piątek, 19 września 2014

A w niedzielę karmię kaczki u Nowowiejskiego

Osiem lat temu mój wtedy jeszcze nie mąż jadąc krajową 16 - nastką w stronę Mrągowa oświadczył mi "to małe miasto, brzydkie miasto". Faktycznie wjechałam i się przestraszyłam. Było okropnie - nikomu nie ubliżając. Było szaro, smutno i po prostu brzydko. Takie Barczewo zapamiętałam z pierwszej wizyty tam.
Przez te 8 lat wiele się jednak zmieniło. Prężnie działający ludzie zaprowadzili ład i porządek, a "dobry szeryf" miasta dzięki, któremu to wszystko mogło zaistnieć spisał się na medal. 
Powstały skwerki i parki, w których można spędzić miło czas. Najpiękniejszy jak dla mnie amfiteatr  ze stawem na środku, w którym to dumnie pływają kaczki i łabędzie. Stanowisko archeologiczne, którym poszczycić się mogą tylko wybrane miasta. Szare, zniszczone ulice zaczęły świecić paletą barw pomalowanych i odświeżonych budynków. A przepych kolorów upiększył swym wyglądem pobocza ulic, które kipią kwieciem.
Z roku na rok coraz więcej niebarczewiaków (że się tak wyrażę) zmienia zdanie na temat społeczności barczewskiej. Przestałam słyszeć na lewo i prawo, że mieszkają tam nieroby i patologia. Przestano postrzegać miasto i społeczność przez pryzmat znajdującego się tam więzienia.... W końcu nie tylko w Barczewie jest taka jednostka. 
Oprócz wielu cennych zabytkowo kamienic, kościoła i stanowiska archeologicznego wyłoniło się wreszcie piękno tego miasta. I jak 8 lat temu powiedziałabym NIGDY NIE POKOCHAM tego miejsca, tak teraz zauważam, że zaczynam chyba zapuszczać tu korzenie, a miasto to UBÓSTWIAĆ! 
Gdy patrzy się tu w niebo, na tle błękitu wybucha zieleń, spowija ona ten naturalny sufit nad ulicami. Soczyste korony drzew latem dają chwilę wytchnienia od palącego słońca,a jesienią nadają nutę folkloru swym pięknem. Panuje tu istny przepych. Przepych barw natury.
 Gdy mieliśmy problemy z tym żeby Żuk poszła spać w dzień często wsadzaliśmy ją w samochód. Tam odpływała jak na zawołanie. A częste wizyty w Barczewie stały się naszą małą tradycją, gdyż stanie na parkingu przy ratuszu, czekanie aż dziecko się wyśpi i podziwianie widoków jest samą przyjemnością i cieszy oczy. Później był obowiązkowy spacer i karmienie kaczek przy amfiteatrze oczywiście.
Każdemu polecam to miejsce odwiedzić choć raz. Dostrzec jego piękno. Poczuć atmosferę starych uliczek miasta Feliksa Nowowiejskiego.... W sam raz na niedzielny spacer z rodziną.
Pozdrawiam PR!


















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)