poniedziałek, 5 stycznia 2015

Matczyne obsesje i wychowawczy chaos.

Obsesyjne dążenie do idealnego wychowania naszych dzieci i coraz to nowe poradniki, w których świeżutcy absolwenci wszelakich studiów o dzieciach prawiących  próbują przekonać rodziców o tym, że ich metoda wychowania jest metodą najlepszą, skutkują wychowawczym chaosem i mętlikiem w głowie.
Przecież każdy z nas chce jak najlepiej dla swojego dziecka. Czytamy więc, dokształcamy się, studiujemy grube tomy magicznych ksiąg, zarywając sen jeszcze bardziej niż musimy. Wdrażamy później metody nie do końca ze sobą powiązane sprawiając, że momentami sami siebie nie rozumiemy. Czy na prawdę jest potrzebne to nam i naszym dzieciom?
Przestałam czytywać poradniki. Z jednego podstawowego powodu - zaczęły mnie wpędzać w stany depresyjne.
Czytałam, a wieczorami gdy dziecko moje szło spać wyrzucałam sobie, że jestem złą matką gdyż to czy tamto zrobiłam inaczej niż zalecali to autorzy przestudiowanych książek.
A przecież tyle się mówi o tym, że matka wie, że matyczna intuicja to najlepsza podpowiedź. Przecież wszystkiego trzeba się nauczyć - dziecka również. I choć jest to może trochę łopatologiczne stwierdzenie nie zmienia to faktu, że jest w 100% trafne. Jednym zajmuje to więcej czasu innym mniej, niektórzy wiedzą od razu, ale żaden z poradników nie zastąpi nam praktycznej nauki dziecka.
Moja nauka dziecka nie poszła mi tak łatwo jak pisanie tego tekstu, jednak od kiedy odstawiłam poradniki mówiące mi co i jak mam robić zrobiło się po prostu łatwiej, mniej stresowo, prościej.
Oczywiście wyszła ze mnie przekorna natura człowieka i przestałam zaglądać nawet do ksiąg prawiących o rozszerzaniu diety u maluchów. Jakoś tak nie mogłam przełamać tej bariery. Dietę Żukowi rozszerzałam na przysłowiowego czuja, metodą prób i błędów począwszy od 4 miesiąca jej życia. Mam zdrową, dorodną córę, która nie cierpi na żadną alergię pokarmową, zajada się warzywami i owocami i nie pogardzi batonikiem - czyli chyba nie do końca poszło mi to źle?
Największym moim sukcesem (właściwie naszym) było to, że słodyczy spróbowała dopiero mając 1,5 roku - dla niektórych to dopiero (np. dla mnie), a niektórzy powiedzą już? w takim wieku? - ale znając powszechnie panujące realia rodzinne uważam to za mega sukces!
Jedynym wsparciem przy rozszerzaniu diety Małej była ulotka, którą dostałam od pediatry. Takie magiczne kółeczko które zawisło w centralnym miejscu naszego domu na kilka miesięcy i z którego czerpaliśmy wiedzę razem z A. Pewnie znajdą się Ci, którzy powiedzą, że to głupota i nie można tak po prostu bazować tylko na jakiejś ulotce - ale mając zdrową żywność z własnej produkcji i główne podstawy żywienia i rozwoju wypisane w kilku punktach przebrnęliśmy dzielnie przez te 12 pierwszych miesięcy. Da się...!
Poniżej chciałabym Wam przedstawić schemat z naszego magicznego kółeczka, może komuś się przyda, rozjaśni drogę którą zazwyczaj świeżoupieczeni rodzice brną na oślep i pomoże, pewne rzeczy zrozumieć tak jak nam.
Pozdrawiam PR!
ps. przepraszam za jakość zdjęć, obiecuję, że jak tylko ogarnę się w obsłudze nowego komputera wrzucę to w tabelę i zaktualizuję wpis.













23 komentarze:

  1. przy Piotrku czytałam, z tym że czytałam a nie wcielałam wszytko w życie. Dietę u niego od 4 miesiąca rozszerzałam. Z Roksaną zupełnie inaczej, po 4 miesiącu dostawała z ogrodu to o miała ochotę jeść łącznie z truskawkami ku zgrozie rodziny, alergii brak póki co i by tak dalej. Mnie bardziej niż poradniki dołowały matki, mające starsze dzieci, albo babcie, to robisz źle to nie tak, a dlaczego jeszcze karmisz... żałuje że młodego karmiłam tak krótko:/ a okazuje się że rozsądek i spokój pomaga przy dziecku najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wszystkie ciocie/babcie dobre rady są chyba najgorsze, ale to już rozprawa na osobny post, bo w kilku zdaniach nie da sie tego opisać. Przykre kiedy ktoś próbuje udowodnić Ci ze robisz wszystko źle a na koniec kwituje swój wywód słowami - w sumie to ja już niewiele z tego pamiętam.....

      Usuń
    2. albo a bo teraz to inaczej, a tego nie było.... a rób jak chcesz

      Usuń
    3. i w tym momencie krew Cię zalewa... ;)

      Usuń
  2. Uwielbiałam tę ulotkę, leżała na strategicznym miejscu, a ja cieszyłam się przekładając każdy kolejny miesiąc. Chociaż u nas nie jest tak kolorowo. Paweł jest alergikiem prawdopodobnie po nas :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na szczęście ani ja ani A. nie jesteśmy alergikami. A co ulotki również uważam że jest świetna.

      Usuń
  3. Mnie właśnie babcie kazały jak najszybciej rozszerzać dietę. Najlepiej już w czwartym miesiącu. Ja wiem jednak, że to za wcześnie. Że na piersi spokojnie do pół roku dziecko może być tylko na maminym mleku. Tak też robiłam. Ale poradników nie czytałam. Nie jest tak, że lecę z wychowaniem na oślep. Tak jak mi się podoba, bo przyznaję że czasem rady ekspertów usprawniają życie.Ze słodyczami gorzej jest przy drugim dziecku ;) Zaba też do około 2 lat nie jadła słodyczy....Grzebio wcinał już jak miał rok niestety. Trudno dziecku wytłumaczyć, ze on nie może a siostra tak. A siostra często po kryjomu go sama częstowała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moja Mała nie najadała się i lekarz kazał mi wprowadzić mm; to był nasz wybór żeby zamiast mm rozszerzyć jej dietę. Niestety mm też po jakimś czasie musieliśmy wprowadzić, udało mi się karmić piersią 10 m-cy dla mnie to mało jednak ona sama się odstawiła. Co do starszego rodzeństwa na razie żadnych doświadczeń nie mam, ale widze że wesoło macie :)

      Usuń
    2. Czasami nawet przerażająco ;) Ostatnio Grzebcio wsadził wsuwkę w kontakt!! Jedyny niezabezpieczony w całym domu......Całe szczęście nic poważnego się nie stało. A wyszłam tylko na 3 minuty do kuchni wstawić wodę na makaron. Oczy dookoła głowy normalnie....

      Usuń
    3. łooooo! niezły hardkor!

      Usuń
  4. Dla mnie jedyne co jest świętością przy małym dziecku są tabele rozwojowe- kiedy co dziecko powinno robić. Po naszych przebojach wiem, że to jedyne czego będę się ściśle trzymać przy drugim maluchu kiedyś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tabele tak, poradniki w stylu po ilu minutach przytulić dziecko gdy płacze stanowczo nie!

      Usuń
    2. Ja to takie rzeczy też są? Nawet nie wiedziałam :D

      Usuń
  5. Poradnikow czytalam niewiele, ale za to, tak jak Gosia, trzymam sie tych tabel rozwoju. A po dysplazji stawu biodrowego malej to wcale jestem przewrazliwiona i moze dlatego czesto popelniam bledy. Czasem to wyc mi sie chce z bezsilnosci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ach dysplazja - jak sobie przypomnę te 6 miesięcy we frejce to mnie krew zalewa! Choć i do tabel rozwojowych też trzeba z przymrużeniem oka podchodzić, w końcu każde dziecko jest inne i nie ma reguły...

      Usuń
  6. Te wszystkie poradniki dla młodych rodziców trzeba by spalić na stosie! W deprechę mnie wpędziły, że ja durna jestem Eh!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. widzę że nie tylko ja miałam takie przeboje....jak będziesz palić to daj znać, dorzucę i swoje. upieczemy kiełbaski!

      Usuń
  7. Przeczytałam jeden poradnik dla rodziców. Popłakałam się i wszystkie jakie miałam mądre księgi poszły do kosza. Zdalismy się na intuicję/instynkt a w razie problemów (alergia) konsultowalismy się z zaufanym pediatrą. I tak jest do dziś. Choć czytam wiele publikacji, informacje przetwarzam i wdrażam w życie tylk to co nam potrzebne. Bez przymusu, stresu. W razie czego, telefon do pediatry ale w naszym przypadku w sprawie alergii. I jest ok. Poradników dotyczących wychowania nie polecam żadnych. Za to polecam zdrowy rozsądek. W końcu każdy z nas jest inny, każde dziecko inne i nie da się wsadzić wszystkich w jeden schemat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze prawisz Kochana! Ja też wylałam morze łez zanim zrozumiałam że to nie hormony a głupie książki wpędzają mnie w stany depresyjne.... A najlepszym doradcą oprócz intuicji jest położna i pediatra.

      Usuń
  8. My mamy podobne :) Z tym, że przy pierwszym dziecku dużo czytaliśmy i się bardzo wszystkim przejmowaliśmy. Przy drugim jest zupełnie inaczej. Schemat jedzenia poszedł totalnie w odstawkę. Zwłaszcza, że Mieszko ustanowił swój własny. W piątym miesiącu przestał jeść mleko (najpierw z piersi, potem z butelki), w ósmym postanowił nie jeść słoiczków. Nie przepada za mięsem. I jak tu stosować jakiekolwiek zasady? Wszystko na intuicję i wyczucie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no i chyba tak lepiej, mniej stresowo. Mój Żuk odstawiła pierś w 10 m-cu; nie chciała choć ja jeszcze chciałam - zmuszać nie będę. Słoiczki na przemian z gotowanymi specjalnie dla niej obiadami też jakoś szybko odeszły w odstawkę, więc nauczyłam się gotować dla wszystkich tak żeby nie dostawała za dużo soli itp. W końcu w talerzu zawsze można sobie dosolić.

      Usuń
  9. Skąd takie kółko? Pierwszy raz widzę.

    Zazdroszczę własnych warzyw i owoców. Chciałabym kiedyś założyć chociaż mini ogródek. Ale najpierw trzeba zabezpieczyć i wymienić ziemię.
    Teściowa (sąsiadka :/) opróżnia szambo wylewając zawartość na tyły swojego domu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dostaliśmy je od pediatry w przychodni. a co uprawy na ludzkich odchodach szczerze nie polecam! ps. i szczerze współczuję takich sąsiadów!

      Usuń

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)