poniedziałek, 5 października 2015

Z życia wsi warmińskiej, czyli co w sadzie szumi?

Odkąd nasze dziecko oświadczyło, że kocha wszystkie zwierzęta - nawet muchy, komary i pająki - mamy kategoryczny zakaz wyganiania much z domu, nie mówiąc już o zabijaniu. Dwie nawet otrzymały piękne polskie imiona Karolinka i Paulinka i jak stan w domu się nie zgadza jest krzyk..... Dzięki temu moje 2 tygodnie temu umyte okna są brudne nie tylko z jednej ale i drugiej strony, a białego prania nie ustrzeże nawet suszenie w domu.... Wychowaliśmy sobie małego przyrodnika bez dwóch zdań.
Żeby nie było, że tylko pszczółki i kwiatki ją ciekawią pielęgnujemy także w niej pasję małego czytelnika. Kolejnym krokiem w tym kierunku było zapisanie się do biblioteki dla dzieci. Moje obawy znudzenia i niezainteresowania tematem zostały rozwiane wraz z ukazaniem się przyjemnej dla oka i małego ciałka biblioteki dziecięcej. Półki w kształcie zamku obrazki z księżniczkami, koń na biegunach i masa książek przemówiły nie tylko do mnie, ale również do niej. Do tego dodajmy wygadaną Panią i mamy pełen pakiet przyjemności.
Od jakiegoś czasu w naszym domu można potykać się dosłownie o zużyte chusteczki higieniczne. Powaliło najsilniejszego - czyli Pana Tatę. Widok niecodzienny - zdarza się góra raz w roku. Na szczęście wszystkie demotywatory i reklamy o rzekomo umierającym facecie okazały się kompletną bzdurą i A. pomimo tego, że warczy jak stary traktor, a z nosa ma fontannę udaje, że właściwie nic mu nie jest. Poszczęściło mi się - mam w domu twardziela :)!
Zauważyłam ostatnio u siebie syndrom weekendowego obżarstwa. Przez cały tydzień wystarcza mi 5 skromnych posiłków dziennie, a gdy nadchodzi weekend, a w kuchni rządzi ze mną Żuk,  zaczynamy weekendową nadprodukcję. Efektem zjedzenia wczoraj dwóch obiadów (u siebie i mamusi) i napchania się wiadrem gorących pączków był całonocny ból brzucha, a dziś rano odkryłam, że przez bolący brzuch można mieć zakwasy..... No ale jak to mówią, czego się nie robi dla własnego dziecka? Na następną sobotę zaplanowała już sobie babeczki.....
Wieś warmińska zaczyna szarzeć, coraz mniej owoców w sadach przypomina skutecznie o nadchodzącym zimnie. W polu została tylko nasza kapusta, której wróżę jeszcze jakąś dwutygodniową karierę. Później najcięższa praca w roku - agrofitness i zamykamy sezon, a z nim bramy wjazdowe na podwórko. Pozostanie tylko posprzątać warsztat pracy i zamknąć się w 4 ścianach - domu i przechowalni (nie ma to tamto, całkowite bezrobocie zimą nie panuje). Poza tym są jeszcze kury, jeden z powodów codziennego wyjścia z domu....
Choć nadciągają deficyty słońca i dokuczliwe zimno to w sumie się ciesze, bo wreszcie będę miała trochę więcej czasu na czytanie. Stos nowych książek piętrzy się na półce, a ja codziennie zerkam z utęsknieniem w tamtym kierunku. W sezonie niestety nie starcza mi czasu, a ostatnie czytanie książki w sezonie zakończyło się przeciągnięciem do 2 miesięcy. Dzięki temu jak doszłam do końca nie pamiętałam już za bardzo co było na jej początku. Nadrobię zimą, jak co roku!
 Oczywiście w planach mam również nadrobienie pisania, bo tematów w głowie kilka by się znalazło, jednak czasu na doszlifowanie ich jak na lekarstwo. No i zaległości czytelnicze na Waszych blogach - od tego chyba powinnam zacząć :) .
Jak widać na kilka jesienno - zimowych  miesięcy mam ambitny plan, który mam zamiar zrealizować. Tymczasem 6.21 pora zrobić Żukowi kakao :)
Pozdrawiam serdecznie PR

26 komentarzy:

  1. Oooo z tym weekendowym obżarstwem to i ja mam problem :D a zjedzenia swojskiego pączka w życiu bym nie odmówiła i jak mama robi to na jednym nigdy się nie kończy - po prostu łakomstwo bierze górę :D :D a brzucho cierpi..

    Pozdrawiam i udanego poniedziałku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. akurat pączki to mój specjał, u mamy załapałam się tylko na obiadek (tylko i aż ;)) ale powiem Ci szczerze że po weekendzie 3 dni mam wyrzuty sumienia ;)

      Usuń
    2. ..ja też się potem bije z myślami :D ..potem są obiecanki, potem kolejny weekend i powtórka z rozrywki :D ..mam słabość pysznego jedzonka - tak to sobie tłumaczę ;)

      Usuń
  2. To masz faktycznie szczęście posiadawszy męża twardziela!!! Gratuluję :) Co do obżarstwa....ja się bardzo zaniedbałam w tym względzie, jem za dużo, a sport poszedł w odstawkę i to mnie boli....., ale skoro boli to chyba dobry syndrom i motyw by do tego wrócić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie sport chwilowo też kuleje, po ostatnim antybiotyku nie mogę sie zmobilizować.... a co do tego męża - też mi sie wydaje że mam duże szczęście :)

      Usuń
  3. Ja też muszę trochę ograniczyć jedzenie, gdyż ostatnio jem za dużo słodyczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. słodycze to mój największy nałóg i moja największa bolączka.....i czemu one takie dobre...?

      Usuń
  4. Nie ma strachu- agrofitness wyrówna i pączki, i babeczki ;)
    Żuk ma wielkie szczęście, że rodzice są tak wyrozumiali :) Ja nie mogłam niestety hodować much... bo miałam za szafą ukochanego pająka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. staramy się być wyrozumiali, aczkolwiek nie zawsze nam to wychodzi... ;) mam nadzieję że się opamiętam a agrofitness faktycznie pomoże, bo będzie ze mną źle...

      Usuń
  5. Weekendowe obżarstwo- znam to ;) Młoda też ostatnio polubiła muchy- każda to Fefe ;) No i biblioteka też u nas szałem jest...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żukowi też Fefe przypadła do gustu :) a z tym obżarstwem to myślałam że tylko ja tak mam, jakoś wyrzuty sumienia są mniejsze wiedząc że nie jest się samemu ;)

      Usuń
  6. Jeśli chodzi o obżeranie, możemy sobie podać rękę :). Obawiam się, że za niedługo będę szersza niż dłuższa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha szersza jak dłuższa! Sabina Ty to potrafisz znaleźć idealne słowa pointy do każdego tekstu, nie ma co!

      Usuń
  7. Uwielbiam w dzieciach to, że tak są bezpośrednie w swej miłości. Mogą kochać wszystko... po prostu za nic. Tak zwyczajnie bezwarunkowo - u nas dorosłych bywa to nieco trudniejsze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powinniśmy sie od nich tego uczyć, albo choć sobie przypominać jak to kiedyś było.....w końcu my też byliśmy dziećmi....

      Usuń
  8. Jesienią zawsze jest większe zapotrzebowanie na żarcie, bo chyba nasz organizm durny cały czas myśli, że my nadal w jaskiniach mieszkamy i w zimie będzie nam potrzebny zapas tłuszczu hehe. Mój to już w ogóle sam siebie przechodzi - odkąd się deczko ochłodziło jestem niemiłosiernie głodna cały czas, a nie mam czasu by żreć co chwilę. Ledwie rano pochłonę 6 kanapek z szynką, żółtym serem i dużą ilością dżemu (plus herbata i kawa), już po dotarciu do roboty, czyli za pół godziny, gotowa bym zrobić powtórkę. Nie biore kanapek do roboty, bo tylko 4 godziny pracuję, ograniczam się do drożdżóweczki z czekoladą i butli soku jabłkowego, czasem tylko dokładam energy drinka, ale cholera wracam do domu po pierwszej ,to od razu micha płatków z jogurtem oraz kawa i trochę ciastek. Potem nie mogę się doczekać zanim obiad się ugotuje i gromada powróci do domu. Gdy jadę na kurs językowy wybiegam z domu prosto od stołu a po wyjściu z pociągu już mam ochotę kupować na dworcu jakieś tureckie żarcie, bo jestem (nie)normalnie po prostu głodna. Na przerwie w szkole oczywiście zażeram coś i po powrocie o 23ej obowiązkowo gorąca czekolada i kromki ze specuulas pasta (takie słodkie smarowidło do chleba o smaku ciastek korzennych). W weekend taki plus, że człowiek blisko swojej kuchni siedzi i może cały czas coś szamać. Pistacje albo orzeszki ziemne są dobre, bo na długo mi jadaczkę zajmują :-) Najgorsze jest to, że jak nie zjem, gdy organizm się domaga, to mam zawroty głowy i łapy mi się zaczynając trząść, po dłuższym czasie dołącza koszmarna migrena - to jest dopiero fajne :/ Uroki ultraszybkiej przemiany materii, ech :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam tak samo - nie zjem o czasie i dylirka połączona z migreną jak na jakimś głodzie narkotykowo-alkoholowym.....(w sumie to ja nie wiem jak na takim głodzie jest, mogę tylko przypuszczać). Jem śniadanie, wychodze na powietrze, bo tam akurat przyszło mi pracować i po 15 min. już bym coś zjadła....

      Usuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Oooo jak mnie, "dziecięcą" bibliotekarkę, cieszy, że Żuk odnalazła się w bibliotece! :D Nie martw się z tym obżeraniem, ja mam całotygodniowy maraton. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też się cieszę że podoba jej sie takie miejsce jak biblioteka. a co do tego obżerania.....jakoś mi lżej jak wiem że nie jestem sama ;)

      Usuń
  11. U mnie Twoja "weekendowa nadprodukcja", jest raczej nadprodukcją popołudniową prawie codziennie. Przez studia. Chyba nie przestawiłam się jeszcze po wakacjach i mam nadzieję, ze się przestawię. Cudowna atmosfera u Pani, Pani Rolnik. My z mężem postudiujemy jeszcze ze 3 lata w Warszawie i wracamy do naszych pagórków leśnych i łąk zielonych na Podlasie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. my już swoje "odstudiowalismy" z Panem Rolnikiem :) i teraz z perspektywy tych wspólnych lat cieszę się że to już za nami. Wam życzę tak samo szczęśliwych chwil wśród lasów i pagórków! Dziękuję za te miłe słowa! pozdrawiam!

      Usuń
  12. Mojego męża też choróbsko dopadło i na moje szczęście z tego powodu nie panował w domu armagedon :) W dodatku, mój obolały, chrypiący mąż z pełnymi kieszeniami chusteczek zabrał mnie na zakupy- sam, z własnej woli, bez zbędnego marudzenia i późniejszego wypominania :)
    Zima się zbliża, czuć to w powietrzu, coraz chłodniej, ale lubię właśnie tą jesień- taką słoneczną, a jednocześnie chłodną, bez szarości za oknem i deszczu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety ostatnie mroźne przymrozki sprawiły że zrobiło się buro za oknem. Orzech włoski pominął fazę żółci i złota na rzecz burości, tak samo winorośl - nie jest czerwona tylko brązowa....nie będzie w tym roku u nas pięknej polskiej jesieni niestety. A co do mężów - widzę że też masz w domu twardziela! Szczęściaro!

      Usuń
  13. lubię to, że Ty lubisz swoją codziennośc, nie ganisz ale pokazujesz, chwalisz to co zwykłe, to co codzienne. I chwała Ci za to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wylałaś miód na moje serce i spowodowałaś tym komentarzem że to będzie dobry dzień :) dziękuję!

      Usuń

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)