poniedziałek, 16 lutego 2015

Potrójna seria dni zwyczajnych.

Wszyscy podniecali się tłustym czwartkiem - pokusiłam się i ja na zrobienie moich ulubionych pączków serowych za co zapłaciłam bólem wątroby. Nazywa się to łapczywość jakby ktoś nie wiedział. 
Później przyszedł czas na piątek trzynastego - ot piątek jak każdy inny, nic szczególnego się nie wydarzyło, pecha nie mieliśmy także. 
Trzeci dzień, do porzygu wyeksponowany w mediach wszelakich, którego z zasady nie świętujemy - Walentynki. Jeśli ktoś śledzi nasz instagram widzieliście pewnie pięknie wyserduszkowany deser, który miałam okazję spożyć tego dnia. Nie, nie był to romantyczny obiad z mężem, nawet romantyczny deser z mężem to nie był.... Było lepiej. Po sutym obiedzie z moją mamą i ojczymem, zjedliśmy w restauracji romantyczny deser całą piątką - z Żukiem oczywiście na czele. Wszystko zapiliśmy przesłodką kawą. Oczywiście zwiększyło to moją wieczorną porcję ćwiczeń dwukrotnie i przypłaciłam dodatkowo całonocnym bólem wątroby, ale.... Warto było! Choć faktem niezaprzeczalnym jest, że słodyczy mam dość na najbliższy miesiąc ;)
Ponadto jak na rolnika z krwi i kości małżonek zabrał mnie i naszą Córkę na "romantyczny" wypad na targi rolnicze do Ostródzkiej Areny. Przyznam szczerze, że po ODRowskich targach były to pierwsze w jakich miałam okazję uczestniczyć w naszym regionie...Wstyd, ale jakoś tak po podpoznańskim AGROSHOW imprezy wszelakie tracą atrakcyjność. 
Wnioski po targach ostródzkich? 
Od razu widać, że organizatorzy są Ci sami. 100% profesjonalizm porządku na parkingu (co w przypadku organizacji tak wielkich imprez ma kolosalne znaczenie) i dobrze zorganizowana ścieżka na hali targowej. Choć dla nas warzywników/ogrodników(?) mało było maszyn i produktów, wielkoobszarowi rolnicy mogli "oblizać" wiele pięknych i ciekawych sprzętów. Jak na nasz region kraju targi godne polecenia.
Pozdrawiam PR!


16 komentarzy:

  1. Ważne, że czas spędzony był z rodzina i przyjemnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) właśnie, o nic innego mi nie chodzi, niczego więcej nie potrzebuję :)

      Usuń
  2. Najlepszy to ten wypad na targi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Haaaa widzę, że nasze nastawienie do tych wszystkich pseudo świąt takie samo :) Pączków nie piekłam, w piątek nic mi się nie przydarzyło, w sobotę poszliśmy na obiad do knajpy po prostu. Bez serduszek i tego rzygowatego czerwonego przepychu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obchodzimy tak dużo świąt w naszym kraju że nie potrzebna mi komercja dla nastolatek... Z resztą nie mam oporów żeby powiedzieć mężowi kocham 15 razy na dzień i z wzajemnością więc 14 lutego to dla nas zwykły dzień, jak wszystkie inne...

      Usuń
  4. U nas też seria dni zwyczajnych :-) M. jeździ zawsze na Targi Kielce Agro-Tech chyba, w tym roku odpada, bo jakoś tak nieszczególnie wypadły przed świętami ;-) Pamiętam, jak w gimnazjum pojechałam dwa razy z tatą, duża powierzchnia, masa wystawców. Ogólnie, jak ktoś ma czas i się interesuje, to chyba warto ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. my zazwyczaj na AGROSHOW bo tam jest wszystko i dla wszystkich, ale doszliśmy do wniosku że pora wesprzeć lokalną akcję. Warto bo można ułatwić sobie życie i unowocześnić pracę. warto jesli jest się otwartym na nowości i zmiany!

      Usuń
    2. Teraz mi się przypomniało, że do Bednar też faktycznie jeździli i jeszcze w kilka innych miejsc, ale ja bardzo nie pytałam gdzie, a Pawła interesowało tylko, czy jakieś gadżety przywieźli ;-)

      Usuń
  5. A ja się nie podniecałam, bo włoskich pączków nie lubię:). Daleko im do naszych.

    We Włoszech 13-ka to szczęśliwa liczba, pechowa to jest siódemka:).

    A Walentynki u nas bez rewelacji!

    Pozdrawiam Ilonko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. och nie powinnam generalizować jak pisze bo faktycznie było kilka osób obojętnych na fakt tych trzech dni. Odkąd zaczęła robić swoje pączki kupne mi juz nie smakują....Ja równiez pozdrawiam Sabinko!

      Usuń
  6. Tłusty czwartek z faworkami od babci, pechowy piątek był miłym piątkiem, a romantyczna sobota była jak każda inna sobota.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli nie tylko ja miałąm zwyczajny weekend :)

      Usuń
  7. No to męża romantyka masz zaiste. Nie ma jak wybrać się na randkę między ciągnikami a rozdrabniarkami, w świetle przysufitowej lampy, obserwując z oddali przepiękne widoki na worki z nasionami, hihi :). A poważnie, to tych Twoich pączków obarczonych obowiązkowym bólem wątroby i tak chętnie bym spróbował :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powiem szczerze że jestem na równie nienormalna jak on więc nie przeszkadzał mi ten schemat ;) a co do pączków obiecuję że jeśli kiedyś się spotkamy to je zrobię :)

      Usuń
  8. Myślę, że czasami zaszaleć można. Szkoda jednak, że Ty swoje szaleństwo przypłaciłaś bólem brzucha. Dużo zdrówka, by wątroba nie dawała się we znaki.

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)