środa, 13 maja 2015

Przygody z książką 2: mistrzem dzięki praktyce.


Kolejny tydzień z Przygodą z Książką. Dzika Jabłoń zaopiekowała się o kreatywne wpisy na naszych blogach. Dziś krótko - coś do zabawy i nauki. Zapraszam!

Był już patriotyzm, poszanowanie przyrody, zabawa kolorami, nauka literek i cyferek. Tym razem postanowiłam pokazać Wam jak ćwiczymy liczenie, świetnie się przy tym bawiąc.
Z góry uprzedzam, że nie, nie jestem z tych matek, których ambicja sięga samodzielnego liczenia do stu u 3 latka.... Uważam, że liczenie ze zrozumieniem do 10 jak na razie wystarczy, choć do 20 też nam się zdarza....co prawda gubiąc czasem po drodze 17 lub 19 ale liczy się fakt i chęci.

Z cyframi zapoznawałyśmy się dzięki książeczkom "Cyferkowo" (TU) i dzięki książce "Obrazki dla maluchów - Cyfry". Proste łatwe i przyjemne można rzec akurat o tych lekturach.

Gdy Żuk pojęła już zasadę liczenia  zaczęłyśmy ją uskuteczniać na liczydle oraz dzięki dwóm bardzo lubianym przez nią książeczkom.
Pierwsza z nich, tania, skromna pozycja "Liczby" wydawnictwa Zielona Sowa. Twarde strony bardzo ułatwiają użytkowanie i minimalizują ryzyko uszkodzenia książki. Jej tzw. bajerem są otwierane okienka, na każdej ze stron, z odpowiedziami do zadań przedstawionych na danej stronie. 8 stron, 8 zadań do rozwiązania - oczywiście matematycznych, polegających na liczeniu wybranych elementów. Polecamy obie z Żukiem, bo na prawdę warto.


Druga książka, którą używamy do ćwiczenia liczenia to "Mały Uczeń 123" wydawnictwa Wilga S.A. Twarda oprawa, piękne rysunki, krótka historyjka wpleciona w treść zadań. Na każdej stronie zadanie, a do rozwiązania używane są otwierane i przesuwane okienka. Ponadto bonusem są kartoniki, do których zadanie znajduje się na końcu książki. Piękna oprawa czyni z niej książkę idealną na prezent. Cieszy oko, bawi i uczy.



Obie książki godne są polecenia ze względu na wartość merytoryczną, oraz na wydanie. Druga zdecydowanie odbiegała ceną od pierwszej, ale nie żałuję wydanych na nią pieniędzy. W końcu radość dziecka jest bezcenna. 
Dane techniczne można znaleźć w internecie - nie umieszczam ich żeby zbędnie nie przeciągać treści.
Moim celem było pokazanie Wam naszej praktycznej nauki poprzez zabawę - bez spięcia i nadgorliwego wkładania do głowy. Wychodzę z założenia, że na wszystko przyjdzie czas, a wspomagacze do nauki mają sprawiać dziecku radość i nie wywoływać w 3 czy 4latku poczucia obowiązku. Polecane przeze mnie książeczki zdecydowanie takie są.
Pozdrawiam PR!

30 komentarzy:

  1. Jak zwykle fajne propozycje. Najgorsze jest to, że ja tak uwielbiam książki... :-p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. staram się wybierać te książki których inni nie pokazują, żeby było ciekawie :)

      Usuń
  2. Liczenie może być zabawą. Masz absolutna rację! mamatywna.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) staje się wtedy przyjemnością a nie przykrym obowiązkiem

      Usuń
  3. Ta druga rzeczywiście wygląda zachęcająco tyle, że mój młodszy już dawno liczy dalej niż do 10 (zaleta posiadania starszego brata:) ), a szkoda bo lubimy takie książeczki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. obie są ciekawe - ja osobiście lubię minimalizm i wolę pracować z tą pierwszą, ale Młoda za to tę drugą uwielbia.

      Usuń
  4. fajne książeczki :)moja młoda nauczyła się cyferek z bajek ;) ale te Wasze książki sa super!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czarli i cyferki był również bardzo pomocny przy nauce cyferek. Na równi z książeczkami.

      Usuń
  5. Obie te książki widziałam na półkach znajomych rodziców. Widać cieszą się powodzeniem i tak jak piszesz godne są uwagi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. są na prawdę godne polecenia, a te otwierane i przesuwane okienka czynią je jeszcze bardziej atrakcyjnymi.

      Usuń
  6. Lubimy cyferki :) Ostatnio w biedronie nabyłyśmy zestaw do nauki cyferek i literek- Młoda sama wybrała. Przedstawione książeczki bardzo fajne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żuk lubi cyferki ale tylko do 10ciu. W kółko powtarza mi "mamo ale ja 11,12,13,14,15, 16,17,18,19 i 20 to już nie umiem liczyć..." także tego, sama rozumiesz...nie umie ;) haha

      Usuń
  7. Lubię Twoje zdrowe podejście do wychowania i edukacji :) A Twoje propozycje cyferkowych książek zapewne wykorzystam jak tylko Isia zainteresuje się liczeniem. Na razie najważniejszą cyfrą jest osiem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga wystarczyło mi że pierwszy rok mojego dziecka poświęciłam na bezsensowne spinanie się i denerwowanie. Więcej postanowiłam sobie tego błędu nie popełniać. Na wszystko przyjdzie czas. A co do osiem - Żuk zanim nauczyła się liczyć ciągle w kółko jak tylko widziała 8 powtarzała "oooo osiem jak tata" nie mam pojęcia skąd jej się to wzięło. Była to pierwsza cyfra jaką zapamiętała.

      Usuń
  8. Myślę, że dla dziecka liczenie traktowane jak zabawa, jest najlepszą metodą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też tak uważam, nie spinam się dlatego i nie wkładam jej do głowy. Bawimy się i czasem przy okazji się czegoś nauczymy.

      Usuń
  9. Mama bez ciśnienia - to dla mnie nowość ;) Dobrze, że są jeszcze rodzice, którzy nie edukuja dzieci na siłę, bo muszą być najlepsze.
    Przeglądając zdjecia pierwsza książeczka przypadła mi do gustu - nie za dużo treści, bardzo przejrzysta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja osobiście wolę tę pierwszą, jednak moje zdanie nie do końca pokrywa się ze zdaniem Żuka. Tak jak pisałam wcześniej pod komentarzem Agi - poświęciłam pierwszy rok mojego dziecka na bzdetne zamartwianie się na zapas, więcej czasu na taka pierdołę nie poświęcę, na wszystko przyjdzie czas.

      Usuń
  10. U nas liczenie zaczęło się od żelków Haribo - Precel wysypywał z paczki, liczył poszczególne smaki, sumował i wrzucał ponownie - pobierając "podatek" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak Zuk tylko pojęła zasadę liczenia to liczyłą wszystko, od płatków w kwiatku, przez fasolki u babci, sztućce na stole, i ptaszki na drucie. Teraz jej przeszło i liczy tylko w książeczkach, ale nie tylko tych z zadaniami matematycznymi, czasem policzy jakieś krasnale na obrazku, kotki czy inne zwierzątka. Oczywiście tylko z własnej inicjatywy - mi by nawet do głowy nie przyszło żeby przerywać królewnę śnieżkę po to żeby policzyć krasnale.

      Usuń
  11. My też siedzimy w liczbach i cyfrach, a Gaja jest zachwycona książkami (choć nie tymi, które prezentujesz). Fajnie, że można połączyć przyjemne z pożytecznym, dla dziecka to wspaniała sprawa:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie o to chodzi, żeby nie wzbudzać w dziecku niepotrzebnie poczucia obowiązku, nie powtarzać musisz, po prostu się z nim bawić, a bawiąc się czegoś się nauczyć.

      Usuń
  12. Janek zaczal liczyc jak mial 2 latka, nie z mojej chorej ambicji. Sam zainteresowal sie cyferkami przez magnesiki na lodowke z Danonkow - ot taki prozaiczny powod. Potem sie okazalo, ze ma talent matematyczny i logike na wyzszym niz przecietny poziomie. Ale Hela zaczela sie cyferkami interesowac troche pozniej, jakies 2 lata pozniej i naprawde nie robie tragedii. Po prostu ma inny talent :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żuk uwielbiała Czarliego i cyferki i też bardzo szybko załapała liczenie - ale tylko do 10; teraz powtarza mi często "mamo ale ja 11,12,13,14,15, 16,17,18,19 i 20 to już nie umiem liczyć..." I na tym na razie nasza edukacja się kończy, bo więcej nie chce. A ja zwykłam powtarzać że moje dziecko nie musi - ono tylko może więc nie zmuszam. Ale to co piszesz to prawda, są dzieci które przejawiają talent i inteligencję ponad przeciętną i nawet jak się ich nie uczy to one się tego i tak nauczą. Ważne żeby nie zmuszać do niczego, bo jak na początku będzie im się nauka kojarzyła z przymusem to w szkole będzie już tylko gorzej.

      Usuń
  13. Już nie mogę się doczekać kiedy moja córka będzie szaleć z takimi książkami:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Kochana - ja też często kupuję książki dla siebie bardziej niż dla niej ;)

      Usuń
  14. Uwielbiam serię "Obrazki dla maluchów", mam ich całkiem sporą kolekcję. Tak mi się podobają, że jako jedna z niewielu rzeczy, spakowałam je i odłożyłam dla kolejnych dzieci u nas w rodzinie, bo te książeczki są po prostu ponadczasowe!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. popieram Twoje zdanie, też mamy chyba z pół tej serii i uważam że jedna z bardziej wartościowych i zrozumiałych serii dla dzieci.

      Usuń
  15. Ja tylko czekam żeby Oli trochę podrósł. Książki jak zwykle u was świetne i warte zakupu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) dziękuję staram się wybierać takie których zazwyczaj nikt nie pokazuje

      Usuń

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)