piątek, 13 stycznia 2017

Jak niedoleczona kurzajka

 "...Co­dzien­nie pró­bu­ję być faj­ną mamą. Wie­cie – taką, któ­ra ro­zu­mie, przy­tu­li, nie in­ge­ru­je w za­ba­wę. Nie mamą-kum­plem, ale mamą-po­wier­ni­kiem. Uczę, by zwra­ca­li się do mnie ze swo­imi pro­ble­ma­mi, że je­stem za­wsze dla nich do dys­po­zy­cji. A po­tem od­wra­cam się do garn­ka z zupą, w któ­rym za­wzię­cie mie­szam. Wy­ga­niam spod nóg te same dzie­ci, któ­rym przed chwi­lą po­zwo­li­łam przy­cho­dzić z każ­dą bła­host­ką. Sia­dam do pi­sa­nia przed ekran kom­pu­te­ra i od­ga­niam je da­lej ni­czym na­tręt­ne mu­chy. W koń­cu zwy­kle na­krzy­czę, one za­my­ka­ją się w po­ko­ju, a ja zo­sta­ję z ci­szą i wy­rzu­ta­mi su­mie­nia. Je­stem przy nich, ale nie po­tra­fię być bli­sko..." (Konfabula.pl - http://konfabula.pl/2016/09/potrafie-byc-blisko/)
Ot i powód mojego zniknięcia. Jak przeczytałam  te kilka zdań poczułam się jakby mi ktoś przysłowiowego liścia po ryju strzelił, szczękę natomiast tyle czasu zbierałam z podłogi, że jeszcze mnie zawiasy bolą. Czytałam je na szpitalnym krześle przy łóżku syna i wiedziałam, że potrzebuje przerwy. Nie tylko od internetu. Od wszystkiego....
To, że mnie tyle nie było nie oznacza wcale, że byłam cały czas dostępna dla dzieci, wszak na praczkę, sprzątaczkę i kucharkę jak na razie się nie dorobiłam i pewnie nie prędko to nastąpi. Musiałam jednak z czegoś chwilowo zrezygnować, bo robienie czegoś na pół gwizdka gorsze jest chyba od nierobienia wcale.
Pozaczynałam masę myśli w międzyczasie, niestety pierwsza młodość już dawno za mną i zwoje mózgowe po drugiej ciąży nie chcą się tak szybko i sprawnie prostować w efekcie wiszą sobie nieskończone i pewnie już światła dziennego nie ujrzą.
Do tego okazało się, że blogger pozmieniał coś w wyglądzie i dziś próbując zedytować tekst zamiast zapisać opublikowałam chaos. Co prawda usunęłam szybciej niż opublikowałam, ale ślad pozostał. Ślad, albo bodziec do powrotu. A może tym bodźcem była Magda,, która zapytała dlaczego nie ma nowego tekstu skoro wyświetliło jej się powiadomienie o takowym....W sumie tych żywych bodźców było kilka i każdemu z Was z osobna dziękuję za te miłe słowa skierowane w moją stronę. 
Jestem i chyba powoli wracam. Choć wcale nie oznacza to, że będę się opędzać od dzieci.  Dlatego też nie mam planu na powrót i nie obiecuję nic, a szczególnie systematyczności.
Jak to już kiedyś napisałam, jak niedoleczona kurzajka, opryszczka czy katar sienny. Choć niektórzy woleliby już mnie nie zobaczyć wracam.
Witajcie ponownie w moim warmińskim raju!
Do przeczytania.!
PR