wtorek, 21 lutego 2017

Refluks - nasza walka z nawracającym kaszlem i infekcjami

Żuk ma ponad 5 lat. Mniej więcej po skończeniu 1 roku życia zaczął ją nękać nawracający kaszel. Szukaliśmy przyczyn i leczyliśmy ją do ukończenia 4 roku życia, a nawet trochę ponad. Nie na darmo moja teściowa powiada, że na swojego, czyli właściwego lekarza po prostu trzeba trafić, a co za tym idzie trzeba szukać. Teraz już wiem też, że nie należy wierzyć ślepo jednemu lekarzowi.....

Nieskończone ilości wizyt u pediatry - te państwowe i te prywatne, kilku alergologów w tym 4rodniowa diagnostyka w szpitalu alergologicznym w Ameryce, pulmunolog, laryngolodzy.... Wreszcie gdy żaden z lekarzy nie potrafił nam pomóc, diagnostyka na ślepo na własną rękę. A. przez 16 dni woził do analizy kał, bo Pani w okienku stwierdziła, że wyniki miarodajne to te długotrwale robione. Mieliśmy szczegółową analizę krwi i moczu. I najdokładniejsze wyniki ze szpitala w Ameryce, takich do których nie dałoby się już chyba nic dołożyć. I kolejne wyniki od pulmunologa. Daję Wam słowo, że nie widziałam jeszcze takiego zdziwienia u lekarza jak wtedy gdy położyłam to wszystko na biurku naszego pediatry. Co z tego wynikło? Pasożytów brak, wmawianej alergii brak, a jedyne co wyszło to niewielki niedobór witaminy D - był marzec, po zimie to chyba nie takie zadziwiające.....

Nie da się opisać naszej bezradności przy nawracających zapaleniach oskrzeli. Od syropków na kaszel dostała reakcji alergicznej, którą ma do dziś. Gdy dostaje większość syropów na kaszel dostaje automatycznie rozstroju żołądka i biegunki..... Powyrzucaliśmy z domu wszystko co miało pierze i włosie naturalne choć alergia jej nie wyszła. Stawaliśmy na głowie, żeby tylko wyeliminować tę nieszczęsną przypadłość.

Przez przypadek jedna z Pań w przedszkolu podpowiedziała nam, że jest w Olsztynie laryngolog, który wyprowadził już nie jedno dziecko na prostą, w tym jej.... Aż dziw bierze, że jeszcze u niej nie byliśmy bo dwóch czy trzech wcześniej zaliczyliśmy.... Jak to mówią tonący się brzytwy chwyta i bez entuzjazmu pojechaliśmy wydać kolejne pieniądze na wizytę prywatną byleby ktoś pomógł wreszcie naszej dziewczynce. Pani laryngolog oprócz badania, które polegało na obejrzeniu gardła, nosa i uszu Żuka, przeprowadziła z nami tak dokładny wywiad, że trwał on chyba z pół godziny. Pierwszym i zasadniczym pytaniem było czy Mała we wczesnym dzieciństwie ulewała? Żuk jest akurat z tych dzieci, które za przeproszeniem rzygały dalej niż widziały więc to głównie było podstawą do postawienia diagnozy - refluks. O samej chorobie nie będę Wam pisać, bo internet jest pełen informacji na ten temat. Mechanizm działania - na tak zwany chłopski rozum - polega na tym, że powracająca z żołądka treść podrażniała ścianki przełyku i gardło, jeśli w pobliżu było dziecko z infekcją (czego w przedszkolu nie brak, ba! w przedszkolu - w powietrzu!) drobnoustroje miały "żyzną glebę" do wzrostu. Rozwijały się tak powodując przy tym cały przekrój chorób górnych dróg oddechowych, a także w naszym przypadku trzykrotne zapalenie oskrzeli.....

Zanim o zaleceniach - był jeden lekarz,  który wcześniej zasugerował tę chorobę, jednak z jego zaleceń wynikło, że nasze dziecko powinno jadać tylko gotowane mięso i jajka, a recepta na medykamenty wszelakiej maści opiewała na ponad 300 zł. Nie zdecydowaliśmy się na leczenie tego lekarza z dwóch powodów - nie chcieliśmy wlewać kolejnych leków w dzieciaka na tzw. pałę, bo być może pomoże i nie wyobrażaliśmy sobie jak odmówić dorastającemu dziecku, które potrzebuje witamin, warzyw i owoców.

Zalecenia ostatniego lekarza dotyczyły głównie sposobu jedzenia i spania. Nie było ani jednego lekarstwa do podania.  Pani Doktor stwierdziła, że na efekty trzeba poczekać około 3 miesiące, zanim organizm dokładnie dostosuje się i oczyści. Dodała do tego, że jest pewna, że pomoże i że jak zacznie pomagać nie musimy nawet na żadną kontrolę przyjeżdżać - ani na tą płatną ani na państwową.... Gdzie był haczyk? Musieliśmy/Musimy! się ściśle trzymać zaleceń. Teraz po takim czasie widzimy, że jeśli wszystkie te warunki są spełniane, kaszlu nie mamy, jeśli tylko pozwolimy Żukowi na odchylenie się od nich to za chwilę kaszel powraca....

GŁÓWNE ZALECENIA:

1. Spanie z głową uniesioną - my zastosowaliśmy klina pod poduszką, Pani Doktor powiedziała, że wystarczą grube książki pod nóżkami łóżka od strony głowy. Pozycja lekko uniesiona powoduje, że cofająca się treść nie dochodzi do gardła. Ten warunek jest najtrudniejszy do spełnienia, bo Żuk to wiercidupka, przyjmująca tysiące pozycji w ciągu jednej nocy - tak, z głową na podłodze i pupą na łóżku jak się okazuje też potrafi spać.

2. Jedzenie. Ogólnie jedzenie i picie ma być najpóźniej 2 godziny przed położeniem się spać. Posiłki maja być 5 do 6 razy na dobę - czyli często i mniejsze niż jeden a porządny. Nie należy też spożywać posiłków przed aktywnością fizyczną, a także czynnościami związanymi z pochylaniem i uciskaniem jamy brzusznej. W przypadku niemowląt - po karmieniu powinny przebywać do 30 min w pozycji półleżącej - w nocy należy unikać karmienia i pojenia (w przypadku Hrabiego zastosowaliśmy od razu klin pod materac. Po jedzeniu np. wieczornym śpi około 30 min. na mnie zanim go odłożę, w nocy niestety nie umiem jak na razie odstawić go od jedzenia dlatego też za każdym razem około 30 min. śpi na mnie zanim trafi do łóżeczka). Unikanie drzemek po posiłkach - najtrudniej jest to zastosować u niemowląt, zwłaszcza takich jak Hrabia, który uwielbia zasypiać przy cycu. 
Da się do tego dostosować uwierzcie mi. Doszliśmy do wprawy i zazwyczaj kończymy jedzenie razem z Żukiem około 18tej, żeby jej oczywiście szkoda nie było ( tylko czasami zdarza nam się buszować po lodówce gdy dzieci już dawno śpią - hahaha). Kolacja ma być też lekkostrawna - ale o tym później. PS. jeśli dziecko przychodzi do mnie ze łzami w oczach bo jest głodne o 20tej to nie martwcie się nie głodzę jej. Dostaje wtedy coś do jedzenia, bo głodne dziecko to nieśpiące dziecko. Jednakże w gratisie zazwyczaj powraca też kaszel....

3.Brak aktywności fizycznej przed spaniem - w sumie ten punkt jest tak samo ciężko wyegzekwować jak spanie w jednej pozycji.... Moje starsze dziecko jak na złość jest z tych co to preferują "wieczorną chujozę" - czyli skakanie, śpiewanie , darcie się, bieganie, zabawa w ryczącego lwa, lub dinozaura - czyli wszystko to czego wieczorem nie powinna robić. Zdrowy rozsądek - rodzica oczywiście - podpowiada, że wieczorem to tylko zabawy wyciszające się stosuje. Umysł dziecka niestety działa w przeciwną stronę i wieczorami gdy trzeba iść spać zaczyna się najlepsza i oczywista oczywistość najgłośniejsza zabawa. Zwłaszcza jak się ma kibica w postaci rechoczącego jak mała żabka młodszego brata. W miarę możliwości należy jednak unikać zabaw z gwałtowną zmianą pozycji, zwłaszcza po posiłkach.

4. Masa ciała - a raczej jej redukcja w przypadku dodatkowych kilogramów - i nie oszukujmy się jest to problem także dzieci. Spójrzmy czasem obiektywnie na własne dziecko - dla mnie moje dzieci też są całym światem, najważniejsze i najpiękniejsze, a nie przeszkadzało mi to w ukróceniu Żukowej Pannie słodyczy....Na prawdę te dwie rzeczy  nie kolidują ze sobą....

5. Unikanie noszenia ciasnych ubrań - tego chyba tłumaczyć nie trzeba.

6. Unikanie palenia tytoniu - na szczęście w naszym domu nikt nie pali. A o szkodliwości palenia tytoniu w otoczeniu dzieci nie jeden już sobie język i palce na klawiaturze zdarł więc ja sobie daruję....

Z głównych zaleceń tyle - musicie przyznać, że niewiele. Aż się wierzyć nie chce - prawda?

ZALECENIA ŻYWIENIOWE:

Produkty wskazane do spożywania:
  • Chude gatunki mięs:cielęcina, schab, królik, indyk, kurczak.
  • chude wędliny.
  • mleko, jogurty, kefiry.
  • potrawy gotowane, duszone,pieczone w folii, gotowane na parze.
  • marchew
  • buraki
  • ziemniaki
  • kalafior
  • szpinak
  • woda mineralna niegazowana
  • herbaty ziołowe (Z WYJĄTKIEM MIĘTOWEJ!)
Produkty niewskazane - nie oznacza to, że nie można ich jeść. W zaleceniach Pani doktor mamy grubą krechą napisane DO GODZINY 16 - czyli zakaz obowiązuje po tej godzinie!
  • tłuste mięsa i wędliny - np. wieprzowina, gęś, kaczka, salceson, salami, golonka.
  • pasztety
  • smalec
  • tłuste sery - topione, pleśniowe, fromage
  • fast food
  • potrawy smażone
  • brukselka
  • ogórki
  • pomidory
  • cebula
  • rzodkiew
  • papryka
  • szparagi
  • Karczochy
  • ostre przyprawy: czosnek, pieprz, chili, curry
  • czekolada, kakao, słodycze
  • napoje gazowane
  • soki: pomarańczowy, cytrynowy, grejpfrutowy, pomidorowy
  • mocna kawa, herbata, herbata miętowa,
  • chleb pszenny
  • placki ziemniaczane, frytki, smażone ziemniaki
  • alkohol - w przypadku dzieci to raczej jasne ;)
Ot i cała filozofia. Niektóre z tych rzeczy ograniczyliśmy do minimum - np. smażenie. Niektóre wykluczyliśmy całkowicie z diety - np. ostre przyprawy, gazowane napoje, a niektóre - te na które najdzie ochota jak na przykład ogórek, papryka, brukselka i pomidor czy chleb pszenny Żuk jada do godziny 16.  Nie dajmy się zwariować rzeczy te nie są zakazane, a taki pomidor choćby ma w sobie też wiele dobra oprócz właściwości "refluksosprzyjających".

Faktycznie po 3 miesiącach rygoru żywieniowego zaczęło być widać efekty. Teraz już nauczyliśmy się co możemy, a czego nie i staramy się tego trzymać, każde nasze odchylenie skutkuje pojawieniem się kaszlu, ale teraz już przynajmniej znamy tego przyczynę.

Nie jestem lekarzem ani dietetykiem. Napisałam ten post na podstawie własnych doświadczeń i zaleceń dla mojego dziecka, nie należy więc odbierać go jako specjalistycznej porady tylko jako ewentualne wskazanie kierunku rozwiązania problemu.

Pozdrawiam PR

czwartek, 16 lutego 2017

Poskromić pięciolatka

Między fiszerprajsowym pitu pitu i desperackim miauczeniem kota przebija się czasami Żukowe "nudzimisię".  Jej brat jest niekiedy łaskawy i pozwala jej dojść do głosu. Dużo naszego czasu i uwagi straciła odkąd pojawił się Hrabia. Mimo, że staramy się ogarnąć dwójkę to praca bez limitu czasowego sprawia, że Pan Rolnik czasami znika na cały dzień, albo i w nocy. 
Żuk dzielnie chodzi do  przedszkola, powiem nawet, że oprócz nieszczęsnego spania przedszkole lubi. Czasem jednak po weekendzie pełnym wrażeń, albo z gilem u drzwi zostaje w domu, dla odpoczynku i regeneracji. Pół biedy jak A. może spędzić z nami popołudnie i wieczór, gorzej jak komuś zachce się czegoś na przysłowiowe "teraz" i zostajemy sami. Wieczory są najtrudniejsze, bo Żukowa Panienka została nauczona zasypiania przy książce, a Hrabia jak typowy facet zasypia wtulony w maminy biust. Żuk w takie dni kładzie się z nami, częściej jednak muszę zorganizować jej jakoś samodzielny czas, bo ona jest jednak z tych co teorię"spanie jest dla słabych" powtarzają jak mantrę. Czym zajmuję moją pięciolatkę gdy muszę ogarnąć młodszego? Oto kilka moich sprawdzonych sposobów:

1. Bajki i filmy - zazwyczaj ratujemy się wieczorynką, mamy też odtwarzacz dvd i pokaźny stos płyt z bajkami, filmami dla dzieci i przyrodniczymi. Nie mam z tym problemu, że moje dziecko ogląda bajki. Nie robi tego stale, powiem nawet, że jak na typowego 5 latka robi to  rzadko. Niemniej jest to jedna z najprostszych form zajęcia czasu. 
Żuk uwielbia TVP ABC; starą pszczółkę maję i krecika, które ma na płytach, a także filmy typu mikro i makrokosmos, które również posiada. Wie jakich bajek nie powinna oglądać i kiedy należy wyłączyć telewizję czy odtwarzacz.
Ze swojej strony powiem, że polecam posiadanie odtwarzacza. Bajki na wyciągnięcie ręki i brak internetu, który jest dobrem, a zarazem wielkim niebezpieczeństwem dla dzieci. Choć nie ukrywam, że internet nie jest obcy mojemu dziecku.

2. Książki i gazety dla dzieci- mam cudowne dziecko pod tym względem. Potrafi wziąć wielki stos książek i oglądać obrazki. Godzinami ogląda te same książki i gazety. Bardzo je szanuje i niektóre po 5 latach nadal są w stanie bardzo dobrym. Ostatnio zaczyna próbować czytać więc odkryła nową frajdę z przeglądania. Wybiera sobie słówka i szyfruje, a później gdy już mam dla niej czas pokazuje mi z dumą co udało jej się odczytać.

3. Kolorowanki, rysowanie i ćwiczenia edukacyjne - Żuk nigdy nie była wielkim fanem kolorowanek, jednak ma czasami takie naloty, że potrafi godzinami ślęczeć nad jakąś kolorowanką. Ma ich cały kosz i jak tylko ochota ją najdzie to wybór jest wielki. 
W dostępnym miejscu umieściliśmy także ryzę papieru dzięki czemu jej wyobraźnia tworzy masę kolorowych obrazów. 
Ponadto staramy się choć 20 min. dziennie ćwiczyć rękę. Zrobiłam jej zeszyt edukacyjny, który już kiedyś pokazywałam. Żukowa Panienka go uwielbia - to chyba po mamusi, bo ja też takie zabawy lubiłam. Z jednej strony ma udekorować literę, z drugiej strony ma ćwiczyć jej pisownię i szlaczki, a w wolnym miejscu narysować obrazek. Zajęcia na cały wieczór.






4.Komputer, telefon i tablet - to chyba normalne w dobie naszego wieku, że dziecko korzysta z takich gadżetów. 
Na telefonie grała, jednak często kiedy usypiam młodszego lubię sobie poczytać to i owo w internecie więc te same gry zostały zainstalowane na tablecie. Na szczęście jeszcze nie ma potrzeby zaglądania do internetu, jednakże na czas jej korzystania jest on wyłączony. Gra w jakieś gry ze zwierzętami, układa puzzle, łowi ryby i gra na wirtualnym pianinku. 
Czasami dostaje do użytku komputer. Wtedy już bez internetu się nie obchodzi. Przy komputerze zazwyczaj robi zadania na edukacyjnym placu zabaw z języka angielskiego, na który uczęszcza. Komputer służy jej także do oglądania podwodnego świata, który jak wiecie uwielbia. Ostatnio znaleźliśmy stronę, która idealnie dopasowuje się do jej upodobań. Taka namiastka Akwarium Gdyńskiego, w którym to powinniśmy mieć już chyba kartę stałego klienta ....
Co do strony, jest to jedna z tych rzeczy, które również chciałabym Wam polecić. Balticarium - to projekt mający na celu ukazanie piękna naszego rodzimego Morza Bałtyckiego. Jego motto brzmi - "Rozbudzając wyobraźnię dzieci przenosimy je w bogaty świat Morza Bałtyckiego, aby odkryły jego tajemnice".
Na stronie znajdziemy zdjęcia i opisy zwierząt, kolorowe obrazki, gry. W związku z tym, że czytanie jest ostatnio na tapecie, największą frajdą jest przeglądanie opisów zwierząt i szyfrowanie jakie to zwierze. Dodatkową frajdą są filmiki przy niektórych zwierzątkach, może patrzeć na nie bez przerwy.
Jest też coś dla dużych, zaglądając tam dowiemy się o zbliżających się wydarzeniach promujących świat wody i ochronę środowiska, poczytamy "okołowodnego"bloga . Duży może też spełnić się w sferze przyrodniczego pismaka i jeśli ma do opowiedzenia jakąś ciekawostkę odnośnie morza lub zwierząt w nim żyjących może napisać do autorów, a jego tekst zostanie opublikowany. Jest to jedno z tych przyjaznych dla dziecka i rodziny miejsc, w które warto zajrzeć. Szczerze polecam!
https://www.balticarium.com/

                                                                     źródło:  Balticarium

Są to moje osobiste przykłady "cichej" wieczornej zabawy. Z premedytacją nie wymieniłam tu klocków, lalek i kucyków, gdyż nasza Żukowa Panna bawi się nimi tak intensywnie i dobrze, że w trakcie potrafi zapomnieć się i rżeć na cały dom udając konia barbie. Wie, że takie zabawy przy usypianiu brata powinny być pozostawione na później, a raczej wcześniej lub jutro....

A Wy jak sobie radzicie przy wieczornym ogarnianiu więcej niż jednego dziecka? A może macie poskromione dzieci które grzecznie idą do łóżek o 19.30 i zasypiają same?

Pozdrawiam słonecznie PR
PS. 33 dni do wiosny ;)

czwartek, 9 lutego 2017

A imię jej Nadzieja....

Tak jak w przyrodzie rzekomo nic nie ginie tak i w życiu nie bez przyczyny trafia się na pewnych ludzi.  Tak, być może to trochę głupie, a jeszcze bardziej naiwne, ale uważam, że z góry mamy ustalone na kogo mamy trafić.
 I tak w chwilach zwątpienia czy załamania trafiamy często na kogoś kto podaje nam rękę żeby się podnieść, albo na kogoś kto swoim słowem, zachowaniem albo postawą życiową daje nam przysłowiowego kopa do działania. W chwilach unosu, przewagi pychy nad zdrowym rozsądkiem znajdzie się czasem ktoś, potocznie nazwany hejterem, który sprowadzi nas na ziemię wylewając nam na głowę wiadro zimnej wody. 
Jesteśmy wtedy albo wdzięczni losowi, bo każdy chciałby żeby mu się w życiu udawało, albo źli bo jak można ingerować w moje widzimisię. Taka kolej rzeczy. Dobrze jak umiemy wyciągnąć z każdej sytuacji wnioski i dostrzec jej plusy. Gorzej jak  "zapieklimy" się i zaklinamy los, a ta złość zasłoni nam jasność rozumowania. Czasem myślę, że tacy, którzy nie potrafią przełknąć porażek, tacy którym brak pokory, drugich szans nie dostają. Tak trochę na zasadzie karmy. Dostaniesz pomoc, docenisz, może nawet Ty sam komuś dzięki temu pomożesz, bo ponoć dobro wraca. Dostaniesz wiadro zimnej wody i zamiast zastanowić się czy to przypadkiem nie jest forma pomocy zaczynasz zaklinać los, zaczynasz się potykać....  I kulejesz tak dopóki nie zmądrzejesz, albo już do końca....
Dzisiejszy post miał być o czymś zupełnie innym, miał być o tym co najbliższe naszym sercom zaraz po dzieciach czyli o wsi i rolnictwie, ale czytając wstęp myślę, że powinnam jednak wyciągnąć rękę żeby pomóc, bo jest pewna osoba, która właśnie w tej chwili tej pomocy potrzebuje. 
Nazywa się Joanna. Jest matką, żoną i strasznie silną kobietą. Los postawił ją i jej rodzinę przed ciężką próbą. Jak na razie swoim życiem pokazują, że potrafią temu sprostać. Jednakże jak w każdej bajce jest i smok. I jeśli nie znajdzie się rycerz, bajka nie skończy się szczęśliwie. Jak to zwykle w przypadku naszego kraju bywa smokiem jest pieniądz. Mąż Joanny ma raka i potrzebuje pieniędzy na leczenie. Mają świadomość, że ciężko się ludziom rozstawać z "własną krwawicą" więc oprócz prośby o datki organizują aukcje na FB żeby dać też coś od siebie za okazaną pomoc. Jednak ostatnio Joasia ma chwilę zwątpienia, przechodzi kryzys i potrzebna jej ta wyciągnięta ręka....
 Więcej o ich życiu i walce przeczytacie na FB i blogu Joasi. Ponadto pomimo własnej walki - Joasia pomaga innym chorym, ukazuje alternatywne metody leczenia, prowadzi za rękę i wskazuje drogę. Daje nadzieję.....
Od siebie tylko dodam, że nie raz już blogosfera udowodniła, że potrafi się zjednoczyć i pomóc. Blogerki nie jednemu wielkiemu problemowi już sprostały bo potrafią w przedziwny sposób się połączyć i działać razem choć czasem w życiu na oczy się nie widziały. Mam do Was więc prośbę - nie tylko do blogerów - wejdźcie, jak nie możecie pomóc to choć udostępnijcie. Niech idzie w świat.  Joasia potrzebuje nie tylko pieniędzy, potrzebują fantów na aukcje i namiarów na firmy które mogą im pomóc lub mogą choć przekazać im drobiazg do licytacji.... Tyle ile mogłam dałam od siebie. wierzę, że dobro powróci....
Pozdrawiam PR


czwartek, 2 lutego 2017

47 kresek na ścianie

47 dni do wiosny proszę Państwa; Choć właściwie równonoc będzie 20 marca więc ośmielę się powiedzieć, że 46 dni do wiosny nam pozostało. Na samą myśl przechodzą mnie dreszcze. Już nie mogę się doczekać zapachu świeżej wypoczętej ziemi. W tym roku zima była dla niej dość łaskawa, bo skuła ją lodem i okryła śniegiem. Jeszcze moment i wszystko będzie oddychało, pachniało i rosło w rytm ptasich treli....I nie ważne, że kolejny sezon ciężkiej i żmudnej pracy nadciąga. Słońca jak tlenu mi trzeba.... Zaczynam stawiać kreski na ścianie.....
Co działo się u nas gdy zniknęliśmy? Ciągnęliśmy ten nasz kram powoli do przodu. Młody ubarwiał nam każdy dzień wszystkimi barwami dziecięcej tęczy - od płaczu po soczysty śmiech. Od czasu do czasu dokuczyła też Żukowa Panienka żebyśmy nie zapomnieli, że mamy ich dwoje. Prawie każde z nas zamknęło kolejny rok za sobą - ja w październiku; Żuk w listopadzie; A. w styczniu. Okazuje się też, że nasz mały radosny bobasek już taki mały nie jest i za niecałe 4 miesiące i On zamknie swój pierwszy rok życia... Pomimo różnic poglądów i wyznań Hrabia został ochrzczony - swoją drogą chyba mu się nie do końca podobało bo strasznie nakrzyczał na księdza. Za nami także pierwsze prawdziwe święta we własnym domu przygotowane przez nas i dla nas - taki bonus gilowo/chorobowy.
Kilka wzlotów, jeszcze więcej upadków. Gdy już mieliśmy koniec roku na wyciągnięcie ręki i nadzieję,  że najgorsze za nami wzięło i pierdolnęło jeszcze na zakończenie więc jeśli myślicie, że wszystkie plagi egipskie już Was dotknęły to lepiej przestańcie tak myśleć....nie wywołujcie wilka z lasu...
Początek roku pomimo pozytywnych wieści też wziął i trochę zaskoczył - i znów nie było to miłe zaskoczenie. Ogólny bilans jednak jest na plusie i modlę się o to codziennie żeby tak już zostało.
W tej chwili jedna myśl krąży mi tylko po głowie - 47 dni do wiosny i znów wszystko rozkwitnie.....
Kilka kadrów z nieobecnościowych, jakość kiepska bo nawet aparatu nie chciało się wyciągać i wszystkie robione telefonem.... Jak ktoś nas podgląda na insta to pewnie wszystkie widział.....
Pozdrawiam PR
ps. uśmiechnij się jutro będzie już tylko 46 oficjalnych dni do wiosny, a wiosną mocniej zaświeci słońce!