wtorek, 20 czerwca 2017

Pani Wiecznego Remontu

Jestem, żyję i miewam się całkiem nieźle. Już jakiś czas temu ustaliliśmy sobie, że niedoczas to moje drugie imię, czego efekty widać na blogu - znaczy się widać, że nic nie widać.
Zacznę od tego, że chyba powinnam zmienić nazwę na Pani wiecznego remontu albo Pani z domu wiecznego remontu, gdyż dom wiecznego remontu jest znowu (UWAGA UWAGA!) w remoncie.  Jeśli stać was na nowy  nie inwestujcie w stare rudery, nie idźcie tą drogą.....
Między wierceniem, kuciem i waleniem, robię to co każda normalna kobieta, zajmuję się dziećmi, piorę, piorę, piorę, prasuję, piorę, zdarza mi się nawet ugotować coś jadalnego i bez kawałków tynku ;) a do tego ciągle mam upaprane ręce farbą do mebli, bejcą lub innym impregnatem - nie wiedzieć czemu. 
Odkąd nasze drugie dziecię zaczęło przemieszczać się sprawnie po całym domu okazało się, że używanie w nim miotły do zamiatania nie ma żadnego sensu. Gdyby nie fakt posiadania odkurzacza, myślę że zasypalibyśmy się brudem - wiecznie brudny dom wiecznego remontu - określenie idealne.
Hrabia przebija wszystko i wszystkich, zasuwa jak mały samochód, wspina się na wszystko na co tylko da radę, a jak nie daje rady to coś sobie podsunie (np. samochodzik, który nie wiedzieć czemu czasem mu odjedzie i guza pozostawi na obitym łbie) i okazuje się, że jednak daje radę. Dzieciak petarda. Taki wiecie po trupach do celu, wszędzie wejdzie, wszystko zrobi. Jest zafascynowany śrubami, kołami i przeróżnymi mechanizmami do napędzania pojazdów. Nie boi się absolutnie niczego. Zaczyna przejawiać cechy tzw. cygańskiego dziecka - komenda chodź potulimy wystarczy żeby sobie poszedł do jej nadawcy. Na domiar złego potrafi wypowiedzieć imię siostry i swoje (oczywiście w tylko mi zrozumiałym języku), woła babcię, dziadka, tatę, kota i traktor, a zapytany czy ma mamę kiwa głową, że nie wydając z siebie dźwięk (eeee). Proszony o powiedzenie mama robi to samo.....śmiać się czy płakać? Sama nie wiem.....
Żukowa Panna jakoś dziwnie cofa się do poziomu brata - zwłaszcza wieczorami kiedy pada komenda spać. Zaczyna się wtedy najlepsza zabawa i to nawet z bratem! Kibicuje mu swoim zaraźliwym śmiechem, a gdy my nie wytrzymujemy i parskamy ze śmiechu gdy Hrabia zrobi coś zabawnego zaczyna go naśladować. Wczoraj np. Młodszy wlazł na oparcie łóżka, a ona próbowała robić to samo, gdy powiedziałam żeby zaniechała tego procederu bo jej waga i gabaryty uśmiercą nasze ukochane łoże obraziła się i wyszła z sypialni z przytupem i tekstem "TAKA Z CIEBIE MAMA, ON MOŻE A JA NIE!". Także okazało się, że chyba trochę kiepska. Choć prawdę powiedziawszy on też nie mógł, tylko jak ta pchła na psim ogonie, co go spędziłam to właził znowu.....Prawda jest taka, że papugują się wzajemnie, zwłaszcza w tych najgłupszych rzeczach....
Front gospodarski ściśle zacofany. Myślę, że ten śnieg sypiący 10 maja trochę mu w tym pomógł. Nie wspomnę już o przymrozku z 3 czerwca..... Wszystko co zaplanowaliśmy, a nawet więcej jest i rośnie, choć jakoś dziwnie deszcz znów nas omija. Żeby tylko deszczowe zeszłoroczne żniwa się nie powtórzyły.... Jak na razie, pańskim okiem tuczymy te nasze szkapiaste uprawy doglądając codziennie i modląc się jak co roku żeby dało nam zebrać plony. Ach żeby tak mieć guzik do sterowania pogodą....
Poza tym co wyżej wymieniłam, chyba jesteśmy dość nudnym narodem, albo coś mnie omija, bo jakoś tak do dodania nic więcej nie mam. Remont będzie się ciągnął pewnie jeszcze ze 2 miesiące (spokojnie spokojnie, na przyszły rok kolejny zaplanowany ;)) a później zaczną się zbiory.... jak nie zwinę kramu to nadrobię zimą... 
Tymczasem miłego urlopowania Wam życzę, lipa kwitnie więc polecam zapasy na zimę zrobić i do przeczytania!
PR





środa, 24 maja 2017

Czytu tu czytu tam: Lotte Piratka + KONKURS

Wszyscy mi mówią, że wychowywać dziecko na wsi jest cudownie. Podkreślają przy tym jaka to swoboda i możliwości rozwoju dla niego. A ja się zgodzę z tym tylko w połowie, tylko z perspektywy rodzica.
Moje dzieciństwo upłynęło mi w miejscowości gdzie dzieci było na tak zwane pęczki. Była nas wielka banda i zawsze, któreś z nas wymyśliło coś ciekawego do roboty. Nie nudziliśmy się dlatego, że zaprzęgaliśmy do pracy nie jeden, a "dzieści" kreatywnych dziecięcych umysłów. 
Moja córka nie ma niestety tyle szczęścia co ja. Mieszkamy w miejscu, które liczy sobie kilkanaście numerów, z czego jedna trzecia z tych osób po pracy znika w swoich mieszkaniach w mieście. Nie ma koleżanek, nie ma rówieśników, a jedynymi towarzyszami zabaw są psy i koty. Jej młodszy brat nie umie się jeszcze z nią bawić, nie rozumie sensu większości jej zabaw i często bardziej jej przeszkadza niż pomaga. Żukowa Panna dryfuje więc jak samotna wyspa pośród morza sadów i pól, a żaden żywy organizm, czy to roślina, czy zwierzę nie są jej obce. 
Staramy się jak możemy aby jej ten czas w domu umilać, trochę może nawet rekompensujemy jej te braki towarzyszy zabaw, oczywiście zabawkami. Jednak to głównie dzięki niej samej, dzięki jej wyobraźni i  kreatywności, jej zabawy są udane i ciekawe. Taka mała dzielna dziewczynka.
Taką dzielną dziewczynką jest też Lotte, bohaterka książki, którą miałyśmy okazję poznać dzięki wydawnictwu Polarny Lis
Zdarza się Wam kupować książki po okładce? Powiem tak - nie należę do takich osób, aczkolwiek kilka takich wybryków mam na swoim koncie. Wszystkie oczywiście nieudane. Dlatego też teraz jak kupuję książki dla dzieci, przeglądam treść. 
"Lotte piratka" autorstwa Sandrine Bonini i Audrey Spiry, to książka, której nie kupiłabym ani po okładce ani po tytule. Gdy dostałam propozycję recenzji podeszłam do niej dość sceptycznie, nawet nie powiedziałam o niej Żukowej Pannie zanim nie przyszła do domu. Ba! Zastrzegłam sobie, że jeśli nam się nie spodoba recenzji nie będzie. Nie zachwycił mnie jej widok, ani tytuł.  Nie dla mnie jednak była przeznaczona, postanowiłam więc dać jej szansę.
 Jak można się domyślać i tym razem się zawiodłam, tyle że w tą dobrą stronę. Już pierwsza kartka,  jeszcze ta przed samym tekstem, z mnóstwem kolorowych obrazków woła otwórz mnie, zajrzyj i sprawdź.... Żuk zobaczyła między tymi obrazkami pająka i oczy jej się zaświeciły.... Nie zdążyłam przewertować treści pierwsza. Z tym błyskiem w oku i na bezdechu wydusiła z siebie "CZYTAJ!". No i przeczytałam, a później jeszcze 3 razy....
"Lotte piratka" to opowieść o takiej dziewczynce jak moja córka, dziewczynce której do zabawy musi wystarczyć wyobraźnia i wszystko to co napotka na swojej drodze, bo wychowuje się pośrodku niczego. Notabene tak jak Żuk świetnie sobie z tym radzi, a nawet twierdzi, że nic więcej jej do szczęścia nie trzeba. Żuk dopóki nie poszła do przedszkola i nie zasmakowała zabawy z rówieśnikami też była samowystarczalna, teraz chodź nadal dzielna czasem mówi, że przydałaby się jej jakaś koleżanka w pobliżu, choć jedna. Książka ta niesie przesłanie podobne do wniosków mojej córki - że warto czasem mieć przyjaciół.
Dzięki Lotte piratce mamy okazję biegać po dżungli, przytulać się do dzikich zwierząt, smakować egzotycznych owoców i napawać oczy pięknem przyrody. Czytając książkę słyszysz dźwięki dżungli, czujesz wilgotne powietrze przed deszczem i oddychasz świeżością lasu. Jest to jedna z tych pozycji, do której będziemy często wracać. 
Żuk w wolnych chwilach ogląda piękne kolorowe obrazy wręcz przesycone kolorem. Wynajduje w nich różne ciekawe szczegóły, na które zapewne ja nie zwróciłabym uwagi. 
Treść jest jasna dla małego czytelnika. Już pierwszego dnia Żuk była w stanie streścić mi historię Lotte, a nawet sama zauważyła swoje podobieństwo do małej piratki, dzięki czemu natchnęła mnie do napisania tego posta.
Obie z Żukową Panną szczerze Wam tę pozycję polecamy i niech nie zwiedzie Was jej wygląd i tytuł, tak jak mnie....

Dzięki Wydawnictwu Polarny Lis mamy dla Was jedną książkę "Lotte piratka".
 Jedyne co wystarczy zrobić to do końca maja (31.05.2017 23.59) zostawić komentarz na blogu ze swoim imieniem, nazwiskiem lub pseudonimem i podpisem komu chcielibyście podarować tę ciekawą historię. 
Miło nam będzie również jak udostępnicie informacje o konkursie na swoich profilach na Facebooku (ale to nie jest obowiązkowe).
1 czerwca w Dzień Dziecka Żukowa Panna wylosuje jedną osobę, której będziemy mogły podarować nasz dodatkowy egzemplarz książki. Dane tej osoby zostaną umieszczone na końcu tego posta.
Pozwodzenia i do przeczytania!
PR i Żuk
video







sobota, 20 maja 2017

Najmojsza z moich prawd o życiu

Nie ma recepty na życie, na rodzicielstwo, udany związek czy kontakty międzyludzkie. Nie ma kodeksu według, którego nic byśmy nie spierdzielili. Dzięki któremu wszystko zrobilibyśmy przynajmniej dobrze jak nie idealnie..... Na próżno szukać poradników, bo to co sprawdziło się u kogoś, nie oznacza wcale, że sprawdzi się także i u nas.
Można się upierać, zapierać, buntować, krzyczeć lub walić głową w mur. Można być biernym, wyłączonym lub obojętnym. Pewnych rzeczy nie przeskoczysz choćbyś wspierał się tyczką. 
Są za to na świecie złote półśrodki, które w zastosowaniu do metody prób i błędów przynoszą efekty.

1. Magiczne słowa. Moje dziecko ma taką cukierkową książeczkę z kucykami o tej jakże tajemniczej nazwie. Wbrew pozorom i na przekór całej cukierkowości książeczki dla dzieci, jest ona jednym z większych kompendiów wiedzy, jakie świat widział. Na próżno szukać tam abrakadabry, czy czarówmarów....
Sześć twardych kartek. Dziesięć mądrych zdań. Jeden logiczny  wniosek: dzięki PROSZĘ PRZEPRASZAM i DZIĘKUJĘ można więcej, częściej i bardziej. I nie ważne jest czy używasz tego do dziecka, babci, pani w urzędzie, na poczcie czy w sklepie. Hydraulika, Sprzedawcy, urzędnika, nauczyciela, księdza, cioci, brata.... Używaj częściej.... Działa!
Do tych trzech ważnych dodałabym jeszcze DZIEŃ DOBRY i DO WIDZENIA, takie drobinki kultury i dobrego wychowania....

2. Uśmiechnij się, albo inaczej przestań się rzucać i bądź miły, albo choć uprzejmy.... Na agresję mało kto reaguje spokojem i opanowaniem. To taki nasz mechanizm obronny, agresją w agresję.... Czasem wystarczy jednak się uśmiechnąć i być po prostu miłym. Nijak krzyczeć na kogoś kto jest dla Ciebie uprzejmy.
A jeśli możesz ustąpić, ustąp i przytaknij z miłym uśmiechem na twarzy..... Nic tak nie wkurza już wkurzonego jak szczery uśmiech i przytakiwanie.....

3. Słuchaj. Wiem, że obecnie żyjemy w czasach ja najmądrzejszy i cała reszta, gdzie moja prawda jest najmojsza, ale czasem warto jest chociaż wysłuchać argumentów innych. Nie wiąże się to od razu z robieniem czegoś jak ktoś chce, pójściem na ugodę czy porzuceniem własnej ideologii życiowej. Zdarza się jednak, że inni potrafią mówić tak samo mądrze jak my, czasem nawet bardziej. Nie ważne, że ten inny jest stary i co on tam wie o współczesnym życiu, nie ważne że jest młody i świata nie zna tak jak ja.....Czasem ten starszy czy młodszy patrzy na pewne sprawy bardziej obiektywnie i niejednokrotnie wskaże coś czego najmojsza prawda nie dostrzega. Po prostu wysłuchaj....

4. Nie traktuj innych z góry. Być może  jesteś od kogoś mądrzejszy, ładniejszy, bogatszy.... Masz tego świadomość? Świetnie! Brawo! Gratuluję Ci, że masz wysoką samoocenę, tak wiele jest wartościowych osób na świecie, które nie potrafią się docenić za swoje umiejętności, tobie się udało! SUPER!
Jednak pamiętaj, że każdy powinien być szanowany! Nie ważne, że ktoś jest mniej mądry niż Ty, robi błędy  ortograficzne, nie potrafi tak szybko liczyć, ma niższe IQ, a jego zarobki to zaledwie 1/4 Twoich.... Szacunek należy mu się taki sam jak Twojemu najlepszemu kumplowi, szefowi, papieżowi, czy prezydentowi.... Nie traktuj ludzi z góry, nie pogardzaj, bo Ty tez możesz kiedyś trafić na mądrzejszego od siebie .....
Traktuj ludzi tak, jak sam byś chciał być traktowany!

Niby wszyscy jesteśmy mądrzy, niby oczytani, niby wykształceni.... A jednak wielu z nas  zapomina o takich podstawowych półśrodkach lepszego życia. A czasami wystarczyłoby zwykłe dziękuję, czy przepraszam..... Super że jesteś, ładnie wyglądasz, cieszę się że Ci się udało.....
Tak niewiele, a tak DUŻO...

Dziękuję za uwagę Ilona