piątek, 21 kwietnia 2017

Z życia wsi warmińskiej - złe dobrego początki

Gdyby rolnik/maruda mógł sterować pogodą wiosna wyglądałaby zupełnie inaczej. Codziennie mielibyśmy słońce, przymrozki nawet nie wchodziłyby w zakres pory roku, systematyczny ciepły deszczyk podlewałby rośliny wspomagając ich wzrost i rozwój.....Nie byłoby wiatrów urywających głowę, a powiedzenie "kwiecień plecień..." stałoby się abstrakcją..... Gdyby rolnik mógł sterować pogodą.... Ale niestety nie może.
Siadłam do komputera z myślą, że w tym roku nie będzie narzekań na pogodę i niesprzyjające warunki. W końcu w zeszłym roku wiosna mnie tak bardzo ominęła. Spędziłam ją w łóżku z kopiącym po żebrach Hrabią, a niedosyt słońca mogłam zaspokoić tylko przez okno. 
Tak bardzo chciałam napisać, że cieszę się, bo oddycham razem z ziemią, rozkwitam na nowo jak młode liście i kwietne pąki.... I nie wiem jak to ująć żeby nie  narzekać mocno, a Was nie okłamać.
Wiosna przyszła, tak i owszem, a ja się z tego oczywiście bardzo cieszę. Ziemia pachnie i oddycha. Nawet udało nam się wysiać kapustę, co patrząc za okno było nie lada wyzwaniem. Jednak nie tego się spodziewałam. 
Nasze boczne drogi najlepiej jest przekraczać amfibią lub kajakiem, bo ciągle dopadujący deszcz rozmoczył je doszczętnie. Przez ostatnie 2 tygodnie spacery, które powinny być dla nas chlebem powszednim możemy zliczyć z Hrabią na palcach jednej ręki, bo albo leje, albo wieje. A te młode liście i kwiaty są, tyle że w planach, bo przyroda zdaje się mieć w nosie takie temperatury i czeka na bardziej sprzyjający czas.
Zawsze powtarzam, że w przyrodzie nic nie ginie. Susza zazwyczaj kończy się ulewami, bo parująca woda musi przecież kiedyś wrócić. Jednak takie popadanie ze skrajności w skrajność sprzyja bardziej depresji niż uprawie - przynajmniej w naszym przypadku.
Wieś warmińska jak co roku ożyła wraz z nadejściem wiosny (jaka by nie była). Widać masę uwijających się ludzi. Pracują jak mróweczki by zdążyć przed zimą. Wiem, wiem - wiosna się jeszcze nie rozkręciła, a ja już o zimie - tak to już jest w rolnictwie. Od rana słychać ciągniki i tylko dekoracja doczepiona z tyłu się zmienia. 
Od 4 rano można już usłyszeć ptasie trele - choć nie zazdroszczę im siedzenia na tyłku i grzania "kiełkującego" potomstwa (czego się nie robi dla własnych dzieci). Patrząc po stanie psiej miski po nocy, jeże także się już pobudziły i zaczęły bardzo intensywnie żerować. Wyjadają psie chrupy nie tylko z miski ale i z wora zostawiając po sobie bobkowate ścieżki ;). Żuk zaczęła znosić do domu dżdżownice i (oczywista oczywistość) żuki, żeby pokazać bratu ich piękne ubarwienie (zwłaszcza u dżdżownicy....). Hrabia pomimo tego, że nie wiele rozumie podziwia je razem z nią, choć zdecydowanie bardziej woli traktory niż owady.  
Ponadto w tym roku Żuk odkryła, że boi się mrówek - nie pytajcie, bo nie odpowiem. Nie mam pojęcia jak dziecko od małego głaszczące każdą napotkaną żywą istotę, nadające pająkom mieszkającym w domu na obrazie imiona w stylu Riczard, może bać się mrówki.... Tematu - każda mucha jest Karolinką - nawet nie będę rozwijać bo jest tak długi że starczyłoby na oddzielny post... Zaskakuje mnie moja panna co rok to bardziej...
Ogólny bilans pomimo wiatru, mrozu, nadmiaru deszczu i braku ciepła jest na plus. Zacieram ręce i czekam na wysiew cukinii i dyni - a ślina mi cieknie samoistnie na myśl o świeżych owocach i warzywach. 
Jak na razie słońca jak tlenu nam trzeba i tego się będę trzymać.
pozdrawiam PR
ps. kilka naszych insta warmińskich wiosennych fotek specjalnie dla Was








piątek, 14 kwietnia 2017

Życzenia


Pomaleńku przez podwórze idą dzieci kurze.
W kropki, 
w ciapki, 
malowanki, 
bo to miały być pisanki....
😂😂😂

 Z okazji Świąt Wielkanocnych
Najserdeczniejsze życzenia:
zdrowia,
szczęścia,
oraz wszelkiej pomyślności!
Przesyłają Państwo Rolnicy

środa, 5 kwietnia 2017

Wytrawne babeczki

Ci, którzy znają mnie choć trochę wiedzą, że lubię sobie dobrze zjeść. Dobrze i dużo.... Do małych porcji nawet nie siadamy, całą naszą czwórką. 
Niestety nie przedkłada się to na moje gotowanie, bo czas spędzony w kuchni jest dla mnie czasem straconym, zmarnowanym bezpowrotnie. 
Nie lubię długich wymyślnych potraw (znaczy jeść to lubię , ale niekoniecznie robić). Najlepsze zaś przepisy to te szybkie i niewymagające cudowania i stania na głowie - zwłaszcza jak się rządzi w kuchni z 2 dzieci....
Ostatnimi czasy odkryłam nowe zastosowanie w kuchni wielu rzeczy, które nijak z gotowaniem się nie kojarzą. I tak odkąd staram się gotować i piec z moim Hrabią zawsze mam pod ręką taśmę budowlaną lub inną jakąś supermocną, która zabezpieczy kabel, kurek od gazu czy płytę od piekarnika. Konieczna jest huśtawka lub krzesełko do karmienia - przynajmniej na czas otwierania piekarnika, lub odlewania wrzących ziemniaków. Bardzo pomocny stał się także youtube zwłaszcza jak się go ma w telewizorze - piosenki dla dzieci dobre na wszystko. Jak się nie ma w telewizorze bardzo przydaje się telefon z praktycznym uchwytem jakim jest listwa przypodłogowa z wyrwanym wkrętem i kołkiem - sprawdziłam (no chyba, że ma się prawdziwy stojak na telefon - to nie mam pytań....). 
Tak oto od jakiegoś czasu moje kucharzenie urasta do rangi wspinaczki na Mont Everest, przypominając momentami komedię przeplecioną chwilą grozy i napięcia, z patentami godnymi MakGajwera (czy jak on tam się nazywał).
Niemniej jednak gotować mi się udaje, z jednym dzieckiem i z dwójką, czasami nawet kotem plączącym się pod nogami i mężem klepiącym po tyłku.
Tym oto jak zwykle przydługim wstępem dobrnęłam do wytrawnych babeczek jakie ostatnio przyszło nam przetestować. Wytrawne - bo nie słodkie, a że w formie babeczek - zawsze to ciekawsza perspektywa na kolację niż zwykła kanapka.

Składniki:
250 g mąki - ja używam zwykłej, pszennej
200 ml. mleka
50 ml oleju
2 jaja
2-3 pomidory, sparzone, obrane, pokrojone w drobną kostkę
natka pietruszki - ilość zależna od upodobań, ja wrzuciłam duuuużo ok. 1/3 zamrożonego woreczka
około 100 g startego żółtego sera
1 łyżeczka sody
2 łyżeczki proszku do pieczenia
sól i pieprz, ew. inne ulubione przyprawy

Jaja, mleko i olej wrzucamy do miski i blendujemy na jednolitą masę. dodajemy posiekaną pietruszkę, pokrojone pomidory i starty ser. Mieszamy. Doprawiamy solą i pieprzem. Suche składniki mieszamy osobno i wrzucamy do przegotowanej wcześniej masy. Dokładnie mieszamy. Ciasta starczyło mi na blachę z 12 otworami na babeczki. Blachę wcześniej wyłożyłam papilotami do babeczek. Piekłam we wcześniej nagrzanym piekarniku do około 175 st. C 40 minut.

Babeczki smakiem przypominały mi trochę omlet. Są pyszne - jednakże na świeżo. Na drugi dzień pomimo tego, że spędziły noc pod przykryciem zrobiły się dość suche, aczkolwiek nadal były zjadliwe. Mimo wszystko polecam.

PR










poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Recyklingowe zabawy - kurki w ogórki i dziub....

Mam taki głupi nałóg. Proszę się nie śmiać....!! Nie umiem wyrzucić do śmietnika papierowej rolki po papierze toaletowym czy papierowym ręczniku. Nie umiem. Leżę w wannie, patrzę na pustą rolkę wiszącą na wieszaku i widzę kurczaki, świnki, węże, zamkowe wieże , rakiety kosmiczne..... o matko czego ja tam nie widzę!
Uprzedzę pytanie - nie, nie wspomagam się żadnymi tabletkami i innymi takimi habaziami. Jedyne co zażywam to witaminy dla kobiet karmiących - hm a może to one?
Niemniej jednak nie o tym miałam.
Patrząc tak na tą moją skromną kupkę rolek po papierze doszłam do wniosku, że pora iść za trendami i stworzyć własną ozdobę Wielkanocną. W końcu święta za pasem, a i recyklingowych zabaw dawno u nas nie było.
 Materiały to oczywiście wspomniane wyżej rolki, żółta farba, pędzel, klej.
W związku z tym, że czarodziejskie pudło różności przydatnych i mniej przydatnych pęka w szwach my wykorzystałyśmy filc na dziubki, plastikowe oczka, wyciory na łapki i piórka na skrzydełka. Jednak to wszystko można zastąpić kolorowym papierem, mazakami, czy bibułą - wystarczy tylko odrobina wyobraźni.
Nasze rolki po pomalowaniu na żółto i przyozdobieniu zostały wielkanocnymi kurczakami, które w założeniu mają z nami pomieszkać parę tygodni zanim ten świąteczny szał nie minie - nie wiem jednak jak będzie w praktyce, bo Hrabia w szale ukochania kurczaczka namiętnie uczy się wspinać na krzesełko by do nich sięgnąć. 
Niech moc będzie z nami, a raczej z nimi - żeby choć do świąt dożyły w całości, a nie jako kurczakowe puzzle.
Pozdrawiam PR







środa, 29 marca 2017

A dziewiąty piątek wypada we wtorek

Wczoraj - 28 marca - przybył nam kolejny, dziewiąty z rzędu, słoneczny piątek naszego życia. Piątek, który okazał się być wtorkiem - jednak nam to nie przeszkadza. 9 lat temu Państwo Rolnicy zostali Państwem, a wytyczywszy granice tego państwa zaczęli budować je od podstaw.

Bilans zysków i strat  z perspektywy tych 9 lat?
  • 2 cudownych dzieci
  • 1 osobisty kot
  • 1 osobisty pies
  • dom wiecznego remontu
  • cała góra kapusty
  • jeszcze większa góra ziemniaków 
  •  kilka posadzonych drzew
  • kilka przekroczonych granic
  • mnóstwo planów
  • kilkoro wartościowych znajomych i przyjaciół.

Minusy - nie zaobserwowano....

Życzyłabym sobie i A. jeszcze wielu takich słonecznych piątków. Przede wszystkim wspólnych. Może jeszcze tylko w zdrowiu. Na tym moja lista życzeń się kończy - nie jest wygórowana..... Na resztę zapracujemy sobie sami.  W końcu nic tak dobrze nam w życiu  nie wychodzi jak wspólna praca, no i dzieci, ale nad nimi też trzeba było popracować więc można podpiąć to pod jedno ;)

Wczoraj był kolejny słoneczny piątek naszego życia, chwilo trwaj!
PR


wtorek, 28 marca 2017

Powrót do przeszłości

Kiedyś było lepiej. Kawa była mocniejsza, kapusta lepiej ukiszona, a dzieci mniej chorowały..... Wszyscy się znali i kumplowali, zabawy były ciekawsze, a ludzie mniej złośliwi...
Kiedyś było lepiej, bo kiedyś...... Byliśmy młodzi i mieliśmy po prostu mniej trosk. Bo kiedyś nasze problemy kończyły się na tym, że dostaliśmy zezwolenie na bieganie z kumplami do 21.30 a od 22 zaczynał się  najlepszy czas na podchody. Bo za słodycz wystarczała nam kanapka z masłem i cukrem, a czasem ta kanapka służyła nam nie tylko jako przekąska ale i śniadanie, obiad i kolacja.... Najsmaczniejsze  jabłka to  te zielone poobijane na kolanie. A czas bajki gdy miało się 3 programy w telewizji był ograniczony i święty.
Znacie to? Można tak wymieniać w nieskończoność. W końcu kiedyś było czasem naszej młodości, a młodość jest beztroska i po prostu fajna i nie ma co się dziwić, że dla nas kiedyś było fajniej.
A co jeśli powiem Wam ze na chwilę możecie przenieść się do kiedyś? BA! Możecie tam zabrać ze sobą swoje dzieci i pokazać jak fajnie było.
Pamiętam jakby to było dziś jak żadna zabawka mojego brata nie wytrzymywała tygodnia w całości. Dostawał nowy traktor, który musiał koniecznie obejrzeć od środka. Dość szybko okazało się, że najlepszą zabawką dla niego był tzw. trybik czyli koło zębate zespawane z długim prętem, którym mógł rozjeżdżać wszystkie skarpy i kałuże. Na szczęście ten jego szaleńczy zapał do rozkręcania ostygł po jakimś czasie, a mama nauczyła się wynajdywać mu zabawki, które są wprost stworzone do rozkręcania. Pierwszą był plastikowy traktor z wielkimi wkręcanymi śrubami. Kolejną model do skręcania, złożony ze śrubek i blaszek.
Taki model właśnie odkrywa przed nami firma Alexander - specjalna zabawka dla wymagających dzieci, dla takich którym nie wystarcza, że samochód jeździ.
Założenie bardzo przypomina mi tamten model sprzed 20 lat, jednak wykonanie jego jest dużo solidniejsze. Pomimo, że nasza 5latka jest bystra dość optymistycznie założyliśmy, że poradzi sobie ze składaniem. Nie na darmo producent nadrukował na opakowaniu cyfrę 8 z plusikiem. Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło - Żuk segregowała elementy i rozdzielała śrubki, Hrabia zjadał plastikowe koła i gniótł instrukcję, a A. skręcał - WSPÓŁPRACA pełną gębą przez wielkie W. Wszyscy mieli zabawę, najważniejsze jednak w tej zabawie było to, że wspólną. Z tej masy blaszek i śrubek po jednym wieczorze towarzystwo moje wydobyło to co rolnicy lubią najbardziej - sprzęt rolniczy. U nas był to kombajn! Z resztą sami zobaczcie!












Mały konstruktor to zabawka, która ćwiczy cierpliwość, sprawność manualną i uczy pokory - nawet dużych chłopców. Trzeba się nieźle skupić na składaniu. Jednakże nagroda jaką otrzymujemy w postaci sprawnego, jeżdżącego (w naszym przypadku) kombajnu całkowicie rekompensuje czas poświęcony na złożenie. TU możecie podejrzeć małego profesjonalistę w akcji, podczas składania jednego z modeli.

Kolejną zabawą na myślenie konstruktywne i pobudzanie wyobraźni, którą ja osobiście również pamiętam jako zabawę sprzed dwudziestu paru lat są Magiczne Mozaiki. Moje oczywiście miały 3 kolory i po niewielkiej garści elementów, dzięki czemu moja wyobraźnia nie mogła poszaleć jak w przypadku tych od firmy Alexander, które mają ich aż 600!
Do tego pamiętam jakby to było wczoraj jak moje śmierdziały! Taki plastik połączony z plasteliną i pomimo upływu czasu ich zapaszek wcale nie ulatniał się niestety. Niemniej jednak bardzo lubiłam układać różne elementy na swojej krateczce i zauważyłam, że Żuk także bardzo polubiła swoje. Układa co i rusz nowe obrazki, czasami odwzorowuje te z książeczki z przykładami, czasami popuszcza wodze swojej wyobraźni. I tylko Hrabia patrzy na siostrę trochę z zazdrością - niestety jego dziesięciomiesięczna wyobraźnia jest tak bujna, że jakby się do nich dopadł to na pewno skończyłyby w gablocie szpitalnej rzeczy wyciągniętych z dziecka.....
Magiczne Mozaiki można opisać jednym ważnym w rozwoju dzieci słowem - kreatywność! Myślę, że nic więcej dodawać nie trzeba. Popatrzcie sami!








TU mała konstruktorka w akcji - podejrzyjcie.

Jestem ciekawa czy Wy znaleźliście w obecnej obszernej ofercie zabawek coś co na chwilę przenosi Was do czasów dzieciństwa? Coś co jest ponadczasowe, proste a zarazem ciekawe? Podzielcie się swoimi znaleziskami w tej dziedzinie!
Pozdrawiam PR

środa, 22 marca 2017

ŚWIĘTA = SERNIK

Za chwilę kolejne święta. Gdybyśmy zabawili się w skojarzenia i musielibyście odpowiedzieć skojarzeniem na słowo święta to co byście powiedzieli? Jestem bardzo ciekawa....
Moje skojarzenie ze świętami jest jedno i nie ma znaczenia czy mówimy o tych wiosennych czy o tych zimowych. U mnie ŚWIĘTA = SERNIK!
Odkąd pamiętam święta kojarzą mi się z sernikiem mojej mamy. To taki obowiązkowy i nieodzowny ich element. Zapytałam kiedyś babcię dlaczego tylko mama robi sernik na wszystkie imprezy rodzinne, odpowiedziała mi, że tak dobrego nikt inny nie potrafi zrobić. Oczywiście uwierzyłam i aż do tego roku nawet nie próbowałam się za niego zabierać. Jak sernik to babcia Ala i koniec. 
Niestety, albo stety czego się nie robi dla własnego dziecka. Być może włazi mi na głowę moja Panna, ale oszukiwać nikogo nie będę, sama także miałam ochotę na coś dobrego, dlatego też dałam się jej namówić na Ciasto Babci Ali....
A teraz moi mili znajcie łaskę Pani! Podzielę się z Wami przepisem na najlepszy sernik na świecie - w końcu nazwa KRÓLEWSKI do czegoś zobowiązuje! Bierzcie i pieczcie, a później chwalcie się efektem końcowym! I niech Wam smakuje!

CIASTO:

Składniki:
2 szklanki mąki pszennej
3/4 szklanki cukru
1 margaryna (u nas najlepiej sprawdza się palma z kruszwicy)
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 żółtko
2-3 łyżki ciemnego kakao

Wrzucamy wszystko do miski i zagniatamy ciasto. Blachę wykładamy papierem do pieczenia i tarkujemy zagniecione ciasto na tarce jarzynowej o grubych oczkach, starając się rozłożyć je równomiernie na całej powierzchni blachy. Nie ugniatamy. Zostawiamy małą kulkę ciasta do dekoracji wierzchu.

MASA:

Składniki:
1 kg. twarogu z wiaderka
1 szklanka cukru
cukier wanilinowy
6 jajek
1 łyżka mąki pszennej
1 łyżka mąki ziemniaczanej
1 łyżka kaszy mannej
kostka masła

Ucieramy żółtka z cukrem. Nadal ucierając dodajemy kolejno masło, później twaróg i kolejno pozostałe składniki. Białka z tych 6 jaj i to jedno co zostało z ciasta ubijamy na sztywną pianę. Po utarciu wszystkich składników dodajemy białka i mieszamy dokładnie na jednolitą masę. Masę wylewamy na starte ciasto i ścieramy małą kulkę ciasta na tej samej tarce na wierzchu. Pieczemy około godziny w 200 stopniach, nie nagrzewając wcześniej piekarnika. U mnie ciasto brązowieje po 45 - 50 minutach u mojej mamy po godzinie. Należy obserwować, w końcu nikt jak Wy nie zna lepiej Waszego piekarnika.

Tyle całego sekretu. Jak widać dość kosztowne i dość kaloryczne. Jednakże jego smak rekompensuje wszystko. Musicie spróbować!
Pozdrawiam PR