poniedziałek, 22 września 2014

Ćwiczenie małych rączek i pobudzanie wyobraźni czyli o naklejkach słów kilka.

Naklejki....Naklejki, naklejki, naklejki.... Wszędzie mamy naklejki. Naklejki spędzają mi sen z powiek. Dodają je do wszystkiego - kolorowanek, książek edukacyjnych, książek do czytania, nawet suplementów diety..... A Żuk z uporem maniaka biega po domu i tworzy ten swój mały naklejkowy świat...Naklejki mamy na ubraniach, stole, podłodze, w lodówce, nawet ostatnio z pralki wyciągnęłam. Flaszki też nie ominęła, biedny sierściuch obraził się i z tydzień do domu nie wracała....Wiecie o czym mówię?
Dzieci uwielbiają naklejki, a wszelakie firmy produkujące produkty z myślą o dzieciach fakt ten wykorzystują i ścigają się w ilości, kolorowości i wybajerzeniu naklejek, które dodają później do swoich produktów. Umieszczając je obowiązkowo na frontach tych produktów żeby rodzice zmuszeni pięknymi lśniącymi oczkami kota ze shreka musieli ów produkt nabyć. Kiedyś to jej nawet specjalnie kupowałam naklejki bo uważałam że to taka fajna zabawa, do momentu aż zorientowałam się że są one wszędzie - ścian i łóżka także nie ominęła.
Właściwie to były. Doszłyśmy do porozumienia. Ja wytłumaczyłam że od kleju niszczą się meble, sprzęty itd, a Ona łaskawie zgodziła się na mój pomysł pozdejmowania naklejek z domowych  gadżetów i znalezienie im nowego, lepszego miejsca. Wpadłam na pomysł magicznego zeszytu, a że zeszytów u nas dostatek, bo po studiach jeszcze ich zostało wyrwałam co zapisane, nakleiłam (O ZGROZO!) jej naklejkę żeby podpisać zeszyt i zasiadłyśmy do tworzenia magicznego zeszytu do naklejek.
Myślę że  powinnam wpaść na taki pomysł na samym początku przygody z naklejkami , na pewno nie musiałabym później ich pieczołowicie odrywać z całego domu. Jak to mówią mądry polak po szkodzie. Polecam czerpać naukę z doświadczeń innych i mądrzej podchodzić do zabaw z dzieckiem, można zaoszczędzić sobie trochę pracy w taki sposób.
Ogólnie rzecz biorąc naklejki nie są złe. Są dość absorbującą zabawą dla maluchów, a ich odklejanie i przyklejanie jest jakby na to nie patrzył ćwiczeniem małych rączek. W tym momencie jest to jedna z praktykowanych zabaw u nas. Z naklejkowych okrągłych buziek  Żuk układa kształty, wypełnia obrazki np. ogon wiewiórki i robi naklejkowe gąsienice. Ogląda później swój kolorowy zeszyt i opowiada mi przeróżne historie o postaciach znajdujących się w nim. Kolejnym plusem jest ćwiczenie wyobraźni. Ona jest szczęśliwa bo robi to co lubi, a mi  naklejki przestały przysłaniać cały świat.
Polecam PR!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)