środa, 26 listopada 2014

Przygody z książką: Zmyślona historia

Nastał kolejny tydzień jawnej miłości do książek. Tym razem chciałam Wam zaprezentować krótko zwięźle i na temat jak poradziliśmy sobie w domu z problemem naklejkowym - choć trochę o tym już kiedyś było. 


http://dzikajablon.wordpress.com/2014/09/09/przygody-z-ksiazka-nowy-projekt-blogowy/

W związku z tym, że Żuk jak każde dziecko szaleje na punkcie tego klejącego gadżetu pisałam już wcześniej, że zdarzało nam się odnajdywać je wszędzie. Dostawaliśmy je od niej w nagrodę za to, że byliśmy grzeczni, dzięki czemu z ubraniami lądowały w pralce, stół, szafki, książki, podłoga, nie oszczędziła nawet lodówki - i to wewnątrz. Osobiście naklejek na meblach nie znoszę, a jedyną formą Żukowej stylizacji mieszkania, która mnie nie dobija jest kolekcjonowanie magnesów i upiększanie nimi lodówki - z zewnątrz oczywiście.

Zorganizowałam Żukowi zwykły zeszyt. Choć powiedziałam jej, że jest on magiczny i to właśnie w nim powinny lądować wszelakie naklejki. Na pierwszy strzał poszło ściąganie naklejek ze sprzętów domowych i przeniesienie ich tam. Po zalepieniu jednego przyszła pora na kolejny. W międzyczasie zauważyłam, że Żuk mój zaczyna opowiadać mi historię (trochę bez ładu i składu) używając w niej wszystkiego co znajduje się na naklejkach na danej stronie. Powstał pomysł naklejkowej książeczki. 

Siedząc tydzień w domu, podczas przeziębienia, miałyśmy dużo czasu na zabawę. Tym razem była to zabawa wyobraźnią Żuka. Najpierw ona pokazała, że lubi wymyślać bajki, później ja dorzucałam swoje propozycje historyjki do obrazków i tak po dwóch dniach mama poszła w odstawkę, a moja córa usadowiwszy swoje misie w kółeczku bawiła się z nimi w przedszkole, gdzie ona była Panią przedszkolanką i czytała swym dzieciom wymyślone obrazkowe bajki.

Naklejkowa książeczka stała się świetną formą zabawy rozwijającą nie tylko sprawność manualną ale i wyobraźnię dziecka - i nie trzeba było na nią dużego nakładu finansowego co jest kolejnym plusem. Naklejki można zawsze zastąpić wycinankami z gazet naklejonymi za pomocą taśmy lub kleju - myślę, że to dobra alternatywa.
Pozdrawiam PR!










poniedziałek, 24 listopada 2014

Śmieci użytkowe - o recyklingu z przymrużeniem oka

Nie jestem typem zbieracza...jakbym miała się określić to raczej powiedziałabym, że jestem namiętnym czyścicielem... I choć zdarza mi się schować jakąś nikomu do niczego nie potrzebną pierdołę to zazwyczaj śmieci lądują w śmietniku. Nie mam w domu miejsca na zbieractwo; poza tym uważam, że przechowywanie stosu pudełek po lodach czy też twarogu sernikowym to tylko kurzołapanie i nic poza tym. Jednak kilka rzeczy z tzw. śmieci urzekło mnie i złapało za serce na tyle chwytliwie, że znalazł się u nas kawałek przysłowiowej podłogi dla nich. To takie  śmieci użytkowe, którym nadałam drugi żywot.

1. Pojemniki po jakimś preparacie suplemencie -  zebrałam po rodzinie i znajomych, wyczyściłam i usunęłam naklejki, powstały całkiem przyjemne pojemniczki na przyprawy. Są bardzo praktyczne, szczelne i nie zajmują wbrew pozorom wiele miejsca.



2. Słoiki i słoiczki - najbardziej użytkowe to te po kawie rozpuszczalnej. Nie mam już problemu z porozsypywanymi kaszami w szufladzie, a jeśli nawet jakiejś myszce uda się przedostać przez barykadę z kociej czerady do domu, niestety umrze z głodu. Mam słabość także do tych o ciekawym kształcie - dzięki temu mam gdzie trzymać ziarka i mielone siemię lniane. Moim ulubionym zaś jest ten po jakichś cukierkach, w którym przetrzymuję suszoną pietruszkę wymieszaną z selerem.





3. Świeczka  - zdarza mi się kupować świeczki, zazwyczaj wybieram te w szklanych otoczkach. Dzięki temu dorabiam się całkiem fajnego świecznika, który wykorzystuję do małych podgrzewaczy. 



4. Wieszak na 100 rożnych sposobów - z wieszaka na spodnie wykonałam uchwyt na książkę kucharską który pokazywałam Wam kiedyś przed Świętami, moim zdaniem bardzo praktyczny gadżet do małych i ciasnych kuchni - czyli takich jak moja. 



5. Doniczka -na Giżyckim Spotkaniu Blogerów dostałam od Lesi piękną, ręcznie wykonaną doniczkę. Przyznam się szczerze ze szkoda mi było pakować w nią kwiatka, właściwie nie tyle kwiatka co ziemię. Wykorzystałam ja za to do przechowywania Żukowych gadżetów piśmienniczych. Myślę że do tego lepiej się nadaje.



6. Plastykowe pojemniki na żywność - w związku z tym ze Żukowych gadżetów piśmienniczych mamy bardzo dużo, pojemniki posłużyły nam do posegregowania ich. Próbowaliśmy jednego dużego z przegrodami ale nie zdał egzaminu, za to te małe to strzał w 10 - i nic się nie miesza....



7.Pudełko po mleku modyfikowanym - w związku z tym ze posiada zamkniecie zostało wykorzystane do przechowywania karmy dla kota, nie lubię jej zapachu, a dzięki puszce go nie czuje. Zaletą jest także to że nie rozsypuje się po kuchni tak jak w przypadku worków.



8. Szklana butelka po oleju - ze względu na fakt mieszkania na zadupiu kupuje olej w dużych 5 litrowych butlach - szklana butelka wygląda ładniej niż 5litrowy baniak więc przelewam sobie w nią porcje oleju.



9. Kosz po kwiatach - wiklina zawsze i wszędzie, że się tak wyrażę. Uwielbiam ja i gdy teściowa zastanawiała się co zrobić z koszem, w którym dostała kwiatki z jakiejś okazji szybko ją uwolniłam od tego problemu. Dzięki temu ładny mamy pojemnik do przetrzymywania warzyw i owoców.



10. Kartony - z kartonów użytek zrobimy zawsze i wszędzie, oklejamy mniejsze, które służą później do przetrzymywania Żukowych gazet, czy drobnych zabawek. Z dużego zrobiłyśmy sobie na przykład zabawową skrzynkę na listy. Można też zrobić dziecku np. domowy teatrzyk.



Błądząc po moim domu możnaby zauważyć zapewne jeszcze wiele pomysłów wykorzystania śmieci.Jednak jak mówiłam wcześniej typem zbieracza nie jestem ;) A Wy wykorzystujecie w domu tzw. śmieci użytkowe?

Pozdrawiam PR!

piątek, 21 listopada 2014

O gorączce świątecznej i prezentach dla dzieci.

Nie zdążył jeszcze ucichnąć dźwięk zapalanych zniczy po 1szym listopada, a już rozpętała się świąteczna chujoza (przepraszam za wyrażenie). Jak co roku OBI wyprzedziło nawet COCA-COLĘ i zapaliło lampki na sklepie tuż po pierwszolistopadowym święcie...tylko trochę mniej niż rok temu....Facebook za to krzyczy o świątecznych prezentach, o tym co każdy chciałby mieć, dostać, czego by życzył sobie dla swoich bliskich... Miliony ludzi i miliony pomysłów na gwiazdkowy prezent. 
Oczywiście nie powiem, że ja się wzbraniam i  mnie ten temat nie dotyczy, co roku z A. prezenty robimy już w listopadzie bo później...jakby Wam to powiedzieć nie lubimy tłoku. Oglądam propozycję blogerek na prezent dla dziecka, zachwycam się gazetkami - szczególnie tymi Lidlowymi i gorączka co dzień nasila się sama.
Postanowiłam w związku z tym, że pokażę Wam zabawki, którymi Żuk bawi się już 3 lata i które dalej są na czasie, coś czego nie wyrzuciliśmy po pierwszej zabawie. Takie dobrze ulokowane pieniądze, po które o dziwo nasze dziecię sięga nadal - mimo, że są to zabawki dla maluchów. Post ten miał powstać już dawno, jednak pomyślałam, że może i ja zainspiruję kogoś i ułatwię komuś zakup  świątecznego prezentu....yyyy znaczy się podpowiem Mikołajowi :)

1. LEGO DUPLO - o fenomenie tych klocków pewnie każdy wie i słyszał. Nie jest to tani interes jednak sprawdziły się bardziej niż drewniane. Marzyło mi się, że moje dziecko będzie zakochane w swoim komplecie drewnianych klocków tak jak jej mama i wujek, jednak duch nowoczesności podpowiedział jej że z DUPLO  można zbudować więcej i ciekawiej. Mamy już kilka sporych kompletów i podejrzewam, że jeszcze długo nam posłużą, gdyż cały czas są w użyciu.





2. Lodówka LITTLE TIKES - kiedyś grała i choć nie był to męczący dźwięk bardzo się ucieszyliśmy z A. jak przestała. Zabawka określana jako interaktywna. Z interaktywności pozostało jej jeszcze to, że świeci. Zepsucie jej zapewne spowodowane jest tym, że zakupiona była jako używana (nie mam pojęcia ile dzieci wcześniej się nią bawiło) i Żuk robiła jej crashtesty rzucając nią na odległość. Nic nie połamała o dziwo, tylko dźwięk się skończył :)


3. Stodoła LITTLE TIKES - Żuk dostała ją od jednej z cioć. Powiem szczerze, że nie wiem czy zwróciłabym uwagę na taką zabawkę w sklepie mając do wyboru milion innych. Okazało się jednak, że jest to jej ukochana zabawka, z którą się nie rozstaje. Nie barabani co jest dużym plusem dla rodziców. Jej głównym atutem jest sorter z kolorowymi klockami opatrzonymi rysunkami zwierząt i piramida z gumowych krążków, które służyły w naszym domu już chyba do wszystkiego gdyż wyobraźnia dziecka nie zna granic. Ulubioną czynnością było wkładanie ich sobie na rączki i prezentowanie bransoletek...niestety urosło się i przytyło dziecięciu i małe problemy już ma z tą zabawą.





4. Domek kształtów SMOBY - kolejna zabawka z tych lekkich dla ucha rodzica. Nie gra i nie świeci. Za to ćwiczy sprawność manualną malucha. Oprócz tego uczy kształtów i kolorów. 4 figurki, 4 dziurki w które trzeba je wpasować, 4 kolory i 4 pary drzwi do których dopasowany jest oddzielny klucz, za pomocą którego ów drzwi można zamykać i otwierać.




5. Interaktywna Kostka KIDDELAND - w rzeczywistości kostką nie jest przypomina raczej owal. Posiada 6 paneli dźwiękowych i panel zabawowy na górnej części który na szczęście dźwięków nie wydaje. Jest hałaśliwa ukrywać tego nie będę ale Żuk do tej pory stawia ją na środku pokoju włącza i przy niej tańczy. Choć nie ma regulacji głośności wyciszyć ją można w prosty sposób - my zalepiliśmy głośnik naklejką filcową, którą stosuje się na spodnią część nóg od stołu. Sprawdzało się dopóki Żuk nie usiadła i nie zaczęła kombinować....ale dobre choć troszkę.







 6. Książki - pozycja ta od 3 lat jest na czasie i mam nadzieję, że miłość Żuka do książek nie przeminie. Sprzedaliśmy już dwa kartony książek dla maluchów by zrobić miejsce dla tych bardziej dorosłych....nadal się nie mieszczą na półkach, ale nie zraża nas to i nie powstrzymuje przed kupowaniem kolejnych pozycji. 



 Zabawki przedstawione przeze mnie kupione były w pierwszym roku życia naszego dziecięcia, nie wszystkie kupione były nowe co tylko przemawia za tym żeby nabywać zabawki porządnych firm. Żuk wyprawia z nimi rzeczy na jakie ja osobiście bym nawet nie wpadła - od stawania po rzucanie....wszystkie żyją i w miarę dobrze się mają. Jest to kilka pozycji, które z ręką na sercu polecam, gdyż moje dziecko bawi się nimi nadal - pomimo tego, że są już stare i na wyciągnięcie ręki.
Pozdrawiam PR.
 

ps. post ten nie jest w żaden sposób sponsorowany, jest to po prostu kilka rzeczy z Żukowego pokoju które chciałam Wam pokazać.

środa, 19 listopada 2014

O źródle życia i przeklętym kwiatku

Żuk koneserem sztuki kulinarnej nie jest, jednak lubi odkrywać nowe i nieznane lądy (w granicach rozsądku) jak jej rodzice. Dobrze jak jesteśmy świadomi i uczestniczymy w tych jej wyprawach do nowych lądów, gorzej jak zrobi coś bez naszej wiedzy. 
Pewnego wieczoru (z pół roku temu) gdy A. kończył pracę, a ja myłam naczynia Żuk leżała w naszym łóżku namiętnie studiując jakąś lekturę. W pewnym momencie ni  stąd ni  zowąd pojawiła się przy mnie  stwierdziła, że ona już idzie do siebie....O ja naiwna! Nie wzbudziło to u mnie żadnych podejrzeń, takie grzeczne i słodkie - to ja już pójdę spać. Dałam jej buziaka i powiedziałam, że zaraz do niej przyjdę. Poszła. Za chwilę jednak wróciła ze skrzywioną miną i stwierdzeniem, że ten kwiatek to jej jednak nie smakował i że teraz ją gardło piecze.... Chwila konsternacji, impuls do mózgu dotarł - ALE JAKI KWIATEK? Większość z nich już dawno powyrzucałam gdyż Żuk razem z kocią ferajną urządzała sobie w nich piaskownicę, a ten ochłap który pozostał na moje nieszczęście nosił jakąś dziwną nie znaną mi nazwę. Żuk uszczknęła dosłownie kawałek listka i postanowiła go skonsumować - zapewne mając nadzieję na powalający, nieziemsko cudny smak....O jakież było jej zdziwienie gdy okazało się, że jest niesmaczny, a po głębokiej analizie gatunku u doktora GOOGLE wyszło dodatkowo jeszcze trujący i działający drażniąco na drogi oddechowe....
Nauczeni doświadczeniem i ponad 2 letnią przeprawą z naszym dzieckiem, najpierw chwyciliśmy za telefon. Zadzwoniłam do lekarza dyżurującego w szpitalu dziecięcym i nakreśliłam mniej więcej jak wygląda sytuacja. Kazali przyjechać. Pojechaliśmy więc, a w progu przywitało nas stwierdzenie "aaaa państwo od kwiatka". Pani doktor stwierdziła, że żaden z niej botanik i mamy udać się na SOR - uprzedzając ich wcześniej telefonicznie. Zaczęła się pielgrzymka od gabinetu do gabinetu. Na SORze trzeba im przyznać wzięli sytuację na miękko zobaczywszy ile tego zjadła, obdzwonili toksykologię w Gdańsku i po telefonicznej konferencji kazali nam zabrać Żuka do domu, obserwować, przepajać i jakby się coś działo - wracać!
Cała sytuacja zapewne zostałaby już dawno przeze mnie zapomniana gdyby nie słowa pewnej pani doktor, które otrzymaliśmy na odchodne. Kazano nam wlewać w nią dużo płynów. Więc zapytałam czy do tych płynów zalicza się także mleko czy jest ono całkowicie zabronione w takim przypadku. Pani doktor spojrzała na mnie jak na kretynkę i z agresją w głosie zaczęła mi wykrzykiwać, że dziecko przepaja się wodą, dzieci powinny pić wodę i w ogóle co z nas za rodzice jeśli o tym nie wiemy. 
Dziecko nasze gdy ma do wyboru w dzień sok, wodę lub mleko zazwyczaj wybiera wodę - choć niegazowanych soków jej nie bronie, bardzo lubi jabłkowe. Niestety nocą jest bardzo ciężko wlać w nią coś innego jak mleko - tylko to jej przechodzi przez gardło. Gdy wracaliśmy było grubo po godzinie 23, Żuk z zamykającymi się oczami nawet nie chciała słyszeć o wodzie zimnej, ciepłej, z miodem, z cytryną, miodem i cytryną... Jedyne co dała w siebie wlać to mleko...Dałam jej - co prawda z duszą na ramieniu, a później pół nocy nie spałam przez to, ale dałam. Ani mleko, ani kwiatek na szczęście nie poszkodziły....Niestety niesmak i słowa pani doktor brzęczą dalej w uszach....Czy na prawdę były potrzebne?
Pozdrawiam PR!

poniedziałek, 17 listopada 2014

Dżdżyste niebo zawaliło mi się na głowę - czyli rozprawa o Olsztyńskich Blogerkach




W sobotni dżdżysty (trudne słowo) poranek w myśl przewodnią naszej rodziny "my nie błądzimy, my zwiedzamy" pojechałam ZWIEDZAĆ nasze piękne miasto wojewódzkie. To nic, że jestem z nim związana od  10 lat i przez ponad 3 lata w nim mieszkałam...naprawdę w niczym mi nie przeszkadzał ten fakt żeby je ZWIEDZAĆ....
Nie byłam na plaży miejskiej od początku studiów, a tam właśnie ulokowane było miejsce, w którym świat mi się zawalił, niebo runęło mi na głowę i  w ogóle moje ja obecne przestało istnieć na rzecz tego nowego....mąż stwierdził, że lepszego! Ale zacznijmy od początku!
Jak zwykle i tym razem spowodowały ten stan prowodyrki wszelkiego zamieszania w Olsztynie Ola i Sylwia. Dwie szalone kobiety, o niezwykłych zdolnościach organizacyjnych, które potrafią zmobilizować i postawić na nogi olsztyńskie blogerki. I tym razem było tak samo. Rzuciły hasło i nie musiały długo czekać na odzew. Zgłosiło się wiele wspaniałych i utalentowanych kobiet, z których każda przedstawia zupełnie inną historię na swoim blogu. Było nas 12! A Oto lista uczestniczek:

- Sylwia z  http://julkaijejmiejscenaziemi.blogspot.com/
 - Ola z http://www.rodzinkazinnegoswiata.pl/
 Miejsce, które gościło nas w swoich progach to świeżutka i nowiutka kawiarnia - HANGLOOSE CAFE - której głównym atutem są przeszklone ściany i widok na jedno z naszych cudnych jezior (lubię takie pachnące nowością miejsca, w których wiem, że się do podłogi nie przykleję) . Wiem, wiem na Warmii i Mazurach widoków takich pod dostatkiem, ale powiem patriotycznie - kocham miejsce, w którym się urodziłam i mieszkam, miłością bezwarunkową i bezgraniczną i nic na to nie poradzę, że się nim zachwycam! Co do samej Hangloos Cafe - powiem jedno jest to kawiarnia przyjazna rodzinie i NIKOMU nie przeszkadzają tam dzieci biegające wśród foteli i stolików - co dla mnie stanowi duży +. W łazience natomiast znajdziecie przewijak, nawet pieluszki i czystość - rzeczy, których wielu miejscom brakuje. Możecie obejrzeć sobie to miejsce na ich profilu FB; na filmie Kasi TU lub osobiście!
http://studiobra.pl/





Pierwszą zaplanowaną dla nas atrakcją był wykład z instruktażem i osobistą poradą dla każdej z uczestniczek  przeprowadzony przez Kasię - silnie przeszkoloną brafiterkę! I to właśnie przez nią świat mi się zawalił na głowę. Wyobraźcie sobie, że Kasia odnalazła moje cycki! - trochę pod pachami, reszta ukryła mi się na plecach i uświadomiła mnie, że zamiast miseczki B noszę F! Czy potraficie sobie to wyobrazić?! Bo ja nie do końca jeszcze, a wróciwszy do domu stałam przez pół godziny przed lustrem bez koszulki i zastanawiałam się skąd one się tam wzięły. Po czym przyszła Żuk i zapytała "mamo a czemu masz takie duże cycki?". Ogólnie z całej tej sytuacji i mojego dumnego jak paw wypinania się najbardziej zadowolony jest Pan Rolnik - najbardziej wtedy gdy wypinam się półnago. Ale wybaczcie o tym więcej opowiadać Wam nie będę..... Co do brafiterów, brafitingu i całego tego zamieszania wokół cycków - powiem tylko jedno, każdej kobiecie polecam choć raz w życiu poczuć się kobieco!


https://www.facebook.com/SZATANet?fref=ts
Kolejnym cennym w wiedzę okazał się punkt , w którym zaszczycił nas swą obecnością trener personalny i dietetyk Bartosz Kroplewski.  Kilka słów zachęty, motywacji, wytknięcie podstawowych błędów i tak jakby wszystko stało się jaśniejsze w tym jak się zabrać za siebie. Uwieńczył nasze spotkanie jednorazowym karnetem na siłownię co stanowi wielką pokusę i zachętę do tego żeby iść i sprawdzić czy oby to nie jest przy okazji świetna zabawa....
Nie muszę chyba pisać, że całe spotkanie przeplecione było pogaduchami i ploteczkami, pyszną kawusią i przekąskami bo to oczywista oczywistość przecież! Nie spotkałam się jeszcze z sytuacją żeby było inaczej w tak zacnym gronie ;)
Cóż więc mogę powiedzieć w podsumowaniu - spisały się organizatorki, spisali się sponsorzy, spisali się zaproszeni goście i oczywiście wszystkie uczestniczki także.
Dziękuję Dziewczęta za miłą wspólnie spędzoną sobotę, szczególnie zaś dziękuję Oli i Sylwii, które postarały się żeby nas zmobilizować i zorganizowały nam ten wspólny czas! Mam nadzieję, że do zobaczenia!
Pozdrawiam PR!
PS. Dziękuję Sylwii za zdjęcia bo moje gapostwo w sobotę osiągnęło szczyt szczytów wszelakich - pojechałam z aparatem, lecz akumulator został w domu w ładowarce....ekhm nie wymaga komentarza ;)




Z pustymi rękoma nie wyszłam - choć to tylko miłe dopełnienie całego spotkania! Dzięki!
http://www.kupiec.pl/

http://www.coloris.biz/

http://sklep.barbaras.pl/



piątek, 14 listopada 2014

Taka po prostu ja!


Po raz drugi zostałam nominowana do blogowej zabawy Liebster Blog Award i choć zasady różnią się nieco od ostatniego razu dalej uważam to za wielkie wyróżnienie i docenienie mojej skromnej persony. Także dziękuję serdecznie Pata-Patu!

Krótko o zasadach - nominacja jest otrzymywana od blogera. Należy odpowiedzieć na 11 pytań wymyślonych przez nominującego. Następnie TY wymyślasz 11 pytań i nominujesz 11 osób, informując ich o tym. Nie można nominować bloga który Cię nominował. Proste?


Pytania do mnie: 

1. Gdybyś mogła żyć w bajce, jaką byś wybrała?


Jestem tak wielką realistką że nie wiem czy potrafiłabym się zaaklimatyzować w jakiejkolwiek bajce. Jeśli już bym musiała myślę że wybrałabym "Ciekawskiego Georgea" który wydaje mi się najbardziej realistyczną bajką dla dzieci, bajką w której małpka jest małpką która nie do końca wszystko rozumie, pies jest psem, a człowiek tylko człowiekiem.

2. Czy znaki zodiaku mają wpływ na osobowość?


Wiele się mówi co cechach charakteru opisujących dany znak zodiaku i myślę że w tym jest trochę prawdy, aczkolwiek od wszystkiego znajdą się jakieś odstępstwa.

3. Co sądzisz o Mupettach?

Jestem jedyną osobą na świecie która ich nie wielbi i nie czci chyba, są mi obojętne.

4. Gdzie odnajdujesz motywację do działania? 

Właściwie jak zaczyna mi brakować motywacji to się po prostu zmuszam do pracy, po czym motywacja wraca - wprost proporcjonalnie do rozruszania ciała i umysłu. Myślę że brak motywacji to głównie tzw. zastanie i stagnacja i trzeba zafundować sobie czasami małą rozgrzewkę - tak jak w przypadku ćwiczeń fizycznych.

5. Największe szaleństwo Twojego życia to...?


Należę raczej do tych zrównoważonych , którzy 5 razy przemyślą zanim coś zrobią więc to chyba nie do końca pytanie dla mnie.

6. Co chciałabyś dostać pod choinkę?

Nie mam wygórowanych marzeń, wystarczy mi nowa płyta mojego ulubionego DJa.

7. Jak brzmi Twoje przezwisko z dzieciństwa?

O matko! Wolałabym raczej o nim zapomnieć! Ale jak już muszę to proszę! śmiejcie się ze mnie i Wy razem z moim mężem - KARKÓWA!

8. Co Cię denerwuje najbardziej na świecie?

Zaśmiecanie miejsca, w którym przyszło nam żyć i brak świadomości u ludzi, że zostawiamy to miejsce naszym dzieciom, wnukom itd.

9. Skąd pomysł na taką nazwę bloga?

Taka praca.

10. Co chciałabyś robić na emeryturze? 

Pierwszym i podstawowym marzeniem jest to żeby dotrwać do tej emerytury, szczególnych marzeń co do tego okresu jeszcze nie mam - przede wszystkich chciałabym godnie żyć, nie musząc żebrać o kawałek chleba. Chciałabym móc patrzeć na moje szczęśliwe dziecko, które w tym czasie powinno już mieć własne małe stado.

11. Który blog jest Twoim ulubionym i dlaczego? 

Nie potrafię określić jednego ulubionego bloga - czytuję ich wiele (staram się przynajmniej) a moją listę najczęściej odwiedzanych blogów można zobaczyć na dole mojego bloga.  Choć nie wyczerpuje ona w całości moich upodobań czytelniczych.


Jeszcze raz dziękuję Pata - Patu za nominację! teraz ta trudniejsza część. Wymyślić 11 pytań. Ale cóż podołam!

1. Czym jest dla ciebie szczerość?
2. Czy uważasz że ulubiony kolor osoby ma odzwierciedlenie w cechach jej charakteru?
3. Czy robisz coś dla przyrody w swoim życiu/domu?
4. Czy czujesz się spełniona/spełniony w roli jaką aktualnie odgrywasz w życiu?
5. 3 rzeczy które zabrałabym/zabrałbym na bezludną wyspę to...?
6. Książki po które moim zdaniem warto sięgnąć to...?
7. Jakbym miał/miała odrodzić się w kolejnym wcieleniu jako zwierzę, byłabym/ byłbym...
8. Co cię cieszy?
9. Czy masz jakąś dobrą radę/przepis na jesienna depresję?
10. Posiadasz jakieś nie do końca logiczne fobie/przyzwyczajenia?
11. Blog którego warto przeczytać - Twoim zdaniem?

Do zabawy nominuję:
1. Sabinę - http://mamakluseczki.blogspot.com/
2. Gosię - http://antyterrorystka.blogspot.com/
3. Karolinę - http://themomentsoflifee.blogspot.com/
4. Sarę - http://muffincase.in/
5. Anię - http://wiejskifront.blogspot.com/
6. Kamilę - http://happyalimak.blogspot.com/
7. Ewę - http://ep-mojswiat.blogspot.com/
8. Dorotę -http://rodzinkovo.blogspot.com/
9. Natalię - http://kolor-owanka.blogspot.com/
10. P. Romana - http://romanpraszynski.blogspot.com/
11. Każdego kto chciałby przyłączyć się do zabawy i odpowiedzieć właśnie na moje pytania!

Kochani zmuszać Was nie będę do napisania! Sama zbierałąm się do tego dłuugo - aczkolwiek nie ukrywam ze jest to dla mnie świetna forma poznania Was jeszcze bliżej niż dotychczas. Niech to będzie dla Was takim samym wyróżnieniem jak było dla mnie! Miłej zabawy życzę!
Pozdrawiam PR!