poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Recyklingowe zabawy: akwarium

Nie jest tak, że mam multum pomysłów kłębiących się w głowie i tylko czasu brakuje na realizację. Nie mam - choć bardzo tego żałuję. Aż takim geniuszem nie jestem. Częstokroć czekam na błysk, a raczej przebłysk. Jednak gdy już on nadejdzie, wystarczy mi jedno spojrzenie na daną rzecz, nazwijmy ją po imieniu - na śmiecia, żeby dostrzec w nim coś czego inni nie widzą.

Tak było i tym razem. Pudełko po napojach. Stało i czekało aż ktoś szanownie schyli się i wyrzuci je do kartonu na makulaturę. Stało by pewnie jeszcze z tydzień gdyby nie fakt Żukowego kataru, tym samym absencji w przedszkolu i jej marudnego #nudzimisię. Najbardziej kreatywna jestem gdy słyszę jej stękanie, którego wprost nie znoszę.

Gdy #nudzimisię osiągnęło decybele wybudzające Młodszą Latorośl ze snu musiałam szybko zorganizować jej czas... I to nieszczęsne pudełko okazało się ostatnią deską ratunku dla zszarganych nerwów i głowy dopominającej się kawy (ciepłej, bo zimna niestety pomimo prawie 5cioletniego stażu macierzyńskiego przez gardło nadał nie przechodzi).

Tak oto resztki przyborów plastycznych i pudełko przypomniały nam czasy posiadania rybek w akwarium, które to stały się trofeum dla naszych futrzaków. Niestety nawet moje zabezpieczenie antykotowe nie zdołało uchronić tych biednych istnień przed żądnym krwi, albo zabawy (jak kto woli) pękatym sierściuchem, który na niedożywionego przez cały swój wcale nie marny byt nigdy nie wyglądał.... i gwarantuję też, że nigdy nie był.

Materiały:
 - pudełko
 - bibuła
 - kolorowy papier lub kolorowe pianki
 - klej, taśma klejąca dwustronna

Żuk za pomocą wydzierania i kleju zużyła pociętą i nadszarpniętą zabawą, czasem i innymi pracami bibułę, tworząc tym samym tło akwarium imitujące wodę. Później ponacinała paski bibuły zielonej, które ja poprzyklejałam dzięki taśmie dwustronnej. Do stworzenia mieszkańców wykorzystałyśmy szablony z posta - TU. Zostali oni umieszczeni za pomocą taśmy dwustronnej, jednak drugim pomysłem było umieszczenie ich za pomocą nici, żeby się poruszały - na to nie starczyło mi czasu i mocy przerobowych. 
Prosta i przyjemna zabawa dla dzieci lub z dziećmi. Można stworzyć namiastkę akwarium, na które rodzicom częstokroć ciężko się zdecydować gdyż jak każde zwierze wiąże się ono z obowiązkami. Ponadto żywe rybki mają to do siebie, że trzeba się wykazać przy nich wiedzą na temat hodowli, bo w innym przypadku można im tylko zaszkodzić. Myślę, że jest to dobra alternatywa dla maluchów. A starszakom polecam najpierw kupić książkę o hodowli rybek i po przestudiowaniu zapytać czy na pewno chcą akwarium posiadać ;)
Pozdrawiam PR




sobota, 27 sierpnia 2016

Trudna sprawa z 1 września

Jak wszystko na tym świecie tak i ludzi można skategoryzować na wiele sposobów. W swoim trzydziestoletnim życiu miałam niestety tego pecha, że trafiłam na cały przekrój tychże i poznałam osobiście nawet tę najgorszą jak dla mnie część społeczeństwa od podszewki. 
Wyobraź sobie, że masz dziecko, albo nawet dwoje czy troje dzieci. Początkowo jest Ci ciężko bo wiadomo pogodzenie obowiązków domowych z wychowywaniem nie jest proste - no może w przypadku posiadania jednego dziecka idzie jeszcze jakoś ogarnąć (wiem z własnego przykładu) ale przy dwójce zaczynają się schody. Dzieci dorastają idą najpierw do przedszkola, później do szkoły. To chyba potrafisz sobie wyobrazić? 
Przychodzą wakacje i albo tak jak w moim przypadku spędzacie je w domu bo wakacje to dla nas początek najcięższych prac i nie możemy sobie pozwolić na urlopy, albo pracujesz na etacie i masz wyrzuty sumienia, bo nie możesz poświęcić tyle czasu dziecku ile byś chciała, ile ono potrzebuje. Przykre, ale prawdziwe.
Wtedy też czekasz tego cholernego 1 września, gdy dziecko wróci już z wygnania od babć, cioć, niań, a życie powróci na normalny dla Was tor - dziecko w placówce wychowawczej a Ty w pracy w miarę spokojna, bo przynajmniej teoretycznie wiesz gdzie ono jest i teoretycznie nie ma prawa mu się tam nic stać. Wracasz po pracy do domu i choć masz mnóstwo obowiązków to między nimi znajdujesz czas by poobcować z dzieckiem. Wspólne odrabianie lekcji staje się małą radością, bo robicie to razem.  I tym matkom jestem w stanie pochylić czoła i przyznać rację z tego, że cieszą się z nowego roku szkolnego i powrotu dzieci do szkoły.
Druga sprawa to matki wychowujące młodsze rodzeństwo dziecka szkolnego/przedszkolnego i/lub pracujące dodatkowo w domu. Wiem, że ciężko jest pogodzić obowiązki domowe i zajmowanie się dwójką i więcej dzieci. Zwłaszcza gdy ma się czasami potrzebę oddechu - poczytania książki, internetu, lub gdy ciągnie się dodatkowy etat w domu. Przed tymi matkami także chylę czoła, bo rozumiem, że  taka nazwijmy to "przerwa od dziecka" to wykonanie obowiązków szybciej dzięki czemu czas gdy dziecko wraca ze szkoły można poświęcić jemu.
A teraz wyobraź sobie, że niczym się nie interesujesz, nie masz pracy etatowej, ani dorywczej, nie lubisz czytać, a najważniejszą rzeczą w ciągu dnia są "trudne sprawy" i kawa z koleżanką przepleciona dyskusją na temat dzisiejszego odcinka. Znaczy przepraszam, pracujesz - zajmujesz się domem, ale powszechnie wiadomo, że gdy dzieci w nim nie ma to nie jest aż tak trudne i można wygospodarować trochę cennego czau na małe przyjemności. Nie potrafisz sobie tego wyobrazić? Zapewne zostałaś obdarzona dobrym genem przyzwoitości, który nie zawęził Twojego punktu widzenia do telewizyjnych szmir. Niestety tacy ludzie istnieją i niestety miałam okazję przekonać się o tym osobiście. Jeszcze jedno niestety - Ci ludzie posiadają także internety i w przerwach między serialami z nich korzystają, udostępniając wszystko jak leci i nie zastanawiając się nad znaczeniem udostępnionych słów.
  "Czasem mam wrażenie, że ludzie traktują własne dzieci jak zło konieczne...." rzuciłam wczoraj niedopatrzenie pod postem na FB,  w miejscu, w którym nie powinnam. Pisząc to nie sprecyzowałam dokładnie o co mi chodzi. Myśląc o kobietach, które większość dnia spędzają same w domu na trudnych sprawach w szpitalach, przez przypadek chyba uraziłam ciężko pracujące mamy. Tu mój ukłon w stronę Miniaturowej - przepraszam, nie traktuj tego osobiście, nie było to do Ciebie ani o Tobie! Pech chciał, że FB wybiórczo traktując posty wyświetlił mi akurat Twój....
Wcale nie traktuję szkoły i przedszkola jak pozbywania się "problemu" z domu. Z łezką w oku wspominam czasy szkolne i teraz już rozumiem co dorośli mieli na myśli mówiąc że to jest jeden z najlepszych czasów w życiu. Jest wiele zalet placówek wychowawczych, a doskonale opisała je dziś Sara - TU.
Mamy taką zasadę w domu - staramy się nie używać słów "nigdy i zawsze" - dlatego, że nigdy nie jest tak, że nigdy i nigdy nie jest tak, że zawsze- nie wiem czy rozumiecie. Drugą taką cichą zasadą jest to, że staramy się nie pisać do siebie wiadomości poprzez smsy i komunikatory gdy się nie widzimy - zazwyczaj prowadzi to do kłótni przez niedokończone myśli. Dlatego też rzadko komentuję cokolwiek z telefonu - z którym się nie lubię za bardzo....bo zazwyczaj przez nieumiejętność pisania na nim palnę głupotę...  Wiele razy obiecywałam sobie, że postaram się nie oceniać, wiem że nic mi do tego, bo nie moja dupa nie mój interes i mam nauczkę na przyszłość żeby częściej gryźć się w język...
PR

sobota, 20 sierpnia 2016

Parówki w cieście

Może i była by ze mnie dobra kucharka gdyby doba wydłużyła mi się o połowę, a dzieci szanownie odkleiły choć na parę godzin. Nie to żeby przeszkadzały mi dwie wiszące na mnie pąkle, nawet to lubię.... Czasem tylko jestem już zmęczona.... Zwłaszcza, że Hrabia w ciągu 3 miesięcy przekroczył zawrotną wagę 7 kg, a nadal mentalnie jest jeszcze maluszkiem potrzebującym ciepła i bliskości....Z jednej strony wielkolud jak na 3 miesięczne dziecko, a z drugiej mój mały Synuś.
Przez te wszystkie problemy z donoszeniem ciąży i przeboje szpitalne Żukowa Panienka też taka niedokochana.... W efekcie czas dla siebie mam dopiero po 22, który muszę podzielić na dwa bo jeszcze jest mąż, któremu też się trochę owego należy....
Staram się jednak nie narzekać i czerpać z tego, bo wszyscy krzyczą, że nie obejrzę się a będzie "nie całuj mnie"; "nie podawaj mi ręki"...."mamo idę na imprezę"....a później to już tylko "wyprowadzam się". Więc noszę, całuję, czytam książeczki nawet jak mi się nie chce i mam dość.
Nie o tym jednak miałam. Tak to już jest, że matka zawsze zejdzie na temat dzieci, choćby zaczynała od polityki, wybuchu wulkanu, czy katastrofy lotniczej.
Wracając do mojego kucharzenia staram się robić to smaczne, jednak najszybciej jak potrafię. Z drugiej strony nie należę do tych osób, które mogłyby spędzić życie w kuchni. Dlatego też wynajduję przepisy łatwe i ekspresowe. Takie właśnie są moje parówki w cieście. Zachęcam do wypróbowania!

Składniki:
parówki
250 g mąki
1 jajko
1 białko
proszek do pieczenia 
4 łyżki mleka
4 łyżki oleju
sól
150 do 250 g twarogu
mogą być ulubione przyprawy np. do pizzy

Mąkę, twaróg,  proszek, jajko, 4 łyżki oleju, sól i ewentualne przyprawy mieszamy i zagniatamy z nich ciasto. Rozwałkowujemy, kroimy parówki na 2 lub 3 części i zawijamy szczelnie w ciasto. Układamy na blasze na papierze do pieczenia. Parówki w cieście smarujemy białkiem wymieszanym z mlekiem. Pieczemy ok. 20 min. w 200 St.C - w zależności od piekarnika. 
Moje parówki ze zdjęcia siedziały w piekarniku 40 min. bo aktualnie nosiłam na rączkach jedną z moich pąkli....a poza tym, to już ustaliliśmy kiedyś, że mój piekarnik nie wypieka dobrze i wszystko musi być w nim przynajmniej 10 minut dłużej.
Życzę smacznego!
PR


niedziela, 14 sierpnia 2016

Recyklingowe zabawy - sowa mądra głowa

Tak się dziwnie składa, że najlepsze pomysły przychodzą mi do głowy w łazience... Czy to w wannie czy na tronie.... Być może wynika to z faktu, że jest to 5 minut wolności od całego świata, bo uprzedzę pytania - nie, nie chodzę z dziećmi do toalety. Inną teorią na ten temat może być to, że jestem jakąś podświadomą rusałką albo innym starodawnym utopcem, a łazienka z racji posiadania wanny i częstego moczenia się w niej zbliża mnie do naturalnego środowiska występowania.... Choć podejrzewam, teoria wolności umysłu jest bardziej prawdopodobna i realna...A może jednak to zapach chloru, który uwielbiam, a którego zdecydowanie nadużywam w łazience działa na mnie twórczo....?
Udając ostatnio rusałkę...znaczy się wróć - mocząc się ostatnio w wannie i relaksując w te moje dosłownie 5 minut wolności rzuciła mi się w oczy tekturowa rolka po papierze toaletowym. I zabłysła żarówka w głowie, a zwoje poprostowane przez cudowny stan ciążowy coś jakby drgnęły i zaczęły się zwijać i wracać na swoje miejsce, bo jak zmarnować taki skarb?
Wróciłam więc z łazienki z rolką, a mąż wymownie spojrzał i zapytał bardziej w sumie siebie jak mnie "ciekawe co za nowy zwierz z nami zamieszka". No i podpowiedział!
Proszę państwa przedstawiam Wam rodzinę Sów na 1000+, albo jak kto woli rodzinę z mamą sową zajmującą się dziećmi przez co nie może iść do pracy, a zarobki taty są tak niskie, że w gratisie mają 1500+....
Jak zwał tak zwał - oto pomysł na zajęcie dziecka, albo zajęcia z dzieckiem, wybór pozostawiam Wam.

Materiały:
-tekturowe rolki
-farby
-klej
-kolorowy papier
- u nas ruchome oczka, wyciory, filc









Pozdrawiam PR

niedziela, 7 sierpnia 2016

Liczy się każde opakowanie - na porządki zawsze jest czas.

Tegoroczna wiosna trochę mnie ominęła. Lato zdaje się też przeciekać między palcami. Broń Boże nie narzekam. Po prostu wychodzę na pole i smutno mi, bo wyraźniej niż zazwyczaj widzę uciekający czas. Niedawno mój mąż siał i sadził, a teraz już pokazują się pierwsze skrawki czarnego pola, które nieubłaganie przypominają nam o nadciągającej wielkimi krokami jesieni.
Tak, tak wiem, że dla większości z Was DOPIERO sierpień - wakacje w pełni. Każdy rolnik jednak wie o czym mówię, bo u nas czas mierzy się troszkę inaczej....
Zeszły rok skąpy w deszcz nasuwał myśli, że żywioły sprzysięgły się przeciwko nam i każda z chmur bogatych w wodę nas omija....Ten rok nasuwa podobne wnioski tylko w odwrotną stronę.... Zazwyczaj początek sierpnia jest półmetkiem żniwnym w naszym gospodarstwie oraz intensywnym czasem wykopków.... W tym roku jak na złość każda nawet najmniejsza chmurka trafia precyzyjnie w nasze pola uniemożliwiając nam tym samym koszenie zboża i kopanie ziemniaków.... Po wczorajszym obchodzie pól stwierdziłam, że pora zainwestować w amfibię....albo choć kajak....
Rolnikowi nie dogodzi - jak pada źle, jak nie pada też źle...taki to już z nas marudny naród. 
Deszcze i niemożność pracy w polu powodują, że mamy więcej czasu na konserwację maszyn i porządki w gospodarstwie. Chciałabym Wam kochani koledzy po fachu przypomnieć, że opakowania po środkach wypłukane i szczelnie zapakowane oddajemy do sklepów, w których je nabyliśmy lub do tych, które na stronie PSORu widnieją jako punkty zbiórki opakowań. Pamiętajcie, że nie musicie przedstawiać dowodów zakupu, a jeśli będziecie mieli problem powołujcie się na stosowne przepisy, które przywoływane są na wymienionej stronie. 
Infolinia PSORu jest po to by rozwiać wszystkie Wasze wątpliwości i wyjaśnić nieścisłości Zachęcam do korzystania. Sama nie raz z niej korzystałam i potwierdzam, rozmówcy są mili i nie gryzą, ponadto dość szeroka wiedza w zakresie opakowań po środkach ochrony roślin czyni ich rzetelnymi doradcami.
Natomiast mieszkańcom mojej Barczewskiej gminy przypominam, że nasz rodzimy ZUK daje nam wiele możliwości i udogodnień idąc nam częstokroć na tzw. rękę. Działkowcy mogą zdeponować swoje opakowania w PSZOKu w Barczewie. Takiej informacji udzieliła mi w zeszłym roku przemiła Pani w ZUKu. Oczywiście jeśli macie bliżej do sklepu, w którym środek zakupiliście, a sklep ten wpisany jest w rejestr zbiórki Wy także możecie zostawić tam puste, wypłukane opakowania.
Kochani dbajmy o  to by opakowania po środkach nie trafiały do odpadów komunalnych. szanujmy nasze środowisko - są to odpady niebezpieczne, które powinny być utylizowane w specjalny sposób!
Dla przypomnienia poprzednie posty na temat zbiórki opakowań po środkach ochrony roślin:
 1
2
3
Pozdrawiam PR

środa, 3 sierpnia 2016

6 dni na wygnaniu

5.30 przychodzi pielęgniarka. Pyta czy jadł i jak się czuje, mierzy mu temperaturę i sprawdza pieluchy, jeśli w nocy była nieszczęsna kupa. Leżę i patrzę w okno. Z jednej strony szyba, z drugiej okno, z trzeciej szyba. Człowiek czuje się trochę jak w akwarium.
Dochodzi 6. Hrabia śpi więc pora na śniadanie. Wstaję, ścielę łóżko (materac na metalowym stelażu, pamiętającym epokę wczesnego Gierka, na którym leży deska). Myję się i ubieram. Szybko do aneksu - wstawiam wodę, zalewam kawę, biorę prowiant z lodówki, robię śniadanie - cały czas nasłuchując czy dziecię me nie krzyczy.
6.30 - Siadam z kawą i kanapkami na łóżku - jest to ostatni moment odpoczynku w ciągu dnia, za chwilę zacznę bujać moje marudne niemowlę na zmianę na rączkach i w bujaczku i tak do wieczora.
7 - Hrabia budzi się z krzykiem i bólem brzucha. Po chwili się uspokaja. Karmienie.
8 - Przychodzi pediatra.
9 - Obchód
10 - Karmienie
10.30- 13 Bujanie, kołysanie, śpiewanie, noszenie, przebieranie, raport z brudnych pieluch......
13 - Karmienie
13.30 - Z wielkim hukiem wpada A. przywozi mi obiad, jem w pośpiechu, bo wiem, że musi wracać do pracy, a jego obecność sprawia, że mogę w miarę spokojnie zjeść, to on teraz kołysze....
16 - Karmienie
16.30-19 - Bujanie, kołysanie, śpiewanie, noszenie, przebieranie, raport z brudnych pieluch......
19 - Wpada A. kąpiemy Hrabiego we dwoje gdyż wkłucie w nodze, którego nie można zamoczyć uniemożliwia mi wykąpanie go samodzielnie, karmienie, A. kołysze ja się kąpię, robię kolację, jem....
Pierwszy na oddziale wstaje, ostatni idzie spać....Kładziemy się po 22.... Kilka razy w nocy wstając.
Tak minęło nam 6 długich dni w szpitalu. Każdy przepleciony był płaczem maleńkich istot dobiegających ze wszystkich możliwych stron. Najcichsze jęknięcie przypomina Ci, że za ścianą dzieją się osobiste tragedie z dziećmi w roli głównej. Dźwięk ten świdruje w uszach i wpisuje swoją melodię na stałe w Twojej głowie. A Ty - choćbyś chciała iść utulić i pocieszyć - jedyne co możesz zrobić to usiąść i  płakać razem z nimi.
Czasami zdarza mi się powiedzieć, że na świecie nie ma sprawiedliwości, moja mama kwituje to wtedy słowami, że gdzie jak gdzie, ale na świecie na próżno jej szukać.... Sześć długich dni w szpitalnej rzeczywistości tylko potwierdziło jej słowa.
Nie jesteśmy z tych rodziców co z każda inaczej wyglądającą kupą lecą od razu do lekarza, mieliśmy powody do tego żeby wszcząć alarm i jak się okazało podstawne. Nie będę się rozczulać nad sobą i swoją rodziną. Nie nam pierwszym trafiło się combo z wirusów biegunkowych. Trudno, takie jest życie. Na szczęście jakoś sobie dajemy radę i dzięki temu wcześniej zostaliśmy wypuszczeni do domu. Nie powiem żeby Hrabia był zadowolony z tego co go spotkało, choć patrząc na sprawę z perspektywy posiadania mamy na wyłączność 24/dobę trochę na tym skorzystał....
Kolejna wizyta w szpitalu uświadomiła mi tylko jakie mam szczęście posiadając dwójkę zdrowych dzieci. Jak bardzo powinnam dziękować Bogu za to, że jedynymi problemami jakie nas do tej pory spotykały były zwykłe dziecięce przeziębienia. Życzę sobie tego by tak pozostało, a wszystkim tym maleńkim istotkom zdrowia. Bo jak jest zdrowie to reszta sama się znajdzie....
Chciałabym Wam jeszcze raz podziękować za słowa wsparcia i życzenia zdrowia, które tak licznie wysyłaliście. Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczyło. Dziękuje za wszystkie propozycje pomocy i za pomoc (Ala!).
Chciałbym także podziękować całemu personelowi Oddziału Pediatrycznego V Chorób Zakaźnych - życzyłabym sobie zawsze takiej fachowej i miłej obsługi! Gdyby w każdym szpitalu i na każdym oddziale tak zajmowano się pacjentami szpitale nie przerażały by aż tak bardzo.
Powoli staramy się by Dziedzic doszedł do zdrowia, więc automatycznie  to jemu poświęcam większość czasu. Poza tym czas, w którym on śpi należy się Żukowej Panience.... Po raz kolejny pozostaje mi powiedzieć przepraszam, wrócę za chwilę...
PR
PS. patrząc na stan wyposażenia na oddziale zrobiło mi się trochę przykro. Oczywiście było czysto i schludnie jednakże dość zużyte sprzęty i pościel przypominają o tym, że wszystko jest wiekowe. Kochani stąd moja prośba - jeśli wasze dzieci powyrastały już z małych kocyków i pościeli łóżeczkowej może pójdziecie w moje ślady i podarujecie je do szpitala? Ja swoją nadwyżkę poszewek oddałam. Dostaliśmy sporo w spadku po dzieciach znajomych, a że przy Żuku korzystaliśmy tylko z 2 kompletów doszłam do wniosku, że nie bardzo nam są potrzebne. Teraz wiem, że komuś przydadzą się bardziej niż nam, a przy okazji mam poczucie spełnionego obowiązku....