piątek, 29 sierpnia 2014

O tym jak strzeliłam sobie w stopę chcąc zadowolić me dziecię :)

Opowiem Wam dzisiaj jak strzeliłam sobie w stopę.... Nie dosłownie, ale boli....
To, że książki kochamy całą naszą  trójcą wiecie, bo prawię na ten temat nie od dziś. Tradycją stało się że jak jedziemy po zakupy bez Żuka przywozimy jej COŚ w postaci książki. Ona się z tego cieszy, a my się cieszymy z tego, że woli książkę od lizaka, czy cukierka. Byłam więc na zakupach i nabyłam w sklepie jak zwykle książeczkę. Jedna, smutna tam leżała, pomyślałam przejrzę i jak tekst nada się do czytania to wezmę. Nadał się.
Książka warta przeczytania dla maluchów i dla trochę starszych dzieci również. "Marysia na basenie" tytuł głosił - autorzy N.Berkane; A. Nesme; Wydawnictwo Debit. Choć nie lubię książek i bajek o gadających zwierzętach nie uważam, że są one złem wcielonym i czasami od nie lubię można iść na ustępstwo. Książeczka to opowieść o misi koala o imieniu Marysia i jej rodzinie. W tej części akurat rodzina koalów wybiera się na basen i wszystkie czynności z zabawą na basenie włącznie opisane są krok po kroku. Od szatni po kolację w domu. Dobre gdy szykujemy się na wyprawę na basen po raz pierwszy. Prosty i jasny przekaz. Lekko się czyta. Żuk zainteresowana treścią.
 Pomyślałam czemu by nie dokupić więcej książeczek z tej serii. Żuk dostrzegła na tylnej części okładki jeszcze inne części  - zamówiłam więc to co pokazała paluszkiem.
1. Marysia jest starszą siostrzyczką - nie jest to wykład dla maluchów o świecie widzianym z perspektywy rodzeństwa ale na dobry początek żeby się rozpędzić może być. Takie wprowadzenie. Powiem tak, kolejna część mnie nie zawiodła.
2. Marysia na wsi - przyjemna opowiastka o tym kogo spotyka się na wsi, skąd się bierze mleko i dlaczego króliki mają takie duże zęby. Kolejny plus dla tej serii.
3. Marysia i wesoły dzień w przedszkolu - idziemy do nowego przedszkola więc u nas temat na czasie. Ta akurat zakupiona była bardziej dla mnie niż z jej woli, ale czytana równie ochoczo z innymi częściami. Nie zawiodła mnie również i ta część. Dzień w przedszkolu ukazuje jako dobrą zabawę, a nie przymus i obowiązek. Kupiona z premedytacją - ale dobrze zainwestowana gotówka!
4.Marysia urządza urodziny - jak sama nazwa mówi kwintesencja przyjęcia urodzinowego - przyjaciele, prezenty, czapeczki, serpentyny i TORT! O ZGROZO! przypomniała sobie o torcie i musiałam w sierpniu też urządzać jej urodziny....
 Zostały jeszcze dwie części, które posiadamy, zakupione na prośbę Żuka i nie do końca trafione. Kojarzycie taką sytuację - LEGO na bosej stopie w środku nocy, w ciemnym pokoju? No to te dwie części były dla mnie tym LEGO. Przyznam się szczerze do wielkiego błędu. Powinnam je najpierw przeczytać sama zanim zrobiłyśmy to wspólnie, a nie zrobiłam tego. Pomyślałam sobie skoro tamte były takie przyjemne i z łatwością mój niespełna trzylatek przyswajał ich tekst to w tych dwóch częściach - choć tytuły z lekka przerażają powinno być także łagodnie. Pewnie jej nie przestraszy...i nie zachęci do bycia chytrą....Pewnie...W błędzie byłam i to  wielkim.
5. Marysia boi się ciemności - po tej części Żuk używa stwierdzenia "boję się" nagminnie, nie wiedząc mam wrażenie do końca co ono oznacza. Choć w przerażający sposób nie ukazuje nocnych strachów to dziecko które ich nie posiada jeszcze, może odkryć, że jednak je ma....
6. Marysia. To moje - Żuka zafascynowała tylko połowa książki, nie wyciągnęła wniosków i nie załapała pointy, efektem było zaproszenie nas (mnie i męża mego) do wspólnej zabawy kolejką po czym zabranie nam wszystkich pociągów i wagoników z okrzykiem to moje. Nie pomogły tłumaczenia i wykład na temat tego co spotkało Misię Marysię gdy nie chciała się podzielić z koleżanką...To moje i już!
Podsumowując. Seria dobra dla młodszych i trochę starszych dzieci. Powiedziałabym że przedział wiekowy od 2 do nawet 6 lat. Jedynym warunkiem jest to że tym młodszym serwujemy nie wszystkie części z serii - warto przeczytać samemu zanim zaproponuje się dziecku. Zazwyczaj tak robię - teraz już będę zawsze! Prosty jasny przekaz, przyjemny tekst ubarwiony słówkami z obrazkami dla podkreślenia jego sensu. Obrazki przyjemne, także z prostym i jasnym dla dziecka przekazem, nawiązującym do tekstu. Nie ma elementów alternatywnych i szału pstrokacizny. Jedyną wadą serii jak dla mnie jest fakt że rodzina jest gadającą rodzinką misiów, a nie zwykłych ludzi, ale w tak nienachalny sposób jest to przedstawione że idzie się zapomnieć czytając. Polecam osobiście i Żuk również.
Pozdrawiam PR!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)