poniedziałek, 9 lutego 2015

Krytyka konstruktywna, a krytykoodporność.

Każdy ma prawo do własnego zdania. Tyle się mówi o wolności słowa.
Czytuję pięknie ubrane w słowa mądre posty krytykujące polityków, rząd, ustrój, panią w sklepie źle zwracająca się do dziecka, pana na ulicy brzydko traktującego partnerkę.... Samej zdarza mi się zahaczyć czasami o prywatną sferę czyjegoś życia.
 Uwielbiamy wtrącać się w życie innych, krytykować i wytykać błędy. Jednak w momencie gdy usłyszymy kilka słów krytyki lądujących pod naszym adresem włącza nam się przysłowiowy agresor i zaczynamy stawiać świat do góry nogami pokazując przy tym jacy jesteśmy nieszczęśliwi i pokrzywdzeni.
Wiele z nas założyło sobie, że nauczy dziecko wszystkiego co mądre żeby dzieci nasze miały w życiu lepiej, mądrzej podchodziły do pewnych spraw. Czy ktoś zastanowił się jednak nad tym czy uczenie wysławiania i możliwości odpowiedzi na wiele zadawanych pytań ma jakiś wspólny mianownik z godnym znoszeniem krytyki i wyciąganiem wniosków?
W naszym domu jest miejsce zarówno na krytykę jak i pochwały. Nie mówię tu o tym, że krytykujemy i wytykamy sobie każdy popełniony błąd - bo też nie o to tu chodzi. Staramy się jednak nauczyć nasze dziecko, że czasami jednak trzeba zderzyć się z brutalną rzeczywistością, oraz że nie wszystko co robimy czy mówimy musi być zawsze idealne i opatrzone brawami.... Uczymy też tego, że po lawinie słów, których zazwyczaj nie chce się usłyszeć (bo któż lubi być krytykowany?), należy wstać, otrzepać się, wyciągnąć wnioski i iść dalej nie pozwalając na to żeby przykuło nas to do ziemi.
 Krytykę panującą w naszym domu można nazwać mianem konstruktywna. Nie ma w niej miejsca na obraźliwe słowa i epitety, nie uwłacza ona nikomu swoim szyderczym tonem. Wygląda trochę jak sugestia poprawienia zachowania czy wykonywanej czynności. Wskazuje inne czasami lepsze, a czasami gorsze rozwiązania. Jest ściśle powiązana z dyskusją i możliwością wypowiedzenia się każdego członka naszej rodziny.
Do czego prowadzi? Niejednokrotnie doprowadziła nas do kłótni - nie będę oszukiwać nikogo, że dzięki niej wyglądamy jak szczęśliwa rodzina z reklamy. Obydwoje z A. mamy silne charaktery i chęć udowodnienia własnej racji często przedkładamy nad wysłuchanie innych. Z takiej dwójki jak my nie mogło wyjść nic innego jak trzeci silny charakter, który od najmłodszych lat pokazuje, że ma własne zdanie.
Oprócz kłótni uczymy się także podnosić po porażce i dalej brnąć do wyznaczonego celu nie pozwalając żeby małe potknięcie rosło do rangi katastrofy na skalę światową. Przejawia się to w takich zwykłych czynnościach jak choćby grywanie w gry. Żuk przegrywając wielokrotnie z uśmiechem na twarzy bije nam brawo i mówi "brawo mamo/ brawo tato gratuluję Ci wygranej, może zagramy jeszcze raz?". Nie ma przy tym histerii, obrazy czy wielkiego żalu, bo to nie ona była pierwsza.
Bezstresowe wychowanie i chęć obrony dzieci przed złem całego świata doprowadzają do tego, że wiele osób nie potrafi z godnością i pewnym dystansem podchodzić do wysłuchiwania opinii na  swój temat.
 Choć przykre słowa dotykają mnie na równi z łechtaniem pochlebnych, staram się być  krytykoodporna. Nie oznacza to wcale, że nie biorę do siebie tego co usłyszę, biorę i czasami nawet zmieniam swoje postępowanie jeśli dostrzegę słuszność, choć faktem niezaprzeczalnym jest, że moja wielka duma nie zawsze pozwala mi się do tego przyznać.
Pozdrawiam PR!

21 komentarzy:

  1. Zgadzam się w pełni. Zawsze też przemyślę sobie to co usłyszałam. Jednak uważam ,że krytykują nas inni z zazdrości. Lubię jeszcze powiedzenie- Sądzę Ciebie według Siebie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście zapewne większość tego typu sytuacji powiązana jest ściśle z zazdrością, ale Ci którzy robią to prosto w twarz często chcą naszego dobra. Np. mąż, teściowa czy mama - nie zawsze jest to powiązane z robieniem nam na złość. Zazdroszczą głównie Ci którzy krytykują/ obgadują nas za naszymi plecami.

      Usuń
  2. Gorzej gdy krytyka tudzież dobre rady są oderwane od rzeczywistości. W mniemaniu naszych sąsiadów jak o 7 nie odpykamy katy w zakładzie pracy to nie pracujemy. Ergo nie mamy z czego żyć. Kiedy zobaczono nas w galerii handlowej "myjących szyby", sąsiad zdobył się na odwagę i szczerość: "Nie martwcie się pieniądze leżą na ulicy trzeba je tylko podnieść". Na pytanie o co mu chodzi, formułkę powtórzył jeszcze kilkakrotnie. Kiedy odpowiedzieliśmy, że nie martwimy się, bo pracy mamy aż nadto i czasem by się wyrobić musimy pracować tak jak dziś w niedzielę. Zrobił się czerwony jak burak. Zapytał więc co my tu w ogóle robimy. Jak usłyszał, że rebranding sklepu to nie miał już dla nas więcej złotych rad.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ech wiem coś na temat takich ludzi i takich opinii, w końcu żona rolnika nic nie robi tylko śpi, je, paznokcie maluje i planuje na co wydać dopłaty.... :/ a poza tym rolnik to przecież żadna praca.....

      Usuń
    2. Szkoda tylko, że jak się komuś takiemu zaproponuje zamień się ze mną na moje nic nie robienie to każdy zapiera się rękoma i nogami.

      Usuń
    3. Z Tobą to może jeszcze by się ktoś zamienił, ale ze mną... toż to hańba grzebać w ziemi! wstyd wszechczasów ;)

      Usuń
    4. Dzisas, Ilona już się rzygać chce od tych Twoich tekstów. Kto Ci takich bzdur nagadał, że ciągle musisz się wszem i wobec ludziom tłumaczyć, że czasami też idziesz w pole "popracować"?! Jak ktoś Ci to ciągle powtarza, to zmień znajomych. Rodzina raczej nie, bo też są rolnikami.
      I nie opowiadaj, że rolnictwo jest takie straszne, bo w dzisiejszych czasach nie idziesz za koniem przez 3 dni, żeby zaorać 1 ha, itd.
      Spróbuj czasami dostrzec w tym trochę zalet. W żadnej innej pracy nie masz całej zimy wolnej, tylko masz urlop 2 tyg. w lipcu. Nikt Cię nigdy nie zwolni, nie musisz codziennie wstawać o 5, nie musisz dojeżdżać, nie musisz kombinować L4 dla siebie czy dziecka, jak trzeba bez problemu zostajesz z dzieckiem w domu. Nie masz ryzyka, że po urodzenia dziecka możesz na dzień dobry dostać wypowiedzenie, szefa nie obchodzi czy dziecko dało Ci spać czy nie, masz być w formie. I wiele, wiele innych. Każda praca ma wady i zalety. Nie ma co z siebie robić ofiary – to ostatnio takie modne…
      Zobaczymy teraz jak przyjmujesz konstruktywną krytykę Nie atakuje Cię, nie obrażam itd. Czytam i komentuję, w końcu to wolny kraj 
      Synowa:D

      Usuń
    5. Ktoś widzę ma taki sam sposób przeglądania internetów jak ja. Po komentarzach. :) Można wiedzieć, czy pracujesz w naszym zawodzie ( bezpośrednio, a nie jako PH), czy rolnictwo znasz z obserwacji cioci sąsiada kuzyna babci gospodarstwa? Bo jeśli to drugie to darujmy sobie konstruktywne krytyki na temat tego, czym zajmujemy się całymi dniami. Rozumiem, że do tych 2 tygodni w lipcu doliczasz też wszystkie długie weekendy, niedziele i pojedyncze święta? Bo nas one nie obowiązują. Jeśli wypada termin zabiegu, siadasz i jedziesz, majówka nie zając. Nie mówiąc już o śmierdzielach rozmaitego kalibru. One też nie uznają wolnego, chorobowego, inaczej zdychają i już. A razem z nimi wypłata i wszystkie środki zainwestowane w nie.
      Pozdrawiam i idę na drugie śniadanie.
      Andrzej.

      Usuń
    6. Uprzejmie proszę o czytanie ze zrozumieniem WSZYSTKICH moich tekstów - nie wstydzę się swojej pracy bo sama ją wybrałam i jestem z siebie i męża dumna że osiągamy w tym taki poziom jaki nas satysfakcjonuje, cieszę się że sama sobie jestem szefem i że przy każdym katarku mojego dziecka mogę siedzieć w domu a nie zarażać inne dzieci w przedszkolu jej bakterią czy wirusem. A co tych którzy uważają moją pracę za "niepracę" proszę przeczytać swój komentarz....całą zimę wolną to się ma na bezrobociu..... Jeśli masz problem ze sobą lub swoją pracą i chcesz o tym porozmawiać to jestem do usług i zawsze Cię wysłucham (panirolnik.blogspot.com@wp.pl). Dziękuję za komentarz i pozdrawiam serdecznie Ilona/Pani Rolnik

      Usuń
    7. Taaaa,masz rację anonimie,rolnik to ma klawe zycie.Widzę że rolnictwo znasz od podszewki.To najprawdziwsza prawda że taki jeden z druga na zime zwieszają na kołku gospodarowanie i gniją holery jene do wiosny,modląc się żeby szybko nie nadeszła.Inwentarz typu krowySwinie i inny drób sam się nakarmi,wydoi i zbierze sobie jajka.Maszyny same sie naprawią ,Lato przecież jest po to by wylegiwac się na polu no bo co to za praca pieleni w 30 stopniowym upale-sama przyjemnośc ,ale oni tego docenic nie potrafią wstają niewiedziec dlaczego o czwartej albo wczesniej ,żeby zrobić wpolu-chyba nie lubią słonka,Płaczące po nocach dzieci mają tylko mamy które muszą byc gotowe do pracy 8 godz.Taka wsiowa mama moze sobie nie iść na pole ,bo jak nie zrobi czegoś dzisaj to jej cos tam na polu przerośnie czy zginie w chwastach,a co tam na drugi rok se znowu posieje.Kazda praca ma swoje zalety i wady .Tobie też anonimie nikt nie każe wstawac o piatej i dojezdżacdo pracy ,zawsze możesz sie usamodzielnic i załozyc swoja działanośc i być sobie szefem i pracownikiem.Wtedy niema żadnego stresu,ani zmartwień ,albo co lepsze zostan rolnikiem,zapewniam cie to jest sielanka,Dużo wolnego czasu ,kasy w bród ,opłat żadnych, zmartwien i troski tez.llona jest jakas dziwna że pisze to wszystko ,nie mogłaby siedziec cicho robic na drutach gacie mężowi swemu albo co innego(temu mężowi).Zeby nie było że krytykuję Ilonę albo ciebie anonimie -mamy demokracje pisac KAZDY może czytać jak cos się nie podoba NIKT nie musi.POZDRAWIAM WSZYSTKICH A SZCZEGÓLNIE ANONIMA I JEGO PŁACZĄCE PO NOCACH DZIECKO.

      Usuń
    8. Hahaha, chodziło o dostrzeżenie paru zalet rolnictwa, ale widzę, że kółko wzajemnej adoracji będzie walczyć z każdym, kto ma odmienne zdanie. Koniec tematu. Ludzie uśmiechnijcie się trochę, a nie ciągle "ja mam najgorzej, moje dziecko najwięcej choruje, mam najcięższą pracę, ja to, ja tamto...."

      PS. Ja lubię swoja prace i nie narzekam. Da się :D

      Pozdrawiam serdecznie :D
      Buziaki dla wszystkich :*

      Usuń
  3. Jestem za. Jakby cały czas ustępywać dziecku nawet w grze planszowej to w przyszłości odbije się tym , że nie poradzi sobie ona z porażką. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię przyglądać się uśmiechniętej twarzy mojego dziecka gdy uda jej się coś zrobić przed nami, czy wygrać w piotrusia, niemniej jednak musi wiedzieć że przegrywać też czasami będzie i jak na razie znosi to z godnością, a nawet z uśmiechem. Pozdrawiam również!

      Usuń
  4. A ja nie lubię krytyki i nie jestem na nią odporna. Od małego wszyscy mi wmawiali, że jestem najgorsza, najbrzydsza, najgrubsza etc, przez co do teraz mam niskie poczucie wartości. Dlatego też, gdy ktoś mnie krytykuje, słusznie czy nie, po prostu się wkurzam. Z reguły jednak robią to ci, którzy sami czują się gorsi i chcą w ten sposób jakoś się dowartościować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powiem szczerze że choć byłam szczupłą, wszyscy ze mnie szydzili bo miałam piegi - stały punkt programu wszystkich spotkań towarzyskich w podstawówce śmiać się z mojej nakrapianej twarzy. Choć wtedy było to dla mnie straszne nauczyłam się z czasem i ja z tego śmiać, aż w końcu przestało mi przeszkadzać. U nas w domu nie ma takiej krytyki - nikt z nikogo się nie śmieje, nikt nikomu nie dokucza. Bardziej chodziło mi o konstruktywne spostrzeżenia które można nazwać mianem krytyki. Zaczęliśmy na to zwracać uwagę w pierwszych dniach żłobka Żuka gdy zatańczyłą taniec między innymi dziećmi i nikt nie bił jej brawo - zrozumieliśmy że musimy jej wytłumaczyć sytuację że choć dla nas jest całym światem nie wszyscy muszą tak uważać i że dla każdej osoby coś innego jest najważniejsze, najpiękniejsze i najlepsze ale także że nie jest to powodem do załamywania się. Pozdrawiam Cię Sabinko gorąco!

      Usuń
  5. Ja nie lubię głupiej krytyki...każdą inną przyjmuję na klatę. Coś co robię się komuś nie podoba niech mi powie ale niech mi od razu nie wyjeżdża z radami zrób to tak bo ja robię...itp. wiesz o co chodzi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. głupiej krytyki jak to mówisz czy narzucania swojego zdania innym (ja bym to tak ujęła) też nie lubię. Myślę jednak że jest wąska granica pomiędzy tymi pojęciami i czasami nie zawsze umiemy rozgraniczyć dobrych rad od niepotrzebnej krytyki. Zwłaszcza kiedy nie pałamy do kogoś zbyt przyjaznym nastawieniem....wtedy wszystko wydaje nam się niepotrzebnie wypowiedzianymi słowami.

      Usuń
  6. Kiedyś nie byłam w ogóle odporna na krytykę. Obecnie się powoli na nią uodparniam, ale to czasochłonny proces.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krytyka nie jest dla nas przyjemnym zjawiskiem, w końcu to wytykanie nam błędów. Dobrze jest jednak umieć ją przyjmować na zimno i wyciągać z niej wnioski. Bardzo przydatna w życiu umiejętność. Ja kiedyś każde słowa skierowane pod moim adresem, które niekoniecznie chciałam usłyszeć okraszałam łzami, teraz nauczyłam się, że nie warto jest płakać czy przejmować się na zapas, oraz tego które warto brać do siebie, a które tylko wpuszczać jednym uchem i wypuszczać drugim.... pozdrawiam!

      Usuń
  7. Zwróciłbym uwagę na jedno. Dla mnie jest różnica między posiadaniem własnego zdania, często odmiennego a krytyką. Posiadanie innego spojrzenia na cokolwiek nie jest złe. Natomiast krytyka kojarzy mi się z postawą negatywną, od początku nastawioną na destrukcję. Często wysuchanie opinii kogoś innego może spowodować zmianę naszej postawy, jeśli oczywiście uważamy to za stosowne. Przy krytyce raczej się blokujemy, stawiamy i próbujemy, często na siłę udowadniać naszą rację. I chyba niepotrzebnie, lepiej odpuścić i nie przejmować się tym zbytnio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja powiedziałabym raczej że wypowiadanie swojego zdania jest silnie powiązane z krytyką w momencie gdy jest ono odmienne z zaistniałą sytuacją. Dlatego też nie uważam krytyki jako coś złego. Szanuję ludzi którzy mają swoje zdanie jeśli to nie uwłacza mi czy moim bliskim - bo co innego mieć inne zdanie a co innego obrażać. Myślę za to że największą sztuką jest przyjąć takie inne zdanie/krytykę na zimno i po prostu się nie stawiać. Tak jak piszesz każde zdanie przyjmować na zimno, a jeśli znajdzie się w nim jakiś realny punkt odniesienia może wprowadzić jakąś zmianę we własnym postępowaniu. Pozdrawiam Tomku!

      Usuń

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)