piątek, 25 lipca 2014

Małosolny czuły punkt.

Jestem w pełni szczęśliwa. Wychodzę z domu i najadam się dosłownie do bólu owoców i warzyw...takich świeżutkich prosto z ogrodu i sadu. Jak byłam w ciąży z Żukiem to większość dnia spędzałam na ogołacaniu drzew z owoców i myszkowaniu po warzywniaku...Pewnie dlatego ona teraz pochłania tak wielkie ilości warzyw i owoców.  Samo zdrowie chciałoby się rzec.
Jeszcze większa radość ogarnęła mnie wczoraj jak teściowa przyniosła do domu wiaderko świeżych ogóreczków. Oczywiście jako nieperfekcyjna pani domu nie potrafię zrobić ani kiszonych ogórków, ani małosolnych... W sumie tych małosolnych nie potrafiłam do wczoraj. Teściowa jak usłyszała że nie wiem jak się je robi, skwitowała mnie słowami "no wiesz ty co, Ilona! toż to tylko koper, czosnek i łyżka soli na każdy litr wody...". Także tego... jakby ktoś jeszcze nie potrafił a głupio mu było się przyznać się przed teściową albo mamusią to oświadczam wszem i wobec że do umytych ogórków dodaje się koper całe gałęzie z baldachami - no prawie całe, bo bez korzeni, kilka przekrojonych i obranych oczywiście ząbków czosnku i zalewa się to ciepłą wodą do każdego litra wsypujemy czubatą łyżkę soli. Ot i cała filozofia!
Moje już są w gliniaku, dziś już mają lekki posmak soli z koprem...Ogórkową ucztę czas zacząć!
Pozdrawiam PR!
PS. korniszony za to potrafię robić, także nie do końca jestem nieudacznikiem nie...? ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cieszę się drogi czytelniku, że chcesz pozostawić po sobie ślad. Proszę jednak o przemyślane dobieranie słów, gdyż odkąd mam dziecko oduczam się przeklinać :)