poniedziałek, 15 grudnia 2014

O plotkarzach, wrednych babach i sensie mojego blogowania.

Ponoć najlepsze myśli rodzą się pod prysznicem, może i coś w tym jest - odświeżony umysł daje znać o sobie i swoim istnieniu wielkim przebłyskiem geniuszu. 
Ja oczywiście nie odstaję od tej teorii i zażywając wczoraj kąpieli doszłam do wniosku, że możliwe iż mężczyźni są największymi plotkarami na świecie jednak my baby (że się tak wyrażę) jesteśmy po prostu wredne. Rodzimy się z genem wredactwa i egzystujemy z nim przez całe nasze życie. U niektórych ujawnia się on później lecz z reguły to później istnieje tylko w teorii, albo w ogóle nie istnieje. Ponadto żeby było nam jeszcze mało tego, że ów gen posiadamy pielęgnujemy go namiętnie i utwierdzamy w silnym przekonaniu potrzebności istnienia ciągłymi małymi intrygami.
 Jeśli, któraś jest bez winy niech pierwsza rzuci we mnie kamień. To jest właśnie ten moment!
Wydaje mi się, że ten który nas stworzył coś przekombinował.
Stanowczo za dużo myślimy. Analizowanie każdej niekoniecznie istotnej czy potrzebnej do życia sytuacji wciąga nas do tego stopnia, że jesteśmy w stanie wykryć intrygę w składzie menu na nadchodzący tydzień w przedszkolu naszej pociechy.
Każde rady i te dobre i te nie do końca trafione traktujemy jako atak na naszą kobiecość, niezależność, sposób wychowania.
Zawiłość i krętość wypowiedzi w potoku słów płynących z naszych ust nie do końca pokrywa się z prostotą i jasnością przekazu. W efekcie tego nie rozumie nas nawet własny mąż i rodzone dziecko.
A najlepsze w tym wszystkim jest to, że chęć niepowielania błędów naszych rodziców coraz bardziej upodabnia nas do rodzicielki i łapiemy się w pewnym momencie na tym, że mąż Nasz 5ciogodzinny monolog o rzeczach sprzecznie potrzebnych kwituje słowami "mówisz jak Twoja mama".
W dodatku nasza duma i ciągła potrzeba udowadniania własnej racji nie pozwala zastanowić się nad tym, że właściwie to może i tej racji nie mamy. Gen wredactwa włącza potrójne obroty i w przypływie wielkiego szału zaczynamy analizować i rozkładać na czynniki pierwsze słowa męża, który tylko chciał jakoś uciąć ten niepotrzebny i do niczego nie prowadzący wywód.
Dochodząc do sedna sprawy zaczęłam zastanawiać się po co właściwie jest mi ten blog i całe to blogowanie. Tak! Racja! Poznałam dzięki temu wiele wspaniałych osób, no ale skoro już je poznałam to czy blog jest jeszcze do czegoś potrzebny?
Myślę, że głównym powodem, dla którego piszę bloga jest myśl, że mój małżonek i moje dziecko mają dzięki temu przysłowiowe pięć minut spokoju. W końcu założyłam go z potrzeby dania upustu mojej wielkiej pasji wymądrzania się i udowadniania własnej racji (co oczywiście jest silnie związane z moim genem wredactwa), a skoro przeleję swoje nie do końca logiczne myśli tutaj, nie muszę już wygłaszać niesłuchanych monologów na forum naszego małego stada.
pozdrawiam PR!
ps. wiem, że w tekście jest za dużo nas, naszego, naszych i nam jednak nie zawsze da się napisać tak żeby poprawność pisowni wyrażała to co się ma na myśli.


22 komentarze:

  1. Nie do końca logiczne myśli - mówisz? Coś w tym jest, a jak miło się ich pozbyć, coś przestaje się kołatać w głowie, cisza, spokój i... trwa to chwilę, aż do kolejnych "nie do końca logicznych myśli". A mężowie - fakt mogą trochę odpocząć ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak miło że ktoś się ze mną zgadza ;)

      Usuń
  2. No widzisz, a ja nie zauważyłam, że tak lubisz się wymądrzać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hehe, a mój małżonek narzeka, że blog mu mnie zabiera, że mogłabym w tym czasie np. "podrapać go po pleckach" :-).
    Ps. Co do zdjęcia - uprzejmie proszę :-). Żałuję tylko, że nie mam ich więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to teraz już wiesz jak masz mu wytłumaczyć sens blogowania ;)

      Usuń
    2. Drapanie po pleckach? Hmm, może by tak dziś zamiast posta... Tym bardziej, że męża nie będzie przez trzy kolejne dni.

      Usuń
    3. Monika to co Ty tu jeszcze robisz?

      Usuń
    4. Kiedy to pisałam też go nie było ;-) A jutro może mi się uda napisać, jak pięknie zleciał mi dzisiejszy dzień, to normalnie szczęki opadną! Mnie opada właśnie teraz, bo już prawie się poddaję, ale jeszcze walczę!

      Usuń
  4. Jestem wredną babą.
    Niestety.

    Pocieszam się, że bloga założyłam z potrzeby pisania - inaczej bym marnowała masę papieru i bądźmy szczerzy - za stara jestem na prowadzenie pamiętnika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę że każda z nas jest, tylko nie każda potrafi się do tego przyznać ;)

      Usuń
  5. Bez bicia przyznaję się również ja do tego, że wredna jestem...ale dopiero jak mi ktoś na odcisk nadepnie...

    OdpowiedzUsuń
  6. Gen wredactwa zdecydowanie posiadam i ja :) Mam też gen wiercidupki ( jak to mawia Asia :*), który mam nadzieję nico niweluję ten gen wredactwa, bo jak zajmę się czymś innym to nie analizuję i nie rozkminiam wszystkiego :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak zgadzam się brak zajęcia uaktywnia wredactwo i w moim przypadku.

      Usuń
  7. Ja już od dawna wiem, że za dużo myślę. Trudno jednak to zmienić niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. my się po prostu takie rodzimy, nie ma na to rady ;)

      Usuń
  8. A ja tego genu nie posiadam i czasami nawet tego zaluje:). A sens blogowania co jakis czas zatracam, by potem znowu go odzyskac:).

    Pozdrawiam Ilonko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie Sabinko będziesz moim wyjątkiem potwierdzającym regułę ;) ja również pozdrawiam !
      ps. Twój mąż nie może Ci powiedzieć że mówisz jak Twoja mama bo on nie rozumie Twojej mamy!

      Usuń
    2. I cale szczescie, ze nie rozumie, bo moja mama ma ciezki charakter:). Z drugiej strony bariera jezykowa nie jest dla niej problemem, bo gdy bylismy w Polsce, gadala bez przerwy do mojego meza i nic jej nie obchodzilo to, ze nic z jej wywodow nie kapuje:).

      Usuń
    3. swoją drogą musiało to wyglądać zabawnie ;)

      Usuń
  9. Oj coś w tym jest! Zdecydowanie!

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)