piątek, 3 marca 2017

Mam Cię! Czyli o spostrzegawczości słów kilka

Cechą charakterystyczną każdego rodzica jest wysoka ambicja nakierowana  na ich pociechę. W końcu miło jest gdy Twoje dziecko jest chwalone.
Staramy się wspomagać rozwój naszych dzieci wymyślając co i rusz nowe zabawy o dumnej nazwie edukacyjne, lub kupując zabawki i gry z ta samą nazwą w tytule.
Oczywiście nie neguję tego typu zachowań, powiem więcej sama stosuję, bo w końcu lepiej jest wspomagać niż później naprawiać coś czego się niedopilnowało.
Dziś na tapecie gry i zabawy rozwijające spostrzegawczość. Kilka przykładów z naszego życia, odnoszących się do naszej pięciolatki.
Internet zalany jest pomysłami rozwijania spostrzegawczości u dzieci, od tych prostych "domowej roboty" po przeróżne zalecane przez specjalistów. My z A. trochę z lenistwa stosujemy ich tylko, a może aż 4.
  • Pierwsza to oczywiście puzzle, które są chyba obowiązkowym elementem wyposażenia pokoju dziecięcego w każdym domu. No nie znam dziecka, które nie miałoby choć 1 opakowania u siebie. W dzieciństwie byłam puzzlomaniaczką więc ta zabawa zdecydowanie mi odpowiada.

  • Drugą zabawą na spostrzegawczość jest odnajdywanie wybranych elementów podczas jazdy samochodem. Wymyślona przeze mnie na potrzeby dłuższego podróżowania. I tak, to z nas, które siedzi akurat na miejscu pasażera ma za zadanie na wyścigi z Żukową Panną odnaleźć np. coś czerwonego, jakąś konkretną literkę, jakieś konkretne zwierzę, albo pana w okularach w zmieniającym się krajobrazie za szybą samochodu.  Gwarantuję, że szybciej uciekają kilometry, a "mamo daleko jeszcze?" jakoś tak słychać rzadziej.

  • Trzecią zabawą jest układanie figur na kartoniku i układanie różnych ciekawych rzeczy z tychże figur. Najpierw Żukowa Panna układa 4 figury - każda składa się z 2 elementów (pora już chyba zrobić trudniejsze;)), a później z tychże figur powstają kwiaty, ludzie i motyle. Polecam, bo łatwe do wykonania i bardzo lubiane przez dzieci.



  • ostatnio do naszych zabaw na spostrzegawczość dołączyła także gra firmy Alexander - Mam Cię! Kto kogo? która oprócz tego, że ćwiczy wyszukiwanie elementów nie tylko u dziecka, ale także i u innych graczy (w tym przypadku nas) jest świetną propozycją na wspólnie/rodzinnie spędzony czas z dzieckiem.


 MAM CIĘ!
Jak pisze o niej sam producent jest rodzinną i dynamiczną grą, w której liczy się umiejętność koncentracji i czas reakcji. Ma proste zasady  co pozwala na dołączenie do gry dość małym uczestnikom. Dwa warianty gry pozwalają na urozmaicenie - powiedziałabym, że jest to wariant dla dużych i dla małych.
Nie mam za dużo do dodania, bo te kilka zdań świetnie opisują grę. Jej proste zasady pozwoliły Żukowej Pannie załapać sens i cel po pierwszym tłumaczeniu. Odkąd pojawiła się u nas w domu jest w użyciu w każdy wieczór. Jej zasady powodują, że nasza pięciolatka czuje się równa z nami co trochę dodaje jej centymetrów i dorosłości. Ścigamy się z czasem i przeciwnikiem żeby zdobyć punkt dla siebie. Tylko czasami dajemy jej fory ;)
Dodatkowym plusem są postacie, które biegają po ogrodowym labiryncie - szczeniaki i kocięta czyli to co każde dziecko lubi najbardziej.

Zasady gry:
Niezależnie od sposobu ułożenia labiryntu (a jest ich wiele) szczeniaki i kociaki ganiają się ze sobą. Gracze mają za zadanie śledzić wzrokiem drogę piesków i kotków przez labirynt ogrodowych korytarzy i odkryć, które z nich spotkają się na tej samej ścieżce. Najszybszy gracz ma za zadanie złapać odpowiednie żetony z ilustracjami napotkanych w danej rundzie zwierząt i wymieniać je na karty. Wygrywa ta osoba, która uzbiera najwięcej kart. Gra kończy się wraz ze stosem kart. Utrudnieniem jest niemożność dotykania planszy palcem, każdą ścieżkę trzeba przejść wzrokiem.



Gra zawiera 4 dwustronne plansze i 55 kart, które nakazują obrócić jakiś element lub zamienić elementy miejscami. Dzięki temu układ się zmienia przy kolejce każdego gracza i nikt nie jest przez to faworyzowany. Kompletny labirynt ma 6 wejść z namalowanymi postaciami piesków, a każda z kart opisujących ruch planszy na drugiej stronie ma namalowaną postać pieska, od którego zaczyna się wyścig. Gracz zmieniający układ labiryntu po zmianie układu pokazuje wszystkim obrazek i zaczyna się gra - czyli wyścig.







Gra od firmy Aleksander bardzo się spodobała się nie tylko naszemu dziecku, ale i nam. Nie ukrywamy, że skupienie wzroku na danej ścieżce labiryntu nie jest rzeczą wbrew pozorom prostą. Trzeba się trochę natrudzić żeby wygrać rundę. Dlatego też oprócz ćwiczenia na spostrzegawczość dla naszej pięciolatki jest to także doskonały trening dla nas i naszych zastanych umysłów ;). Poza tym jako lokalni producenci mamy słabość do produktów rodzimych. Od zawsze wspieramy nasze polskie - od ubrań, poprzez wózek dziecięcy, gry a na żywności kończąc.... Mamy Cię jest grą, którą zdecydowanie polecamy, z kilku powodów - świetnej, rodzinnej zabawy, niewysokiej ceny i dobre bo polskie!

Jestem ciekawa Waszych zabaw na spostrzegawczość? Stosujecie jakieś? A może macie jakieś propozycje na ciekawe podróżowanie, bez "nudzimisię" i "dlaekojeszcze"?

Polecam i pozdrawiam PR

4 komentarze:

  1. Z zabaw do samochodu (i nie tylko) polecam zabawę w skojarzenia - świetna dla całej rodziny. Doro bardzo szybko załapał. Jakbyś nie znała to jeden podaje dowolny wyraz, a drugi musi podać słówko, które się z nim kojarzy. Wyrazy nie mogą się powtarzać (przykład: mleko->trawa->łąka->kwiaty->motyle... - godzina z głowy). Dziewczyn ulubiona zabawa to było szukanie "domów w paski" albo kto pierwszy zobaczy żółty/różowy ect dom. Jednak jak się jedzie autostradą setki kilometrów to na nic się nie przyda haha. Z gier "podłogowych" u nas faworytem są domino obrazkowe i memory, a gdy byłam w PL udało mi się nabyć GRZYBOBRANIE (planszówkę z moich dziecinnych lat) - najlepsza gra na świecie i szczerze polecam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a tak grzybobranie całkiem niedawno A. zakupił (no tabene też z Alexandra ;)) i powiem szczerze wszyscy się dobrze przy nim bawimy, tylko czegoś to ja zazwyczaj 4 razy w ciągu jednej gry wracam na start i nigdy nie skończę;) a skojarzenia było naszą ulubioną grą na studiach (taką do piwka) tylko czegoś zawsze, ale to dosłownie zawsze kończyło się na drzewo - deska - rżnięcie - sex..... od czego byśmy nie zaczęli....Żuk niesety jej nie polubiła. Za to lubi zabawę w wyrazy i litery - jedna osoba mówi wyraz a druga musi powiedzieć jakiś na ostatnią literę tego wyrazu i tak w kółko przez godzinę jak u Ciebie ze skojarzeniami....

      Usuń
  2. U nas puzzle zawsze były lubiane, wszelkie łamigłówki i labirynty, więc i ta gra pewnie by się młodej spodobała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no miałam okazję zobaczyć ostatnio - nie zdążyły sie przywitać a już puzzle razem układały :) gra jest ciekawa, można się przy niej na prawde dobrze bawić.

      Usuń

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)