środa, 5 sierpnia 2015

Z życia wsi warmińskiej

Po obejrzeniu odcinka było sobie życie o zębach doszłam do wniosku, że chyba i mnie zaczynają one boleć pomimo regularnego odwiedzania dentysty i regularnego szczotkowania. Często słyszę opinię, że Bracia Grimm są drastyczni i brutalni ale powiem Wam jedno - jest to bajka, która idealnie odstraszy od słodyczy nie tylko dzieci..... TAKA edukacyjna...
Pogoda skutecznie stawia na swoim i powiedzenie "od Anki zimne wieczory i poranki" od tego roku proponuję zmienić na "do Anki...". Niestety zimny lipiec spowodował przestój i  przesunięcie się żniw i choć pola się złocą to ziarno nadal jest za mokre żeby je zbierać. Ziemniaki i kapusta też miały za sucho do tej pory żeby rosnąć, więc siedzimy jak te dwie pały i czekamy na Bóg jeden wie co.... Praca się piętrzy, a my nie możemy nawet jej porządnie zacząć, nie mówiąc już o jakimkolwiek końcu..... Końca nie widać - to jedno jest pewne.
Dziecko Nasze zaczęło od jakiegoś czasu nadawać na falach, których nawet w chinach nie ściągają, bo i tak by jej nie zrozumieli. Mówi w języku tylko sobie zrozumiałym, dodam że idzie jej to bardzo dobrze i nawet recytuje nam w tym języku wiersze i śpiewa piosenki.... No cóż takie to kreatywne ćwiczenie języka.
Codziennie rano Żuk wraz z babcią stosują krioterapię biegając na boso i w pidżamie (to tylko Żuk) po rosie (od razu uprzedzam, to że babcia nie robi tego w pidżamie nie oznacza, że robi to nago....babcia jest ubrana!). Myślę, że rozwiązania tej terapii są dwa - będzie gil lub go nie będzie. 
Po ostatnim poście, w którym pisałam, że jak czarownica zaklinam każdy katar i przeczytaniu kilku komentarzy doszłam do wniosku, że za dużo rzeczy wkładam sobie do głowy i za bardzo się przejmuję więc zmieniam taktykę na "katar to nie choroba, a jak w chorobę się przeistoczy to ją po prostu wyleczymy". Niech dzieciak ma coś z życia i dalej bawi się dobrze skoro to lubi.... Dodam tylko, że pozwalam jej również na bieganie całymi dniami bez butów, taplanie się w brei, którą zrobiła deszczownia na drodze przy polu i konsumpcję zakazanych do niedawna lodów.... ( co prawda w ilości 1 (czyt. jeden) dziennie, ale zawsze to coś). Kaszel leczony i nieleczony i tak ma nadal więc już go nie dostanie skoro go i tak ma. Taki wywrót matka zaliczyła....
Żeby nie było, że jestem taką totalną patomatką moje chodzenie z dzieckiem do lekarza od stycznia do ponad tydzień temu uwieńczyliśmy samodzielną diagnostyką. Skoro nasza służba zdrowia woli wlewać coraz to nowe leki w małego pacjenta nie kierując przy tym na żadne badania, pieniądze przeznaczane na kolejne syropki "może pomoże"  wolę wydać na diagnostykę. Nie wiem czy wybrnęłam z patologii, ale na pewno wpędziłam siebie w kozi róg nazywany nadgorliwością... Nieważne!
Z nowości wsi warmińskiej dodam jeszcze, że patrząc na ilość przetworów, które robi w tym roku babcia (czyt. teściowa ma) przypuszczam, że nadciąga wojna lub jakiś straszliwy kataklizm z wielkim głodem w tle.... Jedno jest pewne zapas w piwnicy mamy na najbliższe dziesięciolecie, a do końca sezonu słoikowego jeszcze duuuuuuużo czasu... Nie żebym jakimś nierobem była ja tam swoje 100 słoików wiśni i czereśni, oraz 20 ogórków też dostawiłam.... Mąż nazbierał więc przerobić trzeba było! A może by tak sklep otworzyć?
Reasumując korzystajcie z lata póki jeszcze nie postanowiło od nas odejść, szykujcie zapasy na zimę, bo może zasypie nas śniegiem i wyjechać z domów nie będzie można (phi, wyborny żart milady) i dajcie dzieciom trochę luzu, odrobina błota jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
Pozdrawiam PR


22 komentarze:

  1. Moje stwory wczoraj jak wróciły z placu zabaw to nadawały się wyłącznie pod prysznic gdzie po kąpaniu została po nich kupa piachu :)
    A tak odbiegając od tematu, wybieram się tam jutro na tą waszą Warmię i proszę mi tam ładną pogodę trzymać :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że uściśliłaś z tymi ubraniami, bo moja wyobraźnia już widziała bosą babunię w koszulinie nocnej oraz dziecię niebogie w piżamce trzymające misia w łapince małej, jak idą w tej mokrej trawie i mgle (bo mgła być musi w takiej sytuacji) :-) Ale tu by to nikogo nie zdziwiło, bo mnie też już nie dziwi, jak widzę rano babcie (i nie tylko babcie) w koszulach nocnych i kapciach gadające przy drodze, bo akurat wyszły po gazetę naraz we dwie... A wzmianka o słoikach uświadamia mi, że mi tego brakuje - tego zbierania, smażenia, upychania w słoikach.... a na dodatek w Belgii nie ma ogórków gruntowych, (oni to dziwni jednak są), bo kiszonych tym bardziej nie ma (pomijając polskie sklepy)... Jak nie uda mi się dogadać w sprawie działki do wiosny, to sama chyba skisnę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. te słoiki i masową nadprodukcję to mamy chyba w genach, z mlekiem matki wysysamy i później już po prostu inaczej nie umiemy. choć mieszkam w PL mam ten komfort że żaden sąsiad mi przez płot nie zagląda więc i ja mogę sobie pobiegać w pidżamie po podwórku o poranku i nikogo to nie zdziwi ;)

      Usuń
  3. Zdrowia :)
    Moja tam lody pożera i żyje, w pełni zdrowa. Ja za to od dzieciństwa mam kiepską odporność i wszystko łapię :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i bardzo dobrze że zdrowa! OBY TAK DALEJ!

      Usuń
  4. Nie od wczoraj wiadomo, że zahartować się trzeba, więc szczerze wierzę, że jednak gila nie będzie i to całkiem niedługo :)
    A błoto... rany... mnie mama czasem puszczała na podwórko w samych majtach, bo było wiadomo, że zaraz w kałuży będę siedzieć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w sumie jak sobie próbuję przypomnieć to też mi się wydaje że zawsze fascynowało mnie błoto....i mokra glina z której lepiłam różne figurki ;)

      Usuń
  5. Dobrze, że dałaś Żukowi trochę luzu. Ja ze swoją pierworodną też tak miałam- ciągle katar, kaszelek. Do przedszkola jak poszła to każdego miesiąca przez tydzień była chora. Wyrosła z tego po prostu ;)
    A przetwory trzeba robić- no bo jak jest z czego to nie może się zmarnować. Moja mama tak ma- piwnica pełna ale jeszcze tu śliweczka, tam patisonek i dopycha już sterty na podłodze bo półki ledwo się ścian trzymają :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę że ten luz wszystkim na dobre wyjdzie - łącznie ze mną. A co do słoików - my w tym roku już też podłogę zastawiłyśmy bo półek czegoś się mało zrobiło nagle ;)

      Usuń
  6. Ja tego luzu nie umiem z siebie wydobyć. Teraz co prawda Gaja nie choruje, bo lato, ale kiedy nadchodzi zima, to wiadomo, jak jest. A ja się stresuję, choć też powinnam wyluzować i na bank muszę się tego nauczyć. Inaczej zwiariuję :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o właśnie i to jest pierwszy krok do tego żeby wyluzować, uświadomiłaś sobie że jak tego nie zrobisz to Ci się klepki poprzestawiają. Ja też od tego zaczęłam!

      Usuń
  7. Witaj, trafiłam tu przypadkiem. Marzę o mieszkaniu na wsi. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. witaj serdecznie - miło Cię tu widzieć. Rozgość się i pokorzystaj trochę z mojej namiastki wsi, dopóki nie będziesz mieć swojej :) pozdrawiam!

      Usuń
  8. No to się usmiałam :) Na Ciebie kochana zawsze mozna liczyć!! Nie było mnie kilka dni, ale Twój blog jest jednym z tych, za który autentycznie tęskniłam :) Tez ostatnio stwierdziłam, że katar to jeszcze nie choroba! Chrzanić go! Co do słoiczków z czeresniami czy cuś.....rety, chciałbym miec swoje półeczki tak zaopatrzonne...wiem, że pracy cię to kosztowało, ale jednak - co swoje to swoje! Jaki zimą placuszek z tego będzie.....mniam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nawet nie wiesz jak miło mi czytać takie słowa! Cieszę się że lubisz tu zaglądać! a co do przetworów - właśnie ta wizja nadchodzącej zimy popchnęła mnie to takich poczynań. Jakoś tak czuję się bezpieczniej wiedząc że mam w domu zapasy żywności - hahaha. Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Hej ja tu pierwszy raz ale bardzo miło u Ciebie. Post przypomniał mi dzieciństwo bo tez wychowałam się na wsi tyle że po sąsiedzku - na Mazurach i też biegałam boso po rosie. A teraz w mieście...a za wsią tęskno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. witaj serdecznie! rozgość się i rozkoszuj tą małą namiastką wsi. Postaram się żeby nie było nudno! pozdrawiam!

      Usuń
  10. Kocham życie na wsi - chociaż póki co zmuszona jestem do życia w mieście, ale kto wie.. może kiedyś, kiedyś.. :D Ponoć warto wierzyć i marzyć :D

    OdpowiedzUsuń
  11. My swojego ogrodu nie mamy, więc i mało robimy weków.
    Liczę, że to się kiedyś zmieni. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w sumie to dobry sposób na spędzenie wspólnie czasu! życzę Ci własnego ogrodu i własnoręcznie zrobionych weków :)

      Usuń

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)