niedziela, 10 lipca 2016

Wyboista droga mleczna

Moja ginekolog na ostatniej wizycie opowiedziała mi o bogatych Chinkach, które wykupują sobie miesięczne turnusy w ekskluzywnych hotelach, zaraz po porodzie, tylko po to by zregenerować siły. Mają tam za zadanie, leżeć pachnieć i jeść, a jakaś pani - odpowiednik naszej położnej - zajmuje się cały miesiąc ich dzieciątkiem przynosząc je tylko do karmienia. Oczywiście panie są uczone jak karmić, przewijać i ogólnie zajmować się dzieckiem. Cena za tego typu zabawę w macierzyństwo jest wprost proporcjonalna do świadczonych usług, ale jak nadmieniłam wcześniej decydują się na to tylko te kobiety, które na to stać. 
Gdy słyszałam opowieść o tej krainie luksusu wydawało mi się śmieszne płacić za coś co jest wpisane w naszą naturę i na co świadomie się decydujemy. Po czym, na którejś wizycie położnej, kiedy tak siedziałam kolejną dobę z gołymi cycami walcząc o laktację, a mój mały ssak na przemian albo od cyca nie chciał się oderwać, albo nie chciał wcale na niego patrzeć - położna (nie wiem czy chcąc mnie podbudować, czy może faktycznie z zachwytu) powiedziała, że mnie podziwia za wytrwałość. Zaczęła przywoływać statystyki, z których to rzekomo wynika, że wychodząc ze szpitala karmi piersią około 60% kobiet, a po połogu jest to już niewiele ponad 40%.
Siedziałam tak miesiąc i gdyby nie mój mąż, który systematycznie mnie dokarmiał i ciocia I., która ze swoim pierwszym ssakiem przy cycu miała więcej problemów niż nie jedna matka pięciorga (nie ujmując nikomu oczywiście) -  zwariowałabym, albo rzuciła to całe karmienie w cholerę....
Nie czuję się bohaterką. Nadal nie jest tak jak być powinno. Nadal walczymy o karmienie. Przerobiłam już masę zastojów i zapalenie, niedobór pokarmu i jego nadmiar i wiecie co Wam powiem - wcale się tym Chinkom nie dziwię. Już wiem dlaczego wiele kobiet po prostu rezygnuje. 
Nie każdy ma ten luksus co ja - męża pracującego w domu, który przyjdzie i podsunie Ci jedzenie pod nos, babcie w domu, która zajmie się pierwszym dzieckiem. 
Wydawałoby się, że skoro jedno już odchowałam z drugim powinno być prościej..... nie jest. Jest tak samo trudno albo i trudniej, bo inaczej. Niewiele rzeczy, które sprawdzały się przy pierwszym mogę zastosować przy drugim i czasem czuję się jak dziecko we mgle. Nie mam żadnych złotych rad odnośnie karmienia. Choć mam dwoje dzieci, to wiem, że nadal nic nie wiem. Gdyby tak można było wynająć sobie doświadczoną kobietę, położną, która zamieszkałaby ze mną na choćby tydzień i poprowadziła mnie za rękę, nie zawahałabym się nawet przez moment.
Otwarcie przyznaję, że nie zawsze zgadzamy się z teściową. Dzieli nas ogromna różnica wieku. Potrafiłyśmy jednak w tym swoim uporze maniaka znaleźć wspólny język i teraz z ręką na sercu powiem, że gdyby nie ona zapewne nie donosiłabym ciąży do 38 tygodnia, gdyby nie ona moje pierwsze dziecko byłoby niedopilnowane i pałałoby rządzą mordu młodszego brata, który odebrał jej dwoje rodziców, gdyby nie ona właśnie rwałabym sobie włosy z głowy z przemęczenia i niewyspania i gdyby nie ona nie mogłabym w spokoju iść do toalety.... 
Być może nazwiecie mnie egoistką, ale gdy patrzę z jaką błogością mój syn zasypia w jej ramionach, a ona rośnie w momencie gdy tylko u niej się uspokaja nie czuję wyrzutów sumienia. I nie ma słów, którymi mogłabym wyrazić swoją wdzięczność za to co dla nas robi.... W końcu nie leży to w jej obowiązkach, swoje dzieci już odchowała. Czasami warto schować dumę do kieszeni - choćby dla godziny spokojnego snu, gorącej kawy, czy pomalowania jednego obrazka w kolorowance ze starszakiem.
 Kilka dni temu skrytykowałam porównywanie obecnych czasów do zamierzchłych. Ale w tym jednym wiele osób przyzna mi rację - kiedyś, gdy wielopokoleniowe rodziny mieszkały w jednym domu było lepiej i prościej (choć może z przyznawaniem racji też jestem w błędzie, bo aktualnie jest to bardzo niemodne przyznać że ktoś prawi mądrzej niż ja). Zachciało się ludziom niezależności, wyprowadzania na drugi koniec kraju albo i świata, bo przecież swój rozum mam, prosić o pomoc nie będę, a z resztą są inne czasy, inne wytyczne i teraz już się tak jak kiedyś nie wychowuje dzieci.... Efekt mamy jak na tacy. Wiele kobiet nie daje sobie rady z nadmiarem obowiązków i walką o rzeczy, rzekomo najważniejsze. A gdyby tak babcia, albo mama ugotowała, posprzątała, poprała czy poprasowała, zajęła się dziećmi - kobiety miały by czas na skupienie się w 100% na noworodku i nie musiałyby robić tego kosztem swojego zdrowia.
PR
 Reasumując - nic dodać nic ująć.....

26 komentarzy:

  1. Dobrze mówisz i dobrze, że masz wsparcie. Co do wielopokoleniowych domów- jak się jest takim upartym osłem jak ja, jak się ma takie nawyki jak ja, to raczej wywołało by to pokoleniową wojnę niż życie w symbiozie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem upartą zołzą, z tym że nauczyło mnie życie że wiem kiedy nie daje sobie rady i potrafię uchylić czoła i otwarcie do tego przyznać. Wolę tak niż flaki za przeproszeniem sobie wypruwać.... pozdrawiam!

      Usuń
  2. No właśnie. Wielopokoleniowe domy i dzieci jakoś więcej się rodziło i rodziny zżyte że sobą były. Niedawno rozłożyłam się totalnie. Nie mogłam wstać z łóżka, Tomek oczywiście w pracy. Sciagnęliśmy teściową do Tymka, uratowała nas,bo chociaż dogadać się czasem ciężko, bez niej byłoby jeszcze gorzej. Nawet jeśli mieszka sto km dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie z moją teściową też często dzieli różnica zdań na wiele tematów. ale ja wie że bez niej byłoby ciężko. Osobiście jestem z tych co teściową uważają za "złapanie Pana Boga za nogi" a nie jak karę za grzechy. I prawdą jest że dzieci było więcej w takich domach - bo prościej jest wychowywać dzieci mając opiekę do nich kierującą się miłością, a nie płatną opiekunkę...

      Usuń
  3. Ja niestety na pomoc teściowej mogę liczyć tylko pod tym względem ze zostaje u siebie w domu z Lena gdzie ja ją musze zawieźć 6 km. Powiem Ci ze teraz jest bardzo ciężko jeszcze mój mąż rozwalił nogę chodzi o kulach wczoraj mieliśmy chrzciny i wiele bym dała za to żeby mieć kogoś do pomocy jeśli za tydzień będę musiała iść z Nela do szpitala i spać na krześle to przestanę chodzić od problemów z plecami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biedna! nawet nie wiesz jak Ci współczuję. Wiem ile znaczy taka pomoc! Trzymam kciuki za to żeby Wam się ułożyło i za zdrówko Najmłodszej pociechy!

      Usuń
  4. Ja jeszcze nie mam dzieci, więc o tym temacie nie mam zielonego pojęcia. Dopiero staramy się o dziecko. Aż się boję, bo nie wiem co mnie czeka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bywają momenty ciężkie, ale są też dobre chwile które rekompensują wszystkie trudy i warto jest doceniać i pielęgnować te dobre, żeby tylko one zostały w pamięci.

      Usuń
  5. Oj, to mieliście przeboje. Mam nadzieję, że już coraz lepiej z tą laktacją!

    Ja bym nie dała rady mieszkać z rodzicami lub z teściową ;) Ale i tak mam dobrze, bo i przy Mai, i teraz jak się mała urodziła, to bardzo te nasze mamy pomagają.
    Przede wszystkim z Mają - zawsze się pytamy, czy ma ochotę jechać do babci, żeby się nie czuła odrzucona. I jeśli tak jest, to ją raz jedna babcia, raz druga zabiera na noc.
    Teściowa podjedzie z zakupami, na początku obiad ugotowała, posprzątałą (bo ja byłam jeszcze przed porodem w szpitalu, a mąż taki zakręcony, że boję się myśleć, jak to wyglądało).
    Mama moja też wzięła urlop i na początku była codziennie, teraz to zagląda co 2-3 dni, bo ja już mam więcej siły.
    Więc generalnie się z tobą zgadzam i uważam, że nie ma co się unosić honorem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak na prawdę nie trzeba mieszkać razem, ale warto jest czasem poprosić o pomoc, nie unosząc się honorem - sama wiesz ile znaczy taki gest ze strony innych. Ja doceniam to że mam babcię pod ręką.

      Usuń
  6. ja się poddałam po trzech miesiącach :( Miałam za mało pokarmu a młoda lepiej w nocy spała po MM. Masz rację, z drugim dzieckiem wcale nie jest łatwiej. Wcale nie znaczy, ze wszystko wiemy, bo każde dziecko jest inne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ponoć wszystko zaczyna się w głowie - mleko też. Jeśli miałabyś odpowiednie wsparcie być może wytrzymałabyś dłużej. Ale 3 m-ce to i tak lepiej niż 3 dni. Z Żukiem udało mi sie 10 m-cy mam nadzieję że choć tyle teraz mi się też uda.

      Usuń
  7. Oj masz rację- w pierwszych miesiącach modliłam się o bliską osobę, która zajmie się dzieckiem chociaż godzinę, aby mogła się zdrzemnac. Niestety takiej było a ja dałam radę ale jak wyglądałam.... Że też mąż mnie nie rzucił :) może to głupie ale ja żałuję, że nie mieszkam tuż obok, za płotem bliskich mi ludzi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wcale nie jest to głupie - tak jest po prostu prościej i milej, wiedząc że masz pod bokiem kogoś na kogo na prawdę można liczyć. Wiem co to znaczy nie spać...doskonale wiem, Żuk dawała nam czadu do 3 lat....

      Usuń
  8. Hmmm u nas było nieco inaczej... Z góry założyliśmy, że pragniemy być w pierwszych dniach we trójkę, poznać się, nacieszyć się sobą. Jednak moja mama tak bardzo nie mogła się z tym pogodzić i widziałam jej dobre chęci, że nie miałam serca jej odmówić. Przyjechała i... wytrzymaliśmy ze sobą cały weekend. :D Okazało się, że najlepiej zajmujemy się Lilką sami, uwielbiamy ten spokój. Jednak ja miałam to szczęście, że mój mąż był z nami przez dwa miesiące, więc do tej pory (Lili niebawem skończy 3 miesiące) nie czuję żadnego zmęczenia. I choć lubimy tę swoją samodzielność, to bardzo często jeździmy do rodziców, aby mogli nacieszyć się swoją wymarzoną wnusią. :)
    Pozdrawiamy Was gorąco! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu my przy Żuku też zamknęliśmy się w 4 ścianach we trójkę. z jednym dzieckiem jest prościej - tyle że wiem juz teraz że powinnam wtedy dać sobie pomóc, bo Żuk do tych dzieci co to śpią i jedzą nie należała, może nie zahaczyłabym o depresję....

      Usuń
  9. Cóż, ja będąc daleeeko od domu musiałam radzić sobie sama. Czasami człowiek chciałby mieć kogoś blisko, ale cóż... damy radę!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przy pierwszym nie dałam sobie pomóc bo za wszelką cenę próbowałam udowodnić sobie i światu że dam sobie świetnie radę. Dałam - potwierdzam da się. ale teraz jest mi prościej przy dwójce mieć babcię na wyciągnięcie ręki, a i starsza panna nie czuje się odrzucona gdy ciągle ktoś na nią zwraca uwagę. Pewnie że dacie radę!

      Usuń
  10. Fajne rozwiązanie... jedynym ograniczeniem wydają się pieniądze, ale jeśli ktoś je ma to cóż za problem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też teraz z perspektywy czasu stwierdzam że fajne rozwiązanie, zwłaszcza dla tych którzy nie moga mieć nikogo bliskiego pod ręką.

      Usuń
  11. Gratuluję synka, mąż pewnie dumny :D Pierwszy raz jestem tutaj. Po Twoim stylu widać, że masz fajny charakter. Nie mam jeszcze dziecka, ale z moją żoną chcemy pierwsze dni po urodzeniu dziecka spędzić razem - w trójkę. Tak aby nikt się nam nie wtrącał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękujemy! Dumny - z obojga po równo :) dziękuję też za komplement - to bardzo miłę z Twojej strony! My przy pierwszym też tak zrobiliśmy - daliśmy radę oczywiście choć kolki u córki i nieprzespane noce, oraz zawzięcie i nie danie sobie pomóc przypłaciłam depresją. Przy dwójce jest już gorzej, zwłaszcza jak scenariusz z brakiem mleka i kolką się powtarza i 99% czasu trzeba poświęcić niemowlęciu. Wtedy taka instytucja jak babcia pod ręką na prawdę się przydaje, starszak dopilnowany i nie czuje się odrzucony. Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  12. czas rezerwować hotel, bo wrzesień tuż tuż ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oooo godzina zero coraz bliżej :) już zaczynam trzymać za Was kciuki!

      Usuń
  13. Moja droga mleczna na początku była wyboista z Hanią. Zakrwawione i poranione brodawki, z czasem było coraz lepiej. Natomiast z Mają było łatwiej, co prawda też poranione brodawki, ale zdecydowanie mniej niż za pierwszym razem. A z pokarmem też było różnie- raz pojawiał się kryzys, a innym razem piersi pełne, że aż twarde jak kamień.
    Duże ma znaczenie wsparcie bliskich, ale także nastawienie, że będzie dobrze, da się radę.
    Trzymam kciuki, żeby tak było ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że niewiele jest kobiet którym karmienie przychodzi bez problemów. Ważne żeby nie poddawać się na samym początku. Ja walczę. choć nie ukrywam że daję sobie i Młodemu czas do końca sierpnia (3 m-ce będzie miał) jak sie nie ustabilizuje laktacja i On to kończę bo zbyt dużo nerwów mnie to kosztuje. Wszystko zaczyna się w głowie - mleko też :) dzięki! pozdrawiam!

      Usuń

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)