piątek, 8 kwietnia 2016

Opowieści z perspektywy łóżka

Od ponad tygodnia moje życie toczy się między łóżkiem, łazienką i stołem, komuś spieszy się za bardzo na ten świat, a dobrze byłoby żeby jeszcze pomieszkał w swoim M1. Po tych dniach niemocy i przekręcania się z jednego boku na drugi zaczynam podziwiać te kobiety, które muszą wytrzymać tak całą ciążę. Czuję się trochę jak pies na łańcuchu, gdyż nie mam natury leniwca, a 5 rano widuję stosunkowo często.... Sytuacja ta jest dla mnie prawie jak kara za grzechy. Widać znów za dużo przeklinałam.
Żukowa Panienka zdaje się dobrze oceniać sytuację i wykazuje się dużą dozą sprytu przy tym. Wczoraj na przykład po przyjściu z przedszkola wyrzuciła mi na łóżko zawartość pudła z lalkami barbie i stwierdziła, że skoro ja muszę leżeć to ona umili mi czas zabawą w rewię mody. Czy ja mówiłam już, że kocham barbie.....(PFFFF)! Tak oto moje dziecko stanęło na wysokości zadania i codziennie po południu w moim łóżku ląduje coś innego - dinozaury, lalki, puzzle, gry edukacyjne, książki.... Nie mam wymówki, że muszę posprzątać czy gotować - Żuk wykorzystuje ten fakt w 200%.  Na zakończenie zabawy jeszcze mały odstresowywacz - taki rytuał - w postaci kolorowanki z My Little Pony, oczywiście obowiązkowo muszę kolorować z nią i czytanie przed spaniem. Przysłuża się przy tym przypadkowo bratu - gdyż jemu zwłaszcza to czytanie zdaje się podobać najbardziej.
Choć zabawa lalkami czy dinozaurami nie należą do moich ulubionych zajęć, a narastająca warstwa kurzu na moich ciemnych (łoś mnie chyba pokąsał przy ich kupnie) meblach codziennie coraz bardziej kłuje w oczy to dziękuję Bogu, mężowi i sobie, że mamy takie rezolutne dziecko i modlę się w myślach żebym nie musiała leżeć w szpitalu. Pan Rolnik został obarczony dzieckiem, domem i gospodarstwem, do tego żoną w łóżku więc siłą rzeczy go nie ma, gdyby nie moja mała rezolutna dziewczynka dni mijały by mi 3 razy dłużej, a tak nie mam czasu na nudę.
Sytuacja zmusiła nas także do zmiany postępowania i dania dziecku jeszcze więcej luzu niż miała go do tej pory - po 1,5 tygodnia odkryłam, że Żuk sama pościeliła swoje łóżko i dochodzę do wniosku, że chyba wszystkim ten stan wyjdzie na dobre.... No może z wyjątkiem mojej psychiki, która krzyczy powietrza, przyrody, świata i ludzi, a w zamian dostaje tylko rozkwitające pąki jarzębiny z jednego okna, a z drugiego płynące chmury i naszą prywatną parę synogarlic na drucie na porannej toalecie... Nic tam, jak to już kiedyś napisałam - czego się nie robi dla własnego dziecka. A propo ludzi - taka mała dygresja - odkąd okazało się, że moją bazą stało się łóżko zauważyłam, że zaczęto traktować mnie jak prątkującą na trąd, albo niechcianą ciążę (to drugie jest właściwie całkiem prawdopodobne - pod warunkiem, że pomacasz mnie po brzuchu.....grrrr).
Złapałam się ostatnio na tym, że zaczęłam skreślać dni w kalendarzu. W połowie maja będzie już na tyle bezpiecznie, że Młody może wyjść, do połowy maja...... no cóż do połowy maja pozostało nam  niecałe 38 dni i pewnie za parę miesięcy zatęsknię za tymi 38 dniami beztroski w łóżku. Na szczęście instynkt, albo nadgorliwość (sami wybierzcie) sprawiły, że wszystko jest praktycznie gotowe i zakupione. Nikt nie musi za mnie prać, prasować i układać dziecięcych ciuszków, a ja wiem, że wszystko jest po mojemu. Sklepy internetowe i kurierzy to jednak duże ułatwienie życia - nie wychodząc  z domu robisz zakupy i nie martwisz się, że ktoś wybierze za Ciebie kolor pieluszek, no dobra przyznam się Żuk wybierała, dlatego też mój syn ma pieluszkę w różowe kropki i zielone kwiatki..... Najbardziej jednak podoba mi się to, że nawet zamówienie z apteki przywiozą Ci do domu jak trzeba..... i tak oto poznaliście przez przypadek historię trzykrotnego zablokowania przeze mnie konta w banku....zdarza się nie?
Choć czuję się przytłoczona i lekko zaszokowana zaistniałą sytuacją, wcale na nią nie narzekam. Staram się odnajdywać pozytywy i nie panikować za bardzo (to drugie trochę mi nie wychodzi).
Nasz warmiński front na szczęście zdaje się nie dostrzegać mojej nieobecności, a jego życie toczy się dalej swoim własnym torem. Kapusta już na rozsadniku, pomidory dumnie puszą się na oknach, groch i łubin wysiany i tylko mój mąż jakiś taki padnięty..... Na szczęście nie narzeka i chwała mu za to.
Żukowa Panienka wraz z babcią przymierzają się powoli do zakładania warzywnika. Codziennie debatują co i w jakich ilościach wysieją. Mała zdaje się być idealnym odbiciem rodziców , bo nadal wynosi pająki na dwór, wypuszcza muchy i złotooki przez okno i zaplanowała już wysiew mieszanki kwitnącej dla owadów zapylających. Jestem na prawdę dumna z naszej Małej Przyrodniczki :) 
Wszystkim udanego weekendu życzę, korzystajcie z wiosny!
PR

25 komentarzy:

  1. Ja właśnie w tych wszystkich ciążowych przygodach, nie tylko moich, najbardziej współczuję mężom. Bo do ich normalnych obowiązków dochodzi jeszcze pełno innych atrakcji. U nas chociaż tyle ok, że ja ogarnę ten dom, jeść zrobię i mogę nawet coś popracować z domu z komputera. Ale i tak jest przemęczony (różne inne sytuacje rodzinne, o których nie mogę pisać publicznie) i płakać mi się chce, jak wraca do domu i patrzę jaki jest zestresowany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to chyba oznaka prawdziwej miłości i wzajemnego szacunku, bo ja też nie powtarzam sobie w myślach że "dobrze mu tak niech zobaczy że jednak coś robię" tylko leżę z wyrzutami sumienia że nie mogę go odciążyć w żaden sposób. Jedyne co mogę zrobić to popłacić rachunki i złożyć zamówienia jak czegoś brakuje, jak tylko wstaję brzuch zaczyna nie ciągnąć w dół więc robię to tylko jak muszę.... na szczęście mam myślącego męża który rozumie, a decyzja o dziecku była wspólna.

      Usuń
  2. to serdeczne myśli posyłam...
    masz czas na pisanie, ciekawy tekst wyszedł...
    o i możesz tak codziennie... :)
    poszłaś na łatwiznę- skreślać można szybko, to "skrobnij" coś może

    :) pozdrawiam wesoło, wytrwałości zyczę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha wiesz co - myślę że jakbym zaczęła codziennie przelewać na bloga moje myśli - a nie zawsze są tak pozytywne jak dzić, to szybko byście stąd pouciekali. Wolę jednak raz na jakiś czas żeby nie tracić Was z zasięgu ręki i oka, w końcu to miłe jak ktoś tu zagląda. A poza tym pomimo tego że mąż kupił mi stolik do lapa do łóżka to i tak za długo nie mogę z komputerem bo pozycja mi nie sprzyja, a na boku pisania jeszcze nie obczaiłam. Ale nie ma to tamto, będę starała się przypominać o sobie ;) dzięki za miłe słowa! pozdrawiam!

      Usuń
    2. i ja pozdrawiam

      promieni słońca podsyłam bo pięknie świeci....

      Usuń
  3. Znam ten ból. W ciąży z Alą sporo przeleżałam. teraz na szczęście nie muszę leżeć ale i tak energii jakoś brak i motywacji do czegokolwiek :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no powiem szczerze że w pierwszej ciąży tryskałam energią, w tej choć mogłam do tej pory wszystko to i tak nie mogłam nic, bo sił i motywacji brakowało. Teraz za to mam czas na wypoczynek - może to i dobrze. Jak się czujesz?

      Usuń
  4. Maluszek niech siedzi jeszcze w brzuszku- i tego życzę.
    A leżenie w łóżku faktycznie potrafi dobić. Nic nie można zrobić, a w głowie układa się cała lista rzeczy, które mogłoby się zrobić.
    A z wyprawką dla maluszka też wolałam się pospieszyć. Zrobić wszystko po swojemu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taaa leżysz i widzisz co jeszcze trzeba zrobić gdzie wyskoczył nowy "wykwit" pajęczynowy itp....widzę dosłownie gromadzący się kurz na podłogach....ale też życzyłabym sobie i jemu żeby jeszcze w tym brzuchu pomieszkał i wyszedł zdrowy i silny. A Wy kiedy? nie czas już na was przypadkiem?

      Usuń
    2. Termin na 14 :) Myślałam, że będzie wcześniej, bo źle się czułam, ale po badaniu lekarz powiedział, że nie zapowiada się na poród jeszcze, więc czekamy.
      Mam nadzieję, że tego 14 już będzie po, bo ta końcówka, to czekanie jest najgorsze.

      Usuń
    3. najpierw siedzisz i zaklinasz brzuch powtarzarzając nie wychodź za wcześnie, rośnij zdrowo - a później jak już się termin zbliża siedzisz i "odklinasz" powtarzając wyjdź już do mamusi, bo twoja stópka między moimi żebrami to bolesne doświadczenie ;) - hahaha. Życzę szybkiego i bezbolesnego rozwiązania, zdrówka dla Was!

      Usuń
  5. Cudowna ta Twoja Żukowa Panienka!!!! Fajnie, że z babcią może wyjść do ogródka czy coś!
    "Łoś Cię pokąsał" - dobre, jeszcze tego nie słyszałam :) Ale mnie w takim razie podobny łoś pokąsał jak wybierałam czekoladową farbę na ściany do pokoju :)
    Kochana, nie wyobrażam sobie leżenia mając już jedną pociechę w domu. Ja leżałam na początku, ale byłam sama, a i tak świra dostawałam!
    Tule mocno :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dla kogoś kto miał wyidealizowany obraz ciąży po pierwszym razie, i kto śmigał 7 m-cy raz lepiej raz gorzej ale śmigał, a w 8smym kazano mu sę położyc i leżeć....to takie dość trudne do przyjęcia i pogodzenia się. Ale jakoś daję radę nie świrować. Może dlatego że wszystko mam przygotowane. A Żuk - na szczęście jest na tyle mądra że rozumie i już planuje jak za parę tygodni będziemy razem chodzić na spacery z wózkiem. Dzięki Bogu jest babcia, bez niej byłaby chyba masakra....

      Usuń
    2. Łoś Cię pokąsał to chyba takie nasze regionalne jest :)

      Usuń
  6. Zdrówka i odpoczywaj bo za jakiś czas będzie Ci tego brakowało

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to będzie zapewne taka przekora losu- teraz bunt mi się włącza a później będę za tym tęsknić ;) dzięki!

      Usuń
  7. Robi się cieplej i cieplej....więc łózko na dwór i niech wiosna będzie z Tobą a właściwie z Wami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie gdyby Pan R nie miał tyle obowiązków może poskładał by ławkę bujaną i mogłabym na niej zakotwiczyć, a tak nie pozostaje mi nic innego jak pootwierać sobie okna :) pozdrawiam!

      Usuń
  8. Oj, domyślam się, że ciężko Ci leżeć. Ja miałam tylko tygodniowy przymus i nie mogłam się ogarnąć, wszystko mnie bolało, a przecież brzuch był jeszcze mały... Teraz za to, co prawda, ociężale przebieram spuchniętymi nogami i marzę już o powitaniu naszej małej damy. Będę trzymać mocno kciuki za Was, aby synek jeszcze posiedział i nabrał odporności przed tym, co na zewnątrz, a Ty korzystaj ile możesz - czytaj, odpoczywaj, oglądaj filmy/seriale - mi to wychodzi doskonale. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymaj się Olu! już niedługo koniec i zrobi Ci się lżej, a w moim przypadku - najgorsze jest to że całymi dniami siedzę i myślę żeby tylko nie zechciał jednak wyjść za wcześnie.... i najbardziej chyba to myślenie mnie dobija, a czasu na nie mam aż w nadmiarze :(

      Usuń
  9. Super napisane :) a Żuk jest niesamowita :D Wytrwałości i zdrówka życzę i oby Synuś jak najdłużej w brzusiu posiedział :)
    Pozdrowionka i miłej niedzieli!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) dzięki Karola! pozdrawiam również!

      Usuń
  10. Ja spędziłam w łóżku ostatnie dni z powodu anginy, która nie jest groźna, ale w połączeniu z ciążą daje się we znaki. Dużo zdrowia Ilonko, pamiętaj, że masz już bliżej niż dalej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję! widzę że u Ciebie również ciekawie. Wam również zdrowia życzę i obyś nie musiała już walczyć z żadną chorobą!

      Usuń
  11. Niech się mały nie śpieszy tak na świat, spokojnego oczekiwania :) Gratuluje rezolutnej Żukowej Panienki w domu :)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)