawiodłam, tyle że w tą dobrą stronę. Już pierwsza kartka,  jeszcze ta przed samym tekstem, z mnóstwem kolorowych obrazków woła otwórz mnie, zajrzyj i sprawdź.... Żuk zobaczyła między tymi obrazkami pająka i oczy jej się zaświeciły.... Nie zdążyłam przewertować treści pierwsza. Z tym błyskiem w oku i na bezdechu wydusiła z siebie "CZYTAJ!". No i przeczytałam, a później jeszcze 3 razy....
"Lotte piratka" to opowieść o takiej dziewczynce jak moja córka, dziewczynce której do zabawy musi wystarczyć wyobraźnia i wszystko to co napotka na swojej drodze, bo wychowuje się pośrodku niczego. Notabene tak jak Żuk świetnie sobie z tym radzi, a nawet twierdzi, że nic więcej jej do szczęścia nie trzeba. Żuk dopóki nie poszła do przedszkola i nie zasmakowała zabawy z rówieśnikami też była samowystarczalna, teraz chodź nadal dzielna czasem mówi, że przydałaby się jej jakaś koleżanka w pobliżu, choć jedna. Książka ta niesie przesłanie podobne do wniosków mojej córki - że warto czasem mieć przyjaciół.
Dzięki Lotte piratce mamy okazję biegać po dżungli, przytulać się do dzikich zwierząt, smakować egzotycznych owoców i napawać oczy pięknem przyrody. Czytając książkę słyszysz dźwięki dżungli, czujesz wilgotne powietrze przed deszczem i oddychasz świeżością lasu. Jest to jedna z tych pozycji, do której będziemy często wracać. 
Żuk w wolnych chwilach ogląda piękne kolorowe obrazy wręcz przesycone kolorem. Wynajduje w nich różne ciekawe szczegóły, na które zapewne ja nie zwróciłabym uwagi. 
Treść jest jasna dla małego czytelnika. Już pierwszego dnia Żuk była w stanie streścić mi historię Lotte, a nawet sama zauważyła swoje podobieństwo do małej piratki, dzięki czemu natchnęła mnie do napisania tego posta.
Obie z Żukową Panną szczerze Wam tę pozycję polecamy i niech nie zwiedzie Was jej wygląd i tytuł, tak jak mnie....

Dzięki Wydawnictwu Polarny Lis mamy dla Was jedną książkę "Lotte piratka".
 Jedyne co wystarczy zrobić to do końca maja (31.05.2017 23.59) zostawić komentarz na blogu ze swoim imieniem, nazwiskiem lub pseudonimem i podpisem komu chcielibyście podarować tę ciekawą historię. 
Miło nam będzie również jak udostępnicie informacje o konkursie na swoich profilach na Facebooku (ale to nie jest obowiązkowe).
1 czerwca w Dzień Dziecka Żukowa Panna wylosuje jedną osobę, której będziemy mogły podarować nasz dodatkowy egzemplarz książki. Dane tej osoby zostaną umieszczone na końcu tego posta.
Pozwodzenia i do przeczytania!
PR i Żuk







17 komentarzy:

  1. Oj zdarza mi się kupowac przez okładkę, dlatego bardzo musiałam się pilnowac na targach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka historię , ja Zwykła Matka, chętnie podaruje mojej córce Izie :)

      Usuń
  2. Jak to pozory potrafia mylić. Ja tez mieszkam na wsi i sama wychowalam sie na wsi niestety ta obecna wies jest inna dzieci bardzo czesto zamiast wymyslac nowe zabawy tak jak my to robilismy siedza z telefonami w reku jest podworko jest a ze zamiast sie bawic w realu wola wirtualna rzeczywistosc to juz co innego:-(, ta ksiazke chetnie dalabym mojej corce ktora choc ma kilkoro dzieci do wspolnej zabawy bardzo czesto baei sie sama bo jej tak dobrze. Asia Konatowska

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziewczyny w odchudzaniu najważniejsza jest motywacja, ja codziennie oglądam niesamowite metmorfozy w odchudzaniu i to mi daje niesamowita motywacje, wam tez polecam ten sposób, wpiszcie sobie w google - odchudzanie przed i po by sasetka

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka podług Twojej recenzji i prezentacji wygląda na wartościową, mądrą i poruszającą. Bardzo chętnie podarowałabym taką małej Nikoli (córcę mojej serdecznej przyjaciółki), która z pewnością by się zachwyciła taką porcją książkowej dzikości. Szczerze mówiąc, to podarowałabym tą książkę wszystkim dzieciom, które znam, by zachęcać je do przyglądania się naturze i uwrażliwić na jej wartość w naszym życiu.
    Co do treści posta... myślę, że na relacje z ludźmi jeszcze przyjdzie czas w życiu Twojej córki. Zresztą, nie żyje przecież w izolacji, choć rozumiem brak równieśników w czasie wolnym od przedszkola. Nie oceniam jednak, czy tak jest lepiej, czy gorzej, bo z pewnością pod pewnymi względami jest lepiej, a pod innymi odwrotnie. Na początku posta napisałaś, że wychowywanie się na wsi jest lepsze tylko z perspektywy rodzica, nie dziecka. Ale to chyba kwestia indywidualna. Przecież piszesz o tym też z własnego punktu widzenia, porównując dzieciństwo Żuka do własnego. A później dodajesz, że nawet Ona sama uważa, iż "nic więcej jej do szczęścia nie trzeba". Wiadomo, że czegoś tam zawsze potrzeba, ale dzięki wytyczaniu sobie dążeń możemy sie rozwijać, a nie posiadając wszystko i nie mając celu. I odnoszę wrażenie, że martwisz się, iż to dzięki własnej wyobraźni i kreatywności zabawy Twojego dziecka są udane. Ja bym to postrzegała jako wielki sukces jej rozwoju.
    Pozdrawiam po sąsiedzku! /p

    OdpowiedzUsuń
  5. Dawno mnie tu nie było :P Muszę nadrobić !

    Książkę dostałaby zapewne moja siostrzenica :)

    Marta B.

    OdpowiedzUsuń
  6. krystyna kurek25 maja 2017 22:26

    ja też kiedyś czytałam synowi książki na dobranoc do momentu kiedy nie usnął bardzo to lubił.

    OdpowiedzUsuń
  7. Podpisuje się ;))

    Czytanie pobudza wyobraźnię i kształtuje maluchy :))

    OdpowiedzUsuń
  8. A jeśli chodzi o kreatywne zabawy i radzenie sobie z bycia jedynym osobnikiem na "rejonie" --> to też możemy coś na ten temat powiedzieć :)

    Książka idealna dla Wiktorjana :)
    Pomimo wersji damskiej :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja taką książkę zdecydowanie podarowałabym chrześnicy mojego męża. Ada uwielbia książki. Potrafi w zaskakującym tempie pochłonąć każdyy rodzaj. Żadna ilość stron jej nie straszna więc skoro tak lubi czytać, to zawsze kupujemy jej jakieś nowości ☺

    OdpowiedzUsuń
  10. Książka trochę o mnie, ja do teraz wole "bawić się sama". A książe podarowała bym mojemu synowi.
    Pozdrawiam cieplutko,
    Karola

    OdpowiedzUsuń
  11. My mieszkamy w blokowisku - ale dzieci jak na lekarstwo, więc rozumiemy Waszą samotność. Takie chyba czasy, że łatwiej dziecku włączyć bajkę niż spędzić czas na świeżym powietrzu.
    A książkę podarowałabym bardzo samotnej dziewczynce o imieniu Natalia. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Książkę podarowałabym Domci- mojej chrzestnej córce. Pozdrawiam! madulaa

    OdpowiedzUsuń
  13. Kierownik świetlicy31 maja 2017 21:40

    Książka jest skarbnicą wiedzy i warto po nią sięgnąć. Tą podarowałabym Weronice, która wprawdzie ma wokół siebie wiele koleżanek i kolegów ale czuje się bardzo samotna.Tylko jej bogata wyobraźnia pomaga jej przetrwać trudne chwile i pokonać samotność. Myślę, że dogadałyby się z bohaterką tej książki i wiele od siebie nauczyły.

    OdpowiedzUsuń
  14. Kierownik świetlicy31 maja 2017 21:44

    Chyba zakupię ją do świetlicy,by więcej dzieci mogło ją przeczytać��

    OdpowiedzUsuń
  15. Pojawiłam się na tym świecie ponad 30 lat temu i od początku mieszkałam na wsi. Zazdrościłam rówieśnikom kolonii, zbiórek zuchowych, udziału w dodatkowych kółkach zainteresowań- ja zamiast tego po szkole pomagałam w polu. A gdy nauczyciele wzdychali jakie to mam szczęście, bo rodziców mam "w domu" to mnie, niestety, szlag po prostu trafiał.
    Do dziś kocham moją wioskę i moją samotność, z którą mogłam się tylko zaprzyjaźnić, bo co innego mi pozostało?
    Żuk ma niezwykłe szczęście, że ma rodziców świadomych jej potrzeb intelektualnych i emocjonalnych. Gratuluję i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)