piątek, 19 grudnia 2014

O (nie do końca) złych rodzicach....

Pamiętam taką sytuację z dzieciństwa gdy mój kolega nabroił coś w domu po czym bez pytania przyszedł do nas na podwórko żeby się z nami bawić. Jego mama była na niego tak wściekła, że idąc w kierunku gdzie się bawiliśmy złamała rózgę z krzaka rosnącego przy drodze żeby dać mu lanie. Wszystkie dzieci (było nas grubo ponad 15) zobaczywszy tę rózgę rozpierzchły się, a właściwie się rozpłynęły i z ukrycia widziały jak kolega dostaje manto. Każde z nas wiedziało do czego służy rózga i co to właściwie jest.
Prosząc ostatnio moją córkę by posprzątała spotkałam się z sytuacją, że w odpowiedzi na mą prośbę usłyszałam potok sylab przypominających guganie (w rzeczywistości jak była niemowlakiem guganie ją nie interesowało) zakończone słowami misio gogo...Tak oto moje dziecię zostało dokształcone w instytucji zwanej przedszkolem, bynajmniej nie przez panie.... Będąc w szoku jedyne co przyszło mi na myśl w odpowiedzi na ten dziwny wywód to, to że dostanie pod choinkę rózgę od Mikołaja jak będzie niegrzeczna. Słowa me opatrzyła konsternacją i wielkim znakiem zapytania - a co to jest rózga? Mówię jej, że to taki kijek, a ona do mnie - i co ja mam niby z tym kijkiem robić....? Patrzę i zastanawiam się więc czy ona sobie żartuje czy faktycznie nie wie - mówię, że niegrzeczne dzieci dostają klapsa rózgą w pupkę. W odpowiedzi usłyszałam tekst - nie można bić dzieci, bo będą płakały. Zakończyłam tę dyskusję słowami tak masz rację i gromkim śmiechem w poduszkę w drugim pokoju tak żeby nie słyszała.
Co sądzę o klapsach - mniej więcej tyle co moje dziecko.
Jednak powiem Wam szczerze, że ja w swoim życiu - całym, niespełna 30letnim - dostałam kilka razy lanie. Jakby to tak zliczyć w sumie zmieściłoby się na palcach jednej ręki. Nie czuję przez to żalu do rodziców, nie czuję się przez to piętnowana, czy gorsza. Nie uważam, że to, że dostałam 5 klapsów w życiu uczyniło ze mnie gorszego człowieka. Klapsy te doskonale pamiętam nie ze względu na to, że je dostałam tylko na wydarzenia je poprzedzające. Nigdy nie były dawane bez powodu. Za to szybko nauczyło mnie to odróżniać dobre od złego.
Nie próbuję tu tłumaczyć ludzi, którzy regularnie biją dzieci, nie próbuję tu tłumaczyć nikogo. Jesteśmy tylko ludźmi i popełniamy masę błędów w życiu. Nikt nie wychowa swojego dziecka idealnie, tak żeby chodziło jak w zegarku. Są czasami sytuacje, że nasze błędy wychowawcze doprowadzają do tego. że nie potrafimy okiełznać buńczucznej natury naszego dziecka. Ja zazwyczaj wtedy wychodzę i płaczę, a tłumaczeniem zajmuje się mój mąż. Jednak widząc panią, która daje lekkiego klapsa w sklepie rozwrzeszczanemu dziecku, robiącemu scenę, bo nie może dostać 50ątego autka w tym tygodniu nie chwytajmy od razu za telefon i nie informujmy policji i opieki społecznej. Być może jest to ten jeden z 5ciu razy w całym życiu, a zabranie dziecka z domowego ogniska, w którym jest kochane i uwielbiane ponad życie na pewno nie sprowadzi go na dobrą drogę. Nie oszukujmy się - w naszym kraju kuleje system pod każdym względem, a domy dziecka, pogotowia opiekuńcze nie są dobrym miejscem dla dzieci.
Zazwyczaj nie trudno dostrzec, czy dziecko jest w domu bite regularnie - trzeba tylko otworzyć oczy i przyjrzeć się dokładnie, nie oceniając książki od razu po okładce.
Dlaczego mnie to nurtuje? Sama zostałam posądzona jakiś czas temu o niedopełnienie rodzicielskich obowiązków. Żeby tego było mało przez dwóch wyrostków wiekiem zbliżonych bardziej do mojej córki niż do mnie. Zapewne zaleje mnie fala krytyki, ale pisząc to mam cały czas przed oczami sytuację sprzed 2 m-cy, w której zostałam postawiona.
Jechaliśmy na pogrzeb i musieliśmy zabrać ze sobą Żuka. Pora wyjazdu ściśle pokrywała się z porą drzemki, a że samochód najlepszym miejscem do spania, Żuk przydusiła komara po 5 min. drogi. Zatrzymaliśmy się przy kwiaciarni po wieniec - A. poszedł wybierać, a ja stanęłam przed samochodem i kiwałam mu, który ma wziąć - taka z nas zgrana drużyna, że wszystko razem musimy wybierać. W tym czasie 2 młodych chłopców wracało do domu ze szkoły. Przechodząc obok naszego auta jeden powiedział do drugiego - Ty patrz dzieciak sam w aucie śpi, dawaj dzwonimy na policję. Pozbierawszy szczękę z ziemi odpowiedziałam im, że nie muszą nigdzie dzwonić bo mama dzieciaka stoi obok auta, a chłopcy zawiedzeni brakiem akcji poszli dalej. Nie było gorąco, dziecko miało otwarte okna w aucie, kluczyków w środku nie było, a ja stałam przed samochodem.....
Na prawdę idąc przykładem jednej  słynnej telewizji ze wszystkiego w tym kraju trzeba zrobić aferę?
Zastanówmy się czy nasza interwencja nie uczni więcej krzywdy dziecku niż zaistniała sytuacja w jakiej się właśnie znalazło..... Uwielbiamy się wtrącać w życie innych, lecz stawiajmy się czasami w ich sytuacji, bo i nas może kiedyś dotknąć niechciana krytyka.....
Pozdrawiam PR!
PS. NIE POPIERAM KAR CIELESNYCH I BICIA DZIECI!
NIE POPIERAM PRZYMYKANIA OCZU NA KRZYWDĘ INNYCH - SZCZEGÓLNIE DZIECI!
PROSZĘ TYLKO O PRZEMYŚLANE INTERWENCJE, GDYŻ CZASAMI MOŻNA KOMUŚ BARDZIEJ ZASZKODZIĆ NIŻ POMÓC!

17 komentarzy:

  1. No i miałyśmy Cię "znielubić" a tu widzę punkt widzenia taki sam, jak mój. Też kilka razy w życiu dostałam w tyłek. Raz nawet kablem - ale zasłużyłam sobie, mama bardziej z rozpaczy i ulgi, strugnęła mi raz tym kablem od piekarnika, a było tak: poszłam po szkole odprowadzić koleżankę, tam gdzie nie wolno mi było chodzić, pamiętam, że byłam jeszcze mała, 3-4 klasa podstawówki. Kiedy wracałam było pełno policji, wypadek i oględziny faceta, któremu dosłownie wypłynął mózg i leżał obok. Mama patrzyła, jak wraca grupka dzieciaków z którymi zawsze wracałam, bo pięcioro nas chodziło do jednej klasy. Ja nie wracam. Koleżanka powiedziała jej gdzie poszłam, później słyszała wycie pogotowia, policji itd. Kiedy przyszłam do domu nie wytrzymała. Zbicie dziecka świadczy o naszej słabości, o tym, że nie potrafimy sobie inaczej poradzić, ale muszę przyznać, że i mnie się zdarzył lekki klaps w pupę. Mąż jest mega cierpliwy. Kiedyś jednak, Paweł podszedł do niego i uderzył go zabawkowym, ale jednak całkiem solidnym młotkiem w oko. No i tego już nie wytrzymał. Dał mu porządnego klapsa. Po czym dziecko się rozpłakało i powiedziało: "mama to bije lekko, tak, że mnie rozśmiesza, a Ty jesteś zły". No i tak oto chyba jednak daruję sobie klapsy, skoro Pawła "rozśmieszają". Młody po klapsie od taty po dwóch minutach przestał płakać, natomiast Mirek nie mógł sobie z tym poradzić przez dwa dni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i jeszcze Ci się chamsko zareklamuję pod postem, bo zapraszam Cię dzisiaj do siebie na poprawę humoru. Warto ;-) To się nie dzieje co dzień ;-p

      Usuń
  2. Całkowicie się zgadzam z tym co napisałaś. Co prawda ja w dzieciństwie zbierałam lanie za wszystko, bo moja matka miała właśnie taki system wychowania. nie ważne czy dziecko było winne czy też nie, lanie krzywdy mu nie zrobi. Jedyne czego mnie to lanie nauczyło, to tego, żeby nie być swojego dziecka dosłowne nigdy. Jak widzę matkę szarpiącą dziecko w sklepie lub przysalającą mu solidnego klapsa to krew mnie zalewa i reaguję. Ale nie uważam aby klepnięcie dziecka po tyłku było czymś strasznie złym. Trzeba umieć rozróżnić klepnięcie od solidnego przylania.

    Co do oceniania ludzi, to jesteśmy w tym ekspertami. Wystarczy, że dziecko w sklepie zacznie wpadać w furię bo odmawiamy mu kupna zabawki a już za naszymi plecami jest kilkanaście "dobrych dusz", które pouczają nas, matki, że tak nie można, żeby kupić. Kiedyś nie wytrzymałam takiej sytuacji i odpowiedziałam Pani, że jeśli jej tak dziecka szkoda to niech sama mu kupi bo mnie akurat nie stać.

    Czasem lepiej się ugryźć w język niż palnąć jakąś głupotę. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że już dzieciaki, które naoglądają się medialnego szumu, zaczynają we wszystkim widzieć aferę, byle tylko było ciekawie a oni sami stali się telewizyjnymi bohaterami "Faktu".

    OdpowiedzUsuń
  3. I ja się pod tym podpisuję obiema rękami!!! Dokładnie, trzeba umieć rozróżnić, kiedy rodzic daje dziecku lekkiego klapsa ( uważam , że ma do tego prawo), a kiedy dziecko jest bite regularnie. Raz byłam świadkiem jak pewna Pani z kilkuletnią dziewczynką weszła do Rossmana. Mama oglądała kosmetyki a córka postanowiła się jej schować za któryś z regałów. Mama zaczęła nawoływać swoje dziecko, niestety dziewczynka uznała to za świetną zabawę i nie zamierzała się ujawnić. Kobieta po chwili była tak spanikowana, biegała jak oszalała po sklepie ze łzami w oczach, aż w końcu mała wyszła. Mama dała jej klapsa w tyłek i ostrzejszym głosem powiedziała, że nie wolno tak robić. Nie obyło się niestety bez opinii starszych Pań, które zwróciły jej uwagę, że dzieci bić nie wolno itp. Mama dziewczynki stwierdziła, że to ona jest jej matką i to ona ją wychowuję i skoro stwierdziła, że mała zasłużyła na klapsa to widocznie tak jest i nikt nie powinien się wtrącać. I ja tą Panią - mamę poparłam. Małej nie stała się krzywda, ale może zrozumiała, że takie zabawy nie są fajne i myślę, że więcej tak nie zrobi.
    Sama mam 31 lat i również dostałam kilka razy lanie i wcale nie uważam, że rodzice mnie tym skrzywdzili. Uważam, że dzięki temu wiedziałam co jest dobre a co nie. Sama wiedziałam, że jak coś przeskrobałam to może mnie za to spotkać kara.
    To jest również tylko moja opinia i każdy wychowuje swoje dziecko jak uważa ! I powtarzam, nie mówię tu o znęcaniu się na dziećmi czy ciągłym biciu. Mówię o lekkim klapsie, który jest przestrogą.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pierwszy raz się nie zgodzę. Już mówię dlaczego. Po pierwsze codziennie co najmniej z 10 razy mam ochotę dać Młodej w dupsko. Jestem człowiekiem wybuchowym, ona doskonale wyprowadza mnie z równowagi. Klapsa nie dostała jeszcze ani razu. Nie powiem mordę nieraz rozedrę i to też nie jest dobre. Zawsze mam ogromne wyrzuty sumienia i ją przepraszam. Ale nie o to mi głównie chodzi. Moja mama uświadomiła mi, że to nie jest sposób. Miałam jakieś 4-5 lat. Mama odebrała mnie z przedszkola. Szłyśmy przez miasto. Ja stwierdziłam, że pójdę przez starówkę- schodami przy murach moja mama koło rynku- dawna pasmanteria. I spotkamy się na wylocie...nie spotkałysmy się. Sama wędrowałam do domu spotkałam dziadka i mnie odprowadził. Pamiętam moją mamę w oknie, później jej piekne czerwone buty, którymi dostałam w dupsko...pamiętam dokładnie moment rozstania z mamą...później pustka i dziadka spotkanego koło urzędu pracy czyli prawie pod domem no i but na tyłku :) Jedyny raz kiedy dostałam lanie. Moja mama powiedziała ostatnio na ten temat jedno- to ona powinna dostać w dupę za to, że pozwoliła mi iść samej, to, że była wściekła nie obligowało jej do uderzenia dziecka. To ona powinna przewidzieć taki rozwój sytuacji jaki nastąpił i na to nie pozwolić. Ja pozostaję przy swoim- nie zgadzam sie na klapsy nawet lekkie. Co do rózgi- wymarzony prezent mojej Młodej od Mikołaja. Znajoma pyta ostatnio co dostanie. L bez zastanowienia- rózgę na wycieraczkę. Ps. Nadal jestes na mojej liście czytelniczej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. Nie wyobrażam sobie, że moje dzieci miałyby dostać z jakiegoś powodu lanie. Czasy się zmieniły. Moje dziecko nie wie co to klaps i już się pewnie nie dowie. :) A co do pochopnych interwencji - to prawda, trzeba się zastanowić co się robi i czy rzeczywiście powinniśmy się wtrącać. Bo czasami możemy zrobić więcej szkody niż pożytku. Fajny tekst! :)

      Usuń
    2. dziewczyny ja na prawdę nie mówię że dzieci trzeba bić, chodziło mi tylko o nietrafione interwencje, o to że nie zawsze trzeba się wtrącać.
      Jak to ktoś kiedyś powiedział nigdy nie mów nigdy.... ja też nie zamierzam bić Żuka, ale zarzekać się nie będę, żeby później nie było mi głupio....jesteśmy tylko ludźmi....

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Ilona wiem o co Ci chodziło:) Ja tylko napisałam co utwierdziło mnie w tym , że nie dam klapsa Młodej...nie chciałam żebyś to odebrała jako atak na Twoją osobę :)

      Usuń
    5. Gosiu nie odbieram, tłumaczę się tylko żeby inni którzy czytają moje teksty i komentarze pod nimi wiedzieli o co mi chodziło.

      Usuń
    6. Ja też tekst zrozumiałam :) Odniosłam się do komentarza Matki ;) Tak jak napisałam - moim zdaniem bardzo dobry post :) I nie wymaga tłumaczenia, wszystko jest jasne. Pozdrawiam! M.

      Usuń
    7. :) dziękuję za miłe słowa. Bałam się że zostanę tym tekstem źle odebrana. Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Jestem przeciwniczka klapsow, o czym juz nieraz wspominalam, byc moze dlatego, ze mnie rodzice nigdy nie bili i nie wiem, co to lanie czy wlasnie klapsy. Poza tym mam lagodny charakter i nie umialabym podniesc reki na dziecko:).

    Natomiast zgadzam sie z Toba w innej kwestii- nie oceniajmy zbyt pochopnie, bo mozemy komus wyrzadzic krzywde. Pamietam sytuacje mniej wiecej sprzed roku, kiedy to wszystkie tabloidy pisaly o tym, ze wyrodni rodzice zostawili dziecko na lotnisku bez opieki, a sami polecieli sobie na wakacje, bo coreczka miala niewazny paszport i zostawili ja na samopas. Cala Polska grzmiala, zeby im prawa rodzicielskie odebrac, no bo jak to moze byc, a okazalo sie, ze dziewczynka wcale nie zostala sama na lotnisku. Byla pod opieka pracownikow i czekala na babcie, ktora wiadomo, nie pojawila sie tam w ciagu pieciu minut. Ktos sprawe rozdmuchal, a rodzice malej musieli przerwac wakacje i wrocic do Polski i udowadniac swiatu, iz nie sa wielbladami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie o te pochopne oceny mi głównie chodziło, te klapsy to tak do podkreślenia powagi tematu właściwie były...

      Usuń
  6. Wielka szkoda, że tak późno wprowadzono ustawę o zakazie bicia dzieci. Na mojej, wątłej w dzieciństwie, osóbce okazywana była nie tylko słabość rodzica ale również rozładowanie złości. Ktoś powie, ze czasy były inne, trudniejsze, biedniejsze itp ale psychika dziecka została skrzywiona na całe życie. No i jakież wzorce otrzymałam ? Dobrze, że nie wcielałam ich w życie choć nie zawsze to się udawało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masz rację, ja nie obrywałam za wszystko ale miałam kolegów i koleżanki którzy podzielają Twój los - za wszystko, czasami odnosiło się wrażenie że nawet za to że żyją! Po raz kolejny chciałam się usprawiedliwić że mój wpis miał głosić głównie o niepotrzebnych interwencjach, nie uważam że bicie jest dobrą metodą wychowawczą....

      Usuń
  7. Pani Rolnik, poruszyłaś ważny temat dotyczący bicia czy niebicia dzieci. Nie mniej ważnym a może nawet ważniejszym tematem jest słowne poniżanie dziecka. Wpajanie mu, że jest brzydkie, że jest nic nie warte itp. Wcześniej (21.12) napisałam, że "okazywana była nie tylko słabość rodzica ale również rozładowanie złości". Pamiętam taką sytuację kiedy będąc w kościele z Rodzicielką niewłaściwie się zachowywałam tzn. chciałam szybko wyjść, wierciłam się (prawdopodobnie chciałam siku) i zakłócałam spokój. Po kilkukrotnych upomnieniach by się uspokoić, kiedy nadal byłam niegrzeczna, Rodzicielka obiecała mi , że dostanę lanie. Myślałam, że złość jej przejdzie nim dojdziemy do domu, pieszo 5 km. Nic z tego, obiecane lanie dostałam, a żeby bardziej bolało to dostałam rózgą z wieloma cienkimi gałązkami. Lecz to wszystko się zagoiło, zapomniałam o bólu fizycznym ale nadal bolą mnie słowa, którymi byłam różnie nazywana, tego zapomnieć nie sposób, chociaż jestem już osobą dojrzałą, a Rodzicielki nie ma wśród nas. Najgorsze jest to, że dziecko wierzy w to co jemu i o nim mówią. To w psychice zostaje na całe życie. Jestem przekonana, że w wielu rodzinach nadal stosuje się przemoc psychiczną wobec dzieci.

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)