piątek, 27 lutego 2015

Pożywka dla psychofanów - czyli 10 razy o mnie.

Mogę nie oglądać telewizji, potrafię. Nie wyobrażam sobie za to nie posiadać radia. Muzykę kocham tak jak książki miłością bezgraniczną. 
Odkąd pamiętam teksty piosenek wchodziły mi do głowy same, już po pierwszym wysłuchaniu potrafiłam większość powtórzyć....szkoda, że nauka tak łatwo mi nigdy nie przychodziła. Karierę ze śpiewaniem próbowałam rozwijać w drużynie harcerskiej i kabarecie w przygodzie wczesnoszkolnej, ale nie oszukuję się za bardzo, że śpiewać potrafię, bo tak nie jest - solówki zatem tylko w samochodzie i to jak jadę sama, bo już nawet Żuk słuchać mnie nie może i każde moje próby śpiewu kwituje słowami "mamo, nie śpiewaj, nie słyszę przez ciebie muzyki".... Jak to się zwykło ostatnio mawiać - KURTYNA!
Sabina poczyniła ostatnio piękny post o muzyce na swoim blogu i gdy tak sobie pisałam komentarz i zachwycałam się jak zwykle jej przemyślanym doborem słów w opisie 10 wyjątkowych dla niej piosenek niespostrzeżenie Cwaniara rzuciła mi wyzwanie. Zaproponowała żebym i ja ujawniła rąbka tajemnicy i napisała o muzyce, która mnie porusza...
Zapraszam więc wszystkich moich psychofanów, którzy tylko czekają na kolejny fakt z mojego życia do zapoznania się z moją listą przebojów wyjątkowych. Abyście mogli wzbogacić swoją obsesję na moim punkcie o kilka kolejnych szczegółów (taki żarcik oczywiście ;))

1. Długo zastanawiałam się nad początkiem, zdecydowałam jednak, że zacznę od piosenki, która wyryła trwały ślad w mej psychice. Choć tak jak pisałam już kiedyś wielu faktów z dzieciństwa nie pamiętam to piosenka Natalii Kukulskiej do końca życia będzie sprawiała, że zegar na kilka minut się cofnie, a ja znów będę miała przydługą grzywkę, piegowaty nos i poobdzierane kolana. 


2. Myślę, że każda z polskich "trzydziestolatek" weźmie głęboki wdech gdy powiem Lady Pank; Jakoś tak w dobrym tonie jest znać starego polskiego rocka, przynajmniej było. Pierwsze domówki, wieczorki i dyskoteki szkolne opatrzone były tym nieśmiertelnym hitem, który do tej pory wywołuje uśmiech na mojej twarzy.
3. Czasy liceum i buntu nastolatka, ech co to były za czasy.... Moja mama osiwiała... i tak sobie myślę, że cudem jest, że mnie z okna nie puściła luzem, albo nie podtopiła w klozecie. Mam dreszcze jak sobie uświadamiam, że ja też posiadam córkę, która za pewne pokaże mi wiele więcej niż ja pokazałam mojej mamie....właściwie patrząc na to, że już jestem siwa gdzieniegdzie to etap pokazywania można uznać już za rozpoczęty.
4. Później było już tylko lepiej, zaczęły się studia... Na szczęście dla mojej mamy wyprowadziłam się z domu i musiała mnie oglądać tylko 2 do 3 razy w miesiącu. 

 5. Ze studenckich czasów został mi jeszcze jeden ulubiony zespół. Kawałek, który znajduje się poniżej uwielbiam. Mogę go słuchać w kółko, a miłością do tego zespołu zaraziłam także mojego męża i dziecię





6. Żeby nie było, że interesuje mnie jeden nurt muzyki, tak dla odmiany lubię pokręcić sobie tyłkiem jak nikt nie widzi (oczywista oczywistość). Mam nawet swojego ulubionego DJa, który wywołuje u mnie tak skrajne emocje, że gdy tylko słyszę jego kawałki chce mi się na dyskotekę.... Dodam tylko, że byłam pokoleniem surowo wychowywanym, więc nie można mnie nazywać stałym bywalcem dyskotek, a wszystkie zaliczone przeze mnie "balety" można by pewnie zliczyć na palcach u mego ciała. Na studiach zamieszkałam w tej części miasta, z której się po prostu nie chciało ruszać tyłka, bo wszędzie było daleko, za to nauczyłam się uczyć i czerpać z tego przyjemność. Niemniej jednak Ulubionego DJa posiadam - jest nim DJ Guetta - piosenki konkretnej nie mam, gdyż wszystkie 3 płyty (od ostatniej wstecz), które posiadam uwielbiam od początku do końca.
7. O Nirvanie nie napisze nic - bo nie wymaga komentarza....
8. KORN to kolejny epizod z mojego życia, o który większość osób mnie nawet nie podejrzewa. Jakoś tak lubię czasami pomachać głową na równi z kręceniem tyłkiem i śpiewem solowym....Jeśli zastanawialiście się kiedyś czy to przechodzi na starość.... Oświadczam wszem i wobec, że dobijając do 30 zauważyłam raczej nasilenie się tych dziwnych odruchów....
9. Ze skrajności w skrajność popadając, dla odmiany  w miarę nowy kawałek, przyjemny dla ucha na równi z Guettą....
10. Kończąc moją nieco rozchwianą emocjonalnie listę przebojów MUSZĘ dodać najbardziej relaksującą, poruszającą i zmysłową muzykę na świecie Odkąd usłyszałam po raz pierwszy chodzi za mną  i nie może się odczepić. Czymże wszak byłaby taka lista bez muzyki poważnej?! Cztery pory roku Vivvaldiego kochamy całą naszą trójką - nawet Żuk potrafi po wariackim dniu w przedszkolu powiedzieć "włącz mi skrzypce". Jak była maleńka to przy tym zasypiała w aucie - było to 100% gwarancją snu.... Nie mam wybranego kawałka - lubię wszystkie z czterech pór.
Może ktoś jeszcze chciałby podjąć się takiego wyzwania i przedstawić swoje top 10? W końcu fajnie jest od czasu do czasu wejść komuś w życie z buciorami i dowiedzieć się o nim trochę więcej.... :) Zapraszam do zabawy! 
I mam nadzieję, że nie zanudziłam Was moimi preferencjami muzycznymi?
Pozdrawiam PR!

środa, 25 lutego 2015

Ziołowa apteczka: O zrzucaniu opon zimowych, czyli + i - wspomagaczy odchudzania.

"Czas zrzucić opony zimowe..." czy jakoś w ten deseń głosi jakieś stare polskie porzekadło... Wróć - ani to stare, ani za bardzo polskie to, to nie jest, ani to porzekadło. Jakoś tak co roku gdy zima ma się ku końcowi ktoś zawsze rzuci ten tekst w kontekście odchudzania. Osobiście uważam, że należy  trzymać fason cały rok (a przynajmniej się starać) żeby wiosną nie mieć problemów z wystającą fałdką tu, czy tam. Wiem, że czasami się nie da i nie mam zamiaru nikogo krytykować. Moim ulubionym tekstem w końcu jest nie moja dupa nie mój interes i tego mam zamiar się trzymać.
Za to dziś chciałabym wtrącić swoje przysłowiowe pięć groszy do ziołowych suplementów diety  wspomagających odchudzanie. Tym samym obalając mity, że jak coś jest ziołowe to nie szkodzi.
Jak wiadomo w dietach odchudzających często włączane są wspomagająco zioła i mieszanki ziołowe mające głównie na celu poprawę trawienia i wspomaganie pracy wątroby. Właściwości te przypisywane są w literaturze głównie takim ziołom i roślinom jak: korzeń goryczki żółtej, owocnia fasoli, ziele tysiącznika, liść bobrka trójlistnego, ziele dziurawca, korzeń mniszka, kwiaty stokrotki. 
Ponadto wspomaganie trawienia przypisuje się także ziołom przyprawowym m.in. owocom kminku, kolendrze, koprowi. W tym dziale wymieniane jest też ziele majeranku, tymianku, oregano (lebiodki) oraz szałwii.
Należy jednak wziąć pod uwagę fakt, że zazwyczaj w mieszaninach ziół odchudzających często znaleźć można także rośliny mające działanie przeczyszczające (liść senesu, kora kruszyny, morszczyn, korzeń rzewienia, korzeń prawoślazu). Ze względu na ich właściwości zabrania się ich długotrwałego spożywania. 
Pomocne w procesie odchudzania są także zioła moczopędne, dzięki którym usuwa się nadmiar wody z organizmu. Zalicza się do nich m.in. liść pokrzywy i brzozy, kłącze perzu, owoc pietruszki, ziele nawłoci, ziele skrzypu. Jednak tak jak w przypadku ziół przeczyszczających należy przyjmować je ostrożnie i nie w nadmiarze.
Każde długotrwałe wspomaganie organizmu źródłami z zewnątrz może powodować zahamowanie naturalnych procesów, tzw. "rozleniwienie się organizmu", czyli zaburzenie jego naturalnego rytmu i naturalnych procesów samooczyszczania się. Tyczy się to nie tylko ziół, ale także suplemenów diety o działaniu przeczyszczającym.
Tak jak pisałam wielokrotnie zioła mają potężną moc. Używane z głową i nie w nadmiarze mogą mieć dla nas zbawienny wpływ i wspomóc działanie naszego organizmu. Nie jestem wykwalifikowanym zielarzem i podane przeze mnie przykłady są tylko faktami wyczytanymi w literaturze. Każdą kurację ziołową należy skonsultować z osobą kompetentną - lekarz, dietetyk, zielarz. Należy ostrożnie podawać je dzieciom gdyż czasami możemy nieświadomie i niechcący wyrządzić dziecku krzywdę.
 Moją radą jest, żeby pamiętać, że spożywanie mikstur odchudzających zaleca się zazwyczaj około 20 min. przed każdym posiłkiem. Głównym powodem tego jest fakt iż oprócz wsparcia procesu trawiennego, mają one także za zadanie zmniejszenie łaknienia.
 Pozdrawiam PR!
ps. Tak jak wspomniał Tomek w komentarzu pod postem - zapomniałam dodać że podstawą wszelkich kuracji odchudzających powinna być odpowiednio dobrana dieta i systematyczny ruch - nie zapomnijcie o tym. Wszelakie suplementy diety od tych chemicznych po zioła mogą tylko wspomagać żmudny proces utraty zbędnych kilogramów. Nie należy traktować ich jako jedyny środek do osiągnięcia celu zmniejszenia wagi - to tak niestety nie działa.

poniedziałek, 23 lutego 2015

Targi Sadownictwa i Warzywnictwa - Warszawa

Mąż mój jako stuprocentowy romantyk wziął mnie szantażem..... do Warszawy oczywiście mnie wziął. W czwartkowy poranek zostawiliśmy dziecię nasze w łóżku - nie do końca wiem dlaczego akurat w naszym - i wyruszyliśmy na wyprawę do stolicy. W politykę się nie mieszamy więc na strajk nie dotarliśmy, nawet takiego zamiaru nie mieliśmy. Obraliśmy azymut na Targi Sadownictwa i Warzywnictwa.
Po podpisaniu miliona i jednej karteczki żeby dostać wreszcie "bezpłatny" bilet (moje dane osobowe to chyba wystarczająco duża zapłata? przynajmniej dla mnie) ruszyliśmy szturmem na hale wystawowe. Do dyspozycji mieliśmy 2 wielkie hale z wystawcami i salę konferencyjną, w której odbywały się wykłady.
Po dwukrotnym okrążeniu obu hal, odechciało nam się uczestniczyć w wykładach gdyż niestety przykro mi to stwierdzić ale targi i konferencja z warzywnictwem nie miały za wiele wspólnego. Na całą jedną halę maszyn nie było ani jednego traktora warzywniczego (takiego na wysokich i wąskich kołach) choć przynajmniej jedna z obecnych tam firm taki w ofercie posiada. Gdy mój małżonek zapytał o powód, dla którego nie został on sprowadzony pan bąknął coś pod nosem i kazał przyjechać go obejrzeć na placu....gdzieś w głębokie Mazowsze (ta jasne rozpędziliśmy się!)
Na każdym kroku byliśmy bombardowani ofertami dla sadowników, a tylko nieliczne firmy oferowały produkty do uprawy warzyw. Jak się później okazało z większością tych nielicznych firm współpracujemy więc nowych kontaktów nie nawiązaliśmy.
Wyjazd okazałby się kompletną klapą i katastrofą gdyby nie Przedstawiciel firmy Syngenta, który był bardzo życzliwy i zrobił nam prywatny półgodzinny wykład na temat bliski naszej pracy. Swoją drogą należą mu się wielkie podziękowania gdyż przekazał nam spory zasób wiedzy.
Podsumowując - Targi Sadowniczo Warzywnicze okazały się w rzeczywistości Targami Sadowniczymi głównie. Dużym zaniedbaniem była mała oferta dla producentów warzyw i następne takie powinny nosić miano tylko sadowniczych lub rozszerzyć asortyment faktycznie o warzywnictwo. Jeśli moja noga kolejny raz na nich postanie, a mój umysł zarejestruje fakt pominięcia w ofercie wystawowej warzywnictwa będzie to ostatni raz - szkoda mojego cennego czasu... Gdyby nie Pan Tomek (Syngenta) powiedziałabym, że były kompletną klapą....ale nie powiem z szacunku do jego fachowości i dużego zasobu wiedzy.
Pozdrawiam PR!
ps. za jakość fotek przepraszam ale nie miałam tym razem aparatu i zrobione zostały telefonem. W sumie to nie żałuję, że go nie wzięłam - fotografować nie było co, a dźwigałabym go cały dzień....



piątek, 20 lutego 2015

Recyklingowe zabawy na medal

Dawno nie było u nas Żukowych zabaw. Trochę z mojego lenistwa to wynikło, a trochę z jej. Przyznam szczerze, że ona ma fazę na bajki, a ja jej tego nie bronię. Wszystko się kiedyś nudzi i mam nadzieję, że jak już się naogląda to znudzi jej się na równi ze wszystkimi zabawami.
Poza tym powrót do przedszkola po miesięcznej przerwie szybko zminimalizuje jej ilość oglądanych bajek.
Tym razem pomysł nie mój. Zaczerpnięta twórczość - wykonanie oczywiście nasze.
 Pomysł podsunęła nam siostra A. przynosząc dziecku memu całą torbę nakrętek do przedszkola. W środku znajdowały się także plastikowe zakrętki od słoików z kawą rozpuszczalną. I to one - a właściwie to co zawierały w środku - stały się inspiracją do zabawy. Jak wiadomo każda taka zakrętka ma tzw. uszczelkę dzięki, której zapach kawy nie wietrzeje w tempie natychmiastowym. Niekiedy są wykonane z tworzywa, niektóre z tektury. Przy umiejętnym wydłubaniu jest szansa na nieuszkodzenie ich. Żukowa ciocia przyniosła nam 3 sztuki i oznajmiła, że materiał idealnie nadaje się na medal...
Nie byłabym sobą gdybym nie wykorzystała tej informacji i materiału, który mi dostarczono. Pomysł wykiełkował, a że w domu nie trudno o dziurkacz, kolorowe tasiemki... no i  naklejek przeróżnych Ci u nas też dostatek - robienie medali stało się super zabawą i świetnym przerywnikiem w oglądaniu bajek. Polecam tę mało kosztowną i inspirującą zabawę. Można włączyć w nią farby, klej i wydzieranki, wycinanki, plastelinę.... Czego dusza zapragnie.
No i przy okazji można dostać medal za bycie SUPER MAMĄ ;)
Pozdrawiam PR!






środa, 18 lutego 2015

Szkocki błogostan.

Pech tak chciał że jedyną niedorobioną częścią mojego ciała jest pęcherz, który jest stanowczo za mały. Efekt tego niedorobienia jest taki, że każda nasza wycieczka opatrzona jest przymusowym zwiedzaniem toalet wszelakich - od miejskich szaletów po restauracyjne toalety koedukacyjne.
Jeśli ktoś kiedyś pokusi się o napisanie europejskiego przewodnika po najciekawszych toaletach możecie być pewni, że moje nazwisko jeśli nie będzie jako jedyne to na pewno znajdzie się wśród współautorów takiej książki.
Nie raz już prowadziłam publiczną debatę na temat jakości polskich toalet publicznych. Nie wspominając już za bardzo o kosztowności tego przedsięwzięcia. Szkocja uderzyła/uraczyła? mnie wielką kulturą od dupy strony (przepraszam za wyrażenie). Oprócz czystości i wysokiej jakości sanitariatów, obecność nasączonych środkiem dezynfekującym chusteczek, dzięki którym można posadzić dziecko nie oplatając wcześniej deski toną papieru - bezcenna....!
Drugim wnioskiem nasuwającym się po pobycie tam jest stanowcze spowolnienie płynącego czasu. Choć ludzie są tam tak samo zabiegani jak wszędzie, mają identyczny rytm dnia jak pozostała część globu to sprawiają wrażenie mniej zestresowanych...spokojniejszych.
Tkwiłam w tym błogostanie tydzień i nie wiem czy wróciłabym gdybym nie posiadała biletu powrotnego.....
W związku, że wypad był osobisty, odwiedzaliśmy rodzinę, więc tylko kilka obiecanych  fotek.
Pozdrawiam PR!
ps. MUSIAŁAM to napisać - NIE, NIE MAM problemów z nietrzymaniem moczu!  Ja mam po prostu mały pęcherz..... ;-P