piątek, 25 września 2015

Dziecięce mózgotrzepy

Moje dziecko nie ma wszystkiego, bo i wszystkiego chyba mieć się nie da. Właściwie to ona nie ma nawet połowy, ba! jednej trzeciej wszystkiego..... Ma nieodstającą od innych dzieci ilość rzeczy bardziej i mniej potrzebnych do zajęcia jej wolnego czasu. 
W sumie patrząc z perspektywy kochających rodziców, dachu nad głową i pełnego brzucha to tak przyznam rację temu kto zwrócił mi uwagę - MA WSZYSTKO. Tyle, że nie o to się rozchodziło. 
Do niedawna bajki w naszym domu były, ale sporadycznie. Czasem częściej, czasami wcale. Od kiedy jestem na pełen etat w pracy razem z mężem, a pełen etat w naszym przypadku oznacza dostępność 24/dobę, nie ukrywam, że mam coraz mniej czasu dla Niej. A Żuk jak to każde dziecko drogą dedukcji doszła do tego, że im mniej czasu mają rodzice tym większa szansa na pielęgnowanie miłości do bajek. Skutecznie przekonuje dziadków, że ona MUSI akurat TĘ bajkę obejrzeć, ponieważ oglądała ją w tym tygodniu tylko 5 razy i na pewno coś jej umknęło. Dziadki natomiast to tylko dziadki - konsekwencji rodziców u nich brak, myślę że zanika wprost proporcjonalnie do ilości nabytych wnucząt :) Tak więc kreskókowa miłość ma się bardzo dobrze i przeżywa swoisty rozkwit z nadejściem jesiennych prac polowych. 
Nie żeby mi to jakoś specjalnie przeszkadzało, dopóki nie utożsamia się z jedną z ulubionych postaci z bajek, nie próbuje skakać z okna czy wspinać się po ścianach i nie ryczy jak dinozaur jestem w stanie przeżyć jeszcze te 1,5 miesiąca fascynacji telewizją, a później mam nadzieję, że skutecznie tę fascynację skieruję z powrotem w kierunku jedynym i właściwym czyli w stronę książek, które tak na prawdę nigdy w odstawkę nie poszły.
Trochę za dużo tego wstępu, ale w dobrym tonie jest się czasami wytłumaczyć. 
Do niedawna gdy tej telewizji było u nas jak na lekarstwo Żuk zapytana, co by chciała dostać na jakąś okazję odpowiadała, że nic.... albo banana....... albo jabłko..... Nie miała marzeń, takich dziecięcych, o ryczących zabawkach, latających pod sufitem i błyskających jak dyskoteka. Wchodząc do sklepu nie czuła potrzeby wykupowania połowy działu z zabawkami po to żeby mieć. Jakoś tak udawało nam się obyć bez "chcę to...i to..... i tamto". 
Wraz ze wzrostem intensywności oglądania telewizji, co niestety nierozerwalnie wiąże się również z oglądaniem mózgotrzepnych reklam moje dziecko odkryło w sobie nowe ja. Takie ja z marzeniami i potrzebami. Pranie mózgu w postaci najlepszej zabawy na świecie akurat tą zabawką, która nosi nazwę "MUSISZ TO MIEĆ".
I teraz tak sobie myślę, że już wiem dlaczego do niedawna telewizja była ostatecznością, a bajki wolałam włączyć na odtwarzaczu, którego obsługi dziadki niestety nie pojmują.... Co z tego, że moje dziecko ma marzenia, wolałam jednak być wyrodną matką z dzieckiem bez marzeń.....
PR

37 komentarzy:

  1. Moja córka zapytana co chce na urodziny, które juz za tydzień odpowiedziała, że nic nie potrzebuje, że chciałaby żebym mogła urodzic dzidziusia..... Generalnie masz rację, TV robi wodę z mózgu dziecka, ale powiem ci , że gorsze jest chwalenie się innych dzieci!!! To dopiero kosmos, a uodpornienie dziecka na zaczepki w stylu " no jak to? ty tego nie masz?" i tym podobne to chyba gorsze niz orka na ugorze :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooo widzisz.. to moje bąki na urodziny i różne inne okazje proszą zawsze o mój czas :( aż mnie serducho kuje zawsze, bo przecież to nie powinien być prezent, tylko codzienność :(

      Usuń
    2. jeszcze nie jesteśmy na etapie "jak to nie masz tego?" myślę że to domena starszaków i szkolniaków (że się tak wyrażę) i przeraża mnie to. A co do wolnego czasu - też mi przykro jak Żuk siedzi i wszystkim opowiada że nie może doczekać się zimy bo tata będzie w domu i rodzice będą mieli więcej czasu dla niej....

      Usuń
  2. Niestety, reklamy mają ogromny wpływ na dziecko.
    Moja ogląda "tylko' YouTube i tylko po angielsku. A tam pokazują wiele zabawek, które by chciała ale których u nas nie ma. Na szczęście i tak największą radość sprawia jej czas z nami :) Widzę, że woli iść na spacer, a jak ostatnio robiłam przegląd zabawek to stwierdzam, że ma ich bardzo mało o.0.
    Więc niech sobie ogląda czasem (oczywiście, nie wszystko jak leci).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeśli jesteśmy w domu a Ona chce obejrzeć bajkę to zazwyczaj ogląda na odtwarzaczu gdyż ma całe mnóstwo płyt ale dziadki są technikooporni niestety :/

      Usuń
  3. My nie mamy telewizji w domu. Jak coś oglądamy to tylko przez internet. Nie patrzyłam na to z tej perspektywy co opisałaś, ale cieszę się teraz, że ominą nas te wszystkie reklamy. Sama nie pamiętam kiedy w ogóle sama jakąś widziałam. No i można samemu wybierać jakie bajki ogląda dziecko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czasami też wolałabym nie mieć telewizora, właściwie nie wiem po co myśmy go właściwie kupili skoro i tak prawie go nie oglądamy. Jak jesteśmy w domu to Żuk ogląda zazwyczaj na odtwarzaczu, a w TV puszczają jej dziadkowie.

      Usuń
  4. A Syn na Szczycie często ryczy jak dinozaur i nawet udaje, że się transformuje jak transformersy;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w sumie z tych rzeczy które wymieniłam jestem w stanie znieść ryczenie dinozaura, ale łażenie po ścianach i skakanie z okien to za dużo jak na moje nerwy.....:)

      Usuń
  5. Zaobserwowalam to samo. Bajki jak bajki, ale te NACHALNE reklamy.... Mała wprawdzie nie ogląda zbyt dużo tv, jednakże reklamy gdzieś tam się przewijają. I tak moje dziecko zapalalo miłością do lalek Equestia Girl czy jak je tam zwą. I zrobiliśmy eksperyment. Lalkę kupiliśmy. Po jednym (!!!) Dniu lalka została rzucona w kąt. Więc teraz w przypadku wyrażania chęci posiadania kolejnych magicznych zabawek moje dziecko tlumaczy samo sobie "fajna ta .... ale pewnie osukana bo w leklamie tancy i spiewa a w domu nie". Ot, magia reklamy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. straszne są te lalki, łącznie z monsterami i tymi trzecim i ever coś tam (to jeszcze nie nasz etap). Wielokrotnie nacięliśmy sie na to samo i sprzedawaliśmy później zabawki taniej niż kupiliśmy tylko po to by sie ich pozbyć. Teraz jesteśmy już mądrzejsi - każemy jej pisać list do Mikołaja ...

      Usuń
  6. Gdy widzę reklamy, od razu przełączam na inny kanał. Nie cierpię ich, a z tego, co zauważyłam, to teraz programy są przerywnikami dla reklam. Kiedyś było odwrotnie :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, mam podobne odczucia. Wydaje mi sie że programy są tylko przerywnikiem reklam, a do tego te nagminne lokowanie produktu (za przeproszeniem rzygać się chce)

      Usuń
    2. za to też kocham Belgię - na kanałach dla dzieci jest bardzo mało reklam. Będąc rok temu u siostry w Polsce normalnie doznałam szoku, gdy włączyła Disney Junior, bo u nas czasem ( rzadko!) pojawia się reklama jakiejś zabawki, gry albo parku rozrywki (jeden, góra dwa produkty!), a w Polsce na tym samym kanale podpaski, szampony, środki na biegunkę i to kilkanaście, -dziesiąt? rzeczy na jednym bloku reklamowym, i co jedna bajka, to znowu reklamy - jesssu. Do tego belgijski DisnJr i wiele innych kanałów dziecięcych o 19tej idą spać, a w PL całą noc są bajki - dziwne to. U nas w domu bajki są często, sama uwielbiam oglądać (zawsze lubiłam), z bajek ekstra się uczy języka (proste dialogi), w sumie w tym celu założyliśmy tutejszą tv, by Młode oglądały i się uczyły. Przed wyjściem do szkoły zawsze włączam tv, wtedy gównażeria mi nie przeszkadza, znaczy nie bija się, nie kłócą, tylko siedzą i patrzą w tv, a jak zaczyna się Dora, znaczy, że juz ósma i pora wyruszać do szkoły - lepsze niż budzik haha). Dzięki Dorze, wiem też, że mój Młody już coraz więcej rozumie - od jakiegoś czasu odpowiada na pytania prawidłowo, a czasem nawet się z bohaterami kłóci po niderlandzku albo na nich krzyczy hehe. A życzenia zabawkowe on ma jak tylko znajdzie się z tatą w sklepie, bo ten mu wszystko kupuje. Ostatnio, stojąc z drugiej strony regału sklepowego, usłyszałam głos taty: "tego drugiego autka już nie kupimy, bo i tak mama będzie zła"... bowiem tata systematycznie dostaje ochrzan, ale to nie przynosi wielkich efektów niestety. Nasz Młody też wszystkiego nie ma, ale to kwestia czasu... tak myślę ;-). Nie uważam, by mu to w jakiś sposób zaszkodziło, ale też spokojnie mógłby się obejść - choć fakt, raczej bawi się tym wszystkim, co każe sobie kupić (głównie to wozy strażackie, policyjne i pogotowie, bo "kiedyś będzie stjazakiem"). Telewizję oglądają też maluchy w szkole, głównie na świetlicy i czasem z okazji urodzin, bo solenizant może przynieść swoją ulubioną płytę. Poza tym, gdy Młody wraca do domu po tych prawie 8 godzinach z przedszkola, to jest zmęczony zabawą z dziećmi, ganianiem po podwórku (w Belgii każdego dnia bez wzgl na pogodę) i zaraz po zjedzeniu czegoś, siada na godzinę przed komputerem i ogląda bajki - dla mnie bomba, bo nie plącze mi się po kuchni i nie chce we wszystkim "pomagac". Przed spaniem też zwykle ogląda coś z tatą. Tatuś, który w dzieciństwie nie oglądał bajek, teraz nadrabia zaległości. Jak się poznaliśmy uważał, że prawdziwi faceci nie oglądają bajek, a dziś zachwyca się Królem Lwem, cytuje śmieszne teksty z Wesołej Farmy, śpiewa piosenki z Psiego Patrolu i udaję Świnkę Pepę i to jest piękne :-)

      Usuń
    3. my z A. również lubimy sobie pooglądać bajki. Żuk ma czas w ciągu dnia 2 bajki rano i wieczorynka godzinna i staramy się tego trzymać. Nie zawsze wychodzi, ale zasady są po to żeby je łamać (ponoć :)) Przyznam się szczerze że rano lecą starzy dobrzy sąsiedzi, których sami oglądamy z otwartą uśmiechniętą buzią. Ale faktycznie Żuk też miewa takie dni zmęczenia. Wraca po przedszkolu i nie ma siły i ochoty na nic - i co mam jej rozkazywać że ma iść i się bawić? Jak mam czas to wspólnie czytamy, jak nie mam to dostaje kocyk, ciepłą herbatkę i bajkę na odtwarzaczu i odpoczywa.

      Usuń
  7. ..reklamy są okropne.. a dzieci chłoną informację jak gąbka.. p.s. ja też nie rozumiem szału na te lalki Monster coś tam ;) przecież one są makabryczne!

    Pozdrawiam i udanego weekendu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. te lalki są tragiczne i nie mam pojęcia jak może się coś takiego podobać! Tobie również miłego!

      Usuń
    2. W Belgii te lalki to już obciach, ale to kwestia gustu. Ja oglądałam z dziewczynami czasem tą bajkę w Polsce i bardzo mi się podobała. To była wręcz idealna bajka dla mojej Tereski, która już w wieku 3 lat wybierała zawsze czarne stroje, która uważała, że od butów w serduszka i kucyków na ścianie można mieć koszmary, najładniejsze zawsze były te rzeczy w czachy lub pająki (to ma po matce). Lalki monster high były jej marzeniem, ale wtedy nie było nas stać. Dziś Młoda nadal preferuje czarny kolor i trupie czachy, ale też uwielbia swoją rozwijającą się kobiecość i swoje baletki, a w Monster High ma dywanik pod łóżkiem :-)

      Usuń
    3. wiesz ja to nawet nie wiedziałam że jest bajka, myślałam że to tylko seria lalek....i choć bardzo lubię kolor czarny, to jednak zdania na temat tych lalek nie zmienię. Nie podobają mi się.;..

      Usuń
    4. Bajka jest o życiu szkolnym potworniastej młodzieży (to nie jest ckliwa bajeczka dla małych dziewczynek - jak mówi moja Młoda - raczej dla starszych panienek) - pierwsze główne bohaterki to wampirzyca Drakulaura, Frankie Stein (żeńska forma frankensteina) oraz wilkołaczka Clawdeen Wolf, które są potwornie piękne, czyli laski z wampirzymi zębami, poskręcane na śrubki, z wilczymi uszami, płonącymi włosami i tp, wiec lalki nie mogą przypominać słodkich aniołków :-) Ja tam spidermena, pokemona czy jakiegoś transformersa tez nie uważam za ładne zabawki, ale sporo dzieci chce je mieć, a filmy też niczego sobie :-) Mój Młody za to w pewnym momencie chciał mieć "lalkę dupsi dupsi", co mnie lekko zaniepokoiło, na szczęście się okazało, że chodzi o Lalaloopsy hehe :D

      Usuń
    5. dupsi dupsi :) ale się uśmiałam!

      Usuń
  8. Przyznaję rację, że reklamy ogłupiają dzieci. Jednak jak nie reklamy teraz, to później koledzy i koleżanki w szkole będą naszym dzieciom opowiadać o cud zabawkach, które oni mają i polecają innym dzieciom. Moi synowie często przychodzą ze szkoły z tekstem: mamo! a wiesz, że ten kolega ma w domu taką lub taką zabawkę! Tez chciałbym ją mieć! Jak będziesz miała więcej pieniążków to mi ją kupisz?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na szczęście nasze czterolatki jeszcze nie sa na tym etapie, a może to wina/albo zaleta wiejskiego przedszkola w którym brakuje przepychu i bogactw?

      Usuń
    2. To ja mieszkałam w zupełnie innej wsi (potem miasteczku, gdzie był podobny problem) - tam dopiero się niektórym bachorom w doopach przewracało, a najgorsze, że zawsze te bogate gnojki wszystko przynosiły do szkoły, żeby się pochwalić, a potem był płacz, latanie po dyrektorach, wzywanie rodziców, bo jednej czy drugiej pindzi zginął telefon, czy lalka za 2 stówy i wielka afera. Jednak w kwestii tego, że muszę to mieć, bo Iksiński ma, czy w reklamie pokazywali, to nie jest przypadłość li tylko dziecięca, ale także, a może przede wszystkim, dorosłych. Ile sami kupujemy niepotrzebnych rzeczy pod wpływem reklamy albo dlatego, że wszyscy już mają...? :-)

      Usuń
    3. zawsze powtarzam ze przykład idzie z góry, trafne spostrzeżenie moja droga :)

      Usuń
  9. Wiesz, Anna Maria Jopek jest jedną z tych osób, które świadomie nie maja w domu telewizora, ani nawet radia. Unika też korzystania z komputera. Pojawia się pytanie,: "To co ona robi?" Otóż spędza czas z innymi ludźmi, rozmawia śmieje się, wygłupia, śpiewa... po prostu jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z tego co wiem nie jest jedyną celebrytką która preferuje tego typu życie. Nie neguję i nie popieram. Wszystko jest dla ludzi....tak jak głosiła moja Pani z toksykologii "wszystko jest trucizną i nic nią nie jest, wszystko zależy od dawki". Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Celebryci jak już się nie mają czym pochwalić i zabłysnąć, to się chwalą tym, czego nie mają hahaha. Ja nawet za bardzo nie wiem, kto to jest ta Jopek... Może dlatego, ze sama nie miałam telewizora 7 lat i nie czułam potrzeby posiadania takowego, ale komputer miałam zawsze. Dziś mamy kilka telewizorów, komputerów, tabletów i różnych innych wynalazków, z których nałogowo korzystamy, ale jakoś mi to wcale nie przeszkadza w wspólnym rodzinnym wygłupianiu, śpiewaniu, zwiedzaniu, chodzeniu do kina, restauracji, spotykaniu się z ludźmi, poznawaniu nowych ludzi, a jeszcze przy tym do roboty chodzę, gotuję, sprzątam, piorę, prasuję, uczę się, zajmuję się dziećmi. Ba, posiadanie komputera wręcz mi to wszystko ułatwia. Bez internetu i komputera nie mogła bym nawet normalnie funkcjonować, bo dziś większość rzeczy załatwiam przez internet - otrzymuje faktury, płacę rachunki, umawiam się na spotkania, poznaję ludzi, robię zakupy, sprawdzam rozkłady jazdy, kupuje bilety, szukam restauracji, parkingów, muzeów, lekarzy, sklepów, kontaktuje się ze szkołami swoich dzieci, rozmawiam z najbliższymi i dalszymi znajomymi, których mam po całym świecie - do rodziców i rodzeństwa mam 1500km, od niektórych znajomych dzieli mnie ocean, a w sieci możemy zawsze pogadać, popisać, wymienić fotki. Doprawdy, nieposiadanie telewizji, w której nie ma nic ciekawego jest okropne :-)

      Usuń
    3. dla mnie akurat celebryci niesą żadnym wyznacznikiem, powiem w sekrecie że ich nie znoszę, gwiazdek i gwiazdeczek różnego pokroju o których jak tylko PL usłyszy (już nie nawet świat) robią się prości jakby kij od szczoty połknęli, albo sobie go gdzieś wsadzili. Pół rodziny mam za granicą i nie wyobrażam sobie nie posiadać komputera, nie mam czasu i tylu pieniędzy żeby latać to tu to tam, a wiadomo niepielęgnowane więzi same zanikają. A poza tym czy Życie na wsi zabitej dechami, tak blisko cywilizacji a zarazem tak daleko wszędzie byłoby miłe bez internetu? nie sądzę. A już na pewno nie proste gdyż 80% zakupów robimy właśnie tą drogą.

      Usuń
    4. po przemyśleniu muszę zauważyć... że o ile nam zwykłym człowiekom takie rzeczy jak komputer i internet są potrzebne jak rybie woda, tak celebrycie na co?!!! skoro ma armię ludzi, którzy płacą mu rachunki, wypełniają PITy, umawiają spotkania z doktorami, szkołami, kupują bilety, częstokroć też gotują, sprzątają, robią zakupy, bawią dzieci, wyprowadzają psa, robią makijaż, czeszą... Ja tam wolę sama to wszystko robić (prawie wszystko), ale też nie lubię celebrytów - właśnie dlatego, że często pouczają innych jak żyć, dają siebie za przykład, piszą nawet poradniki, gdy de facto o prawdziwym życiu nie mają zielonego pojęcia :-)

      Usuń
    5. ja również nie lubię ludzi którzy mówią mi jak mam żyć!

      Usuń
  10. niestety reklamowane zabawki to pic na wodę. Cena z kosmosu, a jakoś do ... (wiecie czego)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. są firmy które proponują zabawki jakości bardzo dobrej, później rodzice sprzedają te zabawki i tak wychowują kilka pokoleń dzieci. Ale nie oszukujmy się że płacimy głównie za te reklamy które mamią nasze dzieci.

      Usuń
  11. Moja Młoda jak jej się bajka spodoba koniecznie musi mieć książkę o tej tematyce:) Część posiadamy resztę wypożyczamy. Póki co nie ma akcji, że coś koniecznie musi mieć...chociaż nie ostatnio zażyczyła sobie brata Peppy. Tak go tuliła, że nie mogłam nie kupić tym bardziej, że była to pierwsza sytuacja kiedy ona coś chciała. Zawsze to ja proponowałam, że coś kupimy to kazała mi odkładać na miejsce:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żuk weszła przedwczoraj do smyka, powiedziała "o tę chcę na urodziny, możemy już iść". Nawet nie wiesz jaka byłam z niej dumna! Też często prosi o książki z bohaterami z bajek. :)

      Usuń
  12. patrząc z perspektywy mamy pracującej na pełen etat , niestety.. czasem i my za często korzystamy ze szklanego ekranu, bo i obiad trzeba na szybko ugotowac, i posprzatac... a nie zawsze dziecko jest chetne na zabawę, więc posługujemy się tv. Ale staram się jak mogę aby było takiej rozrywki jak najmniej bo widzę, jak inaczej się rozwija bez tv, jak rośnie pomysłowośc ta pozytywna i pomysły na różne formy spędzania czasu poprzez fajną zabawę i czasem nudzenie sie , takie po prostu, bo i ono jest bardzo potrzebne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żuk ma harmonogram, bajki ogląda 2 rano i wieczorynkę. Jeśli udaje mi się być z nią w domu zazwyczaj nie mamy problemów w egzekwowaniu warunkó umowy. Jednak są takie dni że człowiekowi się nie chce, dzieciom również. Wraca zmęczona po przedszkolu i jedyne na co ma ochotę to zaszyć się z bajką pod kocem we własnym łóżku....nie rozkażę jej przecież że ma iść i się bawić.a dziadki....dziadki rządzą się własnymi prawami, najważniejsze że w kółko słyszą że ich kocha :)

      Usuń

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)