piątek, 6 marca 2015

Recyklingowe zabawy: aktorzy z wielkiej domowej sceny.

Dziś wpis z mojej ulubionej serii recyklingowe zabawy. 
Uwielbiam wykorzystywać rzeczy z pozoru niepotrzebne i świetnie się przy tym bawić. Jakiś czas temu pokazywałam Wam teatrzyk z kartonu po owocach i kawałków materiału. Dziś chciałabym przedstawić Wam naszych teatralnych przyjaciół dzięki, którym każda sztuka wystawiana na wielkiej scenie domowego teatru jest bardzo urozmaicona i kolorowa. 
Choć z pozoru może się czasami wydawać, że potrafię zrobić jakieś rękodzielnicze cuda to nie jest to do końca moją mocną stroną. Zrobienie ptaszków do przedszkola nie sprawiło mi większego problemu, jednak pacynki do domowych sztuk już tak. Gdy nie potrafię czegoś zrobić od początku do końca staram się wynajdywać półprodukty, które umożliwią mi spłodzenie pomysłu siedzącego w głowie.
Tym razem stanęło na łyżeczkach od mleka modyfikowanego (tak, tak, posiadamy gdyż Żuk była karmiona piersią tylko do 10 m-ca) i elementach skarpetek dla niemowląt. 
Zapewne każde z Waszych dzieci posiada, lub posiadało skarpetki z jakimś brzęczącym podobieństwem zwierzątka. Takie skarpetki, które z reguły są za grube do domu, za wielkie do butów i przycienkie na spacery w chłodne dni. Za to są śliczne, mają grzechoczące zwierzątka na czubkach i idealnie zajmują czas malucha (pod warunkiem, że maluch dopatrzy się, tego że coś tam ma). Tak się złożyło, że Żuk posiadała takich skarpet kilka par, dzięki czemu dorobiliśmy się 2 głów żaby, owieczki, misia oraz 2 tukanów.  Zazwyczaj zabawki te przyszyte są do skarpet dwiema albo trzema cienkimi nitkami więc większych problemów z odczepieniem i nie zniszczeniem skarpet nie miałam. Później po najmniejszej linii oporu, nie wysilając się za bardzo wziąwszy klej z pistoletem na gorąco przykleiłam je do łyżeczek od mleka, które okazały się solidnymi i w miarę bezpiecznymi podporami.
 Choć wiem, że Ameryki tym postem nie odkryłam to chciałam Wam pokazać, że nie trzeba koniecznie mieć wielkiego talentu rękodzielniczego lub grubego portfela, żeby zorganizować dziecku świetną zabawę w domu. Teatrzyka także nie trzeba mieć, z takimi pacynkami można nawet schować się za łóżkiem lub stołem wyobraźnia dziecka zrobi resztę.
Pozdrawiam PR!






20 komentarzy:

  1. Genialny pomysł!!! :D Mam tych łyżeczek całe mnóstwo i ostatnio nawet mówiłam do męża co z nimi zrobić :D ale super pomysł :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. spraw dziecku radość :) pozdrawiam!

      Usuń
  2. fajny pomysl! chyba tez tak te lyzeczki wykorzystam, tylko z filcu porobie maskotki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooo z filcu mogą wyjść arcydzieła dopiero!

      Usuń
  3. Świetne kukiełki! Gratuluję pomysłu. :) To prawda, że nie trzeba talentu, tylko trochę chęci, aby urozmaicić dzieciom czas. Ja w swojej pracy bardzo często przygotowuję zajęcia plastyczne dla maluchów właśnie z rzeczy "niepotrzebnych". I tak robiliśmy smoki z opakowań po jajkach, żabki, zajączki, strachy z rolek po papierze... Pozdrawiam serdecznie i życzę spokojnego weekendu! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję! u nas jakiś czas temu z rolek po papierze wyszły nam zające właśnie, też się świetnie przy nich bawiłyśmy. pozdrawiam!

      Usuń
  4. Żabka najlepsza! :D
    Genialny pomysł i proste wykonanie! Masz łeb ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jakoś tam patrzę na śmieci a one do mnie mówią....;) dzięki!

      Usuń
  5. Jak zwykle świetnie Ci to wyszło, Ilonko! Nie myślałaś o tym, żeby wydać książkę z cyklu- zabawy recyklingowe? Jestem pewna, że wielu rodziców by po nią sięgnęło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! właśnie odkryłaś jedno z moich marzeń, ale to chyba nie jest takie proste.

      Usuń
    2. Trzymam kciuki:) Pierwsza kupię z autografem oczywiście ;)

      Usuń
    3. Marzenia sią spełniają, ale trzeba w nie wierzyć:). A Antyterrorystkę w kupnie i tak wyprzedzę;).

      Usuń
    4. moje 2 wierne fanki :* Sabina na Twoją tez czekamy z Gosią z niecierpliwością!

      Usuń
  6. Ty Ameryki nie odkryłaś? Jak nie jak tak ;) Świetna sprawa. Muszę znaleźć nasze grzechoczące skarpetki i je przerobić ;) :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Trochę przypominają mi te pacynki, które jako dziecko dostawałam u lekarza za bycie grzeczną (czytaj: niezbyt przeszkadzającą) podczas badania :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szałem to one nie są mam świadomość, ale zabawę z nimi mamy przednią! Pozdrawiam również i witam w moich skromnych progach!

      Usuń
  8. Jesteś fenomenalna! I chociaż kilkakrotnie już zaglądałam na Twój blog to widzę, że nie złożyło się bym zostawiła komentarz. Niestety zdarzają się ku temu przeciwności :P Głównie dziecko:)

    Bardzo fajny pomysł...a tych miarek to mamy tyle, że całe przedszkole teatrzyk mogłoby zrobić:)

    www.MartynaG.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt dziecko skutecznie uniemożliwia pisanie na kompie. Ja zazwyczaj czytam na tel. Łatwiej się z Nim schować w kącie tylko komentarzy nie idzie pisać.... Pozdrawiam!

      Usuń
  9. I kto by pomyślał, że kiedyś kazano nam za takie przedstawienia płacić :D

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)