piątek, 7 listopada 2014

Dlaczego robisz kretyna z własnego dziecka?

W zeszłym roku wchodząc do Żukowej szatni w żołbku trzasnęła mnie rozmowa pewnej Pani ze swoim dzieckiem:
Mama do córki: cio tam było ciekawego w przedszkolu? byliście tap tap? lobiłaś aaaa? Am am było?
Popatrzyłam wyglądała bardzo elegancko; samochód miała taki, że przeciętnego polaka nie stać na niego, jakiś czas po tym zdarzeniu słyszałam jak rozmawiała z wychowawczynią...skrajnego kretynizmu czy głupoty nie było słychać z jej wypowiedzi.... Pomyślałam sobie wtedy - młoda i inteligentna, a robi kretynkę z własnego dziecka.
 Po tym incydencie jak rasowy szpieg zaczęłam przysłuchiwać się rodzicom w szatni... Też może nie do końca mądrze, ale.. nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Większość z tych ludzi bieda za kołnierz nie zagląda - samo czesne w placówce wynosiło prawie 800 zł, a samochody którymi przyjeżdżali nie kosztowały 20 tys. PLNów - tylko przynajmniej 3 razy tyle. Na taki samochód i ubrania renomowanych marek, które świeciły metkami z drugiego końca korytarza, trzeba ostro pracować, a żeby ostro pracować i dobrze zarabiać zapewne trzeba mieć wysokie wykształcenie...Nie sugeruję, że tak jest, przypuszczam. Z resztą z rozmów, w które się wdawałam lub czasami mimochodem słyszałam biła inteligencja, wysoka inteligencja... Powiedzcie mi więc dlaczego w szatni, gdy tylko zaczynały otaczać nas nasze dzieci słyszałam z ust tych inteligentów błazenadę w stylu cio, nio, papa, dada, amam. Dlaczego będąc inteligentnym nie wierzyli w to że ich dziecko dorównuje im intelektem?
W międzyczasie przeniosłam Żuka do publicznego przedszkola. Pełna obaw co będzie z mojego dziecka po publicznej placówce....śmiem stwierdzić po ponad dwóch miesiącach, że było to najlepsze posunięcie w moim życiu. Najlepsze jednak jest to, że nie nauczyła się jeszcze ani jednego przekleństwa czyli poziom wcale nie jest niski.
Tu nikt nie mówi do dziecka cio, tap tap, am am, lulu, i inne sru tu tu tu....Rodzice pomimo niejednokrotnie niższego statusu społecznego, niższego wykształcenia i mniejszej zasobności portfela traktują swoje dzieci poważnie, jak prawdziwego myślącego człowieka. Choć od tych (nie od wszystkich oczywiście) ludzi bije głównie prostota wypowiedzi i przekazu, a dyskusje są raczej o przyziemnych rzeczach, sprawiają mi one dużo większą frajdę niż te z prywatnego żłobka. Ludzie są tu tacy normalni, choć tak samo ciężko pracują, albo nawet 3 razy bardziej, potrafią się zatrzymać na chwilę, zwolnić tempo i porozmawiać o pogodzie w nadchodzącym tygodniu. Przede wszystkim jednak najbardziej podoba mi się to że znają wartość swoich dzieci, dopingują je w nauce samodzielności i prowadzą z nimi dyskusje na wysokim poziomie (jak na dyskusję z 3, 4 czy 5 latkiem).
Postanowiliśmy sobie że nie będziemy się pieścić ani zdrabniać wyrazów przy naszym dziecku - w końcu najtrudniej się walczy ze złymi nawykami. Jak postanowiliśmy tak też uczyniliśmy. Całe otoczenie Żuka dostało odgórnie taki sam przykaz i choć niektórzy stukali się w głowę i próbowali nas przekonywać ..."że od zawsze", "że to śmieszne", "że przecież z tego wyrośnie"...itd nie ugięliśmy się i postawiliśmy na swoim. Chwała za to głównie mojemu mężowi który jak ktoś próbuje dyskutować dosadnie stwierdza fakt i natychmiast urywa dyskusję....Jest stanowczy - a jeśli chodzi o nasze dziecko nie dyskutuje się z nami, a szczególnie z nim! 
Dzięki naszej stanowczości i rozmawianiu z dzieckiem normalnie Żuk nie pieści się, a jedyną wadą, która jak powiedziała P. Logopeda w tym wieku nie jest jeszcze wadą, a nawet jest normą jest zamiana r na l i z,c,dz, na ź,ć,dź z czego dziecko faktycznie wyrasta.
Reasumując mój wywód który nie wiem do końca czy prowadzi do czegoś sensownego....uwierzmy w swoje dzieci - one na prawdę dorównują  nam intelektem, trzeba tylko ten intelekt wspomóc i wydobyć go na świtło dzienne!
Pozdrawiam PR!

29 komentarzy:

  1. Nie ma to jak normalność, pod każdym względem i w każdej sytuacji. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam. To prawda wielu rodziców popełnia ten błąd (dla mnie to jest duży błąd) Nigdy nie zwracałam się tak do swoich dzieci. Dzięki temu zaczęły mówić szybko i nigdy nie miały problemów z wymową. Traktujmy nasze dzieci POWAŻNIE! Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nasze dziecko także zaczęło szybko i łądnie jak na swój wiek mówić. Nie wyobrażam sobie zwracać się do niej w taki sposób i wcale nie uważam że późniejsze przekręcanie słów przez takie kaleczenie wymowy jest śmieszne. Dokładnie tak traktujmy nasze dzieci poważnie. Pozdrawiam również !

      Usuń
  3. Dobre podejście!:)
    Serdecznie pozdrawiam:)
    Kamila

    OdpowiedzUsuń
  4. Do mnie też rodzice mówili normalnie dzięki czemu nigdy nie miałam styczności z logopedą. Do tego podobno uczyłam mówić starszą o 9 miesięcy koleżkę :)
    Pozdrawiam cieplutko,
    K

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja miałąm styczność z logopedą - bo byłą na małym wykładzie dla rodziców na zebraniu w przedszkolu, ale Żuk nasz bardzo ładnie mói i myślę właśnie że to między innymi dzięki temu że do niej poprawnie mówimy. Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Masz rację. My również nie zdrabnialiśmy i nie zdrabniamy słów w rozmowach z KoCórką. Staram się też z nią rozmawiać "jak z dorosłym" - nie mówię, że jest za mała by coś zrozumieć, jeśli coś ją ciekawi - tłumaczy jej to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przecież one myślą tak samo jak my, po co więc mamy traktować je jak kogoś gorszego...

      Usuń
  6. Problem ten jest coraz bardziej nagminny, zresztą czytałaś mój post na ten temat:) Do Młodej kiedyś Pani powiedziała gdzie idzieś cio i coś tam dalej. L spojrzała nie rozumiejąc nic z jej wypowiedzi...przetłumaczyłam jej i odpowiedziała, że idzie z mamą i tatą do Pepco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie Gosiu znam Twoje zdanie na ten temat, a co do L. - mistrzyni ciętej riposty! :)

      Usuń
    2. Ostatnio u Babci kwiatki zaatakowała. Babcia mówi żeby nie ruszała bo spadną i będą chore. L na to, że Babcia da im syropek i wyzdrowieją. Rozmawiam wczoraj z koleżanką. Młoda w pewnym momencie mówi do widzenia my idziemy do Babci:)

      Usuń
  7. Zgadzam sie z Toba jak najbardziej, mowmy do dzieci normalnie, a wtedy przyniesie to efekty!

    OdpowiedzUsuń
  8. U nas od zawsze do Natalki mówiło się normalnie, jedyne zdrobnienia to "niuniu". Jakoś tak samo z siebie to wyszło, że nikt nie gugał. Sama mam taką znajomą, która to mówiąc do dziecka się wręcz rozpływa, a synek jej na to "mamo ja ciem nie lozumiem" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. znam wiele osób które tak mówią do dzieci i powiem szczerze że tego nie znoszę.... My do Żuka od samego początku także normalnie.

      Usuń
  9. Ciumciania do dzieci nie znoszę organicznie

    OdpowiedzUsuń
  10. i z tym się zgadzam. Czasem zdaża mi się coś po paplać do mojego dziecka ale ma ledwo ponad roczek, aczkolwiek coraz częściej mówię do niego " normalnie " i o dziwo szybko kuma, dużo pokazuje i dużo rozumie:) A co dopiero dzieciaki w wieku przedszkolnym Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie, jak się mówi normalnie to dziecko pomimo że nie potrafi częstokroć wyrazić jeszcze swoich potrzeb czy opinii zaskakująco szybko zaczyna wszystko rozumieć.

      Usuń
  11. Nie zauważyłam korelacji statusu materialnego i wykształcenia ze sposobem rozmawiania z dzieckiem. Może dlatego, że moje dzieci nie chodzą do przedszkola, a może dlatego, że ja rzadko na takie rzeczy zwracam uwagę. Ja w każdy razie uważam, że z dziećmi trzeba rozmawiać normalnie, nawet jeśli one jeszcze nie potrafią normalnie mówić i używają swojego dziecięcego języka.
    Może to właśnie dzięki takiemu podejściu (i czytaniu dużej ilości książek) moja dwuipółletnia córka częstuje mnie tekstami w stylu: "Zrób mi gawrę z koca, bo jestem niedźwiadkiem".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie mówię że opisana przeze mnie zależność jest nagminna czy regułą gdyż ja miałam styczność tylko z 2 przedszkolami...a że lubię słuchać, podsłuchiwać (czasami ;))...to miałam o czym pisać na blogu :) Nasz Żuk też zaczęła bardzo szybko budować pełne bogate w słownictwo zdania i tak jak Ty uważam ze to zasługa między innymi mówienia do niej normalnie! pozdrawiam!

      Usuń
  12. ojej u nas byla z tym taka przeprawa ze glowa mala ... a wiecie z kim jest najwiekszy problem ?? z moja siostrunia, która jest rewelacyjnym pedagogiem, która uczy w klasach 1-3 i klnie na rodzicow ktorzy ciackaja sie ze swoimi dziecmi ... kiedys ja nagralam i powiedzialam ze jak nie zacznie sie do moich dzieci normalnie odzywac to zaniose ten film rodzicom na wywiadowke ... ot i da sie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najciemniej pod latarnią, z własnego doświadczenia wiem że pedagodzy popełniają, stanowczo za dużo błędów wychowawczych....

      Usuń
  13. Oj tak. Strasznie tego nie lubię, a mój Adaś w ogóle nie rozumie większości takich zwrotów. Uderzył się o futrynę i ktoś mu mówi "było ał ał". O on spojrzał zdziwiony i mówi "uderzyłem się". I poszedł dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, moja kiedyś przyszła z przedszkola z zapytaniem "mamo a co to jest kuku?"

      Usuń

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)