poniedziałek, 29 czerwca 2015

W blasku zachodzącego słońca

Siedząc wieczorami na ławce przed domem, wsłuchuję się w jej lekką muzykę zwaną potocznie skrzypieniem i ogrzewam twarz w blasku zachodzącego słońca. To ten moment kiedy mogę w spokoju pomyśleć. Zatrzymać się i zastanowić nad tym co jest i co było. 
O tym co nas czeka nie myślę. Nie mam kryształowej kuli i nie potrafię tego przewidzieć. Poza tym czasami lepiej nie wiedzieć za dużo. Im mniej wiesz tym lepiej śpisz - swojego czasu moje ulubione powiedzonko... ;)
Analizując to co już za mną, to czego zmienić nie mogę, bo już dawno minęło, zastanawiam się często nad pojęciem przyjaźni. Próbując rozłożyć je na czynniki pierwsze myślę o tym gdzie leży ta wąska granica między naturalnością naszego zachowania, a poświęceniem własnego dobra i wygody na rzecz zupełnie obcej osoby, nazwanej przez nas przyjacielem. Przechodzi mi przez myśl zdanie, że może przyjaźni jednak nie ma? Może są tylko samolubne jednostki czerpiące korzyści z naszego przywiązania?
Zaraz jednak odsuwam te durne teorie stukając się w głowę tak żeby zabolało. Rozglądam się dookoła i dostrzegam Tego, który jest mi Mężem i Przyjacielem właśnie. To jemu mogę powierzyć moje abstrakcyjne problemy, które dla innych wydają się błahostką.
Później włączam komputer, a po drugiej stronie elektronicznego lustra pojawia się I i R - kto by pomyślał, że wspólne zasilanie szeregów oddziału położniczego zaowocuje przyjaźnią?
Na koniec dnia odczytuję jeszcze kilka wiadomości z zapytaniem co u nas i jak się czujemy od rzekomo zupełnie obcych osób, których nazywam znajomymi. I z uśmiechem na twarzy kładę się spać, bo wiem, że jest na świecie ktoś kto o nas myśli - ciepło, życzliwie, serdecznie.....tak po przyjacielsku.
Musiało minąć prawie 30 lat, musiałam sparzyć się wielokrotnie żeby wreszcie dowiedzieć się i doświadczyć tego stanu. Niczego jednak nie żałuję, bo mądry człowiek uczy się na własnych błędach. Po porażce potrafi się podnieść i odnaleźć inną drogę do celu, tak żeby znów noga mu się nie potknęła.
Życzę Wszystkim takiej mądrości na co dzień.

Pozdrawiam PR

27 komentarzy:

  1. Co by tu dodać...chyba wszystko zostało powiedziane;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj kochana jak ja Cię dobrze rozumiem, nawet sobie nie wyobrażasz ile ja razy się sparzyłam ile razy zawiodłam i ile razy zostałam kopnięta że tak powiem brzydko w dupę....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę że każdy choć raz w życiu tego doświadczył. To taka przykra nauka życia...

      Usuń
  3. Ja z przyjaźniami mam to samo. Mąż jest najlepszym przyjacielem od lat 13. I może trudno w to uwierzyć ale przyjaciółkę znalazłam dopiero w pracy. Choć to przyjaźń trudna bo teraz dzieli nas spora odległość i nie ma się kiedy spotykać. Parę razy się sparzyłam, ale nabyłam za to umiejętność "czytania" z oczu. Jak dotąd nie mylę się jeśli chodzi o nowo poznanych ludzi. WIem kto fałszem bije a kto jest do rany przyłóż. Sprawdza się w 100% ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja niestety ocenić od razu nie umiem, czasem zajmuje mi to chwilę a czasami nawet chwil kilka, ale mąż od ponad 7 lat stoi na piedestale przyjaźni wszelakich.

      Usuń
  4. Z tymi przyjaźniami to bywa różnie. Wolę towarzystwomęża :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiadomo że mąż to taka jednostka której nikt i nic nie zastąpi ;)

      Usuń
  5. kurcze.. świetny wpis.. aż zamyśliłam się nad tym wszystkim..
    Całym moim światem, przyjacielem i kompanem nawet najbardziej popapranych życiowych wypraw - jest mąż :D
    Nieraz dostałam kopa od pseudo przyjaciół. Owszem mam teraz kilka dobrych znajomych, pisze znajomych bo słowo "przyjaciel" jest dla mnie takie "pocięte" i nie trwałe, a może przez te wszystkie doświadczenia boje się tego słowa użyć.. to są takie znajomości, gdzie czasami długi brak odzewu nie przeszkadza w niczym, a rozmowa jest taka,,jakbyśmy się nie widzieli dwa dni :) i to jest piękne!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o właśnie! potrafię po pół roku zadzwonić do znajomej i rozmawiamy jakby nigdy nic, jakbyśmy się widziały wczoraj na popołudniowej kawce i to jest piękne że nikt nikomu niczego nie wyrzuca....Pisząc czy mówiąc o kimś znajomy wcale nie mówię o kimś gorszej czy dalszej kategorii. a przyjaciel...po tylu nieudanych próbach na to miano zasługuje ktoś kto na prawdę się o to postarał. ps. idealnie dobrany mąż to połowa sukcesu życiowego jak dla mnie, mój też i do tańca i do różańca ;)

      Usuń
  6. Z przyjaciółmi niestety różnie bywa, ja po przeprowadzce za granicą zweryfikowałam większość z nich. Pozostał mi mąż i bardzo się z tego cieszę :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. życie pisze takie scenariusze że często weryfikuje bez naszej wiedzy i aprobaty wiele spraw bezpośrednio nas dotyczących. Myślę jednak że robi nam tym przysługę!

      Usuń
  7. Oj tak! Dobrze napisane. Z przyjaźnią jest różnie. A ja też się nie raz sparzyłam.. Czasem boleśnie.
    Pozdrawiam z drugiego końca kraju myśląc o Tobie ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że czasem trzeba doświadczyć czegoś na własnej skórze żeby móc wyciągnąć wnioski i czegoś się nauczyć. Dzięki pewnym sytuacjom jesteśmy mądrzejsi.... Ja również pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  8. Dobrze Cię rozumiem... Sama się sparzyłam kilkukrotnie, ale przynajmniej nauczyłam się czegoś. Nie zawsze ten, który wydaje się przyjacielem, właśnie Nim jest. Czasem przypadkowo spotkane osoby lepiej sprawdzają się w roli przyjaciela. Również czas weryfikuje, kto na te miano zasłużył, a kto nie. Ja na szczęście mam kilka takich przyjaciół, którzy akceptują mnie jaka jestem, którzy potrafią zrozumieć moje problemy, czy podjęte decyzje, którym nie przeszkadza to, że na pierwszym miejscu jest rodzina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po Twojej wypowiedzi widać że mądrze podeszłaś do sprawy i wyciągnęłaś należyte wnioski. To najważniejsze, umieć przyznać się do popełnionego błędu i nauczyć się na nim być mądrzejszym. gratuluję!

      Usuń
  9. Czasem górnolotnie nazywamy kogoś przyjacielem. Życie szybko zweryfikował kto był przyjacielem, a kto nie. Niestety tych pierwszych jest zdecydowanie mniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety albo stety, może jakby było ich zbyt dużo nie mieli by tak wielkiego znaczenia w naszym życiu?

      Usuń
  10. I wszystko na ten temat :) Sparzyłam się wielokrotnie, do dzis nie mam przyjaciółki takiej "od serca"...za to mam męża, który jest dla mnie najlepszym przyjacielem jakiego miec można :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobrze jest wybrać męża z miłości a nie obowiązku i stworzyć z nim dobrany duet. Czego chcieć więcej ? ;)

      Usuń
  11. Może dlatego mam tak niewielu przyjaciół...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo jesteś mądra i wyciągasz wnioski?

      Usuń
  12. Ale Ci fajnie z tym słońcem i spokojem.... Ja mam straszne problemy z zaprzyjaźnianiem się....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, to prawda, uważam że mam niesamowite szczęście w życiu będąc tu gdzie jestem.... zapuściłam tu korzenie i kocham ten swój błogostan! problemy z zaprzyjaźnianiem się też mam, trochę dzika jestem... ;)

      Usuń
  13. Mądrze napisane :) Fajnie, że masz taką ławkę przed domem na wieczorne refleksje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję! a co do ławki - uważam że to był jeden z naszych najlepszych zakupów, dobrze się na niej....robi wszystko ;)

      Usuń
  14. Oj różnie z tymi przyjaźniami bywa... sama często łapię się na tym, że zastanawiam się o co tak na serio w tym wszystkim chodzi... Zwykle jednak do żadnych mądrych wniosków nie dochodzę ;-) Tak po prostu chyba jest...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czasem myślę, że za dużo myślę ;) jakkolwiek głupio to nie zabrzmiało.... może Ty tez? ;) pozdrawiam!

      Usuń

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)