piątek, 17 kwietnia 2015

O profanacji i przemycie jedzenia.

"Nie baw się jedzeniem!"
"W Afryce dzieci głodują a Ty wybrzydzasz...!"
"Jedzenie to nie zabawka!"
"Na chleb trzeba ciężko pracować!"

Znacie takie powiedzonka? Ja oczywiście oprócz tego, że pamiętam bardzo dobrze ze swojego dzieciństwa, potrafię nawet wtrącić je w swoje monologi i to nie wiedząc kiedy.
Wcale mi się nie podobały i nie podobają, są jednak tak głęboko zakorzenione w mojej podświadomości, że częstokroć niekontrolowane wypływają z moich ust... A, że dawno temu zapadłam na przypadłość "najpierw mówi, później myśli" - pomyślę dopiero później jak już je wypowiem, że wcale nie chciałam takiego określenia używać. No nic, jak to się mówi nikt nie jest idealny...i lepiej chyba używać takich określeń niż bluzgać na lewo i prawo....

Momenty kiedy dziecko jest przeziębione i nie czuje smaku przez katar są chyba najgorszymi momentami dla każdego rodzica. Z jednej strony wiesz, że chore, że katar, smaku nie czuje....samej/samemu nie chce Ci się w takich sytuacjach jeść. Z drugiej jednak strony masz świadomość, że jak nie będzie jeść to nie będzie zdrowieć. Organizm musi mieć siłę żeby walczyć z chorobami, a niedożywiony organizm walczy głównie o przeżycie, siły na nic już poza tym nie ma.

Żuk z jedzeniem problemów raczej nie ma, wystarczy na nią spojrzeć. W sumie ma to po rodzicach, którzy jeść także uwielbiają. Jednak jak każde dziecko podczas wychodzenia zębów, a później podczas przeziębień jedzeniem gardziła. Nazywaliśmy to zazwyczaj mleczną dietką, bo mleko było i jest jedyną rzeczą, którą daje w siebie w takich sytuacjach wlewać. Jednak jako nadgorliwa matka nie mogłam nigdy znieść tej myśli, że ona nie zje nic, nawet kanapeczki.... Choćby z tą przeklętą nutellą, byleby coś jeszcze oprócz tego mleka.

Wtedy właśnie wpadła mi do głowy myśl, że dlaczego by na potrzeby przemycenia jedzenia nie zabawić się nim. W końcu to nie marnotrawstwo i nie profanacja lecz zabawa z korzyścią głównie dla dziecka. Z okazji zimowej pory, przeziębienia i braku możliwości zrobienia pikniku, Żukowi owego się właśnie zachciało. Chwyciłam okazję i wykorzystałam ją w 100%. Oprócz małych, szybkozjadalnych kanapek, zaserwowałam jej mrożone (już rozmrożone oczywiście) owoce i kilka rzeczy, które lubi, na ręcznikach kąpielowych, na podłodze w jej pokoju. Leżałyśmy tak wyobrażając sobie zacieniony trawnik w parku i konsumowałyśmy nasze kolorowe kanapeczki.

Inną odmianą naszej zabawy jedzeniem, którą możemy już spokojnie nazwać swoim prywatnym rytuałem są owocowe koreczki. Bierzemy wszystko co tylko  mamy dostępne w domu i robimy z tego kolorowe koreczki. Czasami są to tylko dwuskładnikowe korki z bananem i jabłkiem, a czasem są kolorowe jak pisanki w koszyczku wielkanocnym. Efekt jest taki, że nawet te mniej chętnie zjadane owoce są pochłaniane.

Oprócz tego, że moje zamierzenie zostało osiągnięte, Żuk dobrze się przy tym bawiła. Oczywiście ja spełniłam obowiązek nadgorliwej matki - nakarmiłam dziecko! 

Nie wiem jak to jest mieszkać z niejadkiem, ale może spróbować wraz z nim zabawić się jedzeniem? Dzięki temu może odkryje uroki jedzenia, a matkom wróci spokojny sen...? Czemu by nie spróbować? W końcu jak to mówią tonący się brzytwy chwyta!

Pozdrawiam PR!

37 komentarzy:

  1. Jakbym czytała o nas;) Młoda lubi owoce i warzywa...jednak w normalnej postaci jej się znudziły ;) Najpierw były chipsy bananowe ( tzn. pokrojone w plasterki banany;)) później właśnie koreczki- ale tylko z jabłek muszą być ;)
    Przy wychodzących zębach też ratowało nas mleko ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u nas ostatnio czipsy jabłkowe wiodą prym. A. potrafi pokroić jabłka naprawdę cienko a Żuk ma radochę.

      Usuń
  2. Kiedys za mlodu mama mi robiła "leci samolocik" i jadłem grzecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak próbowałam jej zrobić leci samochodzik to spojrzała na mnie wzrokiem pełnym pogardy i zaśmiała mi się w twarz. Ot Małą Ignorantkę sobie wychowałam ;)

      Usuń
    2. *miał być samolocik wyszedł samochodzik.... :)

      Usuń
  3. Fajne pomysły :) Zwłaszcza te koreczki chętnie wypróbuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwsza próba była z sałatką owocową - pogardziła...ale jak zobaczyła owoce ponabijane na patyczki to od razu apetyt jej wrócił :)

      Usuń
  4. Koreczki sprawdzają się bardzo dobrze :) Obserwuję :)
    Zapraszam w wolnej chwili http://www.skezjablog.eu/

    OdpowiedzUsuń
  5. To świetny pomysł, dziecko powinno się wówczas skusić. Będę o nim pamiętać, tak na przyszłość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w sumie dobrze jest się uczyć na czyichś doświadczeniach i błędach - przynajmniej ja wychodzę z tego założenia :)

      Usuń
  6. U nas czasem też robimy cuda z owoców żeby Kuba zjadł. Najczęściej kroimy w kosteczki i wtedy chętnie zjada ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żuk owoce uwielbia i zazwyczaj nie mamy problemu z jedzeniem. No chyba że dopada ją jakieś przeziębienie - wtedy mi zależy na tym żeby jadła dużo warzyw i owoców a ona jak na złość nie chce. Jak na razie koreczki dają radę. W sumie piknik tez nam sie udał :)

      Usuń
  7. Ja mam w domu ciężki przypadek. Jakakolwiek inwencja kończy się histerią, a zrobienie już w akcie totalnej rozpaczy kolorowych kanapek skończyło się rzutem dziecka na podłogę, histerią i waleniem pięściami w podłogę. Nie ma takiego sposobu i takiej siły, która zmusiłaby moje dziecko do zjedzenia jakiegoś warzywa poza dosłownie odrobinką marchewki w rosole i odrobiną ziemniaków (jeśli spróbuję coś przemycić to będzie z precyzją zegarmistrza wyciągał niepożądane produkty) Moje dziecko do niedawna przypominało szkielet obciągnięty skórą (choć tego co je wcale nie je tak mało) więc możesz sobie wyobrazić moją radość jak wreszcie w wieku prawie siedmiu lat przekroczyliśmy granicę 20kg, a mój syn wreszcie nie kłuje nas kośćmi jak się przytula :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie mam pojęcia co to prawdziwy niejadek w domu ale współczuję Tobie i wszystkim rodzicom którzy takich posiadają. Siedziałabym i martwiła się w kółko o dziecko...o to żeby z głodu mi nie umarło. Moje propozycje są może dla niektórych absurdalne, ale z drugiej strony wiem z doświadczenia że rodzice potrafią robić wiele dziwnych rzeczy żeby tylko dopiąć swojego, a dzieci są nieprzewidywalne i czasami absurdalny pomysł pikniku w pokoju okazuje się strzałem w dziesiątkę.

      Usuń
  8. U nas Młody ma fazę na jedzenie falami... :) Raz je, aż mu wielki brzuch wystaje, a następnego dnia prawie nic... może poza owocami - bo owoce wchłania i jak już nic innego sobie nie da przygotować, to owoc zawsze się przyjmie. Pieczywem gardzi od zawsze... z kanapki zjada to co jest na wierzchu, zlizuje masło, a resztę zostawia.. ;)
    Spróbuję następnym razem "koreczków" z konkreta ;) jak nie będzie chciał znowu jeść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żuk je bardzo mało pieczywa i jak już jej się zdarzy jest to zazwyczaj zwykła biała pszenna bułka - chlebem gardzi. Owoce za to w każdych ilościach. Jak tylko nauczyła się chodzić to przepadała pod krzakami i zjadała wszystko do czego tylko dała radę dosięgnąć. Za to jak jest przeziębiona to na jedzenie nawet nie patrzy i wtedy mamy wielki problem.

      Usuń
  9. Pamiętam mnie straszyli betoniarką, żebym cokolwiek zjadła...
    Co prawda problemów z jedzeniem Antek nie ma, ale gdyby coś (puk, puk) to nic na siłę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o Matko! Betoniarką?! Żuk ogólnie też problemów nie ma, tylko podczas przeziębień nie chce jeść - myślę że jesteśmy dzięki temu szczęśliwymi rodzicami, biedni Ci którzy muszą cały czas kombinować żeby młodzież dała sie namówić na jedzenie.

      Usuń
  10. Z Pawłem próbowałam już chyba wszystkiego. Efekt - jak ma dobry dzień zje, a jak nie, to wszystko na nic :-/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :( nie zazdroszczę, my na ogół problemu nie mamy, chyba że jest chora, wtedy ma w nosie jedzenie.

      Usuń
  11. Czytając Twój sam wstęp przypomniała mi się sytuacja z dzieciństwa , jak siedziałam 2h nad talerzem z wątróbką :D (wtedy m.in. słyszałam te słowa i dodatkowo, że to jest zdrowe i MUSZĘ to zjeść) Oczywiście nie tknęłam tego i w końcu kazali mi iść do pokoju - a ja do dziś jej nie jem i sam zapach mnie odstrasza. Teraz się z tego śmieję, ale wtedy postanowiłam dopiec rodzicom i nie dać się ;) Taka wredna byłam :D
    Jeśli chodzi o koreczki to uważam to za doskonały pomysł - sama jeśli mam czas i chęć czasami wymyślam takie cuda na kolacje - chociaż owocowych jeszcze nie robiłam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. twarda sztuka z Ciebie byłą, mała wredota ;) ja też nie znoszę wątróbki.... a co do koreczków, jakoś tak łatwiej przyswajalne w ten sposób, dla wszystkich nie tylko dla Żuka

      Usuń
  12. Znam te zdania z dzieciństwa. Do tego kojarzy mi się jeszcze: "to teraz za babcię i dziadka", jak nie zjesz to będzie im przykro.
    Myślę, że Twój sposób na przemycanie jedzonka dla dziecka jest super. Mi mama też czasem zrobiła mini kanapki i miałam frajdę i apetyt by je zjeść. Lubiłam też pociągowe kanapki, czyli chleb-zawartość-chleb. Standardowo na kromkę coś się nakłada i już nie przykrywa, a jak było dodatkowo przykryte to się cieszyłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taaa za babcie i za dziadka...zapomniałam o tym! uwielbiałam w dzieciństwie kolorowe kanapki, oczywiście zawsze były najsmaczniejsze jak zrobiła mama.

      Usuń
  13. Ja na szczęście nie muszę nic przemycać :) No chyba, że Gabi jest chora...wtedy dwoję się i troję, by zjadła cokolwiek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właściwie u nas jest ten sam problem - a wlaściwie go nie ma, normalnie Żuk jada praktycznie wszystko za to podczas choroby tańczymy i czarujemy żeby zjadła cokolwiek bo wtedy nie tyka niczego.

      Usuń
  14. U nas z jedzeniem bywa różnie. Czasem muszę się trochę nagimnastykować, żeby mała zjadła owoce czy warzywa. Najczęściej udaje mi się to za sprawą koktajli i miksowanych zup. W przeciwnym razie widok nawet najmniejszego kawałka marchewki wzbudza w mojej córce reakcję, jakby miała jakąś fobię. No ale i tak nie mogę narzekać. Na szczęście synek nadrabia za dwoje :) W najbliższej rodzinie mamy dziecko, które ma 8 lat, waży ok 14 kg i od ponad 4 lat dokarmianie musi być przez rurkę włożoną do żołądka. To dopiero jest problem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jej straszne tak dokarmiać dziecko rurką. A tak dla przykładu moje dziecko uważa że zmiksowana zupa to nietykalna zupa - od samego początku tak miała - dziwne bo zazwyczaj dzieci lubią takie kremy.

      Usuń
  15. Chyba będę musiała zacząć zabawę w przemycanie, choć widzę ostatnio postępy u Gai. Wreszcie zaczęła rozumieć, że to, czego nie zna, też może być dobre.

    Moja mama nie przemycała nic mojemu bratu, lecz miała inny patent. Dzień po dniu opowiadała mu bajkę o Czerwonym Kapturku, a wtedy wszystko zjadał. I tylko tego Kapturka chciał słyszeć, bo inne bajki mu się nie podobały:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czerwony Kapturek - dobre. U nas ogólnie problemów z Żukiem nie mamy, tylko jak jest chora odmawia jedzenia. Właściwie czasami jak już nie mam siły wymyślać to włączam bajkę przy stole - też czasami skutkuje.

      Usuń
  16. Moja mama karmiła siostrę tak:
    Otwórz buzię. Zamknij. Pogryź. Połknij.
    A i tak cwaniara potrafiła schomikować mięcho od obiadu w policzku aż do kolacji, jeśli mama wcześniej go nie wykryła :)
    Moje dzieciaki jedzą praktycznie wszystko, ale w przedszkolu miałam chłopca który jadł tylko rosół, suchy makaron, suchą bułkę, jogurt i ziemniaki, ale tylko takie, które kupowała mama, więc obiady "u nas" to była katastrofa. Do dziś jest najniższy w klasie. Na niego nic nie działa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mój Żuk jak jej mięso nie smakuje to też potrafi chomikować je w buzi. Tyle tylko że nauczona doświadczeniem pytam i pozwalam jej nie jeść jak nie chce. Serwuję jej wtedy coś innego.
      Współczuję takim rodzicom których dzieci nie tykają jedzenia.

      Usuń
  17. Chętnie skorzystam z Twoich pomysłów, choć jak na razie nie mamy problemów z jedzeniem Olusia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w sumie skoro nie macie problemów to koreczki owocowe w ramach podwieczorku i dobrej zabawy można zaserwować :)

      Usuń

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)