środa, 29 marca 2017

A dziewiąty piątek wypada we wtorek

Wczoraj - 28 marca - przybył nam kolejny, dziewiąty z rzędu, słoneczny piątek naszego życia. Piątek, który okazał się być wtorkiem - jednak nam to nie przeszkadza. 9 lat temu Państwo Rolnicy zostali Państwem, a wytyczywszy granice tego państwa zaczęli budować je od podstaw.

Bilans zysków i strat  z perspektywy tych 9 lat?
  • 2 cudownych dzieci
  • 1 osobisty kot
  • 1 osobisty pies
  • dom wiecznego remontu
  • cała góra kapusty
  • jeszcze większa góra ziemniaków 
  •  kilka posadzonych drzew
  • kilka przekroczonych granic
  • mnóstwo planów
  • kilkoro wartościowych znajomych i przyjaciół.

Minusy - nie zaobserwowano....

Życzyłabym sobie i A. jeszcze wielu takich słonecznych piątków. Przede wszystkim wspólnych. Może jeszcze tylko w zdrowiu. Na tym moja lista życzeń się kończy - nie jest wygórowana..... Na resztę zapracujemy sobie sami.  W końcu nic tak dobrze nam w życiu  nie wychodzi jak wspólna praca, no i dzieci, ale nad nimi też trzeba było popracować więc można podpiąć to pod jedno ;)

Wczoraj był kolejny słoneczny piątek naszego życia, chwilo trwaj!
PR


wtorek, 28 marca 2017

Powrót do przeszłości

Kiedyś było lepiej. Kawa była mocniejsza, kapusta lepiej ukiszona, a dzieci mniej chorowały..... Wszyscy się znali i kumplowali, zabawy były ciekawsze, a ludzie mniej złośliwi...
Kiedyś było lepiej, bo kiedyś...... Byliśmy młodzi i mieliśmy po prostu mniej trosk. Bo kiedyś nasze problemy kończyły się na tym, że dostaliśmy zezwolenie na bieganie z kumplami do 21.30 a od 22 zaczynał się  najlepszy czas na podchody. Bo za słodycz wystarczała nam kanapka z masłem i cukrem, a czasem ta kanapka służyła nam nie tylko jako przekąska ale i śniadanie, obiad i kolacja.... Najsmaczniejsze  jabłka to  te zielone poobijane na kolanie. A czas bajki gdy miało się 3 programy w telewizji był ograniczony i święty.
Znacie to? Można tak wymieniać w nieskończoność. W końcu kiedyś było czasem naszej młodości, a młodość jest beztroska i po prostu fajna i nie ma co się dziwić, że dla nas kiedyś było fajniej.
A co jeśli powiem Wam ze na chwilę możecie przenieść się do kiedyś? BA! Możecie tam zabrać ze sobą swoje dzieci i pokazać jak fajnie było.
Pamiętam jakby to było dziś jak żadna zabawka mojego brata nie wytrzymywała tygodnia w całości. Dostawał nowy traktor, który musiał koniecznie obejrzeć od środka. Dość szybko okazało się, że najlepszą zabawką dla niego był tzw. trybik czyli koło zębate zespawane z długim prętem, którym mógł rozjeżdżać wszystkie skarpy i kałuże. Na szczęście ten jego szaleńczy zapał do rozkręcania ostygł po jakimś czasie, a mama nauczyła się wynajdywać mu zabawki, które są wprost stworzone do rozkręcania. Pierwszą był plastikowy traktor z wielkimi wkręcanymi śrubami. Kolejną model do skręcania, złożony ze śrubek i blaszek.
Taki model właśnie odkrywa przed nami firma Alexander - specjalna zabawka dla wymagających dzieci, dla takich którym nie wystarcza, że samochód jeździ.
Założenie bardzo przypomina mi tamten model sprzed 20 lat, jednak wykonanie jego jest dużo solidniejsze. Pomimo, że nasza 5latka jest bystra dość optymistycznie założyliśmy, że poradzi sobie ze składaniem. Nie na darmo producent nadrukował na opakowaniu cyfrę 8 z plusikiem. Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło - Żuk segregowała elementy i rozdzielała śrubki, Hrabia zjadał plastikowe koła i gniótł instrukcję, a A. skręcał - WSPÓŁPRACA pełną gębą przez wielkie W. Wszyscy mieli zabawę, najważniejsze jednak w tej zabawie było to, że wspólną. Z tej masy blaszek i śrubek po jednym wieczorze towarzystwo moje wydobyło to co rolnicy lubią najbardziej - sprzęt rolniczy. U nas był to kombajn! Z resztą sami zobaczcie!












Mały konstruktor to zabawka, która ćwiczy cierpliwość, sprawność manualną i uczy pokory - nawet dużych chłopców. Trzeba się nieźle skupić na składaniu. Jednakże nagroda jaką otrzymujemy w postaci sprawnego, jeżdżącego (w naszym przypadku) kombajnu całkowicie rekompensuje czas poświęcony na złożenie. TU możecie podejrzeć małego profesjonalistę w akcji, podczas składania jednego z modeli.

Kolejną zabawą na myślenie konstruktywne i pobudzanie wyobraźni, którą ja osobiście również pamiętam jako zabawę sprzed dwudziestu paru lat są Magiczne Mozaiki. Moje oczywiście miały 3 kolory i po niewielkiej garści elementów, dzięki czemu moja wyobraźnia nie mogła poszaleć jak w przypadku tych od firmy Alexander, które mają ich aż 600!
Do tego pamiętam jakby to było wczoraj jak moje śmierdziały! Taki plastik połączony z plasteliną i pomimo upływu czasu ich zapaszek wcale nie ulatniał się niestety. Niemniej jednak bardzo lubiłam układać różne elementy na swojej krateczce i zauważyłam, że Żuk także bardzo polubiła swoje. Układa co i rusz nowe obrazki, czasami odwzorowuje te z książeczki z przykładami, czasami popuszcza wodze swojej wyobraźni. I tylko Hrabia patrzy na siostrę trochę z zazdrością - niestety jego dziesięciomiesięczna wyobraźnia jest tak bujna, że jakby się do nich dopadł to na pewno skończyłyby w gablocie szpitalnej rzeczy wyciągniętych z dziecka.....
Magiczne Mozaiki można opisać jednym ważnym w rozwoju dzieci słowem - kreatywność! Myślę, że nic więcej dodawać nie trzeba. Popatrzcie sami!








TU mała konstruktorka w akcji - podejrzyjcie.

Jestem ciekawa czy Wy znaleźliście w obecnej obszernej ofercie zabawek coś co na chwilę przenosi Was do czasów dzieciństwa? Coś co jest ponadczasowe, proste a zarazem ciekawe? Podzielcie się swoimi znaleziskami w tej dziedzinie!
Pozdrawiam PR

środa, 22 marca 2017

ŚWIĘTA = SERNIK

Za chwilę kolejne święta. Gdybyśmy zabawili się w skojarzenia i musielibyście odpowiedzieć skojarzeniem na słowo święta to co byście powiedzieli? Jestem bardzo ciekawa....
Moje skojarzenie ze świętami jest jedno i nie ma znaczenia czy mówimy o tych wiosennych czy o tych zimowych. U mnie ŚWIĘTA = SERNIK!
Odkąd pamiętam święta kojarzą mi się z sernikiem mojej mamy. To taki obowiązkowy i nieodzowny ich element. Zapytałam kiedyś babcię dlaczego tylko mama robi sernik na wszystkie imprezy rodzinne, odpowiedziała mi, że tak dobrego nikt inny nie potrafi zrobić. Oczywiście uwierzyłam i aż do tego roku nawet nie próbowałam się za niego zabierać. Jak sernik to babcia Ala i koniec. 
Niestety, albo stety czego się nie robi dla własnego dziecka. Być może włazi mi na głowę moja Panna, ale oszukiwać nikogo nie będę, sama także miałam ochotę na coś dobrego, dlatego też dałam się jej namówić na Ciasto Babci Ali....
A teraz moi mili znajcie łaskę Pani! Podzielę się z Wami przepisem na najlepszy sernik na świecie - w końcu nazwa KRÓLEWSKI do czegoś zobowiązuje! Bierzcie i pieczcie, a później chwalcie się efektem końcowym! I niech Wam smakuje!

CIASTO:

Składniki:
2 szklanki mąki pszennej
3/4 szklanki cukru
1 margaryna (u nas najlepiej sprawdza się palma z kruszwicy)
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 żółtko
2-3 łyżki ciemnego kakao

Wrzucamy wszystko do miski i zagniatamy ciasto. Blachę wykładamy papierem do pieczenia i tarkujemy zagniecione ciasto na tarce jarzynowej o grubych oczkach, starając się rozłożyć je równomiernie na całej powierzchni blachy. Nie ugniatamy. Zostawiamy małą kulkę ciasta do dekoracji wierzchu.

MASA:

Składniki:
1 kg. twarogu z wiaderka
1 szklanka cukru
cukier wanilinowy
6 jajek
1 łyżka mąki pszennej
1 łyżka mąki ziemniaczanej
1 łyżka kaszy mannej
kostka masła

Ucieramy żółtka z cukrem. Nadal ucierając dodajemy kolejno masło, później twaróg i kolejno pozostałe składniki. Białka z tych 6 jaj i to jedno co zostało z ciasta ubijamy na sztywną pianę. Po utarciu wszystkich składników dodajemy białka i mieszamy dokładnie na jednolitą masę. Masę wylewamy na starte ciasto i ścieramy małą kulkę ciasta na tej samej tarce na wierzchu. Pieczemy około godziny w 200 stopniach, nie nagrzewając wcześniej piekarnika. U mnie ciasto brązowieje po 45 - 50 minutach u mojej mamy po godzinie. Należy obserwować, w końcu nikt jak Wy nie zna lepiej Waszego piekarnika.

Tyle całego sekretu. Jak widać dość kosztowne i dość kaloryczne. Jednakże jego smak rekompensuje wszystko. Musicie spróbować!
Pozdrawiam PR




piątek, 10 marca 2017

Wschodnia królowa witamin

Od kilku lat prowadzimy z mężem sukcesywne prace odchwaszczajace podwórko. Babcia z dziadkiem nasadzili lata świetlne temu przeróżnych krzaków i krzaczków w celu upiększenia otoczenia. Okazało się jednak iż świeże warmińskie powietrze tak im służy, że dała znać o sobie moja klaustrofobia. Nie żebyśmy od razu wandalizm prowadzili, nie z nami te numery. Po prostu przerośnięte thuje zastąpiły młode wiśnie i inne borówki. Tak żeby z tego zachwaszczenia jeszcze skorzystać, a nie tylko zasłaniać światło z każdej strony.

Mając na uwadze wycinanie i sadzenie chciałabym Wam przedstawić roślinę/ krzew, który warto jest mieć na swoim podwórku. Zanim przedstawię tę wschodnią królową witamin powiem Wam, że jak tylko wprowadziłam się do naszego domu teściowa oprowadzała mnie sukcesywnie po wszystkich takich roślinnych ciekawostkach pokazując ich owoce. Ja oczywiście pomimo wiejskiego pochodzenia zachowywałam się jak rasowy wypłosz i wszystko czego moje oczy do tej pory nie widziały, a uszy o czym nie słyszały omijałam szerokim łukiem. Trwało to tak ładnych kilka lat, dopóki nie pojawiła się na świecie Żuk, która jak kombajn do zbierania owoców wpadała w owocowy zakątek podwórka i zajadała się wszystkim do czego jej małe rączki sięgały. Wtedy to (o boszszsz co ze mnie za matka, na własnym dziecku wypróbowałam) przekonałam się, że wiele z tych dla mnie jeszcze wtedy egzotycznych owoców jest bardzo smacznych i wcale nie trujących.

Tak oto jak zwykle przydługim wstępem chciałam Wam przedstawić - Jagodę Kamczacką! Słyszeliście? Jadacie? Posiadacie?
Zapewne za chwilę okaże się, że tylko ja jestem wiejskim wypłoszem, którego owocowa wiedza do niedawna kończyła się na jabłkach, gruszkach, śliwkach i wiśniach....wstyd się przyznać!
Jeżeli jesteście na etapie urządzania podwórka, lub macie kawałek podwórka któremu czegoś brakuje zdecydowanie polecam Wam ten krzew.

Dlaczego właśnie jagoda kamczacka?
  • szybka wegetacja - niektóre odmiany owocują już na przełomie kwietnia i maja. Są to pierwsze owoce po zimowej stagnacji.
  •  roślina długowieczna, łatwa w uprawie i wytrzymała na mróz - nie potrzebuje jakichś szczególnych warunków glebowo-stanowiskowych. Nie toleruje gleb gliniastych, mało przepuszczalnych o dużej wilgotności, ale takie gleby akurat mało roślin toleruje. Lubi stanowiska nasłonecznione. Z miłą chęcią rozgości się w glebie żyznej, umiarkowanie wilgotnej, o odczynie lekko kwaśnym (5,5-6).  Choć w literaturze opisywana jest jako krzew który urośnie na prawie każdej glebie.
  • superowoc - bogactwo witamin - jej granatowe lekko cierpkie owoce zawierają całą plejadę witaminowych i mineralnych gwiazd. Znajdziemy tam duży zasób witaminy A i C, żelazo, jod i miedź. Ponadto literatura wymienia też trudne chemiczne nazwy, które rzekomo wspomagają organizm np. kwasy organiczne, epikatechiny, antyoksydanty, flawonoidy i antocyjany.
  • właściwości przeciwbakteryjne - związki polifenolowe znajdujące się w owocach jagody wykazują działanie przeciwbakteryjne wobec wielu szczepów bakterii, w tym między innymi Helicobacter pyroli wywołującej chorobę wrzodową żołądka.
  • szerokie spektrum wykorzystania - owoce można jadać na świeżo, przetworzone oraz suszone. Rzekomo przetwory z jej owoców zachowują do 80% swoich cudownych prozdrowotnych związków.
Mam nadzieję, że przekonałam Was choć trochę. Ja osobiście codziennie wyglądam słońca, bo już nie mogę się wprost doczekać kiedy nasza jagoda zacznie owocować. Mam też cichą nadzieję, że Hrabia zostanie równie wiernym fanem tego owocu co jego siostra.
Pozdrawiam PR

piątek, 3 marca 2017

Mam Cię! Czyli o spostrzegawczości słów kilka

Cechą charakterystyczną każdego rodzica jest wysoka ambicja nakierowana  na ich pociechę. W końcu miło jest gdy Twoje dziecko jest chwalone.
Staramy się wspomagać rozwój naszych dzieci wymyślając co i rusz nowe zabawy o dumnej nazwie edukacyjne, lub kupując zabawki i gry z ta samą nazwą w tytule.
Oczywiście nie neguję tego typu zachowań, powiem więcej sama stosuję, bo w końcu lepiej jest wspomagać niż później naprawiać coś czego się niedopilnowało.
Dziś na tapecie gry i zabawy rozwijające spostrzegawczość. Kilka przykładów z naszego życia, odnoszących się do naszej pięciolatki.
Internet zalany jest pomysłami rozwijania spostrzegawczości u dzieci, od tych prostych "domowej roboty" po przeróżne zalecane przez specjalistów. My z A. trochę z lenistwa stosujemy ich tylko, a może aż 4.
  • Pierwsza to oczywiście puzzle, które są chyba obowiązkowym elementem wyposażenia pokoju dziecięcego w każdym domu. No nie znam dziecka, które nie miałoby choć 1 opakowania u siebie. W dzieciństwie byłam puzzlomaniaczką więc ta zabawa zdecydowanie mi odpowiada.

  • Drugą zabawą na spostrzegawczość jest odnajdywanie wybranych elementów podczas jazdy samochodem. Wymyślona przeze mnie na potrzeby dłuższego podróżowania. I tak, to z nas, które siedzi akurat na miejscu pasażera ma za zadanie na wyścigi z Żukową Panną odnaleźć np. coś czerwonego, jakąś konkretną literkę, jakieś konkretne zwierzę, albo pana w okularach w zmieniającym się krajobrazie za szybą samochodu.  Gwarantuję, że szybciej uciekają kilometry, a "mamo daleko jeszcze?" jakoś tak słychać rzadziej.

  • Trzecią zabawą jest układanie figur na kartoniku i układanie różnych ciekawych rzeczy z tychże figur. Najpierw Żukowa Panna układa 4 figury - każda składa się z 2 elementów (pora już chyba zrobić trudniejsze;)), a później z tychże figur powstają kwiaty, ludzie i motyle. Polecam, bo łatwe do wykonania i bardzo lubiane przez dzieci.



  • ostatnio do naszych zabaw na spostrzegawczość dołączyła także gra firmy Alexander - Mam Cię! Kto kogo? która oprócz tego, że ćwiczy wyszukiwanie elementów nie tylko u dziecka, ale także i u innych graczy (w tym przypadku nas) jest świetną propozycją na wspólnie/rodzinnie spędzony czas z dzieckiem.


 MAM CIĘ!
Jak pisze o niej sam producent jest rodzinną i dynamiczną grą, w której liczy się umiejętność koncentracji i czas reakcji. Ma proste zasady  co pozwala na dołączenie do gry dość małym uczestnikom. Dwa warianty gry pozwalają na urozmaicenie - powiedziałabym, że jest to wariant dla dużych i dla małych.
Nie mam za dużo do dodania, bo te kilka zdań świetnie opisują grę. Jej proste zasady pozwoliły Żukowej Pannie załapać sens i cel po pierwszym tłumaczeniu. Odkąd pojawiła się u nas w domu jest w użyciu w każdy wieczór. Jej zasady powodują, że nasza pięciolatka czuje się równa z nami co trochę dodaje jej centymetrów i dorosłości. Ścigamy się z czasem i przeciwnikiem żeby zdobyć punkt dla siebie. Tylko czasami dajemy jej fory ;)
Dodatkowym plusem są postacie, które biegają po ogrodowym labiryncie - szczeniaki i kocięta czyli to co każde dziecko lubi najbardziej.

Zasady gry:
Niezależnie od sposobu ułożenia labiryntu (a jest ich wiele) szczeniaki i kociaki ganiają się ze sobą. Gracze mają za zadanie śledzić wzrokiem drogę piesków i kotków przez labirynt ogrodowych korytarzy i odkryć, które z nich spotkają się na tej samej ścieżce. Najszybszy gracz ma za zadanie złapać odpowiednie żetony z ilustracjami napotkanych w danej rundzie zwierząt i wymieniać je na karty. Wygrywa ta osoba, która uzbiera najwięcej kart. Gra kończy się wraz ze stosem kart. Utrudnieniem jest niemożność dotykania planszy palcem, każdą ścieżkę trzeba przejść wzrokiem.



Gra zawiera 4 dwustronne plansze i 55 kart, które nakazują obrócić jakiś element lub zamienić elementy miejscami. Dzięki temu układ się zmienia przy kolejce każdego gracza i nikt nie jest przez to faworyzowany. Kompletny labirynt ma 6 wejść z namalowanymi postaciami piesków, a każda z kart opisujących ruch planszy na drugiej stronie ma namalowaną postać pieska, od którego zaczyna się wyścig. Gracz zmieniający układ labiryntu po zmianie układu pokazuje wszystkim obrazek i zaczyna się gra - czyli wyścig.







Gra od firmy Aleksander bardzo się spodobała się nie tylko naszemu dziecku, ale i nam. Nie ukrywamy, że skupienie wzroku na danej ścieżce labiryntu nie jest rzeczą wbrew pozorom prostą. Trzeba się trochę natrudzić żeby wygrać rundę. Dlatego też oprócz ćwiczenia na spostrzegawczość dla naszej pięciolatki jest to także doskonały trening dla nas i naszych zastanych umysłów ;). Poza tym jako lokalni producenci mamy słabość do produktów rodzimych. Od zawsze wspieramy nasze polskie - od ubrań, poprzez wózek dziecięcy, gry a na żywności kończąc.... Mamy Cię jest grą, którą zdecydowanie polecamy, z kilku powodów - świetnej, rodzinnej zabawy, niewysokiej ceny i dobre bo polskie!

Jestem ciekawa Waszych zabaw na spostrzegawczość? Stosujecie jakieś? A może macie jakieś propozycje na ciekawe podróżowanie, bez "nudzimisię" i "dlaekojeszcze"?

Polecam i pozdrawiam PR