piątek, 16 stycznia 2015

O zepsutym zegarku, nieumiejętności przegrywania i potrzebie oddechu

Nasze życie ustawione jest jak szwajcarski zegarek. Tylko na pogodę nie mamy wpływu -  aczkolwiek cały czas mam nadzieję, że wymyśli ktoś guzik do sterowania tymże zjawiskiem i przypadkowo trafi on w moje ręce.... Takie marzenie ściętej głowy....
Zeszły rok można naznaczyć mianem klęsk, katastrof i kolizji - 3* K. Ten miał być inny, lepszy. 
 Po czym jeszcze dobrze się nie zaczął, a los postanowił sobie z nas zadrwić. W jednej chwili stało się coś co było niemożliwe i choć podchodziłam do tematu z dystansem i niedowierzaniem po pewnym czasie dałam się na to nabrać. Gdy zaczynałam się oswajać z pewnymi faktami,  uświadomiłam sobie, że o tylko głupi żart, a niemożliwe dalej jest niemożliwym.... Straciłam humor bezpowrotnie (ps. na marne starania o dowiedzenie się o co chodzi, bo właśnie z siebie to wyrzuciłam i temat uważam za zamknięty....).
W związku z tym, że wszystko idzie swoim własnym torem, a nie tym, który ja sobie obrałam, dochodzę do wniosku, że za bardzo przyzwyczailiśmy się do tego, że większość rzeczy szła po naszej myśli i teraz drobne potknięcia urastają do rangi katastrofy. Jedyną, pewną rzeczą w całej sytuacji jest fakt, że należy nam się urlop, który mieliśmy mieć w listopadzie, a który został haniebnie zaprzepaszczony.
Oczywiście to, że się nam należy nie jest powiązane z tym, że będzie nam dane. Jak na razie Żuk walczy z uporczywym suchym kaszlem doprowadzającym ją do wymiotów, ja zaplanowałam sobie spotkanie blogerów na 2 dni przed wylotem, czyli na jutro, a dziś A. ma urodziny, które mam zamiar razem z nim celebrować choćby nie wiem co, choć on wcale nie lubi takich ceregieli, dom w rozsypce, a ciasto jeszcze tylko w planach. Nie wspomnę, a właściwie to wspomnę tu jeszcze o walizce, która leży na najwyższej półce schowka zawinięta w wielką czarną torbę, a jej spakowanie - oczywiście moja działka - także jest w planach...
Jak widać plany mam ambitne, resztka uporu jeszcze gdzieś drzemie na dnie mego umysłu - być może uda mi się do niej dokopać- jedyne co jest pewne to fakt, że straciłam bezpowrotnie wraz z humorem umiejętność dobrej organizacji i będę musiała się tego nauczyć od nowa. Myślę, że przyczyną są głównie moje chore ambicje, trawiące mnie od środka i fakt, że nie umiem przegrywać. Jakiś telefoniczny lub internetowy kurs psychoterapii by mi się przydał, może wtedy poradziłabym sobie ze swoimi zmorami - ktoś? coś?
 Jednakże w tej chwili to wszystko o czym piszę jest mało istotne, najważniejsze to upiec ciasto - plan na dzisiejszy poranek!
Reasumując mój do niczego prowadzący wywód chciałam powiedzieć, że zaplanowany mam wyjazd na poniedziałkowy poranek i powrót w następny poniedziałek. Prawdopodobnie ilość wziętych na swoją głowę obowiązków spowoduje, że zostawię Was może z 1 tekstem na ten tydzień. To, że nie pojawiają się u Was moje komentarze nie oznacza, że mnie u Was nie ma, czytuję na telefonie, jednakże moja pogoń za idealnym porządkiem w domu doprowadziła do zubożenia zdolności technicznych i gdy mój telefon buntuje się podczas dodawania komentarzy pod Waszymi postami jestem mu uległa w 100% i nie potrafię wyciągnąć konsekwencji z nieposłusznego zachowania. Choć czasami mu grożę palcem i rzutem o ścianę on jak moje dziecko, dawno zorientował się, że rzucam to ja tylko słowa na wiatr i nic sobie z tego nie robi.
Życzę udanego weekendu i w ogóle wszystkiego dobrego. Zaglądajcie tu czasami być może uda mi się zostawić coś do poczytania. 
Pozdrawiam PR!

15 komentarzy:

  1. Dasz radę, bo kto inny jak nie Ty :) Udanego wypoczynku i dużo zdrówka dla Żuka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ilonka, mam to samo, wczoraj, jak nigdy w życiu wyminęłam się z planami i stwierdziłam, jak niewielki mam wpływ na własne życie. Nie wiem jak jest u Ciebie, nie będę oczywiście wyciągać, ale do pogadania na priv jestem chętna :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monika tak jak jest napisane pod spodem - "chcesz rozśmieszyć Pana Boga, opowiedz mu o swoich planach" - nic dodać nic ująć. Wszystkiego dobrego!

      Usuń
  3. Dziewczyny ja już dawno przestałam planować swoje życie. Jakieś 9 lat temu poznałam ojca mojej Córki, planowałam najpierw zaręczyny, później ślub, tylko ciąża nie była planowana. I z tego wszystkiego najlepszym planem okazał się jego brak. Z ojcem dziecka rozstałam się, jednak inne plany posiadałam. Powróciłam do Rodziców, miałam znaleźć pracę, Córką naprzemiennie mięli zajmować się moi Rodzice.Jednak życie kolejny raz pokazało, że to ono rządzi. Niestety Tatą musiałam opiekować się ja, zaatakowało Go wstrętne choróbsko i pokonało. Nie na darmo jest przysłowie "chcesz rozśmieszyć Pana Boga, opowiedz mu o swoich planach". Czasami jeszcze mnie kusi żeby planować swoją oraz Marceli przyszłość, ciskam się jak coś nie idzie po mojej myśli, i zżera mnie od środka, Ale wtedy pukam się po głowie i odpuszczam (przynajmniej staram się odpuszczać). Myślę, że życie wielu z nas pokazało, że ono ma plan na nas, a nie my na niego. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiem że jakieś niezrealizowane plany są błahostką, a ludzie mają poważniejsze problemy. Przejdzie mi, po prostu tak czasami jest, że nawarstwia się coś dłuższy czas aż w pewnym momencie się przeleje i człowiek musi to z siebie wyrzucić, przetrawić, wstać, otrząsnąć się i iść dalej....Tym bardziej jak się ma dla kogo iść :)Wszystkiego co najlepsze Ci życzę! A to powiedzonko z Panem Bogiem wyryję nad komputerem żeby mi przypominało codziennie, że najlepszy plan dnia to ten bez planu! Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Ilonka 10 ostatnich lat życia pokazało mi, że jedyne co można zaplanować to śniadanie które zje się zaraz po otwarciu lodówki. A całą resztę planów trzeba dostosować na tu i teraz w tej chwili. Po jakimś czasie taka sytuacja ciągłej niewiadomej powszednieje i można w tym funkcjonować w miarę normalnie. Inaczej brać to za normalność. W takich chwilach rosną koty z kurzu na schodach, a kiedy zostaną końcu sprzątnięte (po 3 tygodniach lub później) będzie można cyknąć kilka zdjęć w ślicznym czystym wnętrzu, którym się tak często zachwycasz.
    Pozdrawiam cieplutko,
    Karola

    OdpowiedzUsuń
  5. PS wysłać Ci aktualną fotkę kurzowego kota hodowanego od świąt :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karola twój opis wystarczył do poprawienia humoru choć troszkę :) dzięki za chęci! :*

      Usuń
  6. Spokojnie, najpierw głowa do góry, teraz choć ciut uśmiechu i na koniec postanowienie, że będzie lepiej. Chciałaś terapii, to ją masz. Ta jest najlepsza, bo darmowa, eksternistyczna i życzliwa :). A teraz niech się stanie!
    Och przegrywania uczyłem się bardzo długo. Zacząłem dokładnie wtedy, kiedy skończyłem ze sportem. Tam mogłem wpływać sam na to, co się dzieje, w życiu jest inaczej. Więc nie ma sensu walczyć z wiatrakami. Co do planowania, to zdecydowanie przeginam w drugą stronę. Nie zrobię nic, póki tego sobie nie poukładam. Często denerwuje się, kiedy żona mnie popędza. Wprowadza to u mnie chaos i podnosi adrenalinę. Spróbuj zdjąć z głowy parę obowiązków a może wtedy będzie Ci łatwiej wszystko zgrać. Wiem, czasami się nie da :). Przyjemności, pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przy "A teraz niech się stanie! " nawet się uśmiechnęłam więc chyba się stało ;) Dzięki!

      Usuń
  7. Na smutki to i dobry rosół pomoże. :)))))

    Fajnie napisany tekst. Podobne można znaleźć na blogu Chudej. Tylko trzeba poszukać w archiwum.
    Jak na przykład tu: http://macierzynstwo-bez-lukru.blogspot.com/2013_03_01_archive.html
    :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Czasem życie niszczy nasze plany i odbiera nam chęci do czegokolwiek. Rozumiem Twój stan duszy, ale mam nadziej, że szybko Ci przejdzie i wrócisz do formy. Odpoczniesz i nabierzesz znowu ochoty do wszystkiego i szybko wrócisz do blogowania (no bo kogo będziemy czytać?). Pozdrawiam Ilonko, trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
  9. Tylko spokój może Cię uratować! :) Ucisz ambicje, odetchnij głęboko i odpoczywaj spokojnie! A co braku komentarzy na innych blogach to chyba każdy z nas rozumie, że są lepsze i gorsze chwile, ze każdy z nas ma kupę obowiązków, dzieci, pracę, wakacje itd. i czasami najzwyczajniej w świecie nie ma czasu na bloga. Brak ochoty to też nic złego ;) :) Trzymaj się ciepło!

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)