piątek, 5 grudnia 2014

Pod choinkę drogie dziecko dostaniesz - zatwardzenie!

Mówią o mnie wariatka jak proszę żeby kupować mojemu dziecku owoce zamiast słodyczy. O moim mężu wariat jak mówi, że lepiej nie kupować nic niż dawać tonę słodyczy. Czy to na prawdę ujma na honorze dać dzieciakowi pomarańczę albo banana?
Ostatnie urodziny naszego dziecka udowodniły nam, że nikt nas nie słucha, wujki i ciocie poprzynosili mnóstwo słodyczy, do których Żuk dopadła się na zasadzie ile widzę tyle zjem.... Nie jest tak, że jej nie dajemy, ale wydzielamy - w końcu próchnica, otyłość i problemy gastryczne z powietrza się nie biorą. Wujek, ciocia, siostra chcą być dobrzy - ja wiem, że to przyjemność jak dziecko chwyta się za prezent z wielkim uśmiechem na twarzy....tyle, że moje dziecko owoce uwielbia na równi ze słodyczami więc po co fundować jej dwudniowe zaparcie?
Nie chcę nikogo oczerniać, ani  krytykować. Cieszę się, że są na tym świecie ludzie, którzy chcą i lubią świętować z moim dzieckiem jej szczególne i wyjątkowe dni.  Chciałabym jednak  żebyście zastanowili się robiąc dziecku świąteczny prezent czy chcielibyście aby w Wasze dziecko też było pakowane tyle cukru? 
Wiecie dlaczego za każdym razem gdy poczujemy pierwszą mandarynkę albo obieramy pomarańczę staje nam przed oczami piękna choinka i święta? Bo kiedyś było to rarytasem i zazwyczaj dostawało się ów rarytas w świątecznych paczkach. Dlaczego więc nie dajemy naszym dzieciom szansy wspomnienia dzieciństwa w przyszłości gdy poczują te cudne owoce? Czuję mandarynkę i na 30 sekund staję się znów małą dziewczynką..... Chciałabym żeby Żuk też to kiedyś poczuła - bo to na prawdę piękne wspomnienie jest.
Pozdrawiam PR!

33 komentarze:

  1. Och, jak ja Cię rozumiem. Też z tym walczę, ale czasami jestem bezsilna:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z tego co widzę to większość rodziców z tym walczy....i nadal jesteśmy na przegranej pozycji :/

      Usuń
  2. ja poza słodyczami walczę jeszcze z chińskimi jednorazowymi zabawkami....
    a dziadkowie po kilku awanturach o słodycze zaczęli pytać czy może teraz dostać i nie będzie za dużo. Znam ból

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O MATKO! Roksana jednorazóki to już chyba temat na osobny post!

      Usuń
    2. bardzo obszerny post. awanturę robiłam bo u nas była paczka żelków na raz a babcia męża zgarniała młodego do kuchni i faszerowała. U nas zaparcia trwały tydzień.... to było straszne... do teraz staram się ograniczać słodycze

      Usuń
    3. u nas zaparcia to akurat można policzyć na palcach u rąk przez te 3 lata. jednak cyklicznie występują przy okazji większych zlotów rodzinnych....czegoś....

      Usuń
  3. Świetnie Cię rozumiem:-( Mojej Hani do drigiego roku życia nie dawaliśmy wogóle słodyczy i byliśmy wyrodni rodzicami. Nikt nie potrafił nas zrozumieć i w tym wspierać, tylko dowalali od siebie. "Przecież to tylko mała czekoladka/ ciasteczko." No po co dziecku fundować tą nic niewartą pustą bombę kalorii! Teraz mimo że ma 6 lat nadal jej ograniczamy, ma piękne i zdrowe zęby. A jak ma ochotę na coś słodkiego wachlarz owoców przeogromny, również suszonych. Łączę się w bólu:-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. my zdołaliśmy utrzymać Żuka do 1,5 roku co uważam za swój osobisty sukces. Szkoda tylko że nie biorą pod uwagę że rodzina duża i jak przyjdzie 5 osób i powie to tylko czekoladka to robi się raptownie pół tabliczki na raz. Wszystko jest dla ludzi, tyle że wszystko z umiarem...

      Usuń
  4. U mnie też był ten problem ale się nauczyli po tym jak Młoda dostała wysypki po czekoladzie. Oczywiście jedna osoba zaatakowała mnie słowami a co testy jej robiłaś, że masz pewność, że to od czekolady? Dodam, że pierwszy raz spróbowała czekolady mając ponad 1,5 roku. Święty spokój mam teraz jakiś biszkopt, herbatnik albo owoce dostaje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mówię że Żuk wymiotuje przez pół nocy po słodyczach to wszyscy pukają się w głowę...jak żyć?

      Usuń
  5. Szkoda, ze tak wielu dorosłych nie potrafi skojarzyć takiej zależności dużo słodyczy (dużo cukru) = duża nadpobudliwość. Połowie dzieci z rzekomym ADHD wystarczyło by ograniczyć codzienne słodycze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tym to już nie jeden mądry człowiek pracę napisał a i tak nie nauczyło to nikogo mądrzejszego podejścia....

      Usuń
  6. U nas w paczce mikołajkowej od mamy i taty słodyczy nie będzie. Nie mówię, że ich nie dostaje, bo uwielbia na przykład kinder niespodzianki, na ścianie wisi niestety jeszcze w tym roku kalendarz adwentowy z marketu, ale w święta nie chcę, żeby Młody nie dotknął niczego, co jest na stole, a zamiast tego zjadł tonę słodyczy. A co do mandarynek - kocham, uwielbiam, nie tyle smak, co zapach, ale cóż właśnie dzisiaj po przeczytaniu posta na jednym z blogów zdałam sobie sprawę, co dolega Młodemu od kilku dni, chyba mamy AZS, a zaogniło się dzięki mandarynką. Tatuś alergik, no aż się boję co tu zrobić żeby zwiększyć szanse drugiego na to, żeby było zdrowe? :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żuk nie jest alergikiem ale od nadmiaru słodyczy wymiotuje nam pół nocy, u nas w bucie będzie skromnie, bo w końcu to tylko Mikołajki, ma być przedsmak prezentów pod choinkę.

      Usuń
    2. oczywiście słodyczy nie będzie!

      Usuń
  7. Moja Gaja nie chce nic jesc- ani slodyczy, ani owocow i mamy z nia wielki problem. Kiedy pare dni temu zjadla kawalek czekolady, nawet nie wiesz, jak sie ucieszylam. Dziecko niejadek niejako zmiena nasze patrzenie. Nie chodzi mi o to, zeby mala bombardowac pustymi kaloriami, ale jesli raz na ruski rok zje ciastko czy wlasnie czekolade, nic zlego sie nie stanie. Staram sie caly czas i normalnie jestem niekiedy zdesperowana, dlatego gdy zauwazylam, ze gdy w koncu sprobowala czegos nowego, po prostu odetchnelam z ulga. Natomiast z trescia Twojego wpisu jak najbardziej sie zgadzam- rodzina powinna respektowac fakt, ze ograniczacie dziecku slodycze i dostosowac sie do Waszej woli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie mam pojęcia co to znaczy niejadek bo Żuk jest książkowym przeciwieństwem tego pojęcia, ale uwierz mi to że nie chce jeść słodyczy to jest akurat powód do dumy i radości. Gorzej z tymi owocami....

      Usuń
    2. Wiesz, Gaja po raz pierwszy sprobowala tej czekolady po przekroczeniu drugiego roku zycia i nie sadze, zeby sie od niej uzaleznila, bo wcale o nia nie prosi. Powiem Ci, ze mamy z nia zywieniowy problem i kazdy, nawet najmniejszy postep, jest dla mnie jakim sukcesem. Dlatego wlasnie ucieszylam sie, gdy zjadla cos nowego, bo czasem serio rece mi opadaja. Z perspektywy mamy, ktora ma dziecko niejadka, wszystko wyglada troche inaczej. Mam nadzieje, ze w koncu polubi owoce:).

      Usuń
    3. nie móię też że kostka czy dwie czekolady to zło bo tak nie uważam - po prostu nie mogę znieść tego że najważniejszym punktem paczek wszelakich stają się słodycze i przestało być modne wrzucanie pomarańczy, a jabłko w paczce to już obraza - przykre :/ życzę Ci żeby Twoje dziecko przekonało się wreszcie do tego co dobre i smaczne, trochę z boku wiem jak wygląda życie mamy niejadka i nie zazdroszczę!

      Usuń
  8. Też walczę ze słodyczami, choć bezskutecznie, bo jak nie widzę, to dziadkowie i tak dają Oliwii słodycze... Moja córa co prawda nie ma zatwardzenia, ale za to jest niesamowitym niejadkiem i w sumie cieszę się, jak zje cokolwiek - BYLE NIE SŁODYCZE! Ostatnio poprosiłam moich rodziców, by w paczkach świątecznych nie było słodyczy - zamiast nich owoce, albo jakaś dobra herbatka z suszonych owoców, którą będę mogła małej parzyć do picia. Także rozumiem Twoją postawę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja też za często zatwardzeń nie ma, za to po zjedzeniu za dużej ilości czekolady potrafi wymiotować pół nocy i gdzie są wtedy Ci wszyscy którzy dawali...? Jak płacze, żołądek rwie i za przeproszeniem "żyga" do żółci? Na szczęście u nas dziadki silnie edukowalni są i dają sobie wytłumaczyć, gorzej z młodszymi... ;)

      Usuń
  9. Jestem szczęściarą, bo moje dzieci uwielbiają owoce, a i rodzina lubi je przynosić. Słodycze też są, bo uważam, że wszystko z umiarem jest dla ludzi, ale problemów z tym jakichś większych nie mamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moje dziecko także wielbi owoce - gdy się tylko zaczynają waruje pod krzakami na pierwsze łupy, słodyczy jej nie zabraniam tylko chciałabym żeby nie było ich w nadmiarze i skoro zapraszam na urodziny to logiczne że będzie tort i ciiasto....potrzebna do tego jeszcze czekolada i cała reszta? Swoją drogą wszyscy rodzice dzieci uwielbiających owoce i warzywa to szczęściarze chyba, strasznie współczuję tym których dzieci nie chcą jeść, a oni całymi dniami sie z tego powodu zamartwiają.

      Usuń
  10. U nas wyszło z zwyczaju dawanie słodyczy na okazje typu urodziny, święta.
    Moi rodzice robili paczki wnukom ze słodyczami (przywozi z Holandii) ale zawsze wrzucali do nich owoce. Tyle że nie wiem czy jeszcze takie robią, odkad z nimi nie mieszkam, bo Iga wcześniej jeszcze była za mała na taki prezent.

    Iga dostaje słodycze, ale tak jak teraz jedna czekoladka z kalendarza, czasem lizak z witaminami, czasem ew. Jak kupię to kinder niespodziankę z czego zjada pół a drugie pół się wala bo bawi się zabawką z jajka.
    ktoś tu napisał że nie adhd, a nadpobudliwość ze zbyt dużej ilości słodyczy.
    tak chwilę się zastanowiłam, ale nie ... chyba nie je aż tyle by jej "adhd" zwalić na słodycze :D

    Do buta dostaje kinder maxi , ciastka z dorą i ciastka do malowania. I na pewno nie zje tego w dzień :D choćby pewnie chciała. Ale ona tak jak wszystkim jedzeniem też się szybko nudzi . Weźmie gryza ciastka, weźmie następne i tak ponadgryza wszystkie, potem się nimi bawi aż w końcu walają się brudne po całej chałupie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha i jeszcze napiszę bo byc może zapytasz czemu nie owoce.
      owoce jada codziennie, uwielbia jabłka mandarynki banany.
      a słodycze zawsze bo buta wkładała mi babcia. To taka nasza tradycja . Mojej babci nie ma z nami już pawie 15 lat a ja wciąż czuję ten mróz za oknem, grubą pierzynę, gorąco i zapach palącego się drewna w piecu. Kiedy w środku nocy zagladałam do buta i wyciągałam słodycze. Nawet babcia miała je w swoim bucie;) chcę zeby ten zwyczaj był dla mnie taki jak te 20 lat temu u mojej kochanej babci...

      Usuń
    2. ja nie neguję dawania słodyczy w paczkach, nie o to mi chodzi, po prostu można dać 1/3 tego co się daje i dorzucić zamiast tego jakiś owoc. Moja Agata także ma owoców pod dostatkiem codziennie ale i słodycze są w domu i jeśli mocno chce to dostanie raz dziennie np. pół jajka z niespodzianką - dlaczego pół? bo uważam że na tak żywe i żarte dziecko to wystarczająca ilość. Ale nie 5 jajek z niespodzianą i tony różności na raz i otwieranie z tekstem choć dam ci bo mama jest nie dobra i zabrania.....

      Usuń
    3. do buta dostała skarpety, książkę i lizaka (najgorsza nie jestem.....po prostu ustaliłam zasady i się ich trzymam....

      Usuń
  11. ja jeszcze dodam że jak już dawać te słodycze to dobre a nie takie ,,podrabiane,, , ,,oszukane,, - tanie ale i dostosowane do wieku - mordoklejka dla dwulatka czy roczniaka ? nie ! albo czekoladki z alkoholem - haha :) no i umiar

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z tymi podrabianymi słodyczami to jak z chińskimi zabawkami - no przecież też słodkie, też wygląda ładnie, a tańsze.... :/

      Usuń
  12. i Ja jestem przeciwnikiem słodyczy dla dzieci co prawda można dać ale tylko tyle ile uważamy za słuszne i to co uważamy ze moze zjeść ... ja jestem przeciwnikiem czekolady dla roczniaka ale sa tacy co nagminnie karmią maluchy takimi słodkościami ... wole dać jakiś owoc, serek czy jogurt a ze słodyczy biszkopty, herbatniki lub chrupki Tygryski :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u nas daliśmy radę wytrzymać do 1,5 roku bez słodyczy i jesteśmy z tego powodu bardzo dumni :) myślę że dzięki temu nasze dziecko teraz przepada za owocami!

      Usuń
  13. To się nazywa głuchota wybiórcza:) Nic chyba nie przebije mojej teściowej, która wiedząc, że Ala ma alergię na mleko i jajka dała jej ostatnio serek, twarożek, jajko na śniadanie i poprawiła czekoladą na deser. Sraczka była na cztery fajery.
    Wszystko to w imię zaspokojenia babcinego poczucia własnej wartości i utrwalenia stereotypów, że dzieci lubią słodycze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. głuchota wybiórcza - nowe pojęcie w moim słowniku. Ach te babcie....zawsze wiedzą lepiej...

      Usuń

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)