wtorek, 12 sierpnia 2014

"Dużo bym dał by przeżyć to znów. Wehikuł czasu - to byłby cud!"

Czasami trzeba spakować torby i wyruszyć w drogę. Są takie sytuacje że nie ma się wyjścia....Może dobrze że są, bo przy okazji można spotkać się z rodziną, tą dalszą, dawno niewidzianą. Ponadto można chwilowo wyhamować, zatrzymać się na moment i zastanowić, albo powspominać, cofnąć się w czasie.
Spakowałam siebie i Żuka, napisałam list miłosny do A. i wyruszyłam. Niby nie daleko. Do domu. Ruchliwość Żuka spowodowała, że trafiłam w miejsca, na które nie mam czasu zazwyczaj jak przyjeżdżam w odwiedziny do mamy. Ona śmiga na rowerze, a ja na aparacie....
Chyba dobrze mi taki wyjazd zrobi. Utwierdzam się w przekonaniu, że odzwyczaiłam się od ruchliwego miasta.  Kocham  swoje zadupie....

Zostawiłam Lubemu liścik i wyruszyłyśmy.
Do Morąga - do domu - dotarłyśmy po 1,5 godz przejażdżce...


Wspinaczka nas czekała....na 4 piętro...
Dałyśmy radę :)



Czasy liceum mamusi się przypomniały....ach...


i matematyka się przypomniała....




No i na wsi też byłyśmy, kotki i pieski były...i kwiatki do przesadzania...


Jutro wracamy!
Do siebie!
Bo wszędzie dobrze, ale w swoim łóżku najlepiej :)















1 komentarz:

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)