poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Mój dom, moje miejsce na ziemii

 Mój dom to:
zawsze świeża herbata w dzbanku
kot śpiący na fotelu przy łóżku naszej córki
suszona pietruszka na lodówce
dwa drewniane koty z obłamanymi uszami
stosy książek
malunek na tablicy zatytułowany "moja tajemnica"
dinozaury pod fotelem
szklane kulki w puszce po mleku
porcelanowy talerz z Minnie
rosół z lubczykiem
czerwone ściany w sypialni
różowy dywan z pszczółką Mają

Czym jest dla mnie mój dom?
Jest moim miejscem na ziemi, schronieniem dla mojej rodziny. Podłoga wchłonęła litry łez, ściany wielokrotnie odbijały echem śmiechy i piski radości. Okna codziennie wpuszczają promienie słońca by wieczorem przegonić je na rzecz blasku księżyca i gwiazd. Bezchmurne niebo nocne jest gwarancją widoku rozgwieżdżonego nieba.... 
Tylko sady otaczające nas wkoło przypominają o płynącym czasie swym wystrojem. Wiosną jak panny młode rozsiewają swą woń świeżości i piękna, latem płodne ukazują swe dzieci by jesienią wypuścić je w świat. I zima, cicha spokojna, szara, ze smutnymi ogołoconymi z liści drzewami....
Czym jest dla mnie mój dom? Jest naszym wspólnym życiem, a na każdym pęknięciu ściany zapisana jest nasza historia....
A Wam z czym kojarzy się dom? Wasz dom?
PR

czwartek, 27 sierpnia 2015

Sześć twarzy chama

Jak to zwykła mawiać moja mama "nie lubię chamstwa i góralskiej muzyki". Ja jako kserokopia charakteru tejże osoby, bo wyglądem bardziej w tatę się wdałam, podzielam jej zdanie co do chamstwa. Na góralskiej muzyce się nie znam, nie przeszkadza mi za bardzo więc pod tym się nie podpiszę. Co do chamstwa i chamskich zachowań powiem jedno, dzielę je na kategorie pod względem tematycznym jednakże każda kłuje mnie w oczy tak samo mocno.

Chamów (tyczy się obu płci) dzielę na:
1.  Materialnych - niby nie wtrąca się w niczyje życie, niby nie mierzy nikogo przez pryzmat zasobności portfela, a jednak nie zapomni w 15nasto minutowej pogadance przed supermarketem wspomnieć ileż to on zarabia. Szkoda, że nie wspomni ileż go te zarabianie kosztuje, ile godzin zabiera rodzinie by móc zwiększyć dochód pracując ponad normę.... Nie wspomnę już o tym, że koniecznie trzeba wymienić fakt posiadania samochodu, dodać markę i ilość nowoczesnych sprzętów w aktualnym użytku...
2. Wykształciuchów - żyjemy w czasach kiedy studia może mieć praktycznie każdy imbecyl (przepraszam za wyrażenie). Święta zasada "płacisz i wymagasz" przemigrowała po cichutku ze sklepów do innych instytucji, należą do nich także szkoły wyższe. Poza tym przypomniawszy sobie koleżankę, która przed kolokwium na ostatnim roku studiów zapytała co to znaczy, że roślina dorasta do 1 m. wiem, że nie należy mierzyć ludzi miarą wykształcenia, bo jest to bardzo zgubny wyznacznik.
3. Pracusiów - oczywiście praca, którą się wykonuje jest odzwierciedleniem majętności, umiejętności i poziomu inteligencji.... taaa jasne. Nie uważam żeby kobieta wychowująca dzieci i zajmująca się domem była gorsza od tej co siedzi na recepcji, nie uważam, że hodowca świń jest gorszy od weterynarza, którym hodowca sam niejednokrotnie musi być nie mając stosownego wykształcenia. Dla mnie każdy człowiek jest równy, a praca, to tylko praca. Ponoć żadna nie hańbi, choć na ten temat polemizowałabym...
4. Modeli - może ma dobre geny, może katuje się godzinami na siłowni - nie interesuje mnie to za bardzo, na pierwszy rzut oka widać, że od czasów np. liceum niewiele się zmienił. Gratuluję i nie wnikam. Tusza nie jest dowodem obżarstwa i niedbalstwa. Wiadomo, że nie każda kobieta po porodzie wygląda tak jak przed nim, są różne choroby, które powodują zwiększenie masy ciała, a to że ktoś ma 10 nadprogramowych kilogramów nie musi być powodem do wytknięcia mu ich.
5. Celebrytów - kogo on nie zna, wszystko potrafi załatwić, ma tyle znajomości, że sam nie ogarnia. W szale oznajmiania ile branży ma na wyciągnięcie ręki dzięki znajomym, zapędza się i oferuje pomoc "w razie czego", a gdy to "w razie czego" nadchodzi okazuje się, że znajomości rozpłynęły się jak śnieg w roztopach.....
6. Pozerów - spotykacie się głównie na portalach społecznościowych, a on zasypuje Twoją tablicę zdjęciami swojej zajebistości, przypadkowe spotkanie po latach weryfikuje całokształt jego życia ukazany pod publiczkę. Okazuje się, że kolorowe to ma tylko foty na fejsie....

Dlaczego o tym piszę? Uważam, że jak się spotyka kogoś po latach, z kim nie miało się kontaktu, wypadłoby raczej zauważyć, że miło jest się znów spotkać i zapytać (choćby z grzeczności) co u tej osoby słychać, a nie lustrować na podstawie zasobności portfela i nadprogramowych kilogramów....
Nie wiem czy zauważyliście, ale ludzie przestają cieszyć się obecnością innych. Wieczna wojna matek o to, które dziecko jest lepsze, szybsze, mądrzejsze i ładniejsze to pikuś w porównaniu do pokazywania przez ludzi, kto jest bogatszy, ma lepszą pracę, ładniejszą żonę/męża i zdolniejsze dzieci. Ta odwieczna przepychanka w "kto wygra", jakby to w ogóle miało jakikolwiek cel czy sens, trwa na każdym poziomie społecznym i płciowym od najmłodszych po dorosłych - i to zarówno kobiety jak i mężczyzn. Jakby nie można było po prostu powiedzieć "cześć, fajnie Cię widzieć, co u Ciebie?".
PR

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Recyklingowe zabawy: w kolorowym świecie motyli

Dotąd myślałam, że najlepsze pomysły w mojej głowie rodzą się gdy spływa po niej odświeżająca fala wody czyt. pod prysznicem. Przeświadczenie to skończyło się z dniem wczorajszym gdy sprzątając łazienkę znalazłam rolkę po papierze toaletowym. Już wiem, że to nie dzięki wodzie i kąpieli, to po prostu łazienka ma na mnie taki wpływ. Wena przybywa jak szalona. Może przeniosę się po prostu z komputerem do niej i będę Was zasypywać toną tekstów codzień?
Reasumując - gdy zacznę dodawać po dwa posty na dzień zapewne mam rozstrój żołądka i zacumowałam między pralką, a zlewem na tronie - na bank!
Ale, ale co z tą rolką?
Oczywiście, że recyklingowe zabawy, bo cóż innego mogło by mi wpaść do głowy w momencie znalezienia śmiecia?

Materiały:
Rolka od papieru
Tektura
Kubki o różnej wielkości i ołówek
Farby i pędzel
Wycior lub kolorowa tasiemka
Nożyczki

Co robimy?
MOTYLA!

Tekturę wykorzystuje z dużych kolorowanek i bloków rysunkowych. Ta ostatnia strona aż prosi się o to by coś z niej zrobić. Tym razem nie używałyśmy kleju. Zrobiłam dziurki w skrzydłach, które powstały z tektury i w rolce z jednej strony. Skrzydła odrysowałam z kubków - 2 duże i dwa mniejsze. W związku z tym , że miałam srebrne wyciory wykorzystałam je do połączenia elementów i do zrobienia motylkowi czułków (pierwotnie do połączenia miałam zamiar wykorzystać kolorową tasiemkę).  Element dekoracyjny należał w większości do Żuka - malowała farbami.
Zabawa dla młodszych - z rodzicem, konieczność wycinania nożyczkami czyni ją z lekka niebezpieczną, dla starszych dobry sposób na usprawnienie rąk. Wiele możliwości ozdobienia czyni ją pobudzającą dla wyobraźni - oprócz farb można użyć wydzieranek, bibuły, naklejek i wszystkiego co da się przykleić albo trwale nałożyć na użyte materiały.
Oczywiście polecamy PR i Żuk











czwartek, 20 sierpnia 2015

Magiczna liczba

Stresuje mnie to, strasznie! Z każdym rokiem coraz bardziej, ale w tym to już osiąga apogeum stresu.... W sumie osiągnie, ale dopiero w październiku. Skończy się pewien etap w moim życiu, odejdzie w niepamięć i ustąpi miejsca kolejnemu. Rzekomo lepszemu, choć właściwie podobno nic się nie zmieni. 
Niedawno pisałam o tym, że tak na prawdę świat tkwi w tym samym miejscu, w którym był w momencie pojawienia się na świecie naszego potomka. Podobno gdy kończy się 30 lat wybuchu także się nie obserwuje, żadna kometa nie zmierza w kierunku Twojego własnego kawałka podłogi, a przemeblowanie trwa tylko w Twojej głowie. 
Patrząc na mojego męża, który ma to już za sobą od 7 miesięcy powinnam tylko potwierdzić te słowa i nie drążyć tematu, jednak jak sobie pomyślę, że to już.....robi mi się jakoś tak smutno.
Trochę żalu, trochę tęsknoty wkrada się w moje myśli, z łezką w oku spoglądam w czasy studiów, na pierwsze spotkania z A..... Wiem, że powinnam radować się z faktu posiadania pięknych wspomnień, nie każdemu jest to dane. Wiem też, że czeka mnie jeszcze wiele cudownych i pięknych chwil, zapewne lepszych od tych, które już minęły, a jednak nie idzie mi godzenie się z upływającym czasem. Wredny jest i tyle, za szybko tyka. Wstajesz w poniedziałek, nie zdążysz się obejrzeć, a ktoś Ci ukradł cały tydzień i właśnie kończy się piątek.... Wy też tak macie, czy to tylko mi tak dni uciekają?
Pamiętam z jaką niecierpliwością czekało się na te tajemnicze 18, jakby było ono gwarancją wszelkiego dobra. I te plany, co to się zrobi z własny życiem gdy się wreszcie je ukończy. A później obudziłam się w wieku 21 lat i zastanawiałam gdzie się podziały te pozostałe 3....
Co rok to gorzej, jest styczeń po czym za chwilę robi się lipiec, lato nie zdąży się dobrze rozkręcić, a październik nadciąga i kończy się mój prywatny rok. Po październiku nie mrugam dobrze okiem, a są kolejne Święta Bożego Narodzenia i znów styczeń....
I choć wszyscy obiecują, że katastrofy nie będzie, a moje życie dalej będzie trwać w tym swoim błogostanie stresuję się, bo się po prostu boję. Wielu rzeczy się boję, ale upływającego czasu najbardziej....
Pozdrawiam PR

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

180 stopni nie parzy

Świat Ci się zmieni, priorytety przewartościują, życie wywróci do góry nogami, totalny odwrót o 180 stopni..... 
Każdy z nas/ rodziców choć raz w życiu usłyszał taki tekst i podejrzewam, że każdy z nas choć raz w życiu go rzucił komuś nad głową. Dziecko przecież to nie lada gratka, to nie jakieś tam kupienie psa, kota czy innej rybki, a jak jeszcze wyjdzie w opcji hard (czyt. kolki, niespanie, ulewanie, niejedzenie, bolesne ząbkowanie itp. zmory rodzicielstwa) to dopiero będzie wywrót.... Ale, ale czy oby na pewno?
Żyjemy w czasach gdzie większość z nas ma dziecko nie dlatego, że musi, czy też z powodu losu, który tak chciał, tylko dlatego, że tak sobie to zaplanowali. Nauczyliśmy się być panami własnego życia i nie zrzucamy trudnych wyborów na nadwyrężone barki zapracowanego losu. Świadomi korzyści i konsekwencji jakie płyną za założeniem rodziny najpierw zdobywamy wykształcenie i pracę by móc w ogóle myśleć o jej założeniu. A gdy już sytuacja materialno-społeczna staje się na tyle stabilna by towarzyszyło nam przeświadczenie, że jakoś powinniśmy dać radę, sami świadomie bez niczyjej pomocy tworzymy nowe życie od podstaw. 
Decydując się na dziecko jesteśmy w jakimś, choćby niewielkim stopniu świadomi tego co niesie za sobą ten krok. W tym momencie już zaczyna rodzić się w nas odpowiedzialność, która będzie rosnąć razem z małym człowiekiem. W końcu dziecko to nie kaprys na tydzień, rok czy dwa. Takie myślenie obala mit przewartościowania życia w momencie pojawienia się dziecka. Ono przewartościowuje się wcześniej, w momencie gdy zaczynamy dorastać do chęci posiadania pełnej rodziny. Nie zrzucajmy więc tego na biednego, bezbronnego, małego ssaka.
Czy zmieni się świat? Oprócz tego, że będziesz miał więcej prania, prasowania, gotowania i zmywania nie do końca. Tak na prawdę potrzeba Ci będzie wszystkiego o porcję więcej i o porcję więcej będziesz miał sprzątania, łóżko się o 1/3 skurczy (na dobrą sprawę może mieć to także miejsce gdy przytyjesz więc żadne tam wielkie mi co). Poza tym świat dalej będzie tkwił w tym samym miejscu co przed decyzją o posiadaniu dziecka. Pory roku będą tak samo się zmieniać (no może święta staną się weselsze i nabiorą jakiegoś sensu), a lata przybywać w metryce niepostrzeżenie. Być może zmieni się wystrój jednego z pokoi w twoim domu lub mieszkaniu, ale gwarantuję, że świat zostanie tam gdzie był.
Cokolwiek oznacza - życie wywróci ci się do góry nogami - jest straszne tylko przez swoją nazwę. Fakt, poznasz co to znaczy niespać wtedy gdy Ci się chce, niejeść wtedy kiedy jesteś głodny czy zjawisko robienia czegoś na co nigdy nie miałeś ochoty. Dziecko nie jest jednak bezpośrednią przyczyną tych nieprzyjemnych zjawisk, ono im i tobie tylko w nich towarzyszy, w końcu stało się elementem twojego życia. Patrząc na to z boku nie znam nikogo kto np. lubi taplać się w kupie, a posiadanie kota czy psa jest z tym tak samo nierozerwalnie związane jak z dzieckiem....
Najbardziej jednak podoba mi się odwrót o 180 stopni. To prawie tak jakby ktoś nas zawrócił z tej drogi życia, którą kroczymy i kazał iść wstecz. No może trochę cofamy się do dzieciństwa na widok tych wszystkich wybajerzonych zabawek naszych pociech, takich w stylu "my tego nie mieliśmy", ale nie jest to od razu powodem do określenia, że się człowiek zawraca i uwstecznia się. Tak samo jak ziemia dalej obraca się w tym samym kierunku, w których obracała się przed przyjściem na świat twojego dziecka, tak samo i ty będziesz kroczył nadal ścieżką życia, którą sobie obrałeś na początku swej drogi. Dziecko cię z niej nie zawróci, ono poda ci rękę i przespaceruje się razem z tobą, zanim samo nie odnajdzie swojej ścieżki.
Także drodzy młodzi rodzice. Nie słuchajcie bzdur i bzdetów. Dziecko to nie koniec świata, to początek przygody, która pełna jest zaskakujących i niespodziewanych zdarzeń. Nic wam się nie wywróci, nie obróci i nie zawróci. Świat zostanie na miejscu, po prostu przybędzie kolejny jego mieszkaniec.
Pozdrawiam PR

sobota, 15 sierpnia 2015

Wielka wpadka Pani Rolnik

Jest gorąco....no nie da się po prostu tego ukryć. Wychodzisz z domu i pot Cię zalewa. Ubieram się więc tak żeby było mi komfortowo. Nie da się raczej ubrać w upał tak żeby było chłodno, ale komfortowo to dobre słowo. 
Jak jest upał to granica przyzwoitości jakoś tak delikatnie rozmywa się, przesuwa w kierunku, do którego w normalnych warunkach atmosferycznych zazwyczaj się nie dąży....ba! nawet się o nich nie myśli. Chodzenie w dwuczęściowym stroju kąpielowym po własnym podwórku nie jest czymś nadzwyczajnym. 
Właśnie na takie dni jak te mam schowane 2 sukienki nazwane sportowymi i letnimi. Takie, że jakby z centymetr się skurczyły to by już sukienkami nie były, a przydługimi koszulkami. Sportowe są więc wygodnie się w nich chodzi i pracuje. 
Pech albo szczęście (zależy dla kogo) chciał, że wczoraj właśnie miałam jedną z nich na sobie. A.  poprosił bym zwinęła węże - takie strażackie, do podlewania. No cóż to za problem dla mnie? Żaden! Zapakowałam się i dziecię w mototaczkę zwaną potocznie samochodem dostawczym i ruszyłyśmy w kierunku kawałka braku cywilizacji - przynajmniej tak mi się wydawało. Wypięłam się  w stronę, z której teoretycznie nikt nie powinien nadejść i spokojnie je zwijałam. Dziecię me spokojnie taplało się w błocie powstałym z wody, która z nich wypłynęła i piachu - zjawiska normalnego na drodze polnej. Na szczęście dla siebie miałam tyle oleju w głowie i założyłam rano majtki, bo wypinając się tak usłyszałam przemiłe "cześć Myszko" mojego drogiego Sąsiada.... Nie powiem jak bardzo było mi wstyd, bo opisać się tego nie da. Swoją drogą mam bardzo miłego sąsiada, którego moje dziecię przysposobiło sobie na wujka.
Reasumując pamiętajcie bez względu na warunki atmosferyczne zakładajcie majtki na tyłek - no chyba, że lubicie wypinać się przed sąsiadami...
Pozdrawiam (zażenowana) PR

wtorek, 11 sierpnia 2015

Cycków nie ma, są placki!

Pierwszego roku gdy tylko wyszła z ziemi w tych małych kubeczkach na mym oknie w biurze wiedziałam, że połączy nas wielka miłość. Co roku pielęgnuję i dbam o nią na równi z moim dzieckiem. Uwielbiam ją pod każdą postacią - na surowo, w postaci placków (na które dziś podam najprostszy przepis na świecie) i w zalewie octowo - miodowej. Dziś po raz pierwszy zrobiłam z niej babkę, z ciasta przygotowanego wcześniej na placki. Może i Wy się skusicie na CUKINIĘ?
O jej zaletach pisałam u Matki Prowincjonalnej TU czym się już ostatnio chwaliłam. W związku z tym po raz kolejny nie będę opisywać jak cudowne jest to warzywo.


Placki z cukinii:
1. Po pierwsze potrzeba nam cukinia, którą obieramy ze skórki i przekrajamy po to by wydrążyć z niej środki (gniazda nasienne). Do placków wykorzystujemy tę część cukini, która mieści się między środkiem a skórką ;)
2. Po drugie potrzebny nam czosnek, dużo czosnku......im więcej tym lepiej!
3. Gdy mamy już obraną cukinię i czosnek  - cukinię tarkujemy na tarce jarzynowej grubej lub  drobnej - jak wolicie. Czosnek natomiast przepuszczamy przez praskę, kroimy lub miażdżymy w moździerzu - jak Wam wygodniej. Startą cukinię zasypujemy solidnie solą i zostawiamy na durszlaku w zlewie na 20 do 30 min odciskając od czasu do czasu. Po wyciśnięciu soku łączymy ją z czosnkiem i dodajemy 2 jajka, pieprz i mąkę. Jeśli ciasto wyjdzie za gęste można rozrzedzić je mlekiem. Placki smażymy na dość głębokim oleju - podobnie jak ziemniaczane. Podajemy z serkiem wiejskim.

Co do babki cukiniowej - jako wnuczka mej babci i ja nie potrafię robić mało, więc pomysł przyszedł w momencie gdy ciasta na placki zrobiło się bardzo duuuuużo. W związku z tym, że nie byłam na to przygotowana nie miałam żadnego innego mięsa w lodówce oprócz parówek. Wysmarowałam naczynie żaroodporne tłuszczem, wyłożyłam dół ciastem na placki, pokroiłam wzdłuż parówki i ułożyłam warstwę na cieście po czym przykryłam to drugą taką samą warstwą ciasta. Piekłam około 2 godz w 190 stopniach. Szczerze - jak dla mnie bomba, nawet z tą parówką!

A Wy jadacie cukinię? Pochwalcie się swoimi przepisami!
Pozdrawiam PR
ps. niestety zdjęcia placków przepadły wraz z pękniętym telefonem - mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone!





piątek, 7 sierpnia 2015

Liczy się każde opakowanie

Wiosna i lato to taki okres w życiu każdego rolnika i działkowca, że choćby się chciało i nie wiem jak starało uniknąć chemii w uprawach, to i tak się nie da. Choć wiele upraw zaczyna już dojrzewać na polach i niedługo zostanie z nich sprzątnięte, jest także duży odsetek takich, które zostają „w polu” do późnej jesieni i gdyby nie ochrona chemiczna zostałyby porażone wieloma chorobami, na które są narażone podczas okresu zmniejszających się temperatur i zwiększającej wilgotności powietrza – głównie grzybowymi.

Niejednokrotnie pisałam o sytuacji na studiach kiedy Pani Profesor poinformowała nas, że produkty spożywcze porażone chorobami grzybowymi mogą mieć gorszy wpływ na nasz organizm niż produkty opryskane środkami ochrony roślin zgodnie z zaleceniami. My jako świadomi rolnicy staramy się przestrzegać wszystkich zasad bezpiecznego stosowania śor (środków ochrony roślin), włączając w to również utylizację opakowań, które traktowane są jako odpady niebezpieczne dla środowiska.

Do napisania tego posta natchnął mnie pewien dziadek, który wiosną zajechał na nasze podwórko z pytaniem na ustach "jak pozbyć się tych ch... robaków z owoców?". Zacznijmy od wyjaśnienia sobie pojęcia robaki – są to np. pasożyty jelitowe, a na owocach i warzywach są owady szkodliwe tzw. agrofagi.... tak dla ścisłości, zboczenie zawodowe.... Po dłuższej i wyczerpującej dyskusji z moim małżonkiem wyszło, że dziadek pryskał drzewa nieadekwatnym do sytuacji preparatem. Jednak największym szokiem dla nas była wiadomość, że opakowanie po preparacie wyrzucił do śmietnika! Z perspektywy aktywnego rolnika i ochroniarza środowiska powiem tylko tyle - sytuacja NIEDOPUSZCZALNA!

Nieumiejętność obchodzenia się z rzeczami/preparatami, których nie znamy i nie używamy na co dzień może doprowadzić do zanieczyszczenia środowiska i mieć szkodliwy wpływ na nasze zdrowie.
Istnieje szereg podstawowych zasad bezpiecznego stosowania śor, a wśród nich także zasady dotyczące zbioru, przechowywania i utylizacji opakowań po zużytych środkach.

  Stosując chemiczne środki do ochrony roślin musimy pamiętać przede wszystkim o tym,że zarówno ich niewłaściwe stosowanie jak i niewłaściwe postępowanie z opakowaniami po tych preparatach może zagrażać środowisku. 

Żeby do tego nie dopuścić warto mieć na uwadze fakt, który poruszany jest na wszystkich szkoleniach dotyczących stosowania śor (jednak działkowcy takowych nie przechodzą), że butelkę po preparacie należy trzykrotnie wypłukać, a wodę zużytą do tej czynności należy wlać do opryskiwacza, do cieczy roboczej. Oprócz tego, że obniży się szkodliwość tego odpadu, jest to działanie z punktu widzenia ekonomii – mające na celu oszczędzanie pieniędzy, gdyż cały preparat zostanie wykorzystany zgodnie z zaleceniem (a kto stosuje ten wie ile takie preparaty kosztują :) ). 

Jeżeli już zastosowaliśmy powyższą metodę płukania opakowań, musimy je umieścić w szczelnych! workach w miejscu niedostępnym dla dzieci i osób postronnych. Dlaczego o tym mówię, skoro to takie oczywiste? Robiąc ankiety w gospodarstwach potrzebne mi do pracy magisterskiej widziałam różne rzeczy na własne oczy, także takie, których wolałabym nie widzieć. Między innymi wykorzystanie pięciolitrowych baniek po środkach do noszenia wody kurkom..... Przepraszam, ale ja bym takiego jajka do ust nie wzięła, nie mówiąc już o daniu go dziecku....

Największą ciekawostką, a może rzeczą oczywistą, która do niedawna tak oczywista nie była jest fakt, że puste, wypłukane opakowania, przechowywane w szczelnych workach możemy zaraz po zużyciu środka lub w większej ilości po sezonie (jak komu wygodniej) odwieźć do specjalnie wyznaczonych punktów lub do SKLEPÓW, w których zostały nabyte środki! Tak, Tak! Sprzedawca ma obowiązek przyjąć opakowania i oddać je do utylizacji.

Jeśli macie wątpliwości co do przechowywania czy pozbywania się opakowań po środkach, Polskie Stowarzyszenie Ochrony Roślin stworzyło System Zbiórki Opakowań. Kontaktując się z Nimi możecie uzyskać odpowiedź na wszystkie nurtujące Was pytania odnośnie tej kwestii. Więcej na ten temat dowiedzie się ze strony - TU i z profilu na FB – TU.
 
Kochani - dbajcie o środowisko i o własne zdrowie. Nie bagatelizujcie zasad bhp przy pracy z chemią, bo to może odbić się na Zdrowiu Waszym i Waszych najbliższych. Nie bójcie się też zwracać uwagi użytkownikom jeśli zauważycie nieprawidłowe postępowanie, dzięki temu przyczynicie się do zmniejszenia ryzyka skażenia środowiska.
Pozdrawiam PR

Ps.i jeszcze filmik edukacyjny - polecam obejrzeć szczególnie wszystkim korzystającym z chemicznych środków ochrony roślin! Poznajcie mojego nowego kumpla - rolnika Jana ;)




 

środa, 5 sierpnia 2015

Z życia wsi warmińskiej

Po obejrzeniu odcinka było sobie życie o zębach doszłam do wniosku, że chyba i mnie zaczynają one boleć pomimo regularnego odwiedzania dentysty i regularnego szczotkowania. Często słyszę opinię, że Bracia Grimm są drastyczni i brutalni ale powiem Wam jedno - jest to bajka, która idealnie odstraszy od słodyczy nie tylko dzieci..... TAKA edukacyjna...
Pogoda skutecznie stawia na swoim i powiedzenie "od Anki zimne wieczory i poranki" od tego roku proponuję zmienić na "do Anki...". Niestety zimny lipiec spowodował przestój i  przesunięcie się żniw i choć pola się złocą to ziarno nadal jest za mokre żeby je zbierać. Ziemniaki i kapusta też miały za sucho do tej pory żeby rosnąć, więc siedzimy jak te dwie pały i czekamy na Bóg jeden wie co.... Praca się piętrzy, a my nie możemy nawet jej porządnie zacząć, nie mówiąc już o jakimkolwiek końcu..... Końca nie widać - to jedno jest pewne.
Dziecko Nasze zaczęło od jakiegoś czasu nadawać na falach, których nawet w chinach nie ściągają, bo i tak by jej nie zrozumieli. Mówi w języku tylko sobie zrozumiałym, dodam że idzie jej to bardzo dobrze i nawet recytuje nam w tym języku wiersze i śpiewa piosenki.... No cóż takie to kreatywne ćwiczenie języka.
Codziennie rano Żuk wraz z babcią stosują krioterapię biegając na boso i w pidżamie (to tylko Żuk) po rosie (od razu uprzedzam, to że babcia nie robi tego w pidżamie nie oznacza, że robi to nago....babcia jest ubrana!). Myślę, że rozwiązania tej terapii są dwa - będzie gil lub go nie będzie. 
Po ostatnim poście, w którym pisałam, że jak czarownica zaklinam każdy katar i przeczytaniu kilku komentarzy doszłam do wniosku, że za dużo rzeczy wkładam sobie do głowy i za bardzo się przejmuję więc zmieniam taktykę na "katar to nie choroba, a jak w chorobę się przeistoczy to ją po prostu wyleczymy". Niech dzieciak ma coś z życia i dalej bawi się dobrze skoro to lubi.... Dodam tylko, że pozwalam jej również na bieganie całymi dniami bez butów, taplanie się w brei, którą zrobiła deszczownia na drodze przy polu i konsumpcję zakazanych do niedawna lodów.... ( co prawda w ilości 1 (czyt. jeden) dziennie, ale zawsze to coś). Kaszel leczony i nieleczony i tak ma nadal więc już go nie dostanie skoro go i tak ma. Taki wywrót matka zaliczyła....
Żeby nie było, że jestem taką totalną patomatką moje chodzenie z dzieckiem do lekarza od stycznia do ponad tydzień temu uwieńczyliśmy samodzielną diagnostyką. Skoro nasza służba zdrowia woli wlewać coraz to nowe leki w małego pacjenta nie kierując przy tym na żadne badania, pieniądze przeznaczane na kolejne syropki "może pomoże"  wolę wydać na diagnostykę. Nie wiem czy wybrnęłam z patologii, ale na pewno wpędziłam siebie w kozi róg nazywany nadgorliwością... Nieważne!
Z nowości wsi warmińskiej dodam jeszcze, że patrząc na ilość przetworów, które robi w tym roku babcia (czyt. teściowa ma) przypuszczam, że nadciąga wojna lub jakiś straszliwy kataklizm z wielkim głodem w tle.... Jedno jest pewne zapas w piwnicy mamy na najbliższe dziesięciolecie, a do końca sezonu słoikowego jeszcze duuuuuuużo czasu... Nie żebym jakimś nierobem była ja tam swoje 100 słoików wiśni i czereśni, oraz 20 ogórków też dostawiłam.... Mąż nazbierał więc przerobić trzeba było! A może by tak sklep otworzyć?
Reasumując korzystajcie z lata póki jeszcze nie postanowiło od nas odejść, szykujcie zapasy na zimę, bo może zasypie nas śniegiem i wyjechać z domów nie będzie można (phi, wyborny żart milady) i dajcie dzieciom trochę luzu, odrobina błota jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
Pozdrawiam PR


niedziela, 2 sierpnia 2015

Czytu tu, czytu tam - czyli PR poleca

Przychodzi taki czas w moim życiu, że wreszcie mogę usiąść przy komputerze, otworzyć swoją listę czytelniczą i zagłębić się w lekturze Waszych blogów. Siedzę czytam, denerwuję, płaczę i śmieję się razem z Wami. Przeżywam Wasze wzloty i upadki. Napawam się coraz to lepszym kunsztem piśmienniczym i staram się zapamiętać wszystkie blogi ze świetnymi tekstami godnymi polecenia. Oczywiście nie od wczoraj wiadomo, że ludzka pamięć jest dobra ale krótka, bywa czasem zawodna....szczególnie wtedy jak jej mocno potrzebujemy...... Polecam więc tylko to o czym nie zapomniałam, a tych których pominęłam przepraszam, bo to nie celowo tylko z gapiostwa i zapominalstwa....
Pierwszym tekstem, który choć w poważnym tonie utrzymany, czyta się z uśmiechem na ustach jest historia patologii naszych czasów. Początkowo wydaje się być zabawnie, po czym na końcu uświadamiasz sobie, że żyjemy w idiotycznych czasach, gdzie wszyscy wiedzą lepiej od Ciebie jak wychować Twoje własne dziecko. Ciekawi? Zapraszam do Matki Prowincjonalnej po więcej! TU
A skoro już patologią zarzucamy to czy na prawdę kiedyś były inne czasy? Czy na prawdę nasi rodzice wychowywali nas w patologicznych warunkach....lub co gorsza bez żadnych warunków? Czy świat nie idzie w kierunku kontroli nad każdym elementem społeczeństwa, a dzieci pomimo, że nawołuje się do tego by miały swoje zdanie od małego, to w rzeczywistości są uczone i dostosowywane do systemu ciągłej kontroli? Zastanawiacie się nad tym co było kiedyś i co jest dziś? Zapraszam do Sylwii - mamy Julki i przeczytania jej rozterek na temat wychowania z kluczem na szyi. TU
Gdy już dojdziecie do wniosku, że w swej idealności rodzica perfekcyjnego wpędziliście siebie i własną rodzinę w intensywną patologię przeplecioną dramatem z domieszką perwersji pora przejść do tematu lżejszego jakim jest sposób na życie, łącznie ze sposobem dorabiania. Jeśli cały czas macie ochotę założyć bloga tylko brakuje Wam na to czasu, chęci albo na przykład odwagi! zapraszam na blog Matki Polki, w którym przedstawia wiele swoich Fanaberii i doradza jak szybko się dorobić na blogu..... Oczywiście szczegółowo opisując punkt po punkcie czego dorobić się można. Zapraszam do Matki Polki Fanaberie - TU.
Oczywiście jak każdy normalny człowiek po tylu poważnych tematach wielu z Was zapewne zgłodnieje, mam więc dla Was pakiet kombo śniadanie z obiadem! Będziecie mi wdzięczni, bo dzięki temu co za chwilę Wam pokażę nie będziecie już musieli się martwić co dziś zrobię na śniadanie....:/ o matko i obiad trzeba przygotować.... A kolację, jak w każdej szanującej się patologicznej rodzinie niech każdy zrobi sobie sam..... Proszę Państwa to co lubię najbardziej na świecie śniadanie w wersji tak prostej, że nawet najbardziej zatwardziały kulinarny ignorant byłby w stanie przygotować podaje Wam jak na tacy Matka Zabawka TU. Żeby nie było nudno i trudno prostocie wykonania i wyszukanemu smakowi dorównuje jej Zwykła Matka i jej propozycja obiadowa TU. Ewentualnie jakby ktoś nie przepadał za kaszą to u Oli wersja bez niej TU. Z kaszą czy bez ważne, że w każdej znalazła się moja ukochana cukinia, którą chwalę się u Matki Prowincjonalnej TU (odrobina prywaty się wdarła ;) ).
Podyskutowaliśmy sobie o dzieciach i rodzinie, znaleźliśmy sposób na nowy biznes, na koniec się posililiśmy więc teraz należałoby spalić trochę kalorii. Najlepiej kreatywnie, tworząc własnoręcznie małe arcydzieło, którym będziemy się później chwalić, a gwarantuję, że jest czym. Macie trochę miejsca w domu na nowy wyjątkowy mebel? To lećcie do Karoliny z The Moments of Life i zobaczcie jakie cudo wyczarowała wraz z mężem! TU (szczęka mi opadła!).
Reasumując - kochajcie blogerów i czytajcie ich teksty, tak szybko wpadają w stany depresyjne i przestają pisać, że aż żal się momentami człowiekowi robi, że to już koniec..... Blogerzy to cudowny podgatunek człowieka, co z przymrużeniem oka pokazała w całej krasie Sabina w niezobowiązującej, zabawnej historyjce o pewnej Poli Sz. Szukajcie TU.
Choć może niektórym ten koniec by się jednak przydał...nie Antyterrorystka? TU
Pozdrawiam PR