wtorek, 21 lutego 2017

Refluks - nasza walka z nawracającym kaszlem i infekcjami

Żuk ma ponad 5 lat. Mniej więcej po skończeniu 1 roku życia zaczął ją nękać nawracający kaszel. Szukaliśmy przyczyn i leczyliśmy ją do ukończenia 4 roku życia, a nawet trochę ponad. Nie na darmo moja teściowa powiada, że na swojego, czyli właściwego lekarza po prostu trzeba trafić, a co za tym idzie trzeba szukać. Teraz już wiem też, że nie należy wierzyć ślepo jednemu lekarzowi.....

Nieskończone ilości wizyt u pediatry - te państwowe i te prywatne, kilku alergologów w tym 4rodniowa diagnostyka w szpitalu alergologicznym w Ameryce, pulmunolog, laryngolodzy.... Wreszcie gdy żaden z lekarzy nie potrafił nam pomóc, diagnostyka na ślepo na własną rękę. A. przez 16 dni woził do analizy kał, bo Pani w okienku stwierdziła, że wyniki miarodajne to te długotrwale robione. Mieliśmy szczegółową analizę krwi i moczu. I najdokładniejsze wyniki ze szpitala w Ameryce, takich do których nie dałoby się już chyba nic dołożyć. I kolejne wyniki od pulmunologa. Daję Wam słowo, że nie widziałam jeszcze takiego zdziwienia u lekarza jak wtedy gdy położyłam to wszystko na biurku naszego pediatry. Co z tego wynikło? Pasożytów brak, wmawianej alergii brak, a jedyne co wyszło to niewielki niedobór witaminy D - był marzec, po zimie to chyba nie takie zadziwiające.....

Nie da się opisać naszej bezradności przy nawracających zapaleniach oskrzeli. Od syropków na kaszel dostała reakcji alergicznej, którą ma do dziś. Gdy dostaje większość syropów na kaszel dostaje automatycznie rozstroju żołądka i biegunki..... Powyrzucaliśmy z domu wszystko co miało pierze i włosie naturalne choć alergia jej nie wyszła. Stawaliśmy na głowie, żeby tylko wyeliminować tę nieszczęsną przypadłość.

Przez przypadek jedna z Pań w przedszkolu podpowiedziała nam, że jest w Olsztynie laryngolog, który wyprowadził już nie jedno dziecko na prostą, w tym jej.... Aż dziw bierze, że jeszcze u niej nie byliśmy bo dwóch czy trzech wcześniej zaliczyliśmy.... Jak to mówią tonący się brzytwy chwyta i bez entuzjazmu pojechaliśmy wydać kolejne pieniądze na wizytę prywatną byleby ktoś pomógł wreszcie naszej dziewczynce. Pani laryngolog oprócz badania, które polegało na obejrzeniu gardła, nosa i uszu Żuka, przeprowadziła z nami tak dokładny wywiad, że trwał on chyba z pół godziny. Pierwszym i zasadniczym pytaniem było czy Mała we wczesnym dzieciństwie ulewała? Żuk jest akurat z tych dzieci, które za przeproszeniem rzygały dalej niż widziały więc to głównie było podstawą do postawienia diagnozy - refluks. O samej chorobie nie będę Wam pisać, bo internet jest pełen informacji na ten temat. Mechanizm działania - na tak zwany chłopski rozum - polega na tym, że powracająca z żołądka treść podrażniała ścianki przełyku i gardło, jeśli w pobliżu było dziecko z infekcją (czego w przedszkolu nie brak, ba! w przedszkolu - w powietrzu!) drobnoustroje miały "żyzną glebę" do wzrostu. Rozwijały się tak powodując przy tym cały przekrój chorób górnych dróg oddechowych, a także w naszym przypadku trzykrotne zapalenie oskrzeli.....

Zanim o zaleceniach - był jeden lekarz,  który wcześniej zasugerował tę chorobę, jednak z jego zaleceń wynikło, że nasze dziecko powinno jadać tylko gotowane mięso i jajka, a recepta na medykamenty wszelakiej maści opiewała na ponad 300 zł. Nie zdecydowaliśmy się na leczenie tego lekarza z dwóch powodów - nie chcieliśmy wlewać kolejnych leków w dzieciaka na tzw. pałę, bo być może pomoże i nie wyobrażaliśmy sobie jak odmówić dorastającemu dziecku, które potrzebuje witamin, warzyw i owoców.

Zalecenia ostatniego lekarza dotyczyły głównie sposobu jedzenia i spania. Nie było ani jednego lekarstwa do podania.  Pani Doktor stwierdziła, że na efekty trzeba poczekać około 3 miesiące, zanim organizm dokładnie dostosuje się i oczyści. Dodała do tego, że jest pewna, że pomoże i że jak zacznie pomagać nie musimy nawet na żadną kontrolę przyjeżdżać - ani na tą płatną ani na państwową.... Gdzie był haczyk? Musieliśmy/Musimy! się ściśle trzymać zaleceń. Teraz po takim czasie widzimy, że jeśli wszystkie te warunki są spełniane, kaszlu nie mamy, jeśli tylko pozwolimy Żukowi na odchylenie się od nich to za chwilę kaszel powraca....

GŁÓWNE ZALECENIA:

1. Spanie z głową uniesioną - my zastosowaliśmy klina pod poduszką, Pani Doktor powiedziała, że wystarczą grube książki pod nóżkami łóżka od strony głowy. Pozycja lekko uniesiona powoduje, że cofająca się treść nie dochodzi do gardła. Ten warunek jest najtrudniejszy do spełnienia, bo Żuk to wiercidupka, przyjmująca tysiące pozycji w ciągu jednej nocy - tak, z głową na podłodze i pupą na łóżku jak się okazuje też potrafi spać.

2. Jedzenie. Ogólnie jedzenie i picie ma być najpóźniej 2 godziny przed położeniem się spać. Posiłki maja być 5 do 6 razy na dobę - czyli często i mniejsze niż jeden a porządny. Nie należy też spożywać posiłków przed aktywnością fizyczną, a także czynnościami związanymi z pochylaniem i uciskaniem jamy brzusznej. W przypadku niemowląt - po karmieniu powinny przebywać do 30 min w pozycji półleżącej - w nocy należy unikać karmienia i pojenia (w przypadku Hrabiego zastosowaliśmy od razu klin pod materac. Po jedzeniu np. wieczornym śpi około 30 min. na mnie zanim go odłożę, w nocy niestety nie umiem jak na razie odstawić go od jedzenia dlatego też za każdym razem około 30 min. śpi na mnie zanim trafi do łóżeczka). Unikanie drzemek po posiłkach - najtrudniej jest to zastosować u niemowląt, zwłaszcza takich jak Hrabia, który uwielbia zasypiać przy cycu. 
Da się do tego dostosować uwierzcie mi. Doszliśmy do wprawy i zazwyczaj kończymy jedzenie razem z Żukiem około 18tej, żeby jej oczywiście szkoda nie było ( tylko czasami zdarza nam się buszować po lodówce gdy dzieci już dawno śpią - hahaha). Kolacja ma być też lekkostrawna - ale o tym później. PS. jeśli dziecko przychodzi do mnie ze łzami w oczach bo jest głodne o 20tej to nie martwcie się nie głodzę jej. Dostaje wtedy coś do jedzenia, bo głodne dziecko to nieśpiące dziecko. Jednakże w gratisie zazwyczaj powraca też kaszel....

3.Brak aktywności fizycznej przed spaniem - w sumie ten punkt jest tak samo ciężko wyegzekwować jak spanie w jednej pozycji.... Moje starsze dziecko jak na złość jest z tych co to preferują "wieczorną chujozę" - czyli skakanie, śpiewanie , darcie się, bieganie, zabawa w ryczącego lwa, lub dinozaura - czyli wszystko to czego wieczorem nie powinna robić. Zdrowy rozsądek - rodzica oczywiście - podpowiada, że wieczorem to tylko zabawy wyciszające się stosuje. Umysł dziecka niestety działa w przeciwną stronę i wieczorami gdy trzeba iść spać zaczyna się najlepsza i oczywista oczywistość najgłośniejsza zabawa. Zwłaszcza jak się ma kibica w postaci rechoczącego jak mała żabka młodszego brata. W miarę możliwości należy jednak unikać zabaw z gwałtowną zmianą pozycji, zwłaszcza po posiłkach.

4. Masa ciała - a raczej jej redukcja w przypadku dodatkowych kilogramów - i nie oszukujmy się jest to problem także dzieci. Spójrzmy czasem obiektywnie na własne dziecko - dla mnie moje dzieci też są całym światem, najważniejsze i najpiękniejsze, a nie przeszkadzało mi to w ukróceniu Żukowej Pannie słodyczy....Na prawdę te dwie rzeczy  nie kolidują ze sobą....

5. Unikanie noszenia ciasnych ubrań - tego chyba tłumaczyć nie trzeba.

6. Unikanie palenia tytoniu - na szczęście w naszym domu nikt nie pali. A o szkodliwości palenia tytoniu w otoczeniu dzieci nie jeden już sobie język i palce na klawiaturze zdarł więc ja sobie daruję....

Z głównych zaleceń tyle - musicie przyznać, że niewiele. Aż się wierzyć nie chce - prawda?

ZALECENIA ŻYWIENIOWE:

Produkty wskazane do spożywania:
  • Chude gatunki mięs:cielęcina, schab, królik, indyk, kurczak.
  • chude wędliny.
  • mleko, jogurty, kefiry.
  • potrawy gotowane, duszone,pieczone w folii, gotowane na parze.
  • marchew
  • buraki
  • ziemniaki
  • kalafior
  • szpinak
  • woda mineralna niegazowana
  • herbaty ziołowe (Z WYJĄTKIEM MIĘTOWEJ!)
Produkty niewskazane - nie oznacza to, że nie można ich jeść. W zaleceniach Pani doktor mamy grubą krechą napisane DO GODZINY 16 - czyli zakaz obowiązuje po tej godzinie!
  • tłuste mięsa i wędliny - np. wieprzowina, gęś, kaczka, salceson, salami, golonka.
  • pasztety
  • smalec
  • tłuste sery - topione, pleśniowe, fromage
  • fast food
  • potrawy smażone
  • brukselka
  • ogórki
  • pomidory
  • cebula
  • rzodkiew
  • papryka
  • szparagi
  • Karczochy
  • ostre przyprawy: czosnek, pieprz, chili, curry
  • czekolada, kakao, słodycze
  • napoje gazowane
  • soki: pomarańczowy, cytrynowy, grejpfrutowy, pomidorowy
  • mocna kawa, herbata, herbata miętowa,
  • chleb pszenny
  • placki ziemniaczane, frytki, smażone ziemniaki
  • alkohol - w przypadku dzieci to raczej jasne ;)
Ot i cała filozofia. Niektóre z tych rzeczy ograniczyliśmy do minimum - np. smażenie. Niektóre wykluczyliśmy całkowicie z diety - np. ostre przyprawy, gazowane napoje, a niektóre - te na które najdzie ochota jak na przykład ogórek, papryka, brukselka i pomidor czy chleb pszenny Żuk jada do godziny 16.  Nie dajmy się zwariować rzeczy te nie są zakazane, a taki pomidor choćby ma w sobie też wiele dobra oprócz właściwości "refluksosprzyjających".

Faktycznie po 3 miesiącach rygoru żywieniowego zaczęło być widać efekty. Teraz już nauczyliśmy się co możemy, a czego nie i staramy się tego trzymać, każde nasze odchylenie skutkuje pojawieniem się kaszlu, ale teraz już przynajmniej znamy tego przyczynę.

Nie jestem lekarzem ani dietetykiem. Napisałam ten post na podstawie własnych doświadczeń i zaleceń dla mojego dziecka, nie należy więc odbierać go jako specjalistycznej porady tylko jako ewentualne wskazanie kierunku rozwiązania problemu.

Pozdrawiam PR

20 komentarzy:

  1. No to powiem ci, że wcale a wcale problematyczne zalecenia pani doktor nie są! Moja córka tez z tych co to rzygało na kilometr :) Póki co jednak kłopotów tego typu nie mamy, był przez moment stres czy będzie trzeba wycinac migdałki, ale prawdopodobnie jej dolegliwości sa wywołane alergią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a czy Iza ma stwierdzoną alergię? bo wiesz refluksy są bardzo często mylone z alergiami....sąd u nas diagnostyka alergologiczna.

      Usuń
    2. Miała robione testy, ale teraz wynika z tego, że reaguje na coś jeszcze innego!

      Usuń
  2. To, że z badania nie wyszły pasożyty, nie znaczy że ich nie ma. Słyszałam, że 80%-90% dzieci przedszkolnych, a co za tym idzie ich rodziców i rodzeństwo ma pasożyty. Badania trzeba by było robić w określonej fazie księżyca, wtedy gdy pasożyty się rozmnażają. Naczytałam się kiedyś publikacji na ten temat, bo moja córka miała uporczywy długotrwały kaszel. W końcu, bez żadnych badań, odrobaczyliśmy się wszyscy. Do tego dodałam codzienne picie czystka i codzienne picie oleju z czarnuszki z kurkuma i zmielonymi gożdzikami. I odetchnęłam z ulgą. Teraz nawet jak jakaś infekcja się przyplącze, to dwa-trzy dni i po kaszlu. A było naprawdę źle. No i oczywiście odstawiłam i ograniczyłam nabiał (bo zaśluzowuje) na rzecz kaszy jaglanej (odśluzowuje). Ale pewnie to wiesz... :) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dodam,że też zaliczyliśmy Amerykę, alergologów i ręce opadały. Dziecko od listopada do lutego było non stop chore. Do czasu, gdy odstawiłam wszystkie leki i postawiłam na naturę. Także rozumiem, co przeżywałaś. Ja na przykład byłam wykończona. Refluks też brałam pod uwagę. Ale dopiero właśnie odpowiednia dieta wyprowadziła nas na prostą. Powodzenia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, wiem. Do tej pory mając mikro wiedzę na temat refluksu też ją odrobaczaliśmy mimo wszystko - teraz już wiem że każde zaburzenie flory bakteryjnej w jelitach powoduje wzmożenie reakcji refluksowej. Dziwię się że tak późno lekarze się zorientowali skąd ten cholerny kaszel. Ale to prawda o czym piszesz - odpowiednia dieta nie jednego na nogi postawiła bez medykamentów. często błędy żywieniowe są przyczyną wielu groźnych chorb.

      Usuń
  4. Szczęśliwie udało się Wam to wszystko ogarnąć. Oby te kaszle Żukowi nie powracały

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, szkoda że po takim czasie. Niestety kaszel będzie nam już towarzyszył, albo jego widmo. Za każdym razem jak nie trzymamy się zasad powraca...

      Usuń
  5. Faktycznie mnóstwo badań i lekarzy zaliczyliście, aż się nie chce wierzyć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sama jak siądę i sobie przypomnę tą drogę to nie do końca wierzę w to wszystko. a powiem szczerze że to tylko taki skrót jest, nie wszystko jest tu napisane...

      Usuń
  6. Szczęście w tym, zdecydowanie za długim, nieszczęściu jest to, że trafiliście na dobrego diagnostę.
    Ja leczyłam się około 7-8 lat na dolegliwości żołądkowe. Wydałam naprawdę sporo kasy na prywatnych gastrologów, badania i lekarstwa, które pochłaniały całe moje studenckie wtedy stypendium. :( Dopiero w ciąży doszłam, co może być przyczyną. Żałuję tych lat cierpienia i bólu, a przede wszystkim tego, że żaden (!) lekarz nie wpadł na to, aby zrobić badania w tym kierunku. :/
    Życzę Wam zdrówka! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ola jak czytam takie historie jak Twoja czy moja ( a jest ich na prawdę mnóstwo) to nie wiem już sama czy płakać czy się śmiać.... Zastanawiam się też czy to niedouczenie, czy może jednak rutyna....?
      Dziękujemy, ściskamy Was mocno!

      Usuń
  7. Pierwsze pytanie jakie zadała nam alergolog w Ameryce było o brzuch i opowieść o refluksie. Młoda miała USG, wszystko ok. Wyszła alergia na kobalt...a on w farbach , środkach czystości, kredkach, farbkach itp jest...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hm kobalt - a to ciekawe. Pewnie byś nawet nie przypuszczała takiego rozwiązania? Za jakiś czas dostaniesz jeszcze szczegółowe wyniki badan. Takiej diagnostyki chyba w żadnym szpitalu nie robią. W sumie to dobrze że nie jest poza tym uczulona na nic więcej. Sama wiesz że alergia potrafi dokuczyć. Pozdrawiam

      Usuń
    2. Właśnie nie wiem czy nie będzie jeszcze kolejnych testów, coś pani doktor wspominała. Chłopczykowi, który był z nami w sali wyszło uczulenie na składnik sprayów do nosa...to jest dopiero jazda. Kobaltu jako takiego nie podejrzewałam, ale widziałam, że przy styczności z świeżymi farbami na ścianach ( klatkę nam w lutym malowali- zaczynał się katar, później wirusik w przedszkolu i jazda bez trzymanki...) Pozdrawiam również ;)

      Usuń
  8. Ile to trzeba przejść tych lekarzy czasami, aby dotrzeć do prawdziwych przyczyn choroby. U nas błędne logopedyczne diagnozy były prawdziwym wyzwaniem, później okazało się, że dobrze jest drążyć głębiej temat a nawet zmieniać logopedów, na szczęście teraz już jest piękna mowa. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę gdzie nie spojrzę, z kim nie rozmawiam ciągle słyszę, błąd lekarzy. Wiesz to jest przykre że ludzie którym oddajemy swoje życie pod opiekę tak często się mylą. Dobrze że i u Was wyszło na plus ale gdybyś ślepo wierzyła jednemu lekarzowi zapewne teraz dopiero miałabyś kłopoty. A mówią że matki są stuknięte i przewrażliwione.....nic z tych rzeczy. pozdrawiam

      Usuń
  9. Mam do Ciebie pytanie,a pojawialy sie rowniez zapalenia krtani i goraczka, czy to moze byc przez wirus? Nie robiliscie badania ph-metria?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Żuk miała stwierdzony refluks tylko po oględzinach przez laryngologa i po wywiadzie. nie robiliśmy badań, uwierzyliśmy kobiecie na słowo że polepszenie będzie widać po 3 miesiącach. trafiła w dziesiątkę. z tego co mówiła Pani doktor to każda infekcja dróg oddechowych może ale nie musi być przez refluks. bo jeśli dziecko ma refluks podrażnia sobie przełyk i gardło i na takim podrażnionym materiale bez problemu rozwijają się chorobotwórcze drobnoustroje. Refluks powoduje zwiększoną podatność na choroby. W środę mamy wizytę u Pani dr. z drugim dzieckiem i tym razem pewnie bez badań się nie obejdzie. A co do gorączki jak już infekcja się rozwija to jest jednym z jej wskaźników więc chyba na Twoje pytanie powinnam odpowiedzieć - tak - jest możliwe że przez refluks można mieć zapalenie krtani i temperaturę.

      Usuń

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)