piątek, 13 listopada 2015

Jak smakowały moje lata 90te

Internet jak to już pisywałam nie raz ma to do siebie, że wszystko przyjmie i nie zapomina, nawet o rzeczach, o których byśmy chcieli, bo z biegiem czasu nie wydają nam się takie na miejscu jak w momencie ich umieszczenia w sieci. Niektórzy nazywają go narzędziem diabła, aczkolwiek ja osobiście uważam, że są to głównie Ci, którzy korzystać z niego nie potrafią. Jak to mawiała moja śp. Babcia - całej dupy się nie pokazuje - oczywiście odnosiło się to do stosunków damsko-męskich, a nie internetu, jednakże w myśl idei, że internet jak dziwka każdego przyjmie i z każdym kto za niego zapłaci się podzieli, można to powiedzonko podpiąć także i pod współżycie (w sensie wspólne życie) z internetem. Tak więc narzędzie diabła, zwane powszechnie internetem to swoista skarbnica wiedzy, która oprócz kompromitacji częstokroć przypomina nam również o zdarzeniach, rzeczach i smakach, które umknęły gdzieś z biegiem lat naszej uwadze i zostały zakopane w wielkim kufrze z tyłu głowy z napisem starocie. Tak właśnie siedząc ostatnio i odmóżdżając się przeglądawszy jeden z popularnych portali społecznościowych postanowiłam przypomnieć Wam i sobie smaki mojego (a może i Waszego?)dzieciństwa, o których już dawno zapomniałam....

1. Guma Donald i Turbo - ło matko i córko wykrzyknęliśmy oboje gdy robiąc porządek na stryszku z książki wypadła guma turbo....a raczej to co z niej zostało. Za moich bczasów, kiedy to dostawałam 10 000 i przykaz kupienia chleba, pieniądze te wystarczały na cały bochenek i 1 gumę. A wypad do naszego wiejskiego centrum kultury zwanego sklepem był dzięki temu przyjemnością.... Co prawda o tym internet mi nie przypomniał, ale dzięki internetowi mogę pokazać zdjęcie, cobyście i Wy mogli sobie przypomnieć, lub choć zobaczyć te kultowe przysmaki.... ;)
Oczywiście nie zapomnijmy, że każdy zbierał historyjki umieszczane w środku, a podwójnymi się wymienialiśmy.....

2.Oranżada - koniecznie w ciemnej szklanej butelce i koniecznie czerwona. Najlepiej smakowała na długiej przerwie przegryzana świeżą połówką chleba. Zdradzę Wam w sekrecie, że kiedyś będąc na wycieczce zrobiliśmy sobie z A. takie drugie śniadanie.....ku pamięci lat młodości.... Obowiązkowo jedzone na świeżym powietrzu, najlepszy mebel do konsumpcji tegoż typu jedzenia to oparcie drewnianej ławki ;)

3. Vibovit - pamiętam, że w domu się nie przelewało, a ze słodyczy w dni nie świąteczne był chleb z masłem i cukrem. Swoją drogą smakował obłędnie jak się miało chętkę na coś słodkiego, zdarza mi się do tej pory tak jadać - dziecko moje wtedy patrzy na mnie jak na wariata, a ja....przenoszę się na chwilę jakieś 25 lat wstecz. Vibovit, wykradany mamie z szafki z lekami, przy pomocy krzesła i wspinaczki szafkowo-blatowej. Oczywiście wyjadany palcem z torebeczki, bo jakżeby inaczej.... Jak pierwszy raz kupiłam go Żukowi to oczywiście nie omieszkałam wypróbować go w tenże stary sposób, jednakże nie smakował już tak dobrze jak kiedyś. To chyba wina starzejących się kubków smakowych ;)

4. Bobofrut - chyba każdy choć raz w życiu spróbował.....nie pijałam go często jednak tę szklaną butelkę i smak pamiętam do dziś....


5.Babciny rosół ze swojskim makaronem - oczywiście nie dla tego, że babcia czciła tradycje kulinarne, a z biedy to wynikało, że po makaron nie latało się do sklepu tylko biedna kobiecina cały niedzielny poranek przed mszą spędzała na gnieceniu ciasta i gotowaniu dla całej czerady wnucząt swojskiego makaronu i wielkiego gara rosołu. Jak się ma dużo wnucząt....to trzeba wody do gara dolać. W końcu mąkę się kupowało w młynie na wory, a nie po kilogramie w markecie, a jajka były swoje, bo zawsze jakaś kura po podwórzu latała.... w sumie wszystko było swoje warzywa, mięsko....a vegeta czy inne przyprawy nie istniały. Aż mi ślinka pociekła na samą myśl....

6. Wspominając smaki wczesnych lat 90tych oczywiście należy także wspomnieć o gumach kulkach, które dostawało się do zakupów, bo jakoś tak dziwnie pani sklepowa nigdy nie miała jak i z czego wydać reszty. Oraz oranżadach w saszetkach, obowiązkowo wyjadanych palcem i przyjemnym szczypaniu w język podczas ich konsumpcji. I bułkach słodkich lub pączkach (chwila radości) kupowanych w sklepikach szkolnych.... Bułki słodkie do tej pory kupuję z sentymentu, po czym zasiadam w domu z herbatą i delektuję się ich smakiem, też powodują, że czas się na moment zatrzymuje....

A Wam z jakimi smakami kojarzy się dzieciństwo?
Co najbardziej wyryło Wam się w pamięci?
Pozdrawiam PR

37 komentarzy:

  1. Gumy Donald, Turbo i oranżada w proszku <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pamiętasz że historyjki z gum pachniały jeszcze dłuuuugo po wyciągnięciu z papierka?

      Usuń
  2. O tak, wszystko to prawda! Ja jeszcze pamiętam śledzie z wielkich beczek. Zwozili takie przed świętami do wiejskiego sklepu i stało się za nimi długimi godzinami wśród trajkotania kobiet i głośnego śmiechu mężczyzn. Te śledzie były jakie były ale wtedy jeszcze nie odzielało sie od nich ikry i my, biedni wieśniacy zajadaliśmy sie kawiorem z beczki :D
    Oj brakuje mi tych smaków ale i tej atmosfery

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja nie jadałam śledzi, zapewne dlatego ich nie pamiętam...

      Usuń
  3. Aż uśmiechnęłam się do własnych myśli czytając Twój tekst, bo wszystkie te rzeczy jakoś podobnie mi się kojarzą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) chyba jest nas więcej z podobnego rocznika :)

      Usuń
  4. Donald, turbo i oranzada w torebkach. Pamiętam, jak kiedyś stałam w kolejce do warzywniaku, żeby kupić mój ulubiony napój w folii, waezywniak zamknięty, wszystkie dzieciaki stoją i czekają, aż tu nagle podchodzi jakiś starszak otwiera tylko dotknięte okienko warzywniaka i odchodzi z napojem. Więc nie wiem czy bardziej napój w folii kojarzy mi się ze smakiem czy ta sytuacja, która wywołała prawdziwą traumę, nie mogłam uwierzyć w to ze ktoś coś ukradł tak po prostu.

    Ale uwielbiałam też rosół mojej babci z jej makaronem, mhhhhm... rozmarzylam się ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pamiętam jakim dramatem dla dzieciaków było to że ktoś przeklnął na terenie szkoły....a o kradzieży nawet nie myślę. A namiastkę babcinego rosołu mam do tej pory bo teściowa robi taki domowy, bez udziwnień przyprawowych, tyle że z kupnym makaronem...

      Usuń
    2. Kradzież, przekonanie, o papierosach nawet nie wspomnę, to było coś nie do pomyślenia!!!

      Usuń
  5. to smaki mojej najmłodszej siostry, pamiętam, ze jej kupowałam te "smaczki"

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszystko pamiętam i do dziś czuję smak. :) Dorzuciłabym do tego jeszcze kakao rozpuszczalne Nesquik na sucho, wyjadane łyżkami. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taaa kakao i herbata rozpuszczalna na sucho....też pamiętam!

      Usuń
  7. O jaaa.. co za garść super wspomnień :D :D ..dorzuciłabym jeszcze do tej listy chipsy Star Foods - chyba dobrze napisałam ;) marzę by wróciły na sklepowe półki,ale właśnie w tym wydaniu z przed lat - smak i wygląd :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ostatnio widziałam jakiegoś starego dostawczaka z reklamą starfoodsa, aż mi sie micha uśmiechnęła na samą myśl....

      Usuń
  8. Gumy Turbo i Donald, oranżada czerwona (zwana przez część męską naszej okolicznej społeczności 'bekadełkiem' łatwo się domyśleć czemu ;)) no i oczywiście vibovit wyjadany prosto z paczki! I jeszcze mam w pamięci lody w kubeczkach chyba od Brody, które dziadek pracujący w szkolnym sklepiku nam przynosił zawsze latem, uwielbiałam czekać aż się rozpuszczą i zjadać taką lodową papko-zupę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oooo a mi się przypomniały lody panda - takie w kształcie misia, kakaowo-śmietankowe, ale nie pamiętam jakiej były firmy....

      Usuń
  9. Nie dawno miałam z niderlandzkiego zadanie domowe pod tytułem "Nasza ojczyzna w czasach naszego dzieciństwa i dziś". I potem na zajęciach każdy opowiadał. To było niesamowite. Porównywaliśmy co i jak było w którym kraju, niektórzy mieli zdjęcia. Ja przy okazji sobie też przypomniałam, że mieliśmy dużo pieniążków a w sklepach nic nie było. Potem sobie przypomniałam, że cukier się kupowało "na kila" i że sklepowa se słodziła prosto z wora i że marmolada też była na kila i sklepowa kładła ją na taki szary papier, który sie roztapiał pod marmoladą zanim się do domu doniosło, ale i tak była najlepsza. Vibovit i kakao w proszku to dla nas za wysokie progi były, ale jedliśmy za to cukier waniliowy z torebek. Pychota. U nas mąka też z wora. Wyprawa do młyna z pszenicą do zmielenia to była frajda, ale niestety starzy nie zawsze nas chcieli zabrać. Potem szliśmy z bratem na strych, gdzie stały wory z mąką i podkradaliśmy ją. Mama krzyczała, że nie je sie surowej mąki, bo od tego brzuch boli. To nie prawda, nigdy nas nie bolał! Mama z tej mąki piekła chleb w piecu i to co "nakapało" z blachy było najlepsze, takie chrupiące skórki, czasem popiół zgrzytał w zębach, ale było git. Bo chleba pieczonego nie lubiliśmy, wymienialiśmy z ciotką na "kupny", bo rzadko taki jedliśmy.
    Jedliśmy też kukiełki z kukurydzy, takie niedojrzałe, zielone - pychota. Robiliśmy wyprawy na zielony groszek i słonecznik do sąsiadów hehe.
    A guma Donald była najlepszą gumą na świecie. Dziś guma do żucia to syf - gorzkie, twarde i balony się nie robią za bardzo. Donalda można było i trzy dni rzuć i nadal był dobry. Oprócz oranżądy ja pamietam jeszcze napoje we woreczkach do ktorych ciągnęły stada os, no i Ptysie, takie dobre pićko w wielkich czerwonych butlach. Moje szkolne śniadanie, to częstokroć paluszki z jabłkiem zagryzane na zmianę i same zwykłe bułki kajzerki prosto z piekarni, ale to już średnia szkoła, w podstawówce nosiłam kromki z kiszonym ogórkiem albo z pastą serową lub taką z boczku i jajec. Nie rzadko też ze samym smalcem albo z masłem, a w domu jadłam kromki z musztardą, gdy masła zabrakło. Piłam też mleko prosto od krowy, a dziś powiem szczerze, miała bym opory przed wypiciem mleka innego niż z kartonu, no chyba że przegotowane by było.

    Pamiętam też, że pomarańcze i cytryny były tylko na Boże Narodzenie. Czegoś takiego jak banan, ananas, kiwi człowiek nawet na oczy nie widział :-)

    I wiecie co Wam powiem, dzięki temu wszystko lepiej smakowało. Po prawdzie dziś jest bardzo dużo chemii w wielu potrawach, przez co rzeczy rzeczywiście tracą smak i to nie ulega kwestii spornej. Jednak mamy też wszystkiego nadmiar i za dużo. Przeto już nam to tak nie smakuje.
    Jak ciasta piekliśmy na święta, to u nas nikt niczego innego nie jadł przez całe święta, jak tylko ciasta plus mleko lub sałatkę i to jadło się na zmianę - śniadanie-obiad-kolacja i smakowało. Dziś czasem piekę jakieś ciasto i potem wywalam połowę do kosza, bo nie zjemy. Bo po pierwsze ciągle mamy w szafie zapas ciastek, ciasteczek, drożdzówek. Po drugie moje dzieci wolą kupne ciastka niż domowe (nie dlatego, że nie umiem piec, bo to akurat jedna z rzeczy na której się znam), ale to już inne pokolenie, ich nie rajcują swojskie smaki. Mamy też zwykle zapasy chipsów, żelków, owoców jakich tylko. Zjadamy je, ale to już nie jest to, gdy miało się to raz na rok. Czasem któreś otwiera lodówkę i patrząc na pełne półki, mówi, że nie ma co zjeść. Cholera, ja jak otwierałam lodówkę 30 lat temu, to często tam było tylko światło i wtedy na prawdę czasem nie było co zjeść, nawet dwutygodniowy, podpleśniały chleb smakował. A jak juz było wiosenne świeże masło (mieliśmy krowy), a do tego szczypiorek to był raj na ziemi.
    Ale powspominać warto :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje komentarze to swoiste źródło wiedzy, nikt jak Ty nie potrafi aż tak rozwinąć swoich myśli. Co do krowy - pamiętam że jak byłam mała to w wakacje o poranku prowadzano nas do dziadków i tam każdy dostawał blaszany kubek i miał iść do obory gdzie ciocia z wujkiem doili krowy i musieliśmy wypić cały kubek takiego świeżego mleka. Ne było opcji że się nie lubi. Babcia kazała mi zatykać nos i pić....do tej pory nie patrzę w kierunku świeżego mleka....

      Usuń
  10. Oj kochana! Robiło się z babcia co niedziela domowy makaron, oj robiło! Co święta robiło się makowiec i sernik, wszystko ręcznie się kręciło i mieszało! To moje ulubiony smaki z dzieciństwa! Aczkolwiek dobrze pamiętam gumy Turbo i papierki, które sie po nich zbierało. Uwielbiałam oranżadę w brązowych butelkach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najbardziej tęsknię za tymi zapachami i smakami przedświątecznymi i świątecznymi. Czuło się wtedy że szczególny czas nastaje bo wszystko jakieś takie smaczniejsze się stawało....Babci od roku nie ma, nadziei na makaron już też nie ma....bo żaden nie smakuje tak dobrze jak ten babciny.... :(

      Usuń
  11. Oranżadki w proszku jedzone na sucho! I wszystko co powyżej wymieniłaś. Dodałbym sam chleb, świeży i chrupiacy, który nie robił się gumowy po jednym dniu, a skórki były najlepszym rarytasem; kocie języczki, guma shock.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kocie języczki :) taaaa; a pamiętasz że chleb był większy niż ten co kupujemy aktualnie w sklepach?

      Usuń
  12. a ja naiwna myślałam, że tylko ja w dzieciństwie wykradałam Vibovit :)

    ostatnio hitem u nas w domu jest odkryty na nowo torcik wedlowski .... samo dzieciństwo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj chyba nie tylko my mamy na sumieniu te grzeszki z vibovitem :)

      Usuń
  13. O jejku, jejku - to były czasy! Dodałabym jeszcze wafelki KUKURUKU :) Piękne czasy, ale już nie wrócą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój A. często wspomina te wafelki, mi jakoś nie utknęły w pamięci, no może z wyjątkiem piosenki z reklamy :)

      Usuń
  14. Uwielbiam oglądać i słuchać o latach 90- był to eden z najpiękniejszych okresów w moim życiu ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też mam uśmiech na twarzy jak sobie przypomnę swoje dzieciństwo. Mało było wszystkiego, a jednak wspomina się te czasy z sentymentem, jako coś nieamowitego.

      Usuń
  15. A soczek w woreczku pamiętasz? Były dwa kolory- pomarańczowy i czerwony, piliśmy je hektolitrami ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) wiesz że mój A. ciągle mi o nim przypomina a ja jakoś nie potrafię sobie go przypomnieć? Nie wiem dlaczego pewne rzeczy się wypiera z pamięci....

      Usuń
  16. wszystkie "delicje" które opisałaś doskonale pamiętam. Tylko ja już na visolvicie w proszku byłam, vibovit dla mojej siostry młodszej dyskretnie również wyjadałam. Pamiętam jeszcze blok - taka słodycz na wagę w sklepach sprzedawana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. blok czekoladowy z mleka w proszku, moja mama robiła. Tylko taki smak bloku pamiętam. W sumie visolvit też kojarzę ;)

      Usuń
  17. Babeczki z budyniem i cukrem pudrem które dziadek kupował albo takie ciastka baletki jak dobrze pamiętam. Małe gumy mino, yogowafel z tym chemicznym jagodowym jogurtem, kasza manna z syropem, kluchy lane na mleku aż się mordeczka uśmiecha. :) milkyway truskawkowy, cukierki takie w złotym papierku z truskawką były różowo białe - to nadzienie. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Babeczki z budyniem i cukrem pudrem które dziadek kupował albo takie ciastka baletki jak dobrze pamiętam. Małe gumy mino, yogowafel z tym chemicznym jagodowym jogurtem, kasza manna z syropem, kluchy lane na mleku aż się mordeczka uśmiecha. :) milkyway truskawkowy, cukierki takie w złotym papierku z truskawką były różowo białe - to nadzienie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ha! właśnie mi przypomniałaś że istniał truskawkowy milkyway....zupełnie o tym zapomniałam :)

      Usuń

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)