poniedziałek, 6 października 2014

Krzykiem w niewiedzę!

 Jedziemy samochodem i A. zaczyna coś burczeć pod nosem. Zatrzymuje się, wyjmuje telefon.... Jak zwykle telefon! Przeszkadza nam we wszystkim, ale co poradzić taki zawód, klient nasz Pan.... 
Zaczyna się tłumaczyć z dawek nawozowych i ilości nawozu organicznego w ziemniakach.... Myślę sobie, że chyba zdurnieli już do reszty kontrole telefoniczne robić....ale spoko, tłumaczyć się musimy odpowiednim jednostkom więc niech tłumaczy. Po 10 min rozmowy Żuk zaczyna się już nudzić, daję jej książkę zajmuje się na kolejne 10 min. Po 20 minutowej spowiedzi mój mąż kończy tekstem " siedzę za kierownicą i nie mam jak zapisać proszę o telefon wieczorem, wtedy poda mi Pani swój adres". Patrzę na niego ze zdziwieniem i wielkim znakiem zapytania w oczach, a on mi mówi że to była klientka, chce kupić ziemniaki.... Pierwsza myśl jaka mi przeszła przez głowę..."pewnie ze 3 tony skoro się tak wypytuje", nie zdążyłam jednak zapytać ile, bo mąż mnie ubiegł i mówi do mnie "12 worków"...12 worków po 15 kilo - 180 kilogramów. Dla jednych to zapas na całą zimę dla nas kropla w morzu. Nic, jak już mówiłam klient nasz Pan.
Wieczorem A. idzie przygotować zamówienie. Dzwoni telefon, oczywiście odbieram ja....z drugiej strony słychać, że starsza Pani. Chciałaby kupić ziemniaczki. Mówi, że rozmawiała z mężem i zaczyna swoją śpiewkę. Ile było dane nawozu sztucznego, a ile organicznego. Zaczynam się wypruwać z wiedzy i ja, a ona drąży temat w kółko powtarzając ile, ile, ile....Nie będę ukrywać, że się nie zdenerwowała, udało mi się jednak powstrzymać krzyk i przez zęby wycedziłam, że jestem magistrem inżynierem ochrony środowiska, natomiast mój małżonek jest inżynierem rolnictwa i wiemy jak produkować, żeby nie potruć ludzi i siebie, w końcu także jemy to co wyprodukujemy. Ponadto (chyba trochę donośniej) dodałam, że mamy małe dziecko i zależy nam przede wszystkim na tym żeby rozwijało się prawidłowo....Chciałam dodać coś jeszcze jednak po drugiej stronie zrobiło się strasznie cicho. Słuchałam tylko czy Pani trzaśnie słuchawką i powie na do widzenia żebym się tymi swoimi ziemniakami wypchała skoro jestem taka nie miła..... Pani po 30 sekundach grobowej ciszy odezwała się głosem łagodnym jak futerko małego króliczka mówiąc "o jaka Pani uprzejma, to ja poproszę tych ziemniaczków co dla dziecka" i podała mi swój adres....
Siedzę i myślę o tej sytuacji....Chyba będę zaczynać każdą rozmowę od słów dzień dobry dodzwoniłeś się do mgr inż. I.... W......... i inż. A......... W......... w czym mogę pomóc?
Pozdrawiam PR!

24 komentarze:

  1. I to jest dobra myśl- widocznie tytuły działają. Zawsze powtarzam mężowi, by robił podobnie, ale on ma to gdzieś, bo dla niego wykształcenie to tylko dwa dodatkowe kawałki papieru. Ale chyba przez lata studiów coś kapnął, prawda? A starsi ludzie wiecznie tak wypytują, bo nie mają do młodych zaufania, a jak się przedstawisz konkretnie, od razu nabierają szacunku:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ostatnio przyszłą do nas Pani która szukała pracy, spojrzała na mnie, później na A i zapytała czy właściciele są w domu bo chciała się zapytać o pracę....a co do wykształcenia nie wszyscy tak niestety uważają, być może spowodowane jest to łatwością w zdobywaniu tytułów w tych czasach...

      Usuń
  2. Zaczynaj od tego, że wszystkim co produkujesz karmisz swoje dziecko:) To bardziej zadziała :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "dzień dobry, życzy sobie Pani ziemniaczki na sprzedaż czy dla dziecka...?;)" - może być?

      Usuń
  3. ;) tacy już są niektórzy klienci, wiem to z własnego doświadczenia - czasem potrafią zadzwonić o siódmej rano w niedzielę lub późną nocą, też się tacy zdarzają. Pozostaje uzbroić się w cierpliwość:))) ..czasami dużą dawkę cierpliwości:))))
    Mam to szczęście, że kontakt z klientami ma mój B. ;)
    Serdecznie pozdrawiam:)
    Ps. fajnie, że wyłączyłaś g+ :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) wreszcie mi się udało go wyłączyć...a co do klientów, powinni pomyśleć że przerywane stosunki i sen są nie zdrowe i czasami zastanowić się o której dzwonią... ech...my mamy takich którzy zajeżdżają przed giełdą do nas, a jadąc dzwonią....wtedy zazwyczaj jest 2 lub 3 w nocy :/

      Usuń
  4. No i wszystko jasne jak karmisz swoje dziecko to znaczy, że zdrowe:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czasami się zastanawiam nad tym że to przecież takie proste wytłumaczenie, a wcześniej na to nie wpadłam...

      Usuń
  5. Klienci potrafią być istnym wrzodem na pupie :p
    My to branża reklamowa ale mamy i swoje perełki.
    W końcu się nauczyliśmy, że po godzinach pracy nie odbieramy telefonów od klientów, poza kilkoma wyjątkowymi wyjątkami ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przekierowało mi na drugie konto Google - to byłam ja - Muffin Case ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiem Sara - kojarzę Ciebie z blogiem :) a co do klientów ja niestety nie mogę sobie przebierać, muszę być równie uprzejma i dostępna dla wszystkich, mam za małe gospodarstwo żeby robić selekcję....

      Usuń
  7. Od razu powinnaś wyskakiwać z dzieckiem, a nie magistrem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a może mgr i dziecko to takie combo? podwójne uderzenie? ;) ale teraz przynajmniej wiem od czego mam zaczynać takie dyskusje :)

      Usuń
  8. Powinnaś zaczynać od tego, że masz dziecko a nie, że ziemniaki na sprzedaż :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Dodzwoniłeś się do domu W.........., rodziców 3-letniej A....., w czym mogę pomóc?" - nada się?

      Usuń
  9. hej ja mam inną odpowiedz ale taką że dzwoniący nie wiedzą co odpowiedzieć
    żeby nie wyjsc na laika,zawsze działa!!!! powiem Ci na ucho, ciocia D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hmmm a na tę wiedzę czekam z niecierpliwością!

      Usuń
  10. Wiesz, jedni zarabiają na dzieciach inni na tytułach naukowych, Wy możecie to połączyć :D ale byłby chwyt :D
    A klienci, no cóż, są różni, czasem kwadratowi a czasem podłużni ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. haha :) oj tak to jest z tymi starszymi abyśmy my byli ,,lepsi,, :) po prostu Pani chciało się pogadać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w sumie to nie pomyślałam że może cierpi na chroniczny brak zainteresowania i po prostu nie ma do kogo na pogaduchy zadzwonić...

      Usuń
  12. Nigdy nie wiadomo na jakiego rozmówcę się trafi. Ale jak piszesz, klient nasz pan, musisz więc być przygotowana na wszystko. Ale to trudne :) Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czasami to jest nawet zabawne...:) dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam serdecznie!

      Usuń

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)