środa, 8 kwietnia 2015

o pszczołach w konfesjonale

Jak już wiele z Was zdążyło powiedzieć - święta, święta i po świętach. Choć takich Świąt jakie ja miałam w tym roku nawet najgorszemu wrogowi nie życzę. Pozostał po nich ból żołądka, jadłowstręt i przeświadczenie, że nie mogę spojrzeć na moje popisowe ciasto. Choć czas ten spędziliśmy błogo, w  łóżku!, rodzinnie to niestety przeplotłam go wymiotami i bólem mięśni towarzyszącym tzw. żołądkowej grypie.
Z pozytywnych aspektów świąt - były to pierwsze, które spędzaliśmy w domu. Choć na śniadanie w niedzielę jechaliśmy do mojej mamy to postanowiliśmy, że i my pójdziemy w tym roku poświęcić jedzenie w kościele. Schody zaczęły się w sobotę rano jak się okazało, że w całym domu nie ma wiklinowego małego koszyka, w którym moglibyśmy zanieść nasze pęto i 2 jaja :) do święcenia. Na szczęście Żuk w swych licznych zasobach rzeczy wszelakich miała coś filcowego na podobę koszyczka....oczojebnie różowego, z żółtą rączką i białym zajączkiem. Choć strojem nie zabłyśliśmy w kościelnej rewii mody, to koszykiem na pewno. Ba! wchodząc do kościoła okazało się, że Żuk pobrudziła kurtkę - długa historia.... 
Jak wiadomo nie od dziś święcenie pokarmu trwa góra 15 min. dlatego też zapewne towarzystwo dało się namówić na to przedsięwzięcie i udaliśmy się tam rodzinnie. Ksiądz choć mówił przez mikrofon, robił to tak mało donośhnym głosem, że usłyszeliśmy z jego 3 min. wywodu tylko słowo jajko i wszystkiego dobrego - oczywiście jak rasowi bezbożnicy staliśmy z tyłu.... Za to wszyscy łącznie z pierwszą ławką i księdzem na pewno usłyszeli Żuka gdy po wejściu do konfesjonału krzyknęła - tato tu są takie dziurki w drewnie, przypuszczam, że mieszkają tu pszczoły..... Ech, cóż rzec... Na koniec jeszcze donośnym głosem dodała - woda do mnie doleciała. I tak zakończyła się nasza wspólna przygoda z kościołem.
Koszyk w domu ustawiliśmy na honorowym miejscu, mając na uwadze, że mamy w domu kota - znaczy się wysoko. Zapomniałam tylko o tym, że choć mój kot nie chodzi po meblach to koty teściowej w łącznej liczbie 3 nic nie robią sobie z mojego zakazu i na przekór gdy tylko nie widzę lub nie mam możliwości rzucenia w nie czymkolwiek robią to z premedytacją i wrodzoną przyjemnością robienia na złość... Także w niedzielę po przebudzeniu stwierdziliśmy brak kawałka naszej poświęconej kiełbasy. Na szczęście były bardzo życzliwe i uprzejme, zostawiając nam jeszcze 2/3 pęta do konsumpcji.....Jak tu nie powiesić na płocie ja się pytam.... ;) (żarcik taki oczywiście).
Z przyjemności Świąt to by było ogólnie na tyle, bo moje mdłości nasiliły się po śniadaniu i wróciliśmy do domu szybciej niż z niego wyjeżdżaliśmy. Później to już tylko pamiętam łóżko, kisiel, toaletę i skaczącego po mnie Żuka. Moje dziecko nijak nie dało sobie wytłumaczyć, że mama jest chora - zdawało się, że w jej słowniku nie ma miejsca na słowo chora i dokazywała ze zdwojoną siłą.
Reasumując jakie by nie były te Święta   wyszły nam w 100% na dobre. Spędziliśmy wspólnie mnóstwo czasu, nie narzekamy na świąteczne obżarstwo, a waga wreszcie pokazała upragnioną cyfrę z przodu (choć wiem że to tylko chwilowe i tak cieszę się jak głupia). Można powiedzieć że odkryliśmy tajemnicę - jak nie przytyć w święta i jak zafundować sobie na prawdę rodzinny czas. Choć przeplecione chorobą, były na prawdę udane.
Pozdrawiam PR

33 komentarze:

  1. Cieszę się, że mieliscie udane święta, wspolczuje jednak grypy. No ale przynajmnjej spedzilsicie czas z najblizszymi, a w sumie to najważniejsze: )
    Pozdrawiam
    Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak to mówią niektórzy nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło :) mimo wszystko były udane - bo razem :) pozdrawiam również!

      Usuń
  2. Nie wiem czy zazdrościć czy nie :p ale to legalne leżenie w łóżku cały dzień do mnie przemawia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) może chcesz spróbować? zapraszam więc jeszcze do końca się nie wyleczyliśmy....oddamy resztę z chęcią!

      Usuń
  3. z tymi pszczołami to Zuk ma rację :) trafne spostrzeżenie :) zyczę zdrowia i mam nadzieję, że jest już dobrze! Masz rację-nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Żuk zawsze wymyśli coś niespodziewanego; myślę że w przyszłości będzie to jej pretekstem do niechodzenia do spowiedzi ;)

      Usuń
  4. Mam nadzieję, że oprócz skakania Żuka po Tobie, mąż skakał wokół Ciebie...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ech na tyle na ile mógł, gdyż jako jedyny z całego domu podzielił mój los i tak sobie razem umieramy :)

      Usuń
  5. a porpos święceni pokarmów u nas ksiądz nawet nie pokroipł naszego koszyka i córka była zdziwiona po co myśmy te dwa koszyczki (jej i ze święconką) obnieśli do kościoła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aż to ignorant jeden! ja bym się upomniała ;) specjalnie po to dziecko tam zaprowadziłam, żeby zobaczyła, wspomnienia powiązane ze świętami miała, wiesz jaką frajdę miała Żuk z tego że ta woda jednak do niej doleciała....

      Usuń
  6. W słowniku moich dzieci również nie ma słowa 'chora' jeśli chodzi o matkę :) A co do święcenia to mój młodszy syn dostał wodą po oczach tak, że aż go zamurowało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hm mam nadzieję że mu to na dobre wyszło i będzie od tąd grzecznym synkiem mamusi, a co do słowników i pojęć - chyba żadne dziecko nie ma takiego pojęcia w swoim słowniku jeśli chodzi o rodziców....ech dobrze że przynajmniej kocham cię mają :)

      Usuń
  7. Mojego kota chciałam jeszcze raz kastrować, jak mi podryzł rogi od fotoksiążki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) ciekawe co tym razem byś mu ucięła ;)

      Usuń
  8. My pierwszy raz mieliśmy takie wspólne, "świadome" Święta. Z kościoła pamięta tylko to, ze "był Pan Jezus", bo oglądała z Tatą grób PJ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zapewne mój 3 latek niewiele z tego rozumie ale nie chcę żeby święta kojarzyły jej się tylko z prezentami i wyjazdami do rodziny, bo zatraca się w ten sposób cały ich sens. W przyszłym roku nasze dzieci będą już mądrzejsze i bogatsze w doświadczenia i tego sie trzymajmy :)

      Usuń
  9. U Was jak u nas zawsze na wesoło ;) Młoda w Kościele bawiła się w fryzjerkę a rok temu na kropielnicę mówiła, ze to kibelek na cały głos powtórzyła to dwa razy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hm. myślę że to domena wyszczekanych dzieci. fajnie że potrafią mówi, dużo mówić, dogadują sie praktycznie ze wszystkimi, ale takie sytuacje (dla niektórych zabawne, dla innych gorszące) sa nierozerwalnie połączone z ich pasją słowotoku.... A my możemy robić tylko dobrą minę do tej gry :) przynajmniej się nie nudzimy Gośko!

      Usuń
  10. Wasz Żuk wymiata!😊 Co do choroby to współczuję. Chociaż chyba na dobre Wam wyszło 😉Miło tak w gronie rodziny. Wiem bo u nas podobnie. Chłopaki się pochorowali i święta również w domu.Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak to już napisałam wcześniej nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. A co do Żuka - fakt potrafi zmieść człowieka swoimi tekstami, ale podejrzewam że jak większość dzieci :) pozdrawiam również!

      Usuń
  11. Jak byłam mała chciałam mieć zwierzaka w domu. Teraz jest wręcz odwrotnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kota i psa dostaliśmy w prezencie, nawet nie mielismy czasu się zastanowić czy chcemy. W sumie to na złe nam nie wyszło bo ja nie umiem bez zwierząt. choć czasem mam ochotę...powiesić na płocie ;)

      Usuń
  12. Dzieci mają prawo mówić co myślą również w kościele- są najbliższe prawdy, bo szczere. Ja w tym roku stojąc z koszyczkiem usłyszałam przechodzącą obok nastolatkę (co najmniej 15-latkę): "tata, a stajenkę idziemy obejrzeć teraz czy potem?" i odpowiedź taty: "nie no potem, potem" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też tak uważam, dlatego powiedziałam jej że może mówić ale ciszej żeby nie przeszkadzać innym. I wcale jej się nie dziwię że skojarzyło się jej to z domem dla pszczół, bo były tam wywiercone dziury/otwory, a konfesjonał jest drewniany. Podobne dziurki w płycie dzieci mogą zobaczyć w OBI tyle że mniejszych rozmiarów i z daszkiem....i to jest na prawdę domek dla pszczół. W sumie to widać że dziecko nas słucha :)

      Usuń
  13. pszczoły w konfesjonale, padła, tylko dziecko, a raczej dziecko w bliskim kontakcie z natura mogło wpaść na taki pomysł ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja mimo wszystko nie zazdroszczę. U nas Agatkę chyba by zjedli za wejście do konfesjonału ;-) A co do koszyczka - u nas jest taka tradycja, że nie wolno go nawet dotknąć od przyniesienia z kościoła w sobotę do śniadania w niedzielę. Tak czy inaczej lubię te stare tradycje i Młody też na razie musi szanować ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no u nas tak samo wiec postawiliśmy wysoko na honorowym miejscu ten wyrób koszykopodobny i stał tak przez cały dzień....a w nocy kot się nim zaopiekował (no bo co tak miał stać;)) A co do choroby - dalej jeszcze mnie trzyma i chyba padnę niedlugo :/

      Usuń
    2. Zdrówka ;-) Kiedyś musi puścić. U mnie ostatnia taka akcja skończyła się kroplówkami. Leżeliśmy oboje z Młodym. Nie życzę, chociaż szybko pomaga.

      Usuń
  15. Mimo choroby widzę, że humor w święta Ci dopisywał, a to najważniejsze:).

    W słownikach dzieci nie ma słowa "choroba", choć czasem i mężowie tak myślą. Kiedy zaraziłam się jelitówką od Gai, Myster Pi stwierdził, że fajny sobie czas na chorowanie wybrałam:). Oj, faceci!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda - nie ma pojęcia chory rodzic, ale tak jak napisałam wcześniej rekompensuje to fakt obecności słów kocham cię, więc idzie im to wybaczyć. A co do mężów - mój stwierdził że możemy poszczycić się tym że schudliśmy w te święta (choć tak całkiem serio to jeszcze nas nie odpuściło i mam już dość wszystkiego)

      Usuń
  16. To swiecone nie pomoglo? Rozwolnienie i torsje to pewnie kara ze do kosciola tylko od swieta, jak typowy polaczek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ba! Nawet ośmielę się powiedzieć, że po tym się zaczęło. Myślę że my rasowi bezbożnicy, gorsi od polaczków bo kościół okupujemy tylko na wesela i pogrzeby, w ogóle nie powinniśmy się święconego dotykać. Kara za to że łapę w tym kierunku bezkarnie wyciągnęliśmy :) hahaha

      Usuń

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)