niedziela, 11 września 2016

chciałabym....

Wychodzę z założenia, że jak coś robić to porządnie albo wcale. Od 4 lat tworzę to małe miejsce w internecie. 4 lata temu nawet nie przypuszczałam, że poznam tak wielu ciekawych ludzi, a oni poznają mnie. 4 lata temu było to zabawą w nieznane.
Zaczęło się z ciekawości, jak zapewne u większości. Przeszło przez etap obsesji, by wyciszyć się i nadać równy rytm jako hobby i odskocznia od rzeczywistości. Udało się. Dzięki temu zostałam doceniona, dostrzeżona, zdecydowanie wzrósł mój poziom samooceny, nabrałam więcej pewności siebie i udowodniłam sama sobie, że mogę na prawdę dużo.
Ten rok jednak, który niestety jeszcze się nie skończył, a chyba chciałabym żeby był już za mną przyniósł tak dużo zmian, że nie da się ich nawet wszystkich wyliczyć. Mogę wymienić te dobre - mój syn i moja bratanica....Reszta to pasmo porażek przepełnionych goryczą. Im bardziej chcę i się staram tym bardziej do dupy......
Siedząc przy łóżku mojego dziecka i czytając posta u Konfabuly uświadomiłam sobie, że muszę z czegoś chwilowo zrezygnować. Dla dobra własnego zdrowia psychicznego, które zostało zdecydowanie nadszarpnięte ostatnimi czasy. 
Nie usuwam PR, nie usuwam facebooka. Zbyt wiele serca w to włożyłam żeby się tak łatwo poddać. Po prostu moje hobby przerodziło się w wyrzut sumienia, że je zaniedbuję, a nie chcę żeby tak było. Zostaję na instagramie i tam zapewne będę aktywnie, bo wrzucić zdjęcie to nie problem, problemem jest znaleźć czas żeby napisać coś od serca i z sercem. 
Wiele osób mówi, że dobę da się podzielić tak żeby starczyło czasu na wszystko, mi się to nie udało i muszę chwilowo spasować.... Zachłysnąć się świeżym, czystym powietrzem, nabrać dystansu do wielu spraw i nauczyć się od nowa dzielić czas i siebie. 
Nie, nie ucieknę w Bieszczady, za prosto by było... Poza tym jak to mawia ciocia A. tam jest wysoko i można spaść - a upadek z wysokości boli bardziej.
Oficjalnie zawieszam bloga na czas bliżej nieokreślony, za co chciałabym przeprosić moich czytelników. Wybaczcie ale rodzina jest dla mnie najważniejsza i w tym momencie to w jej kierunku patrzę. 
Życzę Wam wszystkiego dobrego i jeśli tu jeszcze kiedyś wrócicie - do zobaczenia! Bo nie usuwając tego miejsca deklaruję, że nie znikam na zawsze, po prostu nie wiem ile trwa ogarnianie rzeczywistości....
PR

poniedziałek, 5 września 2016

pięciolatka na kocimiętce i nagły atak zęba

Kiedy wydawało mi się, że już gorzej być nie może Hrabiowskie kolki ustąpiły miejsca wyżynającym się jedynkom. Zarys widać, ale jeszcze długa droga przednimi i nami....chyba osiwieję do końca, albo wyłysieję....
Na pewno przyłoży do tego rękę moja pięciolatka, która jak się okazuje będzie w tym roku również leżakować, bo grupa pięciolatków składa się w większości z czterolatków i rodzice i ryby głosu ne mają. 
Nie muszę chyba mówić, że czterolatki obchodzą mnie tyle co rodziców czterolatków moja pięciolatka?  Żaden to argument, że jeśli zaśnie w przedszkolu to tańczy w domu do 23, a później rano wstawać nie chce....przez to jest niewyspana i znów zasypia w przedszkolu i błędne koło się zamyka.... 
Poziom mojej frustracji z tego powodu sięga zenitu, a jedyne co usłyszałam to takie są zasady i jak mi nie pasuje mam ją zabierać po obiedzie do domu.... No i że widać potrzebuje skoro zasypia. Jak ma nie zasypiać ja się pytam jak lata później w domu do tej przeklętej jedenastej i w efekcie skraca jej się wypoczynek nocny? Zero empatii, zrozumienia i znalezienia wspólnego języka. A ja? Mi pozostało tylko dać upust na tym moim kawałku internetowej podłogi, bo nikt moich argumentów słuchać nie chce. 
Tak więc mam w domu szaloną, wypoczętą pięciolatkę, która niczym kot po dożylnej kocimiętce biega z prędkością światła i nadaje na ponaddźwiękowych falach lepiej niż Czubówna opowiadająca o okresie godowym szympansów. Wyżynające się jedynki u trzymiesięczniaka (o grozo!) który nie zajarzył jeszcze do czego służą ręce i że dzięki nim można wepchać sobie do dzioba gryzak i pomasować trochę bolące miejsce. Dzwoniący w kółko  telefon (nie mam urlopu macierzyńskiego tak jak osoby na etacie) i zapytania o to czy ten ziemniak to się w zupie rozsypuje czy nie i dlaczego żółty się rozsypuje jak ona słyszała, że żółte to paszowe i tylko krowy takie jadają i ona chce białe, ale nie wilgotne takie jak macie tylko takie jak te rozsypne żółte...i w ogóle to czy to tylko na naturalnym nawozie i nie pryskane bo jak chemia była to na pewno będzie mieć przez nas raka, opryszczkę rzeżączkę, trąd, reumatyzm i śmierdzące stopy. No i męża, którego doba zaczyna się o 4 rano, a który o normalnej porze spać nie może się położyć, bo czytaj wyżej....
Proza życia!
Was zapewne moja proza życia nie interesuje, ale musiałam, bo inaczej bym się chyba udusiła..... 
Na osłodę kilka warmińskich kadrów, których dawno tu nie było. Do przeczytania, mam nadzieję w lepszym humorze.
PR