środa, 19 listopada 2014

O źródle życia i przeklętym kwiatku

Żuk koneserem sztuki kulinarnej nie jest, jednak lubi odkrywać nowe i nieznane lądy (w granicach rozsądku) jak jej rodzice. Dobrze jak jesteśmy świadomi i uczestniczymy w tych jej wyprawach do nowych lądów, gorzej jak zrobi coś bez naszej wiedzy. 
Pewnego wieczoru (z pół roku temu) gdy A. kończył pracę, a ja myłam naczynia Żuk leżała w naszym łóżku namiętnie studiując jakąś lekturę. W pewnym momencie ni  stąd ni  zowąd pojawiła się przy mnie  stwierdziła, że ona już idzie do siebie....O ja naiwna! Nie wzbudziło to u mnie żadnych podejrzeń, takie grzeczne i słodkie - to ja już pójdę spać. Dałam jej buziaka i powiedziałam, że zaraz do niej przyjdę. Poszła. Za chwilę jednak wróciła ze skrzywioną miną i stwierdzeniem, że ten kwiatek to jej jednak nie smakował i że teraz ją gardło piecze.... Chwila konsternacji, impuls do mózgu dotarł - ALE JAKI KWIATEK? Większość z nich już dawno powyrzucałam gdyż Żuk razem z kocią ferajną urządzała sobie w nich piaskownicę, a ten ochłap który pozostał na moje nieszczęście nosił jakąś dziwną nie znaną mi nazwę. Żuk uszczknęła dosłownie kawałek listka i postanowiła go skonsumować - zapewne mając nadzieję na powalający, nieziemsko cudny smak....O jakież było jej zdziwienie gdy okazało się, że jest niesmaczny, a po głębokiej analizie gatunku u doktora GOOGLE wyszło dodatkowo jeszcze trujący i działający drażniąco na drogi oddechowe....
Nauczeni doświadczeniem i ponad 2 letnią przeprawą z naszym dzieckiem, najpierw chwyciliśmy za telefon. Zadzwoniłam do lekarza dyżurującego w szpitalu dziecięcym i nakreśliłam mniej więcej jak wygląda sytuacja. Kazali przyjechać. Pojechaliśmy więc, a w progu przywitało nas stwierdzenie "aaaa państwo od kwiatka". Pani doktor stwierdziła, że żaden z niej botanik i mamy udać się na SOR - uprzedzając ich wcześniej telefonicznie. Zaczęła się pielgrzymka od gabinetu do gabinetu. Na SORze trzeba im przyznać wzięli sytuację na miękko zobaczywszy ile tego zjadła, obdzwonili toksykologię w Gdańsku i po telefonicznej konferencji kazali nam zabrać Żuka do domu, obserwować, przepajać i jakby się coś działo - wracać!
Cała sytuacja zapewne zostałaby już dawno przeze mnie zapomniana gdyby nie słowa pewnej pani doktor, które otrzymaliśmy na odchodne. Kazano nam wlewać w nią dużo płynów. Więc zapytałam czy do tych płynów zalicza się także mleko czy jest ono całkowicie zabronione w takim przypadku. Pani doktor spojrzała na mnie jak na kretynkę i z agresją w głosie zaczęła mi wykrzykiwać, że dziecko przepaja się wodą, dzieci powinny pić wodę i w ogóle co z nas za rodzice jeśli o tym nie wiemy. 
Dziecko nasze gdy ma do wyboru w dzień sok, wodę lub mleko zazwyczaj wybiera wodę - choć niegazowanych soków jej nie bronie, bardzo lubi jabłkowe. Niestety nocą jest bardzo ciężko wlać w nią coś innego jak mleko - tylko to jej przechodzi przez gardło. Gdy wracaliśmy było grubo po godzinie 23, Żuk z zamykającymi się oczami nawet nie chciała słyszeć o wodzie zimnej, ciepłej, z miodem, z cytryną, miodem i cytryną... Jedyne co dała w siebie wlać to mleko...Dałam jej - co prawda z duszą na ramieniu, a później pół nocy nie spałam przez to, ale dałam. Ani mleko, ani kwiatek na szczęście nie poszkodziły....Niestety niesmak i słowa pani doktor brzęczą dalej w uszach....Czy na prawdę były potrzebne?
Pozdrawiam PR!

10 komentarzy:

  1. Hmm, pewnie pani doktor miała akurat niezbyt dobry dzień;) ale to nie jest powód, by w taki sposób się wyrażać do kogokolwiek, nie usprawiedliwia to jej w żaden sposób! Niestety, niektórzy robią to celowo (czerpiąc z tego satysfakcję że się komuś "dowaliło" że się tak wyrażę..) albo całkiem nieświadomie (myśląc, że to zwyczajna rozmowa..)
    Ale wiesz co? Nie ma sensu trzymać w sobie urazy, wypuść ją, niech poleci z wiatrem:) bo będąc w Tobie uwierając - naciska i w konsekwencji możesz poczuć zwątpienie i tego typu emocje związane z rodzicielstwem.
    Osobnym tematem jest picie mleka... odkąd dowiedziałam się jakie spustoszenie sieje w organizmach ludzkich (bo mleko danego zwierzęcia jest dobre dla dziecka tegoż zwierzęcia:) odstawiłam je, chociaż i tak jakoś specjalnie nie przepadałam za jego smakiem a jednak często piłam kakao.. Warto zagłębić się w ten temat.

    Jesteś najlepszym Rodzicem dla swojego dziecka, nie może być inaczej:)

    Serdecznie pozdrawiam i życzę radosnego dnia:)
    Uśmiechy posyłam:)))
    Kamila

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewien doktor na studiach chcąc mi udowodnić niesłuszność w namawianiu do picia mleka zapytał mnie czy widziałam kiedykolwiek żeby na przykład dorosła wilczyca podłączała się pod krowę i piła jej mleko....gdy powiedziałam że nie skwitował to słowami że tak samo i nam jest potrzebne to mleko....Żuk lubi i sama się domaga więc nie będę jej zabraniać, choć ja sama nie lubię i nie pijam... Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    2. Kochana, nie mam zamiaru Cię namawiać do zmian odnośnie odżywiania:) Dałam malutką wskazówkę, którą możesz poruszyć bądź nie, decyzja należy do Ciebie:) Słuchałam kiedyś wywiadu z pewnym człowiekiem, którego wypowiedź mnie poruszyła i zaczęłam drążyć temat mleka, no i to, czego się dowiedziałam wywróciło moje postrzeganie na ten temat, ale nie będę tutaj opisywać co i jak, bo nie chcę byś odebrała mnie jako kogoś, kto chce narzucić Ci swój punkt widzenia:)
      Serdeczności:*

      Usuń
  2. Nadal zadziwia mnie opieszałość niektórych lekarzy. Nie rozumiem dlaczego oni zachowują się tak jakby sami nie byli rodzicami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. inaczej by zabrzmiało jakby powiedziała - wie Pani z mlekiem trzeba ostrożnie, bardziej wskazana byłaby woda....a nie od razu teksty co z nas za rodzice....wystarczy czasami troszkę szacunku i uprzejmości...

      Usuń
  3. Nie potrafię zrozumieć takich ludzi. Brakuje im chyba empatii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ludzie którzy powinni wesprzeć nie tylko swoimi umiejętnościami ale także i zwykłą rozmową, uspokoić strapionych rodziców, najzwyczajniej w świecie mieszają nas z błotem...ot...niektórzy mówią na to proza życia, choć mi się wydaje że bardziej pasuje brak kultury...

      Usuń
  4. Dla lekarzy pewne rzeczy sa oczywiste, dla rodzicow natomiast nie, wiec logiczne jest, ze wolalas sie zapytac. Sama bym tak zrobila, bo w koncu nigdy niewiadomo. A zachowanie lekarki nie na poziomie, nie znosze takiego traktowania ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czasami mam wrażenie że wydaje im się że są najważniejsi na całym świecie, a ta ważność pozwala nie liczyć się z uczuciami innych ludzi....

      Usuń
  5. Lekarze oczywiście wszechwiedzący! Jak się czlowiek o coś zapyta uważany jest często i traktowany jak ostatni kretyn. Sami jesli nie wiedza to szybciutko zmieniją temat. Debilne podejście niektórych ludzi mnie dobija

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)