wtorek, 29 grudnia 2015

Nocne czuwanie na SORze

Choć z aktorstwem mam tyle wspólnego co kot napłakał, bo wiąże mnie z nim tylko kabaret w szkole podstawowej, moja córka jest mistrzem w tej dziedzinie. Potrafi zagrać każdą rolę, a symulanctwo ma opanowane do perfekcji. Życie z nią pod jednym dachem ponad cztery lata nauczyło mnie jednak być 100% rodzicem, który wie doskonale kiedy krzyk jest krzykiem, a kiedy jest tylko wymuszoną scenką tematyczną. Chyba każdy rodzic takie rzeczy wie....chyba.
Wczorajszy poranek obdarzył nas załzawionym okiem, które z minuty na minutę pogarszało się i robiło po prostu paskudne. W południe doszedł do tego wyciek ropny - padła szybka decyzja lekarz pediatra. Bezproblemowa szybka wizyta, krople z antybiotykiem. Pierwsza aplikacja bolesna, ale nie na tyle żeby była niepokojąca. Po kilku godzinach coraz gorszy wyciek z oka. Nadchodzi czas drugiej aplikacji leku.  Gdy napuchło jej oko po drugim wkropleniu leku Mała zaczęła drzeć się w niebogłosy dłużej niż wynosił czas aplikacji preparatu (jak to się ma w przypadku zawodowego symulanctwa), a przedstawienie to na koniec okraszone zostało różowymi łzami. Nie zawahaliśmy się by po 1,5 min. po aplikacji włożyć jej oko pod bieżącą wodę i wypłukać lek. Gdy zaczęło w ciągu sekund puchnąć bardziej, wiedziałam że akurat ten preparat ją uczulił i z zapalenia spojówek zrobił się zawodnik boksu na wielkiej gali.... Nie czekaliśmy na to co będzie dalej gdyż infekcja postępowała i zaczynała się przenosić na drugie oko. Automatycznie - ambulatorium nocne. 
Zaczęła się pielgrzymka i tłumaczenie - pięciokrotne. Najpierw w rejestracji, później u lakarza dyżurnego, później w rejestracji SOR, później u pielęgniarki i lekarza ogólnego by trafić na koniec do specjalisty dziecięcego. Spojrzał na nas z góry wzrokiem pełnym pogardy, naburczał że po dwóch aplikacjach leku przyjeżdżamy nie wiadomo po co, że opuchlizna i całe to zamieszanie to na pewno symulanctwo (bo którz jak nie ona zna lepiej MOJE dziecko), a na koniec stwierdził, że to NA PEWNO nie alergia tylko zbieg okoliczności. Dla świętego spokoju mego dał inny preparat, który dziwnym trafem okazał się bezbolesny w aplikacji i po którym po kilku godzinach była znaczna i widoczna poprawa.....NOSZ KUR....tka na wacie!
Walczy się o darmowe porady dietetyczne, o darmową opiekę dla ciężarnych, porady laktacyjne i całe te okołoporodowe, ciążowe i niemowlęce sprawy. Nikt nie pomyślał o tym żeby zawalczyć o godne traktowanie pacjentów, małych pacjentów.....O to żeby nas rodziców przestano traktować jak furiatów, panikarzy, idiotów i nadgorliwców. Przecież z pierdołami nie jeździ się do szpitala, nie jesteśmy imbecylami, którzy z kichnięciem, czy piardnięciem stoją w kilometrowej kolejce na SOR. Jeśli się tam kieruję to na prawdę muszę mieć powód....dlaczego więc zawsze trafię na człowieka, który traktuje mnie jak intruza wymuszającego....no właśnie co wymuszającego? Jego czas? Przecież to jego, za przeproszeniem, zasrany obowiązek zająć się moim chorym dzieckiem! 
W nadchodzącym Nowym Roku życzę więc Wszystkim - i Wam i sobie - więcej empatii wokół, żeby zaczęto traktować nas z godnością, żebyśmy nie czuli się jak intruzi we własnym kraju, żebyśmy byli godnie traktowani u lekarza, w urzędach i innych instytucjach, żeby "państwo" zwróciło uwagę na nas, swoich zwykłych obywateli, którzy tu są i je poniekąd tworzą, a nie na problemy innych, które nas nie powinny dotyczyć. Przede wszystkim jednak życzę Wam, Waszym rodzinom i sobie oraz swojej rodzinie zdrowia, bo jak jest zdrowie to i reszta się znajdzie....
Pozdrawiam PR

28 komentarzy:

  1. Współczuje atrakcji. Z doświadczenia wiem jak uciążliwe jest zapalenie spojówek u dziecka. Zgadzam się z Tobą, że zasranym obowiązkiem lekarza jest przyjąc i przebadać pacjenta (dziecko, dorosłego czy staruszka). Nawet jeśli jest jakiś procent rodziców z wybujałą wyobraźnią, to nie mogą na tym cierpieć inni. Z resztą lepiej dmuchać na zimne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najgorsze jest to że ani ja ani mój mąż nie mieliśmy nic wspólnego nigdy z zapaleniem spojówek, nawet nie miałam pojęcia że to może w tak expresowym tempie postępować, pomijam fakt że nawet nie wiedziałam jak takowe wygląda, a lekarze zamiast nas uspokoić jeszcze nas wkurzyli....

      Usuń
  2. Czytałam z przerażeniem :/
    Niestety tak jest, że lekarze patrzą na Nas z góry i uważają, że jesteśmy przewrażliwieni na punkcie swoich pociech.
    w zeszłym roku, kiedy Hania Nam się rozchorowała, trafiliśmy na wspaniałego pediatrę, który akurat miał dyżur- oprócz tego, że miał dobre podejście do dziecka, to z Nami rozmawiał po ludzku. W dodatku wykazał się taką empatią, że jak widział mnie wystraszoną, pociągającą nosem z przerażenia, to życzliwie się uśmiechnął i pocieszył. Do dziś mam zapisane jego nazwisko, by w razie czego bez zastanowienia wybrać się na wizytę prywatną. Ale... niestety trafiliśmy na pielęgniarkę, która miała podać antybiotyk Hani i pytała Nas jak go rozrobić, a potem zarządziła rozebrać całe dziecko, by mogła zdecydować w który pośladek dać zastrzyk. Skończyło się na ostrej wymianie zdań- Hania płakała z przerażenia, ona się darła- że Nasze roczne dziecko nie pozwala sobie dać zastrzyku i że wie lepiej co jest dobre dla Naszego dziecka i oczywiście skończyło się na tym, że usłyszała kilka słów od Nas- oczywiście wszystko kulturalnie i bez wulgaryzmów- ale chyba nie miała argumentów i wyszła sobie z gabinetu, dyżurujący lekarz Nas przeprosił, a my na drugi dzień pojechaliśmy zawieźć stosowne pisemko- skarga powędrowała do dyrektora szpitala. Przez kurację antybiotykiem- 7 dni, z żadną pielęgniarką nie było problemu, dopiero na koniec trafił się wyjątek. Do dziś doskonale pamiętam tą pielęgniarkę i mam nadzieję, że nie będzie potrzeby styczności z Nią po raz kolejny...

    A co do życzeń, zawsze powtarzam, że zdrowie najważniejsze :) Więc i ja życzę Tobie i Twoim bliskim dużo zdrówka :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przez ostatnie 4 lata miałam tyle przebojów związanych ze służbą zdrowia że mogłabym już pewnie książkę na ten temat napisać....pewnie jak większość rodziców. Dziękuję za życzenia! oby to zdrowie nas nie opuszczało!

      Usuń
  3. Opadają ręce!
    Tak, dziecko potrafi tak symulować, że puchną mu oczy i łzawi krwawą cieszą, perfekcyjnie upada na podłogę udając omdlenie i kaszle przeraźliwie jak tylko mu się zachce :)

    Szkoła aktorstwa nie potrzebna - wyssane z mlekiem matki na pewno :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nic dodać nic ująć, dokładnie tak jak piszesz....

      Usuń
  4. Oj, współczuję i niestety aż za dobrze znam te klimaty :/ Często w publicznej służbie zdrowia czuję się jak intruz, który bezczelnie śmie naruszać spokój szanownych pracowników... Dlatego, gdy mogę, to wolę iść prywatnie, choć to też nie zawsze jest gwarantem lepszego traktowania. Niestety chyba już bardzo, bardzo niewielu jest lekarzy z powołania, którym faktycznie zależy na dobru pacjenta i na wykonywaniu fachowo swojej pracy. Mój syn niestety jest dość chorobowy, więc z tego, co przez 4 lata ze służbą zdrowia przeszliśmy, to można by trylogię napisać, tylko nikomu nie polecałabym jej czytania, bo byłoby to dzieło pełne dramatycznych scen :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zazwyczaj też korzystamy z prywatnych wizyt lekarskich, jednak po 20stej to już przeważnie SOR zostaje....no i taki nasz urok że przeważnie na takie bezduszne osoby trafimy. Nie mówię tu o personelu (lekarz ogólny na SORze czy pielęgniarki) który potraktował nas życzliwie, ale o pediatrze, któremu wyraźnie przeszkodziliśmy w jakiejś BARDZO WAŻNEJ sprawie swoją obecnością....

      Usuń
  5. Rozwala mnie to doszczętnie. Na szczęście nasza lekarka wie, że przychodzimy tylko w skrajnych przypadkach. Na SOR trafiłam dwa razy. Mieli szczęście, że bez gadania Młodą zbadali bo mieliby niewesoły dyżur.
    Kiedyś jednak pamiętam pewną mamusię w poczekalni. Pyta z czym przychodzimy w środku lata do lekarza. Mówię, że z katarem. Katar to nie choroba i się głupio cieszy. Mówię jej, że katar nie, ale katar ropny i wyciek z oka to już trochę gorzej. Szybciutko swoje dziecko zabrała i nie zbliżała się do nas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. błahahaha wyobrażam sobie minę tej mamusi, a w ogóle denerwują mnie teksty że katar czy kaszel to nie choroba...

      Usuń
  6. Jak czytam lub słucham historii związanych z polską służbą zdrowia i wspominam swoje przygody z tą chorą instytucją (przy pierwszym porodzie np ledwo obie z Młodą uszłyśmy z życiem dzięki zajebistemu doktorowi i jeszcze bardziej zajebistym położnym, którzy nas olali totalnie) to doskonale rozumiem ludzi, który szukają porad medycznych na forach internetowych i leczą się domowymi metodami. Zastanawiam się, czy to nie jest bezpieczniejsze niż spotkanie z jakimś debilnym konowałem. Ja przy zapaleniu spojówek rzadko chodzę do lekarza (głównie po zwolnienie ze szkoły, gdy potrzeba), bo u nas to częsty przypadek, a pamiętam, że moja młoda dawno dawno temu strasznie się darła przy zakraplaniu oczu i po 2 próbie dałam sobie spokój, a potem sama się zaraziłam tym cholerstwem i te krople spróbowałam na sobie. Wtedy zrozumiałam o co było tyle hałasu - zajebiście piekło. Od tego momentu stosuję tylko rumianek do przemywania zaklejonych oczu rano i czekam aż samo przejdzie. A moje wszystkie trzy sztuki od niemowlaka miewały dosyć często, w przedszkolach były od czasu do czasu "epidemie", więc mamy to obcykane. Rumianek ponoć uczula, więc lekarze nie każą go używać (dobrze, że krople są bezpieczne!). My jednak ze wsi i nam zielsko nie szkodzi. Zaś tu w Belgii cała służba zdrowia jest prywatna i trzeba płacić za każdą wizytę u lekarza rodzinnego, dentysty, pediatry, szpital, badania, czasem są to duże pieniądze i tylko część zwraca ubezpieczenie, ale jeśli idzie o traktowanie pacjenta to nie ma porównania. Lekarze są zawsze mili, cierpliwie słuchają, tłumaczą, można o wszystko pytać i dzwonić w razie problemów. W Pl u prywatnych też często tak jest, ale na państwowym to strach się bać po prostu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie wiesz, ja sama krytykowałam ludzi którzy czerpią wiedzę z dr. google ale ostatnio myślałam o tym samym, że nie dziwię się już tak bardzo temu jak kiedyś, jak na 5 ciu lekarzy trafiamy na jednego normalnego....

      Usuń
  7. Ho ho, a ja myślałam, ze u nas jest "wesoło"..... ząb, ospa.... Nie zazdroszczę akcji z okiem, to taki delikatny narząd! Straszne, że te krople ją tak uczuliły, co za obłęd! Życzę Ci wszystkiego dobrego, zwłaszcza małemu Żuczkowi!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ospa powiadasz, widzę że też wesoło u Was, rodzic to jednak ma klawe życie, nigdy się nie nudzi :) Zdrowia i dla Was!

      Usuń
  8. Ooo masakra! Przykro mi, że musieliście przez to przechodzić.. :/ mam nadzieję, że Żuk ma się lepiej. A co do lekarzy to jasna cholera może trafić.. cyrk istny.. przykre to..

    W Nowym Roku życzę Ci i Twojej rodzinie przede wszystkim zdrowka bo to najważniejsze i wielu radości! Wszystkiego dobrego! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz ja już powoli do takich akcji się przyzwyczajam, najbardziej boli mnie cierpienie mojego dziecka, ale spoko spoko, po kilku godzinach od pierwszej aplikacji drugiego leku zaczęła nam wchodzić na głowę, także poprawa była zdecydowanie widoczna :) Wszystkiego co najlepsze!

      Usuń
  9. Nas też kilka miesięcy temu spotkało to samo. "Miła" pani podobnie jak w przypadku Żuka stwierdziła, że Młody udaje, ręce opadły mi do ziemi :-/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zaskakujące jak to obcy ludzie dobrze znają nasze własne dzieci nie sądzisz?

      Usuń
    2. Wczoraj byliśmy na pogotowiu z maluchem i spotkało nas znów to samo, stwierdzenie, że nie potrzebnie przyjechałam, bo dziecku nic nie jest, obejrzała go i na koniec dopiero zajrzała do buzi. Stwierdziła, że gardło paskudne i dała antybiotyk domięśniowo. Zadziwia mnie teraz jeszcze szybkość osądów przed zakończeniem badania.

      Usuń
  10. Amen!
    A na Nowy Rok zdrowia życzę, by nie trzeba było się stykać z wątpliwej jakości Służbą (chyba) Zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdrowia przede wszystkim i dla Wszystkich! :)

      Usuń
  11. Tak to jest u tych lekarzy, czasem nawet mam wrażenie, że lekarz myśli iż rodzic na siłę próbuje wyszukać u własnego dziecka jakąś chorobę! No bo lekarz nie widzi tego co rodzic. Ehh....
    Ale zdrówka i dla Was, dużo zdrówka w tym Nowym Roku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja wiem, bo widziałam na własne oczy, że tacy ludzie też istnieją, którzy wmawiają choroby sobie, własnym dzieciom czy mężowi, ale bez przesady nie wolno wszystkich mierzyć jedną miarą. Tym bardziej że jest tak jak mówisz, nikt jak rodzic nie wie lepiej że coś jest nie tak, w końcu spędzamy z dziećmi cały nasz czas. Pozdrawiam i także wszystkiego dobrego życzę!

      Usuń
  12. Współczuję Wam atrakcji. Podobnie miałam gdy 9 miesięczna Ala połknęła metalową spinkę a lekarze w szpitalu nie chcieli jej zrobić prześwietlenia. Podziałało dopiero sugestia dotyczące śmierci dziecka. Paranoja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pamiętam akcję z tą spinką, do tej pory szczęka mi opada jak sobie pomyślę o ty,. Obyśmy musieli jak najrzadziej odwiedzać tę instytucję!

      Usuń
  13. My przez SOR przeszliśmy bezboleśnie. Za to na oddziale dziecięcym był istny cyrk!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kiedyś słyszałam opinię że do szpitala idzie się z jednym a wraca z dwoma innymi przypadkami w gratisie.....Nie twierdzę że wszyscy lekarze tacy są , my chyba po prostu pecha mamy, że często na takich trafiamy.

      Usuń
  14. Na szczęście jedyny pobyt w szpitalu na operacji wspominam pod względem opieki super. Cieszę się jednak, że nasz Syn nie choruje i nie musimy odwiedzać SOR-ów, bo niestety wiem co się tam dzieje i jest to tragedia

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)