czwartek, 30 czerwca 2016

Patologiczne lata 80te

Chyba nie ma osoby, która nie widziałaby krążących na portalach społecznościowych anegdotek o naszym szczęśliwym dzieciństwie - naszym w sensie pokolenia lat 70,80,90-tych. Jak to cudnie było taplać się w błocie, jeść kanapki ze "smakiem" (bo niejednokrotnie do chleba nic nie było), nosić klucz na szyi i widywać rodziców dopiero podczas kolacji (bo wielu z nich chcąc dorobić się czegokolwiek ciągnęło po kilka etatów).....
Patrząc z perspektywy dziecka, które chciałoby wiele spróbować potwierdzam mieliśmy fajnie. Patrząc jednak z drugiej strony, ze strony dziecka, które jest tylko dzieckiem, lubi być przytulane, lubi gdy mu się czyta, bawi się z nim, spaceruje, zwiedza, rysuje.... czy na prawdę mieliśmy szczęśliwe dzieciństwo?
Nie jest tak, że tych rzeczy, które wymieniłam wyżej nie miałam. Mama starała się za dwoje gdyż ojciec słabo spełniał się w swojej roli. Niestety nie wywiązywał się nie tylko z roli ojca. Jako mąż i głowa rodziny też częstokroć nawalał i cały trud wychowania nas i utrzymania rodziny spoczął na jej barkach. Dzięki temu wszystkie przyjemności - jak spacerowanie, rysowanie i czytanie mieliśmy ograniczone do minimum, bo mama chcąc utrzymać pracę musiała iść na studia i poświęcać na nie wiele długich weekendów, a chcąc utrzymać nas i siebie na studiach, po pracy chowała honor do kieszeni, zakasywała rękawy i szła do kolejnej, mniej prestiżowej.
Podejrzewam, że scenariusz mojego dzieciństwa mogłoby przypisać sobie wiele osób. Niejedna polska rodzina wyglądała w tamtych czasach w ten sposób. Ojciec alkoholik i matka tyrająca za dwoje. 
My pokolenie tamtych czasów jesteśmy mądrzejsi, bo odkryliśmy receptę na bolączki patologicznych rodzin. Uczymy się na cudzych błędach. Analizujemy (czasem aż za bardzo) życie na podstawie naszego dzieciństwa i błędów wychowawczych innych i powtarzamy sobie w kółko, że będziemy lepszymi rodzicami. Stajemy na rzęsach by nasze dzieci były szczęśliwe, zabraniając przy tym wielu rzeczy, bo nikt jak my pokolenie 30tolatków (+/- 10) wiemy co może się stać w przypadku gdy zrobi się coś, co uważamy za niebezpieczne. Wychowujemy przy tym lekko niepełnosprytne dzieci, które wielu rzeczy w swym życiu nie spróbują, bo mama czy tata powiedzieli, że nie wolno, bo może stać im się krzywda.... Patrząc na to, że to dzięki temu naszemu "szczęśliwemu" dzieciństwu jesteśmy takimi ludźmi, zaczynam się zastanawiać jak będą wychowywane nasze wnuki.... Śmiem podejrzewać, że może to być nowy model, zatytułowany "idziemy na żywioł, robimy co chcemy", bo przecież skoro one nie mogą wielu rzeczy teraz to później będą lepszymi rodzicami od nas i nie popełnią takich błędów wychowawczych jak my....
Odnoszę wrażenie, że zbyt bardzo idealizujemy swoje dzieciństwo i lata w których się wychowywaliśmy. Nie wiem czy dlatego, że nie możemy pogodzić się z upływem czasu i bezpowrotną utratą tamtych czasów i swej młodości, czy dlatego że próbujemy zakryć przykre wspomnienia szczęśliwą samowolą.... Wiem jednak, że każda "epoka" rządzi się własnymi prawami. To co było nie wróci, nie będziemy stać już w kilometrowych kolejkach po cokolwiek, oglądać pustych półek sklepowych i robić wielu rzeczy przypisanych tamtej epoce. Możemy jednak sprawić, że obecne czasy będą szczególne dla nas i naszych dzieci nie roztrząsając przeszłości i nie porównując jej do teraźniejszości. Bo to prawie jak postawić obok siebie papugę i kruka i kazać wskazać różnice - niby oba ptaki a jednak każdy inny.
My 30latkowie (+/- 10) pokolenie uczące się na błędach - niekoniecznie swoich, zbyt nadmiernie analizujące, chcące uzdrowić świat swą bogatą wiedzą i dążeniem do idealności....... zapędziliśmy się troszeczkę.
Pozdrawiam PR

8 komentarzy:

  1. Chyba zawsze idealizuje się przeszłość, bo mamy skłonność, by pamiętać lepiej dobre chwile. Ja dzieciństwa nie wspominam dobrze, ale mam wielki sentyment do wczesnych lat 90tych - wydaje mi się, że wtedy wszystko było prostsze i jakieś takie po prostu normalne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wszyscy mamy do nich sentyment, bo to czasy naszej młodosci, jakkolwiek to nie zabrzmi - beztroski, nauki życia. To czasy kiedy poznawaliśmy świat, a świat taki ciekawy i nieodkryty nas zachwycał. Ale nie można mówić o tym że było lepiej, zwłaszcza dzieciom - bo one mają teraz swoje lepiej, 5 minut odkrywania świata i za 20 lat powiedzą że 20 lat temu było lepiej.... tak mi się wydaje

      Usuń
  2. Ciotka piątkę przybijam i zgadzam się z Tobą! Tak jak napisałaś, każda epoka rządzi się swoimi prawami i trzeba iść z duchem czasu, a nie wciąż powtarzać " bo ja w dzieciństwie robiłem co tam i żyję"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie, tak jak napisałąm wcześniej, tu i teraz nasze dzieci mają swoje 5 minut beztroski w swoim wielkim świecie i nie wolno im mędzić nad głową że kiedyś było lepiej, a ja bawiłam się tym i było fajnie...dajmy im szanse wspominać dobrze obecne czasy...

      Usuń
  3. Piateczka!!! U mnie było podobnie...Ojciec...cóż temat rzeka, ale jakby go nie było! Mam robiła za nich dwoje, więc i czasu dla nas miała mało! Ja teraz jako rodzic robię wszystko, by moja córka miała insze życie! Ma ojca, jakiego ja nie miałam, a ja jestem w domu i jestem zawsze przy niej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podejrzewam że wiele osób podpisałoby się pod tym scenariuszem, tylko nieweile potrafi publicznie przyznać że miało pod tym względem chujowe (za przeproszeniem) dzieciństwo. Ja robię teraz dokładnie to samo co TY. Nadrabiam swoje dzieciństwo dając wszystko czego nie miałam swoim dzieciom...

      Usuń
  4. Ja z sentymentem wspominam lata 90-te. Byłam wtedy zbuntowaną nastolatką, odkryłam grunge i świat należał do mnie :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też z sentymentem wspominam, bo pomimo wielu przykrych spraw pamiętam też błogość, beztroskę i radość z odkrywania świata. Ale nie mówię Żukowi że bawić się nie potrafi bo ja to miałąm jedną łopatkę i cały dzień potrafiłam z nią siedzieć w piaskownicy....chodzi mi o to żeby nie wmawiać dzieciom że czasy w których żyją są chujowe bo jedyne wspaniałe już dawno minęły....one mają teraz swoje 5 minut beztroski i trzeba to uszanować. pozdrawiam!

      Usuń

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)