piątek, 30 października 2015

Bajki przy kominku: Październikowy czas

Mistrzyni ignorancji ze mnie żadna. Nie tak mnie mama wychowała w końcu. Skoro powiedziało się A trzeba wyklepać alfabet do końca bez względu na to czy cierpi się na niedoczas, brak weny czy po prostu wkurza Cię obecność twojego własnego komputera.....Pani Rolnik należy do tej grupy ludzi, którzy słowa dotrzymują, a że październik chyli się ku końcowi należy się ze zobowiązania wywiązać!
Oczywiście nic elokwentnego ani porywczego tu nie będzie gdyż nadal przyświeca mi idea, że byłby ze mnie poeta tylko głowa nie ta. Jednakże i ja swoje 5 groszy wciskam do zacnego projektu Bajki przy kominku.
Tematem października był CZAS - o zgrozo, temat ten wysunięty na początku miesiąca przypomniał mi tylko o tym, że limit na dwudziestki tego października mi się skończył, jednak z tym już się prawie uporałam ;)
Pisanie prozą nie idzie mi na równi z pisaniem mądrze więc pozostaję przy swojej pierwszej wersji wierszem klepanej. O ile ten nieskładny ciąg wyrazów można w ogóle nazywać wierszem. Czytajcie i radujcie się ze mną, albo dajcie sobie na spokój i nie czytajcie, udawajcie że przeczytaliście po prostu żeby mi się miło zrobiło....A może lepiej nic nie udawać....
Miłego weekendu Wszystkim życzę i pamiętajcie noga z gazu! Bezpiecznych podróży i powrotó!
PR

Czasem z czasem się ścigamy
Często o nim zapominamy
Jednak gdy nam pamęć wróci
Żałujemy że nam uciekł

Najpierw ciągnie się mozolnie
A gdy cel już swój osiągniesz
Uświadamiasz sobie ze smutkiem 
Że między palcami przeciekły minutki

Czas jest hojny niesłychanie
Równo Pan i Pani dostanie
Abonament u doktora
Kilka zmarszczek - to Pań zmora

Lecz z hojnoscią razem w parze
Czas od Stwórcy dostał w darze
Zupełne hojności przeciwieństwo
Zwane skąpstwo, chciwość, sknerstwo

I tak pędzi hojny sknera
Cenne chwile nam odbiera
Daje w zamian nitki siwe
Które zdobią naszą grzywę

Każdy z nas się ciągle ściga
Z czasem co nam sprytnie zmyka
A na pamiątkę swego istnienia
Mądrość życiową nam udostępnia.
http://swinki3.blox.pl/2015/08/Bajki-przy-kominku-projekt-miedzyblogowy.html

środa, 28 października 2015

Przygody z książką 3:spacer po lesie


https://dzikajablon.wordpress.com/2015/10/12/przygody-z-ksiazka-3-blogi-w-projekcie/
Niewiadomo kiedy zleciały kolejne dwa tygodnie. Moje dziecko przez ten czas przeszło na kolejny poziom korzystania z biblioteki. Przepraszam, ale muszę się pochwalić bo inaczej się uduszę.....! Sama wchodzi do biblioteki, mówi pięknie dzień dobry, dziękuje Pani za książki, które mogła przeczytać i wybiera kolejne lektury do studiowania wieczorami. Ja w tym czasie siedzę pod drzwiami i pękam sobie z dumy, że mam takie samodzielne i zaradne dziecko....
Gdy, któregoś razu wyniosła zza drzwi biblioteki Tappiego, aż zaklaskałam uszami (żartuje, nie umiem). Oczywiście Ona wybiera książki na podstawie obrazków gdyż liter w wyrazy nie potrafi jeszcze składać, ale przyznam się szczerze, że jak na razie wychodzi jej to dość dobrze.
Tappi chwycił ją za serce zapewne swoimi obrazkami, które są sprawką Pani Marty Kurczewskiej odpowiedzialnej za rysunki w naszych ukochanych Owocowych bajkach. Podejrzewam, że to był główny argument za tą książką. W sumie jak zobaczyłam jej okładkę, to pomyślałam, że pewnie też bym wypożyczyła tę książkę ze względu na obrazki.... Żadna z nas się nie zawiodła. 
Choć inne niż Owocowe bajki, takie trochę podobne. Poznajemy w tekście kilku przesympatycznych mieszkańców lasu o zabawnych imionach, którzy dzielą ten swój kawałek świata z olbrzymim wikingiem o imieniu Tappi. Choć na pierwszy rzut oka Wiking może trochę przerażać ze względu na swoją wielkość szybko przekonujemy się, że w jego przypadku wielkość idzie w parze z miłym usposobieniem. W dodatku w gratisie do wzrostu dostał jeszcze mądry umysł, dzięki czemu książka pełna jest morałów. 
W nasze ręce wpadła część "Tappi i niezwykłe miejsce" Marcina Mortki - Wyd. Zielona Sowa. Książka podzielona jest na kilka krótkich opowiadań, zakończonych pouczającą pointą. Lekki język i niezbyt długi tekst powoduje, że mały czytelnik, cz też mały słuchacz nie ma czasu znudzić się książką. Każda historyjka jest zarazem ciekawą przygodą, która tak na prawdę wciąga nie tylko dziecko. Sama dałam się wciągnąć....Przeniosłyśmy się do szepczącego lasu i słyszymy jego szmer wieczorami, wędrujemy pośród drzew i czujemy zapach liści i mchu. Biegamy z reniferkiem i poznajemy coraz to nowych przyjaciół, a wszystko za sprawą jednej książki.
Szczerze polecam, szczególnie na dobranoc, gdyż bajki te mają w sobie domieszkę melisy, uspokajają, łagodzą nerwy po całym szalonym dniu, są takim ukojeniem dla duszy.....
Pozdrawiamy PR i Żuk




sobota, 24 października 2015

Wybuch nuklearny, radioaktywny grzyb i tupiący kot...

O 5.30 obudził mnie łomot. Mój Małżonek z założeniem zrobienia tego cicho wybył z domu. Tak jak dzieci mają czujniki komfortu nie dając rodzicom złapać oddechu, żony mają czujniki oddalenia, bo od razu mi sie oczy otworzyły. Na szczęście wrócił.... z prezentem, i stosem pocałunków. No na niego to zawsze można liczyć. Choć nie ukrywam, że gdyby nie On to by bym pewnie zapomniała.... 
Właściwie to kładłam się z postanowieniem zapomnienia, jak zwykle nie wyszło ;) Facebook prawdę Ci powie, a ostatnie jego praktyki przypominają nawet o rzeczach. o których usilnie starasz się zapomnieć. Jak to ktoś mądry kiedyś powiedział - strzeżcie się, bo internet wszystko przyjmie i nie zapomina.....
Skoro zostałam już obudzona w tak miły sposób postanowiłam, że jednak wstanę i niepewnie otworzyłam jedno oko. Żadnego nuklearnego wybuchu chyba nie było, myślę że towarzyszył by mu jakiś huk. Jednak oprócz intensywnego tuptuptuptup czterech łapek naszego kota w środku nocy nie słyszałam nic..... 
A. poszedł do pracy, a ja zasiadłam przed wschodnim oknem z gorącą herbatą i patrzyłam na rozpoczynający się dzień. Na tle każdego nowego porannego promienia nie zauważyłam wielkiej chmury radioaktywnego smogu..... Gdy zrobiło się już całkiem jasno okazało się także, że ziemia się nie rozstąpiła.....Proszę Państwa zakończył się kolejny mój rok, skończył się limit na 20 z przodu i nie było katastrofy na skalę światową. Możecie zacząć spać spokojnie, koniec świata nam nie grozi.....
Jestem starsza o rok, uboższa o 9 dwudziestek i szczęśliwa....Chyba wszystko jest na swoim miejscu.
To będzie dobry dzień.
Pozdrawiam PR

poniedziałek, 19 października 2015

Recyklingowe zabawy:tam gdzie ziarko księżniczkę uwierało

Cztery lata życia z dzieckiem pod jednym dachem nauczyły mnie mądrej selekcji. Tym razem nie chodzi mi wcale o selekcję śmieci, choć ze śmieciami jest ona ściśle powiązana. Jak większość młodych rodziców chcieliśmy przychylić nieba dziecku, a błędne myślenie, że tony zabawek to uczynią doprowadziło do zagracenia kapitalnego.....Jak zabawki zaczęły zajmować już nie tylko pokój Żuka, ale także biuro i dół domu należący do dziadków powiedzieliśmy sobie stop. Wtedy też większość zabawek, na które ona nawet nie patrzyła została sprzedana lub wyemigrowała do przedszkola. Wyselekcjonowaliśmy je tak żeby mieściły się w obrębie jej pokoju, a nie powodowały chaosu. Teraz jak już kupujemy, to staramy się wybierać mądrze, rzeczy którymi wiemy, że na prawdę będzie się bawić.
Ostatnio zamarzyło się jej łóżeczko dla lalki. Niestety ona jest nie do końca lalkowa (że się tak wyrażę) i bawi się nimi raz na kilka miesięcy. Dlatego też po obejrzeniu kilku pięknych egzemplarzy w internecie doszłam do wniosku, że wstrzymam się z kupnem przynajmniej do jej urodzin. Mądra to była decyzja gdyż dziecku po tygodniu przeszło i więcej nawet o tym nie wspomniała.
Przypadek sprawił, że łóżeczko dla lalki jednak pojawiło się w naszym domu. Oczywiście nie jest tak piękne jak te sklepowe, niemniej jednak Żuk jest usatysfakcjonowana i więcej nie potrzebuje. A ja....a ja cieszę się z tego, że ona jest zadowolona i z tego, że jak jej się znudzi, to łóżeczko po prostu trafi do pieca.... :)
Wiecie za co kocham Biedronkę? Za łatwodostępny materiał na większość zabawek..... i do tego darmowy....
Wykorzystałam:
Karton po papryce
Kawałki okleiny (jak widać niewiele mi jej zostało)
Kawałki materiału i fizelinę
Maszynę do szycia.
Wiem, że mogłam się bardziej postarać, ale tak przynajmniej nie będzie mi szkoda wyrzucić.....
Szczerze zachęcam do tego typu zabaw.
Pozdrawiam PR i Żuk!






środa, 14 października 2015

Przygody z książką 3: w magicznym świecie moli książkowych

Kolejny sezon z kubkiem gorącej herbaty, ciepłym kocykiem i dobrą lekturą przed nami. Kolejny raz będziemy chwalić się naszymi dziecięcymi odkryciami czytelniczymi wraz z uczestnikami 3ciej edycji Przygód z Książką.
Pierwszym wpisem chciałabym się pochwalić naszym nowym osiągnięciem - oczywiście ściśle z literaturą dziecięcą powiązanym. W przedostatnim poście napisałam o tym, że Żuk została dumną posiadaczką karty bibliotecznej. Dziś o tym fakcie będę prawić.....
Ameryki nie odkryłam, to jedno jest pewne i niezaprzeczalne. Są rodzice, którzy dużo wcześniej zaprowadzili swoje pociechy do instytucji zwanej biblioteką ukazując im ten piękny i zarazem zaczarowany świat. Oczywiście powtórzę się mówiąc, że jak zwykle brakowało mi na to czasu - chyba pora już zmienić tę mantrę i przereorganizować sobie dzień , bo wieczne "nie miałam czasu" zaczyna po prostu brzmieć nudnie. Niemniej jednak zajęcia z języka obcego odbywające się w budynku, w którym mieści się również biblioteka zobowiązały mnie wręcz do pokazania Żukowi, że nie zawsze trzeba książki kupować. Poza tym 4 lata to chyba wiek odpowiedni na takie przedsięwzięcia, mając na uwadze, że szkoła za pasem....
Pełna obaw zapukałam do drzwi i nie do końca pewnym krokiem wkroczyłyśmy do małego pomieszczenia. Choć z moich ust wypłynęło "dzień dobry" wzrok mój wbity był w Żuka, która z niezidentyfikowaną miną lustrowała pomieszczenie. Oczy błysnęły jej po raz pierwszy gdy zobaczyła półki na książki z kształcie murów zamkowych, drugi raz gdy nad murami zauważyła obrazki z ulubionymi księżniczkami. Całość dopełniła Pani bibliotekarka której otwartość, bezpośredniość i łatwość nawiązywania kontaktów ośmieliła moje dziecko w 100%. 
I tak oto naszym cotygodniowym rytuałem będzie wypożyczanie książek. Dzięki czemu nasze księgozbiory nie będą się tak szybko nudziły, nadszarpnięty portfel ma chwilę oddechu, a Żuk uczy się wielu nowych rzeczy - od wypożyczania po konieczność dbania o nie swoje rzeczy.
Dzięki bibliotece przeniosłyśmy się już do świata Martynki, Ciekawskiego Georga, Pana Kuleczki, Tappiego i Zaczarowanej krainy Tinga Tinga, w której dowiedziałyśmy się między innymi dlaczego kameleon zmienia kolory i skąd słoń ma trąbę....
Jestem dumna, z mojego dziecka, że tak szybko zaaklimatyzowała się w takim miejscu, że chętnie wybiera książki i na prawdę traktuje je z szacunkiem, w myśl idei , że inne dzieci także chcą z niej skorzystać.
A jak u Was wygląda/ wyglądała przygoda z biblioteką? Chodzicie? Korzystacie? Kiedy zapisaliście swoje dzieci?
Pozdrawiam PR
https://dzikajablon.wordpress.com/2015/10/06/przygody-z-ksiazka-trzecia-edycja-projektu/

poniedziałek, 12 października 2015

Liczy się każde opakowanie czyli o jesiennych porządkach

Jesień oddycha pełną piersią na naszych podwórkach i polach. Ostatnie zbiory, ostatnie zasiewy i ostatnie zabiegi ochronne na roślinach już wkrótce. Później pozostanie tylko posprzątać po całosezonowym zamieszaniu, zamknąć się w czterech ścianach i sprzedawać płody, które zebraliśmy w tym sezonie. Można powiedzieć, że widać już koniec prac polowych i zasłużony odpoczynek po ciężkich miesiącach.
Zanim jednak nadejdzie spokojny czas, trzeba zadbać o to by sezon został zakończony godnie i w jak najlepszym porządku. Zakończenie prac polowych ciągnie za sobą konieczność posprzątania swojego stanowiska pracy - jeśli się tego nie robiło na bieżąco. Najważniejszą rzeczą w naszym gospodarstwie zaraz po konserwacji maszyn jest sprzątanie obejścia i wywożenie opakowań po chemicznych środkach ochrony roślin. Nie mamy zazwyczaj czasu na to żeby pozbywać się ich na bieżąco więc składujemy je w sezonie w szczelnych workach specjalnie przeznaczonych do tego celu w miejscu pod tzw. "kluczem".
Dzięki Systemowi PSOR, o którym pisałam Wam w poście dotyczącym opakowań po środkach ochrony roślin - TU - bez problemu odnajdziemy miejsca w najbliższej okolicy, w których opakowania te możemy zdeponować. System ten dysponuje rejestrem, a dla ułatwienia życia zwykłym użytkownikom udostępnia nam ten rejestr w postaci wyszukiwarki - TU
Pisząc tego posta pofatygowałam się o kilka telefonów do punktów sprzedaży i zbioru opakowań. Niestety nie zawsze spotkałam się z reakcją, której oczekiwałam, czyli fachowego sprzedawcy przygotowanego na odbiór opakowań. Nie należy się tym zrażać. My sami, użytkownicy środków ochrony roślin, możemy wpłynąć na prawidłowe działanie systemu.

 Pierwszą i najważniejszą sprawą, którą usłyszałam, a która oczywiście jest bzdurą, jest konieczność posiadania faktury lub paragonu z dowodem zakupu w danym miejscu. Jak zostałam poinformowana na infolinii PSOR - kompletne nieporozumienie, gdyż wg. nowej ustawy o gospodarce odpadami z 2013 r. sklepy zgłoszone do Systemu PSOR mają bezwzględny obowiązek przyjmowania opakowań od ich użytkowników. Niezastosowanie się do obowiązku pociąga za sobą konsekwencje w postaci kar pieniężnych - nie ukrywam, że wyrecytowanie tej regułki ze strony PSORu zmieniało nastawienie sprzedawcy o 180 stopni.... 
 Oczywiście, nie zapominajmy o tym, że my/użytkownicy także mamy względem opakowań obowiązki. Muszą one posiadać odpowiednie oznakowania i być właściwie przygotowane (trzykrotnie wypłukane, bez resztek cieczy użytkowej) - wszystkie informacje o tym jakie to środki i jak przygotować opakowania do utylizacji znajdziecie na stronie Systemu Zbiórki Opakowań PSOR

Drugą ważną sprawą są niewykorzystane do końca środki ochrony roślin i ich utylizacja. Jeśli zdarzy się nam wymieniona sytuacja to na rynku działają firmy, które profesjonalnie zajmują się odbiorem takich opakowań. Są to tzw. usługi dodatkowe, poza Systemem PSOR, realizowane na indywidualne zlecenie. Co oznacza, że niestety na własny koszt utylizujemy niewykorzystane środki (dlatego też lepiej nie kupować środków na zapas).

Działkowcy, tak jak rolnicy mogą oddawać puste, wypłukane opakowania do punktów sprzedaży i nie muszą mieć do tego żadnych dokumentów potwierdzających zakup akurat w tym sklepie. Poza tym, mogą je zdeponować w Punktach Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych w swoich gminach. Wcześniej wymieniona Ustawa określa, że za odpady z działek odpowiedzialny jest Urząd Gminy, na której dana działka się znajduje, ale trzeba jeszcze dowiedzieć się lub doczytać w gminnych regulaminach czy nie ma jakiegoś specjalnego zapisu odnoszącego się akurat do tego typu odpadów.

Dzięki uprzejmości Pani z naszego ZUKu barczewskiego dowiedziałam się, że akurat „nasi” barczewscy działkowcy nie będą mieli z tym problemu i mogą oddawać odpowiednio przygotowane opakowania do barczewskiego PSZOKU. Ponadto rolnicy, którzy z jakichś powodów nie mogą dostarczyć opakowań do sklepu mogą te odpady tam także zdeponować.
Niemniej jednak to czy gminny PSZOK przyjmie opakowania po środkach ochrony roślin od rolników jest tylko i wyłącznie jego indywidualną sprawą, gdyż takiego obowiązku ustawowego nie ma. Dlatego też lepiej jest się uprzednio dowiedzieć np. telefonicznie czy akurat w naszej gminie istnieje taka możliwość.

Mam nadzieję, że nakreśliłam Wam dość jasno i czytelnie sposób postępowania z tymi odpadami. Jeśli jednak zdarzy się sytuacja, że będziecie mieli problem z pozbyciem się opakowań, w miejscu, które wpisane jest do Systemu PSOR możecie wykorzystać jako argument Ustawę i informacje zapisane na stronie Systemu. Dodatkowym wyjściem może być także infolinia Systemu, na której bez problemu zostanie Wam udzielona informacja co macie w takim przypadku zrobić.
Pozdrawiam PR



poniedziałek, 5 października 2015

Z życia wsi warmińskiej, czyli co w sadzie szumi?

Odkąd nasze dziecko oświadczyło, że kocha wszystkie zwierzęta - nawet muchy, komary i pająki - mamy kategoryczny zakaz wyganiania much z domu, nie mówiąc już o zabijaniu. Dwie nawet otrzymały piękne polskie imiona Karolinka i Paulinka i jak stan w domu się nie zgadza jest krzyk..... Dzięki temu moje 2 tygodnie temu umyte okna są brudne nie tylko z jednej ale i drugiej strony, a białego prania nie ustrzeże nawet suszenie w domu.... Wychowaliśmy sobie małego przyrodnika bez dwóch zdań.
Żeby nie było, że tylko pszczółki i kwiatki ją ciekawią pielęgnujemy także w niej pasję małego czytelnika. Kolejnym krokiem w tym kierunku było zapisanie się do biblioteki dla dzieci. Moje obawy znudzenia i niezainteresowania tematem zostały rozwiane wraz z ukazaniem się przyjemnej dla oka i małego ciałka biblioteki dziecięcej. Półki w kształcie zamku obrazki z księżniczkami, koń na biegunach i masa książek przemówiły nie tylko do mnie, ale również do niej. Do tego dodajmy wygadaną Panią i mamy pełen pakiet przyjemności.
Od jakiegoś czasu w naszym domu można potykać się dosłownie o zużyte chusteczki higieniczne. Powaliło najsilniejszego - czyli Pana Tatę. Widok niecodzienny - zdarza się góra raz w roku. Na szczęście wszystkie demotywatory i reklamy o rzekomo umierającym facecie okazały się kompletną bzdurą i A. pomimo tego, że warczy jak stary traktor, a z nosa ma fontannę udaje, że właściwie nic mu nie jest. Poszczęściło mi się - mam w domu twardziela :)!
Zauważyłam ostatnio u siebie syndrom weekendowego obżarstwa. Przez cały tydzień wystarcza mi 5 skromnych posiłków dziennie, a gdy nadchodzi weekend, a w kuchni rządzi ze mną Żuk,  zaczynamy weekendową nadprodukcję. Efektem zjedzenia wczoraj dwóch obiadów (u siebie i mamusi) i napchania się wiadrem gorących pączków był całonocny ból brzucha, a dziś rano odkryłam, że przez bolący brzuch można mieć zakwasy..... No ale jak to mówią, czego się nie robi dla własnego dziecka? Na następną sobotę zaplanowała już sobie babeczki.....
Wieś warmińska zaczyna szarzeć, coraz mniej owoców w sadach przypomina skutecznie o nadchodzącym zimnie. W polu została tylko nasza kapusta, której wróżę jeszcze jakąś dwutygodniową karierę. Później najcięższa praca w roku - agrofitness i zamykamy sezon, a z nim bramy wjazdowe na podwórko. Pozostanie tylko posprzątać warsztat pracy i zamknąć się w 4 ścianach - domu i przechowalni (nie ma to tamto, całkowite bezrobocie zimą nie panuje). Poza tym są jeszcze kury, jeden z powodów codziennego wyjścia z domu....
Choć nadciągają deficyty słońca i dokuczliwe zimno to w sumie się ciesze, bo wreszcie będę miała trochę więcej czasu na czytanie. Stos nowych książek piętrzy się na półce, a ja codziennie zerkam z utęsknieniem w tamtym kierunku. W sezonie niestety nie starcza mi czasu, a ostatnie czytanie książki w sezonie zakończyło się przeciągnięciem do 2 miesięcy. Dzięki temu jak doszłam do końca nie pamiętałam już za bardzo co było na jej początku. Nadrobię zimą, jak co roku!
 Oczywiście w planach mam również nadrobienie pisania, bo tematów w głowie kilka by się znalazło, jednak czasu na doszlifowanie ich jak na lekarstwo. No i zaległości czytelnicze na Waszych blogach - od tego chyba powinnam zacząć :) .
Jak widać na kilka jesienno - zimowych  miesięcy mam ambitny plan, który mam zamiar zrealizować. Tymczasem 6.21 pora zrobić Żukowi kakao :)
Pozdrawiam serdecznie PR