sobota, 13 lutego 2016

Recyklingowe zabawy: wyrażanie emocji

Co robię gdy jestem zła? Oczywiście siadam i płaczę jak typowa histeryczka, a może powinnam napisać kobieta? Sama nie wiem.... Choć w jakiejś mądrej gazecie przeczytałam, że dzięki temu może "ujść" z człowieka aż 40% negatywnych emocji..... A odpowiadają za to głównie hormony, które u kobiet szaleją częściej niż u mężczyzn. Więc patrząc na to z tej perspektywy, nie jestem osamotniona w tej swojej histerii. I jakbym tak zebrała statystykę odnośnie takiej reakcji na stres to okazałoby się pewnie, że przynajmniej połowa kobiet na świecie reaguje w identyczny sposób.
Nie to jest jednak moim głównym problemem, właściwie płacz nie jest żadnym problemem. Wiem, że jak się wypłaczę to jest mi lżej, a jak się mogę do tego wygadać to jest mi podwójnie lżej.... 
Jednakże mam większy problem - nieumiejętność nazywania emocji. Tak, tak wiem- jest mnóstwo rozpraw naukowych i lektur - od tych dziecięcych po bardzo dorosłe - na ten temat pisanych. Tyle, że uważam je za bardzo nużące. Nie będę Was oszukiwać, że do podusi podczytuję sobie Freuda - bo z przeczytanych książek tegoż autora na swoim koncie mam tylko jedną. Sama nie wiem jak dobrnęłam do jej końca.... Te wszystkie bajki o uczuciach i empatii też czasem mnie tak nużą, że nie chce mi się po nie sięgać i wolę po raz 1598 przeczytać brzydkie kaczątko niż znów tłumaczyć dziecku przez pół wieczora dlaczego bohater postąpił tak, a nie tak i jakie z tego wynikły konsekwencje dla niego. 
Proszę bardzo - nazwijcie mnie ignorantką....pffff. To, że nie lubię czegoś robić, wcale nie oznacza, że raz na jakiś czas tego nie robię, a że moje dziecko kocha brzydkie kaczątko ja kocham je razem z nią. Proste! 
A poza tym w czasach nadpobudliwości wychowawczej przyznać się do pewnych, być może nie do końca chwalebnych rzeczy jest jak dla mnie bohaterstwem, bo na pewno znajdzie się ktoś kto po przeczytaniu mojego dzisiejszego wpisu stwierdzi, że jestem przez moje "nie lubię" niedojrzała emocjonalnie i niegotowa na macierzyństwo skoro tak twierdzę. Co ja na to? PFFFF
Właściwie miało być ciekawie i nie o tym, a wyszło szyderczo i z za dużą dawką  fukania z mojej strony - ot taka moja natura. 
Chciałam Wam pokazać dobry sposób na naukę określania emocji, nauczenie dziecka lub uczenie się wraz z dzieckiem - wszak na naukę nigdy nie jest za późno.
 Podpięłam to pod recyklingowe zabawy - choć z recyklingiem nie do końca są związane - chyba, że macie niewykorzystane skrawki papieru, których szkoda wyrzucić, a wykorzystać też nie bardzo jest do czego.
Pomysł zaczerpnięty z jakiegoś filmiku udostępnionego przez kogoś na FB - nie podaję linków, bo nie mam pojęcia kto i skąd, mignęło mi to na pulpicie i bardzo mi się spodobało....
Materiały:
flamaster
nożyczki
papier
ołówek
szklanka
klej
Odrysowujemy koła na papierze od szklanki, wycinamy i sklejamy tak żeby powstała książeczka. Na każdej kółko - stronie rysujemy inną minę - taką żebyśmy mogli określić co oznacza.. Ja dorysowałam jeszcze uszy i włosy - żeby wyglądały jak człowieczek..... I mamy nową zabawę od tygodnia. 
Czytamy książkę, a gdy jakiś bohater cieszy się albo smuci pytam Żuka, którą z min by wybrała. Gdy ja się zdenerwuję lub coś mnie bardzo ucieszy pokazuję jej adekwatną minę. Gdy ona się złości, albo cieszy czasem udaje mi się ją namówić żeby pokazała swój nastrój za pomocą odpowiedniego krążka.
Po co mi to? Właściwie do końca nie wiem sama, ale wiem, że jak dziecko siedzi w domu 3 tydzień z powodu choroby to wszystkie zabawki jakie posiada zaczynają być nudne i taka zabawa staje się fajną alternatywą dla nich....
Pozdrawiam PR
ps. swoją drogą uważam, że taka zabawka w wersji filcowej byłaby bardzo interesująca w książeczkach manipulacyjnych od TULANEK.... Klaudyna co Ty na to?

 Za jakoś zdjęć z góry przepraszam - leń ze nie wyszedł i nie pofatygowałam się po aparat. Ale ogólny sens i zarys widać.





 

22 komentarze:

  1. świetny pomysł na te pokazywanie emocji, jak nie wiesz jak je nazwać zawsze mozna pokazać :) nasze dzieci w przedszkolu też wyrażały swoje emocje poprzez rysunek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no myślę że to taka zabawa w sam raz dla przedszkolaków. dzięki!

      Usuń
  2. Podoba mi się ten ludek, nie koniecznie do pokazywania emocji, ale ogólnie fajna zabawka, jutro spróbuję skonstruować z Młodym, albo zlecę starszakom im się też spodoba. Jednak co do czytania Brzydkiego Kaczątka to zazdroszczę. Ja nie jestem w stanie tego czytać na głos, jak wielu innych tekstów, mam też problem z oglądaniem niektórych bajek ze względów emocjonalnych i to jest dopiero problem. Fanką Freuda też jednak nie jestem :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na szczęście sa teraz skrócone wersje bajek, bez obcinania pięt i paluszków w kopciuszku i takich tam - oryginalne wersje też posiadamy ale jakoś mnie do nich nie ciągnie....

      Usuń
  3. Zabawa fajna, pomysł trafiony! Co do fukania, wylewania łez i wygadywania się....PIĄTECZKA kochana!!!! ja też tam mam i jest mi duuuuzo lepiej, gdy się rozładuję w ten sposób :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jakoś trzeba znaleźć ujście dla emocji, a lepiej tak niż rzucać wszystkim co wpada w ręce....chyba

      Usuń
  4. Fajna książeczka... to prawda ludzie nie potrafią okazywać i nazywać emocji. Niejednemu dorosłemu by się taka przydała....Ja też płacze(jak nikt nie widzi) z wygadaniem się trochę gorzej...trzymam w sobie....Fajne posty. Miło się czyta. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. śmiejemy się z mężem że nasza sypialnia to taka gawra, oaza, jak chce mi się płakać to się tam zamykam, najlepsze miejsce do płaczu, radości i wielu innych emocji :)

      Usuń
  5. Toż to prawie, jak tablica z "Alternatywy 4" :). Fajne. PS. Nos do góry :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ma się te pomysły... ;) ok, postaram się go w górze trzymać a jak będzie opadał to go kijem od szczotki podeprę ;)

      Usuń
  6. Rewelacyjny pomysł. Mojemu młodemu by się przydała taka 'pomoc naukowa' :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to mamuśka do dzieła, wykrzesaj z siebie artystę! dzięki!

      Usuń
  7. Świetny pomysł i wykonanie!

    OdpowiedzUsuń
  8. dla warszawskiej singielki Twoj blog mamy wychowujacej dzieci na wsi to jak opowiesci z narni :D ale w pozytywnym sensie - kompletnie inny swiat, ale che się w niego wejść i zostac na chwile :) pozdrawiam cieplo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z opowieści z narni pasuje do mnie "czarownica" z tytułu pierwszej części :) a tak na poważnie bardzo mi miło witam i zapraszam częściej!

      Usuń

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)