piątek, 4 września 2015

Z życia wsi warmińskiej, czyli co w trawie piszczy.

 Znikło mi się z internetów. Nie ogarniam rzeczywistości.....znaczy się właściwie rzeczywistość ogarniam, za to na ten świat wirtualny nie starcza mi czasu i siły. I tak oto nadal trwam w stanie zawieszenia, nazwanym przeze mnie jakiś czas temu blogerem widmo. Bardzo pomogło mi w tym zepsucie mojego telefonu, przez co musiałam przerzucić się na jakiś czas na wyrób telefonopodobny, który skutecznie utrudniał mi życie. Uprzedzę pytania, nie nie miał klawiszy. Podejrzewam, że kultowa nokia 3310 byłaby lepsza od bezmarkowego telefonu dotykowego. Na szczęście A. się zlitował i kupił mi nowy, a może wkurzył, że nie da się ze mną rozmawiać - nie wiem właściwie, niepotrzebne możecie sobie skreślić. Tak oto zostałam szczęśliwą posiadaczką telefonu, który mi się wymarzył. Zubożałam o połowę kontaktów, które stary telefon uznał za mało strategiczne, a budżet domowy uszczuplił się o parę złotych.... To pytanie też uprzedzę, nie, nie zrobiłam tego celowo, mój stary telefon był idealny w każdym calu i płakałam po nim jak po pierwszym psie!
Po miesiącu z chorobą, antybiotykiem i rekonwalescencji wczoraj wieczorem stwierdziłam, że pora wrócić do biegania. Jakież było moje zdziwienie gdy okazało się, że po siódmej, gdy A. wrócił do domu i mógł zająć się dzieckiem zrobiła się na dworze szarówka, wiem tylko ja. Chyba jesień mnie zaskoczyła z lekka. Jak już ustaliłam to wcześniej szarówka i egipskie ciemności nie są dobrą porą na bieganie, zwłaszcza na bocznych drogach, niezaopatrzonych w latarnie. Każdy krzak jest wtedy zboczonym wilkiem....czy jakoś tak i lepiej z taką wyobraźnią siedzieć w domu i czytać dziecku książki. Postanowiłam więc, że nastawię sobie budzik i wykonam tę czynność rano gdy towarzystwo me jeszcze drzemie.... Kolejny strzał w kolano, bo o 5 rano okazało się, że nadal jest ciemno. Zarejestrowawszy ten fakt jednym, na pół otwartym okiem postanowiłam jeszcze trochę pospać, a  mój powrót do biegania został przełożony na teoretycznie dzisiejsze popołudnie, a w rzeczywistości na czas nieokreślony, bo jak znam życie będzie coś ważniejszego.....
Pierwsze dni września uciekły niezauważone jak cały rok dotychczas i tylko kartki zmieniające się w kalendarzu przypominają o tym, że czas płynie. Monotonna praca i robienie w kółko tego samego sprawia, że momentami gubimy się w tej swojej prywatnej czasoprzestrzeni..... Za to dziecko wydaje się być jakieś szczęśliwsze. Wydała rozkaz pakowania do przedszkola pod koniec sierpnia, po czym 1 września poszła jak do siebie nie oglądając się na nikogo i na nic. Choć trochę mi smutno, bo cicho się zrobiło i obiad daje się w spokoju zjeść, to jestem z niej bardzo dumna, że tak sobie radzi i szczęśliwa, że nie mamy dramatu połączonego z depresją, bo tego raczej bym nie zdzierżyła psychicznie.  Jej pozytywne nastawienie sprawiło, że pracując nie zerkam co 10 minut na telefon z myślą czy przypadkiem nie dzwonili, bo ona chce do domu.....Taaa przyznaję się bez bicia, takie napady też miałam w zeszłym roku, choć bardzo bezpodstawne!
 Reasumując - jeszcze 2 miesiące i będę Was znów męczyć moją osobą w internecie! Tymczasem pojawiam się i znikam, od czasu do czasu wrzucając kilka nieskładnych przemyśleń. 
Pozdrawiam PR


12 komentarzy:

  1. Z tymi wieczorami to przykre....jeszcze niedawno mogłam sie o 20-tej na kijki umawiać, a teraz......masakra jakaś! I w dodatku szybciej spać się chce :( z telefonem miałam podobnie więc doskonale cię rozumiem! MYślę, że Twój mąż jednocześnie się zlitował i wkurzył - jak mój ;) Buziaki!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę że z tym moim mężem możesz mieć rację.....a co do wieczorów, ja lubię te ciemne długie wieczory, ale to że jestem nienormalna ustaliliśmy już dawno ;)

      Usuń
  2. Ech niestety szaro się robi i dni krótsze,ale powiem szczerze, że jak mam do wyboru upały i ponad 30st to już wolę tak jak jest teraz. Co do przedszkola to my w tym roku debiutujemy i paszczę ze zdziwienia otwieram, że mój synuś co to najchętniej siedziałby non stop u matki pod spódnicą, dzielnie poszedł do przedszkola i też nie było histerii i tym podobnych akcji, A dziś zaśpiewał mi piosenkę, której się nauczył. Prawie się poryczałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uwielbiam gdy Żuk śpiewa mi piosenki! ja też wolę chłodek, w upale nie funkcjonuje :/

      Usuń
  3. Znam ten stan. :) Ja również ostatnio wciąż jestem myślami gdzieś daleko, nie mogę się ogarnąć, ale powoli budzę się z letniego letargu... I wiesz, cieszę się na ten nowy czas. Bardzo się cieszę... Ściskam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. letni letarg to dobre określenie, uwielbiam jesień i przebieram nogami na samą myśl że stoi już u bram!

      Usuń
  4. "Zboczony wilk" buachachacha padłam prawie :-) Ja jak kiedyś - w zamierzchłych czasach - biegałam, zawsze najchętniej wybierałam porę nocną, bo nikt się na mnie wtedy nie lampił jak na głupa. Teraz to normalne, że ludzie biegają, czy chodzą z kijkami nawet na wsi, ale jeszcze parę lat temu było się uznawanym za człowieka niespełna rozumu. No ale ja się wilków nie bałam ani tym bardziej ludzi (jak większość dziewczyn lejących się systematycznie z chłopakami na macie). Pamiętam, jak kilka babek (w tym ja i moja matka chrzestna) się zorganizowało i ćwiczyłyśmy wspólnie aerobik na sali gimnastycznej w szkole. Oczywiście wieczorami, a na sali - jak to na salach - nie było zasłon ani innych takich i można było z zewnątrz popatrzeć, co się dzieje... No i już drugiego dnia wszystkie babcie Józie i Marysie uznały, że trzeba się pomodlić za te opętane niewątpliwie przez diabła baby, bo kto to widział tak skakać jak jakie wiedźmy na sabacie, machać łapami i inne chore harce wyczyniać... To były czasy :-) Ja też mam od wczoraj nowy telefon, też kupiony przez męża (choć mamy wspólne konto haha). Dotąd korzystałam właśnie z nokii. Trochę nowszej niż 3310, ale też z klawiszami. Miałam też starego smarkfona, którego używałam jako nawigacji i słownika nl-pol, bo dzwoniene miał zepsute, ale Młody ostatnio nim walnął o glebę, no i dziura się w szybie zrobiła, choć skubany chińczyk nadal działał bo wyświetlacza nie uszkodziło :-) Byłam przeciwna kupowaniu smartfona, bo nie ma już takich, które się mieszczą do babskiej kieszeni, ale jak się okazało, że na mój stary grat nie mogę kupić biletu na autobus - się poddałam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja byłam przeciwna smrtfonom przez długi czas, ale ten który mi się spodobał mieści się idealnie i idealnie komponuje się z kobietą, kobiecy to dobre określenie. A co do ćwiczenia w małych wioskach - to zawsze wzbudza ciekawość, może nawet zazdrość czasami - dobrze jest mieć dystans i olać :) pozdrawiam!

      Usuń
  5. Ciekawa jestem swoich akcji jak Młoda pójdzie do przedszkola :) Zboczony wilk wymiata <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a jakoś tak - skrót myślowy, ale Wy wiecie o co chodzi przecież ;) a co do Twjej Młodej - to Ona pewnie pójdzie jak moja (czyt. jak cygańskie dziecko) a Ty będziesz przeżywać jak ja, na bank!

      Usuń
  6. U mnie podobnie z blogowaniem, chyba zmęczenie materiału mnie dopadło.

    Przedszkole zaczynamy za tydzień i aż się boję, co to będzie :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sabinko! Co rok to lepiej i tego się trzymajmy! U mnie główne brak czasu, ale mam nadzieję że za 2 m-ce będę go mieć więcej. Pozdrawiam!

      Usuń

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)