piątek, 19 czerwca 2015

Rozprawa żywieniowa - czyli jak nie wpędzić się przedwcześnie do grobu.

Nastała moda ekologii, zdrowej żywności i uprawiania sportu. Patrząc na ostatnie doniesienia odnoście wciąż unoszącej się skali otyłości u dzieci myślę, że to ostatni dobry moment na to by zmienić przyzwyczajenia ludzkości i nauczyć ich co zdrowe i dobre. 
Poza tym w dobie komputerów, playstation i smartfonów gdy młodzi większość czasu spędzają w pozycji siedzącej moda na zwolnienia z wfu jest dla mnie kpiną i mam nadzieję, że niedługo zostanie rozgromiona równie sprawnie jak moda na fast foody. 
Oczywiście nie ma co popadać w paranoję i z jednej skrajności przechodzić w drugą - jak raz, dwa czy trzy w miesiącu zabierze się dziecko na frytki świat się nie zawali. Ważne jest jednak żeby ów frytki nie stanowiły podstawy żywieniowej dziecka, bo niestety choć trudno się przyznać czasami, to tylko dzięki nam i naszemu lenistwu nasze dzieci w późniejszym okresie swego życia smakują takich "rozrywek" jak odchudzanie się w przeróżne, niejednokrotnie drastyczne sposoby.
Przyznam szczerze, że przed Żukiem bywało u nas różnie z kontrolowaniem swoich posiłków. Jakoś tak  nie do końca zwracaliśmy uwagę na to co, jak i kiedy jemy. Nie wiem czy to starzejący się organizm i wątroba z trzustką, które zaczęły przypominać o swym istnieniu, czy może te nadprogramowe kilogramy trochę po ciąży, a trochę dzięki "ciąży spożywczej" zmobilizowały nas do wglądu w jadłospis. Dzięki temu zrezygnowaliśmy ze smażenia potraw, zdarza się nam to czasami ale na palcach jednej ręki mogę policzyć ile razy w miesiącu. Wprowadziliśmy do menu więcej warzyw, szczególnie takich których używaliśmy rzadko lub wcale, a także urozmaiciliśmy ją w pestki, kasze i suszone owoce. Świeże owoce są u nas na porządku dziennym na szczęście od zawsze. A napoje zamieniliśmy na soki z własnej produkcji i wodę. 
Choć nie jest to niewiadomo jak wielka zmiana, czujemy się zdecydowanie zdrowiej. Dodatkowo wiem, że to co ugotuję dla mnie i A. może także spokojnie jeść Żuk i nie muszę martwić się o to, że nafaszeruje się masą soli, czy cukru. Największym jednak sukcesem jest dla mnie to, że moje dziecko dopomina się na przekąskę owoców. Oczywiście według zasady czego oczy nie widzą tego sercu nie żal - gdy widzi czekoladę z wielką ochotą zapyta o to czy może jej spróbować. Jednak będąc ostatnio na wycieczce i nie widząc słodyczy dopominała się o jabłko. Dla Was może śmieszne - dla mnie pełnia szczęścia i wielka duma!
W trosce o własne zdrowie i zdrowie naszej rodziny należy czasem zrobić wgląd w jadłospis i poznać produkty, które spożywamy. Często chcąc zabłysnąć i urozmaicić menu popełniamy też nieświadomie błędy łączenia produktów "gryzących się ze sobą". Kilka przykładów niewskazanych połączeń produktów podaje poniżej - choć trzeba mieć na uwadze fakt, że nie są one trujące i mocno niekorzystnie wpływające na nasze zdrowie. 

 *Kapustne z rybami i innymi owocami morza -  kapusta, brukselka, kalafior i brokuły zawierają składniki ograniczające wchłanianie się jodu, w który bogate są ryby. Nie znaczy to jednak, że jak ktoś przyrządzi rybę w kapuście, czy rybę zagryzie brukselką zostanie otruty. Po prostu trzeba wiedzieć, że jeśli zależy nam na diecie bogatej w jod, nie należy łączyć ze sobą akurat tych składników.

* popijanie posiłków kawą lub herbatą - oba wymienione napoje zawierają taniny i garbniki, dzięki którym ograniczane jest wchłanianie się żelaza, wapnia, wit.B1. Dlatego też posiłki najlepiej jest popijać wodą lub herbatami owocowymi czy sokami. Oczywiście nie znaczy to, że popijając dziś śniadanie kawą wpędziłeś/łaś się jedną nogą do grobu. Po prostu lepiej zmienić nawyki.

*ogórek i pomidor - świeży ogórek zawiera enzym askorbinazę, który niszczy witaminę C zawarta w pomidorze. Askorbinazę zawiera także np. cukinia i kabaczek - nie jest to jednak powodem do całkowitego eliminowania sałatek i surówek typu wiosenna, gdzie wszystkie możliwe do wykorzystania warzywa lądują w jednej misce. Dobrze mieć ten fakt na uwadze, choć nie należy się nim zbytnio przejmować.

* mięso i węglowodany - białka i węglowodany mają znacznie dłuższy czas trawienia niż skrobia. Ponadto białka trawione są w kwaśnych sokach trawiennych, natomiast węglowodany w zasadowych. Produkcja jednych i drugich powoduje ich wzajemne neutralizowanie się przez co znacznie wydłuża się czas trawienia pokarmów.

*botwina, kawa, szczaw, szpinak, herbata i buraki - zawierają szczawiany, które łącząc się z wapniem odkładają się np. w postaci kamieni w układzie moczowym. Nie jest to powodem do eliminacji tych produktów z diety, tylko do zastanowienia się z czym ich nie łączyć i w jakiej postaci nie spożywać oczywiście.

Mam nadzieję, że mocno Wam nie namieszałam i że nie przejdziecie zaraz na dietę pt."nie jem nic bo jedzenie szkodzi". Chodzi mi tylko o rozmyślne dobieranie składników pokarmowych tak żeby jeść smacznie i zdrowo niczego sobie nie odmawiając.
Miłego dnia i weekendu!
PR!

26 komentarzy:

  1. Świetny wpis :) Ja też czuję dumę z powodu tego, że córka domaga się owoców!!! Uwielbia małe pomidorki jako dodatek do kanapek!! Wiedziałam o tym, że nie należy łączyć np ogórka i pomidora, ale reszta...dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję! starałam się :) i też chodzę dumna jak przysłowiowy paw gdy Żuk krzyczy że chce owoc czy warzywo.

      Usuń
  2. Fajne :) wpisy o zdrowym żywieniu to coś co bardzo lubię :) przydatne i ważne :) dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! nie jest to taka skarbnica wiedzy jak u Ciebie, ale myślę że dość przydatne ciekawostki o których nie wszyscy wiedzą :)

      Usuń
  3. O tak, tak. Dziecko to dobry motywator do przyjrzenia się swoim nawykom żywieniowym. Wiadomo przecież, że dziecko uczy się przez naśladowanie :) Coś mi się jednak wydaje, że w naszym przypadku Synusia łatwiej będzie nauczyć zdrowego żywienia niż Tatę przekonać do zmiany nawyków (ach ta siła przyzwyczajenia i miłość do chipsów)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehehe coś wiem na temat opornego tatusia, aczkolwiek nauczyłam się przemycać jedzenie i stawiać na swoim :) a co do dziecka - fakt, najlepszy motywator na świecie :)

      Usuń
  4. A Gaja nie chce owoców, zresztą ona mało czego chce. Wpis bardzo przydatny, zwłaszcza dałaś mi do myślenia tym punktem o piciu kawy. Kurczę, codziennie rano pierwszą rzeczą, którą robię, jest właśnie kawa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hm....ja też nie potrafię się oprzeć kawie o poranku :) a co do Gajci, próbuj do skutku, może kiedyś się przekona.

      Usuń
  5. świetny tekst :)
    sama staram się zmienić swoje nawyki, niestety mieszkam z teściową, która ma swoje nawyki i wszystkie moje starania idą się..., że tak brzydko powiem.
    Nie mogę patrzeć, jak faszeruje dzieci słodyczami, chipsami itp. A na moje gadanie, że mój Junior nie będzie jadł, jest tylko odpowiedź, że sam będzie chciał, jak będą inne dzieci i jadły i co mu nie dam w tedy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! ach te babcie, dzięki Bogu my swoją przeszkoliliśmy i teraz najpierw pyta czy może coś dać Małej, nie przemyca jej sama słodyczy.

      Usuń
  6. Słodycze są u nas sporadycznie,gorzej jak przyjdą goście i przemycą czekoladki, cukiereczki.Wpis super, u nas warzywa i owoce królują nie ma z tym problemu, wcinają i uszy się trzęsą. Ja też chrupiąca warzywa jestem, niestety w-f to nie taki sam jak kiedyś, u nas np nie ma rozgrzewek, non stop koszykówka, nożna siatkówka. Najgorsze to sklepiki szkolne napakowane cudownym jedzeniem i energetycznymi napojami. Niby z tym walczą a nic nie robią. A pokusa dla dziecka jest;) co do szaleństwa fastfoodowego to jest sporadycznie ale przy większych zakupach są;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ci nieedukowalni goście, którzy wiedzą przecież lepiej że Twojemu dziecku nie zaszkodzi batonik albo pięć....są zmorą chyba każdego rodzica!

      Usuń
  7. Przed zajściem w ciąże też nie zwracałam uwagi na to co i kiedy jem, potem się to zmieniło, zaczęłam tego pilnować. Po ciąży także, ale niestety przyszedł czas, kiedy zapominałam coś zjeść,a potem to nadrabiałam, nie żałowałam sobie słodkiego, a także potrafiłam zjeść kolację o 21 ... skończyło się to tym, że doszłam do wagi z dnia porodu, musiałam nosić ciążowe ciuchy, bo w nic się nie mieściłam. W końcu zdecydowałam się wybrać do dietetyka, chciałam stopniowo zgubić zbędne kilogramy, wyrobić sobie nawyki i przy okazji nie stracić pokarmu- karmiłam piersią. Pod kontrolą dietetyka zgubiłam w raptem dwa miesiące 10 kg, czy 15 kg. W lipcu minie rok i łącznie zgubiłam 24 kg. Moja córka ma 20 miesięcy i nadal karmię. Zwracam uwagę na to co jem i w jakiej ilości, jakie produkty ze sobą łączę i zamieniłam napoje gazowane na wodę i soki własnej roboty, przekonałam się do koktajli ze szpinakiem, albo z sałatą. Polubiłam kasze jaglaną :) A co do faszerowania dzieci fast-foodami, to zapraszam http://cytryniaki.blogspot.com/2015/05/sposob-na-niejadka.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wow jestem pełna podziwu 24 mądrze zrzucone kilogramy to jest super wynik! gratuluję!

      Usuń
  8. Taaak , mieszanie składników bez ładu i składu to mój częsty błąd :) Jednak ogórka nigdy nie łączyłam z pomidorem , o tym pamiętałam od zawsze . Kawa ? Herbata ? Z tym chyba najgorzej. Nie wyobrażam sobie posiłku bez dobrej herbatki :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja niestety co rano pierwsze co robię nie otwierając jeszcze oczu to wstawiam wodę na kawę, a później jak już ją popijam to zawsze gwizdnę mężowi kanapkę albo dwie i wychodzi śniadanie popite kawką...pora zmienić nawyki

      Usuń
  9. Lubię własnie takie zmiany ,żywieniowe, które sa na plus a nie wymagają "cudownych diet" :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawy wpis :) .. zawsze łączyłam ogórka z pomidorem i zawsze popijam jedzenie herbatą.. ;/ hmm.. jeszcze tyle brzydkich nawyków muszę zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki, ale co do moich nawyków, choć wiem że nie wolno to i tak często popełniam błędy ;) także nie czuj się źle nie jesteś sama.

      Usuń
  11. Ja jeszcze dzieci się nie dorobiłam i mam paskudne nawyki żywieniowe :D, ale wiedza zaczerpnięta z Twojego postu na pewno zaprocentuje w przyszłości. :) Udanej niedzieli życzę !

    OdpowiedzUsuń
  12. U nas na szczęście problemów z jedzeniem nie ma. Choć swoje pomysły Oli ma, dziś z obiadu jadł tylko ogórki. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to jesteś szczęśliwym rodzicem! ciesz się że ogórki a nie np. czekoladę ;)

      Usuń
  13. U nas stosujemy francuski model jedzenia-posiłki celebrowane, o stałych porach dnia, bogate w warzywa (jak to kuchnia śródziemnomorska) itd.
    Jeśli jest coś, czego powinnśmy się od Francuzów uczyć, to właśnie tego, jak jeść dobrze i zdrowo. i to nie tak, że oni nie jedzą pod Łukami, czy unikają w ogóle słodyczy... Oczywiście, że zdarza im się zjeść śmieciowo a słodka przekąska na deser, to coś normalnego. Francuzi znają jednak umiar i przede wszystkim kochają DOBRZE jeść a hamburgery i te inne sprawy, to nie jest prawdziwe jedzenie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uwielbiamy wspólne posiłki, nie zawsze jednak mamy na nie czas, choć staram się żeby przynajmniej jedno z nas jadło z Żukiem posiłek jeśli oboje nie możemy. Wiadomo - w towarzystwie lepiej smakuje :) A co do francuzów, oni w ogóle sa ciekawymi ludźmi, nie tylko ze względu na nawyki żywieniowe.

      Usuń

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)