czwartek, 3 marca 2016

Awantura o jajo

Rolniczym światem wstrząsnęły ostatnio dwie wiadomości. Jedna jest taka, że państwo chce kontrolować nasze prywatne ziemie i nałożyć swój nadzór na sprzedaż tychże, druga zaś - paradoksalna i śmieszna jak dla mnie - że w jajach od kur z wolnego wybiegu znaleziono salmonellę i lepiej kupować te fermowe, tzw. sklepowe, które "na pewno" takowej nie zawierają.

Co do rynków ziemi i całego szumu wokół niego wypowiadać się nie będę. Mam wielkie braki w tym temacie i nie mi oceniać to czy jest to pomysł dobry, zły, czy w interesie polskiej ziemi dla polaków. Ilu ludzi tyle opinii, moja zapewne i tak do tego naszego świata i środowiska nie wniesie niczego, więc daruję sobie i nie będę strzępić języka i palców.

Niemniej jednak faktu nagonki na jaja wiejskie z małych kurników, od kur szczęśliwych z wolnego wybiegu nie zniosę i nie przemilczę. Nie godzi mi się żeby wysłuchiwać tego steku bzdur tylko dlatego, że wielkim fermom spadła opłacalność produkcji, a święta z jajkiem w tle za pasem.

Zacznijmy od tego, że Salmonellę odkryto w 1885r, do tej pory poznano około 2500 gatunków tej bakterii.  Powoduje ona głównie zatrucia pokarmowe lub tzw. dur brzuszny, chorobę która jest już  praktycznie w Polsce nie spotykana. 
Człowiek zakaża się rzadko tą bakterią, zazwyczaj za pośrednictwem jedzenia. Drób uważa się za najczęstszych nosicieli tejże bakterii, ale nie jest ona jego standardowym wyposażeniem. Jeśli już np. kury są zarażone Salmonellą to nie tylko mięso, ale także jaja są skażone. 
Jednakże trzeba wiedzieć, że pałeczki Salmonelli zostają unieszkodliwione w wysokiej temperaturze - gotowanie, smażenie, pieczenie. Przy odpowiednio zachowanych zasadach higieny są małe szanse na zarażenie się tą bakterią. Zazwyczaj do zakażenia dochodzi po spożyciu surowych lub półsurowych jaj.

Najważniejsze zasady przy używaniu jaj:
*mycie jaj
*jeśli ktoś nie uznaje mycia to mycie rąk po każdym dotknięciu się skorupki
*nie jedzenie jaj surowych i półsurowych
 UWAGA - samo umycie jaja nie zabije bakterii gdyż przedostaje się ona przez skorupkę, do unieszkodliwienia dochodzi dopiero po termicznej obróbce jaja, tak jak napisałam wcześniej gotowanie, pieczenie, smażenie. 

Teraz trochę o fermach. Jak wiadomo kury fermowe mieszkają w wielkich molochach, do których nie dociera światło dzienne. W 200% nastawione są na produkcję - odpowiednia symulacja paszą i światłem sprawia, że potrafią nieść więcej niż jedno jajko na dobę. Przy przeciętnej, dobrze dokarmionej kurze wiejskiej jedno jajko na dobę to wynik najwyższej noty. Jaja przechodzą przez naświetlanie ultrafioletem - dzięki temu nie mają salmonelli. Za to nikt z przemiłych Państwa w wiadomościach nie dodaje już, że w dużych kurnikach używane są na przykład antybiotyki. Bo jak zaczyna się choroba i pomór w takim wielkim kurniku to straty liczone są w milionach, a producenci nie mogą i nie chcą sobie na to pozwolić (z resztą kto by chciał).

Kura wiejska - pod warunkiem, że to faktycznie kura wiejska z wolnego wybiegu - oprócz tego, że ma luz blues i klawe życie, wie co to słońce, robaczek, świeża zielenina typu trawa, pokrzywa, liście czereśni czy innego orzecha włoskiego ( przysięgam potrafią zjeść wszystko co zielone i za szybko nie ucieka).  
Kura wiejska karmiona jest zazwyczaj paszą wyrabianą z produktów przynajmniej częściowo wyprodukowanych w danym gospodarstwie - choćby takie zboże, z którego robi się paszę, po co rolnik ma kupować z nieznanego źródła skoro ma ziemię i może sobie sam wyprodukować. Do tego co większy gospodarz, który oprócz zbóż ma jakieś poletko z marchwią czy ziemniakami nie poskąpi swym podopiecznych tychże rarytasów, bogatych w witaminy i minerały. Wiadomo jak dbasz tak masz, a im lepiej nakarmisz kury tym lepiej będą się niosły. 
W końcu ostatni - jak dla mnie najmocniejszy argument, mały gospodarz posiadający niewielką ilość kur nie będzie sobie zakrzątał głowy barwnikami żeby żółtka było odpowiednio wybarwione. Nie od wczoraj wiadomo, że zabarwienie żółtka można regulować paszą - kukurydza, dynia, marchew to tylko nieliczne produkty, które wpływają korzystnie na ten proces - że się tak wyrażę.

Także przemiłych Państwa z wiadomości, których słucha przynajmniej połowa Polski pozdrawiam serdecznie i życzę na przyszłość więcej obiektywizmu. Wam za to życzę samych mądrych wyborów zakupowych, zwłaszcza w wybieraniu produktów żywnościowych dla dzieci, bo to że kura mieszka w kurniku wiejskim i biega bezkarnie po podwórku ciesząc się wiatrem, deszczem, słońcem i tęczą (no dobra z tą tęczą przegięłam, to nie kucyk Pony) nie oznacza od razu, że jest nosicielem Salomelli.

Swoją drogą - nie jeden wiekiem mi podobny potwierdzi - wychowaliśmy się w czasach braku wielu rzeczy łącznie ze słodkościami, albo pieniędzy na nie. Często swój głód na spożycie czegoś słodkiego zaspokajaliśmy koglem moglem lub pianą z białek i cukru - przynajmniej ja mam takie obrazy z dzieciństwa.Nikt do nas wtedy nie mówił żebyśmy tego nie jedli bo salmonella - a jajka zazwyczaj pochodziły z własnego kurnika, lub babcinego albo z kurnika sąsiadki. Naturalnym było trzymanie kur, ewentualnie kupowanie jajek od sąsiadów. Teraz raptownie wszystko to stało się niebezpieczne dla nas i naszego zdrowia.... Niedługo okaże się że uprawianie własnego warzywnika może powodować zatrucie....

Pozdrawiam PR

 

15 komentarzy:

  1. Takie rzeczy tylko w Polsce, niedługo w mięsach z małych gospodarstw rolnych wykryją świńską grypę, chorobę szalonych krów lub jeszcze jakieś inne ustrojstwo i zalecą kupowanie tylko tych z dużych hodowli gdzie karmią samymi paszami i antybiotykami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak! i oczywiście holenderskiej albo duńskiej bo tam zachód a na zachodzie wszystko lepsze....4ty świat normalnie, ciemnogród....

      Usuń
  2. Szkoda, że nikt nie wspomina, że dzieci nie powinno się karmić jajkaminz hormonem stresu. To nievważne najważniejsze, że chronimy się przed salmonellą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przywykłam już ogólnie do tego że rzeczami głupimi i bzdurnymi zakrywa się i przepycha coś niewygodnego dla społeczeństwa, ale czasami to już przesadzają....

      Usuń
  3. Co do salmonelli to ja mam szczere wątpliwości, co do tego, czy smażenie ją zabija albowiem 5 lat temu z hakiem musiałam z powodu tego uroczej choroby przekładać swój osobisty ślub. Według szpitala i sanepidu była to salmonella drobiowa. Jedynie Młoda chorowała, jedynie Młoda żarła jajo i to właśnie smażone (dobrze usmażone, bo nie wzięła by do ust niedosmażonego, czyli glutowatego jaja). Ta choroba jest koszmarna - w ciągu zaledwie kilku (4-5) godzin doprowadziła do odwodnienia. Potem dziecko kilka dni "jadło" tylko kroplówki, bo kisiel i ryżowe "styropiany" nie były w jej typie :-) No ale od tego momentu stwierdziliśmy, że jak się mamy zarazić tym gównem to i tak się zarazimy więc po jakiego grzyba unikać surowych jajec. Jemy więc namiętnie kogle-mogle, tiramisu, musy czekoladowe z surowymi jajami. Używamy do tego zarówno jajec ze sklepu jak i od znajomych posiadaczy kur niosek. No ale jeszcze z innej beczki. Kilka dni temu oglądałam w necie na stronie tutejszej gazety filmik nagrywany w francuskiej rzeźni (masarni?), której wyroby są oznaczane jako "bio" (czy tam "eco") i ma wszystkie odpowiednie atesty. Jednak po pierwsze zwierzęta wcale nie pochodzą z ekologicznych gospodarstw (tylko niektóre), a po drugie sposób ich zabijania ma się tak do humanitarnego jak stąd na Księżyc. O tym był ten makabryczny film. Hodowaliśmy swego czasu kury, indyki, świnie czy krowy na mięso i brałam nie raz czynny udział w ...robieniu z nich jedzenia. W pewnym momencie się okazało, że my na wsi zabijamy zwierzęta niehumanitarnie, do tego jesteśmy totalnymi debilami i nie potrafimy należycie przygotować mięsa do jedzenia, nie dbamy o higienę ani o bezpieczeństwo. Stanowimy więc dla siebie i dla innych śmiertelne zagrożenie. Zakazano więc tego procederu kategorycznie. Głupie wieśniaki się jednak nie chciały słuchać i robiły nadal mięcho na własny użytek, więc wprowadzono katalogowanie zwierząt, kontrole i kary. Kury było ciężko zakolczykować i spisać więc musieli dłużej nad tym podumać, jak tu zrobić, żeby się nie opłacało ludziom hodować zdrowych kur i w końcu zaczęli jeść tyko to chemią faszerowane g... kuropodobne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. do tej poray mamy przez ten durny rejestr problem z 1 świnią, a świń nie posiadamy już dłuuuugo....bo sie urzędnikowi karteczka zgubi, albo pani z masarni zapomniała wysłać....szkoda gadać. a co do salmonelli, nie miałam z nią styczności (na szczęście) i daj Boże żebym nie miała, współczuję Ci doświadczeń, a to co napisałam jest wiedzą czysto teoretyczną popartą tylko suchymi faktami z książek i artykułów. Gwarancji nie dam.

      Usuń
  4. Tak mi się coś majaczy, że salmonella ginie już w 60stC więc nietrudno się jej pozbyć i choćby nie wiem co to zdecydowanie wolę jajko od kury, która biega na wolności i je trawkę niż od takiej co dzieli lokal z setką koleżanek i wpiernicza własne odchody.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mogłabym napisać duuuużo więcej na temat ferm, ale nie chcę wylądować w sądzie więc nie napiszę. Czasami na tych naukowych programach lecą reportaże z takich miejsc, warto choć raz obejrzeć żeby wiedzieć o czym ja tu bredzę. Wiele rzeczy każdy z nas wie, ale nie da się tego udowodnić, więc lepiej o nich nie mówić....jajo fermowe nie przechodzi mi przez gardło - tyle w temacie... pozdrawiam!

      Usuń
  5. O tych jajach nie słyszałam nic... może to dlatego, że ostatnio nie mam czasu na oglądanie TV, czy czytanie gazet. Nie ważne. Ważne, że już wiem od Ciebie :) Kpina, po prostu kpina. Od dawna zauważyłam, że ludzie wolą jajka od szczęśliwych kurek. Niby to tylko jajka, a różnica między tymi od tych kurek z wolnego wybiegu, a tych z ferm jest kolosalna. W nosie mam to co mówią. Mam swoje kurki, które mają bardzo dużo miejsca dla siebie, są szczęśliwe, a jaja ich są smaczne. Nie śmierdzą rybą... Salmonella? Chyba tylko hasło takie rzucone, by ludzie się wystraszyli... takie rzeczy tylko w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie tak, wszystko robione jest pod publiczkę w zależności od tego kto wyda więcej na czas antenowy dla swoich reklam w tv, tego newsa podali w agrobiznesie.....jeśli nie oglądasz rolniczych wiadomości to miałaś prawo nie usłyszeć....głupota, choć nie oszukujmy się że sa tacy którzy w tą głupotę uwierzą.

      Usuń
  6. dostaje co pewien czas jajka od teściowej. Takie smaczne, żółciutkie, ogromne... jajecznica jest obłędna. Nie można jej porównać z jajacznica z jajek sklepowych takich marnych, ledwo żółtych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz że CI którzy nie jedli nigdy jaj wiejskich mówią że one śmierdzą? To jest dopiero szok - przynajmniej dla mnie, bo mi śmierdzą te fermowe....

      Usuń
  7. Nie słyszałam o tych niusach, ale to jakaś przedświąteczna propaganda. Jadłam w dzieciństwie mnóstwo surowych jaj, ale teraz troch straciłam zapał, bo nie posiadamy już własnych kur, a sklepowe jajo mi śmierdzi i na surowo jest nie do przełknięcia. ale muszę przyznać że mnie zawsze mama ostrzegała, myj ręce po dotykaniu jajek, bo salmonella! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie tak, nam też zawsze kazano myć ręce i to ie tylko po dotykaniu jaj, ale jajek jadło sie kiedyś mnóstwo a tych na surowo to nawet nie idzie zliczyć...a takie newsy w agrobiznesie .... ech, wydawałoby się fachowych wiadomościach rolniczych....

      Usuń
  8. Ja już jajek w sklepie wcale nie kupuję, nie smakują mi w ogóle. Tylko prosto z wiejskiego kurnika jestem w stanie zjeść ze smakiem. A co do mycia jajek i rąk to mama mnie tego uczyła jeszcze gdy byłam małą dziewczynką i nigdy nie było problemu z salmonellą. Teraz przed świętami wiadomo, że będzie większy popyt i więcej trzeba będzie kupować np. do wypieków, na szczęście z tego co przeczytałam http://www.agropolska.pl/agrobiznes/ceny-jaj-przed-wielkanoca-stabilne-a-nawet-lekko-spadaja,603.html Cena nie idzie w górę, zobaczymy jak z tym będzie w praktyce.

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)