piątek, 20 marca 2015

Masz problem? Dlaczego?

Wydawałoby się, że czasy małżeństwa z przymusu (bo rodzina chce, bo dziecko w drodze) już dawno i bezpowrotnie minęły. Większa świadomość społeczeństwa zaskutkowała tym, że ludzie mają w głębokim poważaniu co pomyśli sobie pół, albo nawet cała "wioska" jak zamieszkają ze sobą bez ślubu....ba! z dzieckiem! W końcu prawidło - człowieka poznaje się w momencie jak się z nim zamieszka - dopchało się do władzy i może to lepiej, bo wiele osób najpierw chce spróbować, a nie skakać od razu na głęboką wodę zwaną małżeństwem.

Po lutowych Walentynkach i marcowym Dniu Kobiet wiele blogerów i profili na FB bije na alarm by pamiętać o sobie we wszystkie dni w roku nie tylko w te dwa, które już dawno za nami. Wszystko fajnie - zmyślna idea - lecz czy to nie jest oczywiste?
W prawdziwym, realnym życiu nie jest jak w bajce, ani też chociażby w dobrym filmie. Mężczyzna nie wraca z pracy na białym rumaku, a kobieta nie obsługuje kuchni w pełnym makijażu i na szpilkach. W prawdziwym życiu jest ciężko czasami spotkać się między zajmującymi nas zajęciami. W prawdziwym życiu nie warto jest zatracać się w swoich niespełnionych marzeniach ubarwiając je dodatkowo powieściami romantycznymi rodem z Harlequina. W prawdziwym życiu, to że Twój mąż czy Twoja żona o Tobie nie pamięta nie jest tylko jego/jej winą, o czym wiele osób zdaje się zapominać.

Rzymu nie zbuduję tym zdaniem, Ameryki nie odkryję - ale proszę Państwa kij ma zawsze dwa końce, a wina zazwyczaj leży po obu stronach. Nie wypada iść drogą poszukiwania problemu w dziecku "bo odkąd pojawiło się ono...." to tylko nieumiejętne tuszowanie własnych win. Dziecko nigdy nie jest problemem, a decydując się na nie powinniście być świadomi obowiązków za tym płynących. W problemach rodziców dziecko zawsze jest ofiarą - niestety...:(
Wróćmy jednak do małżeństw i związków partnerskich. Zanim zaczniesz narzekać na drugą połowę zatrzymaj się na moment i zastanów najpierw nad swoim postępowaniem. Ile razy tygodniowo (powinnam napisać dziennie, ale użyję tej łagodniejszej wersji) okazujesz miłość i czułość swojemu partnerowi/partnerce? Czy wiesz jak lubi być dotykany/na? Czy wiesz jakie słowa są dla niej/niego budujące, dzięki którym czuje się kochany/ana?
Żądając zysków dla siebie, czy to w postaci okazywania uczuć, czy na przykład poprzez zmienianie kogoś na własne potrzeby należałoby najpierw stanąć i zastanowić się nad własnym postępowaniem i nad tym ile ja daję z siebie żeby osiągnąć wyznaczony cel. To, że zostałeś/łaś nauczona miłości i okazywania uczuć nie znaczy wcale, że je okazujesz należycie i z szacunkiem osobie, z którą zdecydowałeś/łaś się spędzić resztę życia. Poza tym wchodzi w grę wychowanie w różnych rodzinach, częstokroć dysfunkcyjnych i możliwość, że Twój partner/erka takiej wiedzy i umiejętności nie posiadają. Może zmiany należałoby zacząć od pokazania jak wygląda miłość w moim mniemaniu i życie, którego się od drugiej osoby oczekuje. Oczywiście pamiętając o tym, że pokazać nie oznacza  tego samego co narzucić komuś swoją wolę, co ściśle wiąże się z wzięciem pod uwagę i uwzględnieniem potrzeb tej drugiej osoby.

Przede wszystkim jednak podstawą w małżeństwie powinna być komunikacja werbalna, czyli nic innego jak zwykła rozmowa. Być może nie powinnam tego pisać, jednak fakt jest taki, że tyczy się to przede wszystkim Pań, które częstokroć zapominają, że ich mężczyzna nie jest jakimś tam Dzwoneczkiem z Nibylandii, czy innym wróżem Garym i nie potrafi czytać w myślach, ani przewidywać przyszłości. Mężczyzna nie czyta  romansów, nie wie co zrobiłby na jego miejscu Wasz ulubiony bohater tychże powieści. Zajmują go zazwyczaj przyziemne sprawy pt. praca, chęć zaspokojenia podstawowych potrzeb rodziny i regeneracja sił przed następnymi dniami zaspokajania potrzeb wszelakich. Drogie Panie z pomocą wtedy przychodzi zwykła rozmowa, bo nie jest wstydem powiedzieć czego się oczekuje (nie krzyczeć!), pragnie i o czym się marzy. Kwestia ta tyczy się nie tylko zwykłych spraw codziennych, jest uniwersalna i można ją zastosować także do spraw łóżkowych.

Wisienką na torcie w moim monologu będzie poruszenie kwestii zwracania się do siebie. Często słyszę z ust znajomych i nieznajomych słowa mój/moja Stary/Stara...Chłop/Baba. Czy na prawdę sprawia Ci przyjemność gdy Twój partner/partnerka tak Cię nazywa? Czy chcesz być tak nazywany/na publicznie? Ja niekoniecznie! Nie wyobrażam sobie także mówić tak o moim mężu. Nie mówię żeby wylewać lukier i "misiować" sobie na lewo i prawo, jednak nasz partner/partnerka posiadają imiona i czują tak samo jak my. I choć może nie zwrócił/ła Ci uwagi na sposób zwracania się do swojej persony to wcale nie oznacza, że nie może mu/jej to przeszkadzać.
Szanujmy się!

 Pozdrawiam PR!

53 komentarze:

  1. Co do zwracania się do siebie, to czy powinnam się niepokoić jeśli mąż zwraca się do mnie per "Szczuru"?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz jest taka wąska granica między żartami a realnym życiem, której zazwyczaj nie powinno sie przekraczać poza własnym obejściem. Chodziło mi raczej o nagminne publiczne brzydkie zwracanie się do siebie.

      Usuń
    2. Wiem, zrozumiałam, ale w sumie pomyślałam sobie, że kogoś z zewnątrz by to mogło zszokować, gdyby nie znał kontekstu. A ja to "Szczuru" uwielbiam:)

      Usuń
    3. Mój tato od zawsze zwraca się do mamy per 'Smokol', jak mówi o mnie, starej już babie to nie napiszę bo to się na internety nie nadaje, ale geneza tego słowa jest w sumie fajna :)

      Usuń
    4. właśnie o to chodzi - Wy wiecie że to w żartach i korzystacie z takich określeń w swoim towarzystwie - śmiejąc się z nich. Ale jak słyszę od koleżanki "mój stary...i ciąg narzekań" na Bogu ducha winnego faceta nie widząc przy tym żadnej skruchy i dostrzegania własnych błędów to mi się przykro robi. Nie chciałabym być Starą; albo Babą...bo to nie ładne określenia. pozdrawiam!

      Usuń
  2. Czytam Twój wpis i przypomniała mi się pewna sytuacja. Gdy byłam w rodzinnych stronach męża, przyszedł do nas w odwiedziny jeden z jego licznych kuzynów w towarzystwie swojej dziewczyny. Przedstawiając ją wszystkim powiedział tak: "Oto moja bestia"- laska nieźle się wkurzyła. Niby mówił to w żartach, ale jakoś nie było nikomu do śmiechu.

    A małżeństwo trzeba pielęgnować, o męża trzeba dbać, choć czasem się o tym zapomina. Proza życia nie jest niczyim sprzymierzeńcem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. częstokroć dziewczyny (bo to one głównie komentują blogi) narzekają na swoich mężów i partnerów mówiąc jak bardzo o nich nie dbają a same nie zastanawiają sie nad tym ile dają z siebie. a co do zwracania sie publicznie do drugiej osoby to zobacz co napisałam pod komentarzem Kasi - Mom On Top.

      Usuń
  3. Prawda. Zawsze powtarzam, że kij ma dwa końce i wina jest obojga! Ale mnie nikt nie słucha.

    A my do siebie zwracamy się tak: " bejbe, co dziś na obiad?" "bejbe, zatankowałeś samochód?" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zawsze! to jest ten moment kiedy nie boję się użyć tego słowa...nikt mi nie powie że wina jest tylko z jednej strony....
      Pięknie się do siebie zwracacie :) my też tak potrafimy! ;)

      Usuń
  4. Każda z nas podpisze się pod tym tekstem bo to dobry, życiowy artykuł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za takie miłe słowa! Na prawdę bałam się linczu...

      Usuń
    2. Lincz? Daj spokój Kochana! Chociaż na pewno zdarzyć się mogą wyjątki to jednak większość z nas podpisze się pod tym artykułem :)

      Usuń
    3. rzuć hasło na FB że Twój partner Cię nie rozumie i że same problemy masz przez to, zobaczysz jak kobiety zaczną wylewać jad na swoich partnerów. Bałam sie tego ze jakaś zadufana w sobie wejdzie i napisze mi że nie znam życia i głupoty wypisuję.

      Usuń
  5. 100%prawdy.Bardzo lubie czytac Twoje wpisy.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję! nawet nie wiecie jak mi czasami takich słów potrzeba! podwójnie dziękuję!

      Usuń
  6. jestem, w końcu jestem, też kiedyś pisałam o relacja w małżeństwie, bliżej walentynek, ponieważ zafascynowała mnie jedna z blogerek, która na oficjalnym fejsbukowym profilu wypłakiwała się, że mąż idzie z kumplami na piwo, zamiast zostać z nią i celebrować walentynki i pod wszystkim co napisałaś, podpisuję się obiema rękoma :) zanim zaczniemy poprawiać naszą połówkę, spójrzmy na siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A witam Cię serdecznie! :) wiesz co Ci powiem - właśnie te kobiety które publicznie leją wszystkie gorzkie żale i piorą swoje domowe brudy denerwują mnie najbardziej. Zaślepione wyidealizowanym obrazem swojej osoby wieszają psy, nie dostrzegając przysłowiowej belki w swym oku. pozdrawiam!

      Usuń
  7. Nic dodać nic ująć! Większość z nas (nie oszukujmy się i nie udawajmy, że "mnie to nie dotyczy") narzeka na nienajlepsze relacje w związku, a nie widzi, że tworzenie więzi z partnerem trzeba zacząć od siebie. Trzeba wiedzieć czego chcę, czego oczekuję i mówić o tym (dobrze powiedziałaś NIE KRZYCZEĆ :) ), a ponadto słuchać co mówi partner. Ot i cała filozofia. Jeśli do tego się nie stosujemy, to nie narzekajmy, że nie jest tak jak chcemy, żeby było :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie o to chodzi żeby umieć przyznać się do tego że ja też popełniam błędy; że nie jestem ideałem i zachowanie drugiej osoby być może spowodowane jest moim....pozdrawiam!

      Usuń
  8. Bałaś się linczu? Za co? Za prawdę oczywistą? Oburzyć by się mogły kobiety, które traktują swoich mężczyzn przedmiotowo. Osobiście zna kilka takich par. Okropność. Unikamy ich jak ognia. Ci mężczyzni nie sprzeciwiają się takiemu traktowaniu, ba nawet się na to godzą. Za mądre słowa mądra kobieta Cię nie zlinczuje. A Ty napisałaś tylko prawdę. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz jak wchodzę na posty do innych z prośbą żeby pamiętać o sobie każdego dnia nie tylko w święta i czytam te wylewanie żali przez dziewczyny że "mój to taki....i taki.." to bałam się że czytając mój tekst ktoś zarzuci mi niedocenianie kobiet i jednostronność. Chyba te które tak sie zachowują po prostu tu nie wchodzą :) Dziękuję za docenienie! pozdrawiam!

      Usuń
  9. Fajny tekst, ja zaczęła coś o małżeństwie dwa tygodnie temu i tak sobie leży jako wersja w dalszym ciągu niedokończona, ale jakoś mi z blogiem nie po drodze, mam w głowie ciągle jeden temat, a dzielić się niem póki co nie chcę i tak błędne koło :-p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. daj sobie trochę czasu; masz teraz ważniejsze rzeczy. dzięki i pozdrawiam!

      Usuń
  10. Prawda i tylko prawda. Traktujmy drugą połówkę tak jak same byśmy chciały być traktowane.
    My po prawie 7miu latach od ślubu sobie "misiujemy". Hmmm... powinnam się niepokoić? ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 28 marca minie 7 lat po ślubie; prawie 8 lat wspólnego mieszkania; prawie 9 lat razem - nadal sobie misiujemy, bejbujemy i powtarzamy dzień w dzień że się kochamy...myślę że martwić to się muszą Ci którzy tego nie robią ;) pozdrawiam!

      Usuń
  11. Niestety często jest tak, że ludzie biorą ślub ze względu na tzw. "wpadkę". Uważam to za bezsensowne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to chyba najgorsze wyjście ze wszystkich możliwych, masz rację!

      Usuń
  12. Rozmowa przede wszystkim. Nie licząc panów- panie z urzędu nazywane czarodziejkami, czarownicami ( w zależności od wieku;)) też nie potrafią czytać w myślach;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście! masz rację! choć przyznaj że to zazwyczaj Panie każą się Panom domyślać a Panowie mówią wprost....

      Usuń
    2. oj znam dużo przypadków kiedy panowie myślą, że będzie kobieta w myślach czytała ;)

      Usuń
    3. na pewno Gosiu! tak jak napisałam kij ma zawsze dwa końce i tyczy się to wszystkiego.

      Usuń
  13. Zgadzam sie z Tobą. Koleżanka z pracy ma problemy w małżeństwie i patrząc na nią zaczęłam bardziej dbać o swoje relacje z małżonem nie chciałabym przechodzić przez to co ona. Dlatego rozmowa, rozmowa, rozmowa....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobrze jak potrafimy wyciągać wnioski z cudzych błędów - świadczy to tylko o naszej dojrzałości :)

      Usuń
  14. Witam, dawno nie zaglądałam na bloga Pani Rolnik, a tu taki ciekawy temat. Jesteście, jak mniemam, młodymi mężatkami. Ja ma za sobą blisko 40-letni staż małżeński i sądzę, że coś mogę powiedzieć na temat relacji małżeńskich. Oczywiście Pani Rolnik w zupełności ma rację, że nie można upatrywać wad tylko w swoim partnerze ale trzeba zacząć od siebie i być w tzw. porządku.Cenne uwagi, ale jeśli mogę, chciałabym jeszcze dodać swoje doświadczenia życiowe i spostrzeżenia . Oczywiście takt, kultura i rozmowa są podstawą ale trzeba również szacunku do drugiej osoby, bo człowiek jest tyle wart na ile szanuje drugiego człowieka. Trzeba również cierpliwości,tolerancji, wyrozumiałości i dyplomacji, a tego uczy życie. Wiadomo, że każdy człowiek ma inną wrażliwość, kultywuje inne tradycje i zachowania wniesione z domu, które niekoniecznie są właściwe. Do tego dochodzi jeszcze moim zdaniem, 80% wrodzonych cech, takich jak choćby temperament, pragmatyzm, egoizm, inteligencja i wiele innych, składających się na cechy charakteru. I teraz weźmy dwie osoby całkowicie różne, a do tego borykające się z brakiem pieniędzy, mieszkania, chorobami, wpojonymi innymi nawykami i wartościami w rodzinie generacyjnej itp. Ileż dyplomacji i wysiłku trzeba włożyć w dobry, harmonijny związek. W życiu była różnie i często tracimy cierpliwość, a także zapominamy o tym jaka była osoba, z którą związaliśmy swoje życie, co w niej nas urzekło , czym my ujęliśmy tę drugą osobę. Sądziłam, że mnie już nic w życiu nie może zaskoczyć, a jednak zaskakuje i pozytywnie i negatywnie. Moim skromnym zdaniem o związek trzeba dbać przez całe wspólne życie, trzeba sprawiać sobie, choćby drobne, niespodzianki, a my zatraceni w życiu, które nie upływa lecz pędzi, swoje frustracje przelewamy właśnie na najbliższą nam osobę, czyniąc je czasami, nieznośnym. Jest jeszcze jedna ważna cecha, której większość ludzi nie posiada, a mianowicie umiejętność słuchania. Ważne byśmy chciały słuchać. Język polski nie jest językiem doskonałym i w rozmowach nie możemy liczyć na to, że partner/ka domyśli się o co nam chodziło, co chciałam przekazać. Jest jeszcze coś takiego jak interpretacja. Chcąc być dobrze zrozuminą/nym trzeba dokładnie wyłuszczyć o co chodzi. Niezależnie od tego co napisałam, swój związek (drugi związek, pierwszy wiele mnie nauczył) uważam za udany i tego życzę innym związkom. niezależnie od ich statusu. Wyrażam nadzieję, że nie zabrzmiałam w tym wpisie molizatorsko, bo nie to było moim celem. Jednak jeśli ktoś poczuje się dotknięty, z góry przepraszam.
    Serdeczności dla Pani Rolnik, a także dla wszystkich tu piszących i czytających. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę, że ten komentarz jest świetnym dopełnieniem mojego posta. Lepiej bym tego nie ujęła. Określenie święte słowa jest tu jak najbardziej na miejscu.
      Witam ponownie i pozdrawiam serdecznie! PR/Ilona

      Usuń
  15. Powtórzę za poprzedniczkami, w pełni się z Tobą zgadzam. ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. To ciekawie, że stwierdzenie "mężczyźni są mało domyślni" jest tak samo oczywiste co zapominane. Wiele kobiet woli się fochać a potem rozpaczać, że się nie domyślił i dał jej spokój. Z facetem trzeba prosto :P

    Zresztą jakby mój facet się o coś obraził to bez podpowiedzi tez bym się nie domyśliła

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja myślę że to spowodowane jest za dużą ilością romantyzmu w książkach i filmach. Ludzie są prości (żeby nie powiedzieć brzydko - jak budowa cepa) i najlepsza komunikacja między nami to ta zwykłą złożona z jasnych komunikatów. Bo ile nas jest tyle może być interpretacji danego tematu. Ja osobiście nie lubię niewyjaśnionych sytuacji i niedopowiedzianych do końca zdań.

      Usuń
  17. Zgadzam się z Tobą, choć szczerze przyznam, ze czasem o pewnych rzeczach zwyczajnie zapominam.
    Dziękuję za zwrócenie uwagi na ten problem,
    W zwyklej codzinnosci, obowiazkach i innych realiach takie sprawy często umykają, a to jednak wazne aby sie kochac i szanowac, być wobec siebie wyrozumialym, zeby codziennie budowac swoją relację. Moze to metoda na dlugoletni udany zwiazek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) ależ proszę! a tak szczerze, to nie wiem czy jest metoda na długoletni związek, ale na w miarę zgodne życie przynajmniej przez 7 lat - to już mogę potwierdzić ;)

      Usuń
    2. Jak z większością rzeczy - okaże się po czasie:)
      Podobno po 7 latach kryzys się pojawia więc post jak najbardziej pocieszajacy.
      Ja ze swoim mężem jestem po slubie dopiero albo i az 3 lata, w zwiazku 7. Zobaczymy co nam pisane:)

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    3. życzę Ci wszystkiego co najlepsze, przynajmniej takiego spokoju i miłości w związku jak u nas. Pozdrawiam również

      Usuń
  18. W pełni przyznaję rację! Tylko dlaczego to wszystko takie trudne... Własne ograniczenia często są tak wielkie, że bardzo trudno je przeskoczyć. No ale praca czyni mistrza, a starać się warto. Nawet jak nie zawsze wychodzi to przynajmniej pokazać, że zależy, że się chce i że się pamięta. Nieprawdaż? ;) Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najtrudniej jest mi przyznać sie do błędu i przeprosić - bo przeciez honorowa jestem. Później jednak uświadamiam sobie że oprócz honorowości nie jestem samowystarczalna a życie to sztuka kompromisu. Czasem przez zęby ale wycedzę przeprosiny, a jak juz zacznę to reszta sama idzie....najgorzej to zrobić pierwszy krok. Ważne żeby był do przodu. pozdrawiam również!

      Usuń

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)